Na tropach wyklętych

Ze Sławomirem Zajączkowskim, scenarzystą komiksów historycznych,
m.in.: "Łupaszka. 1939", "Wyzwolenie? 1945" i serii "Wilcze tropy", rozmawia
Bogusław Rąpała

Dlaczego właśnie komiks historyczny?
– Moja przygoda z komiksem trwa już bardzo długo. Zaczynałem jako czytelnik,
kolekcjoner, publicysta, teraz pracuję jako scenarzysta. Drugą moją pasją jest
historia. Udało mi się je połączyć.

Wiele osób w sposób lekceważący traktuje komiksy, postrzegając je
wyłącznie jako formę rozrywki. Tymczasem w komiksach historycznych opowiada Pan
o wydarzeniach i postaciach niezwykle ważnych dla naszej historii. Najnowsza
seria zatytułowana "Wilcze tropy" to opowieść o żołnierzach wyklętych.

– Takie podejście do komiksów, o jakim pan wspomniał, może wynikać z opacznego
rozumienia samej nazwy tej formy opowiadania, ponieważ w języku angielskim
podobnie brzmiące słowo "comic" oznacza coś komicznego, z kolei starszemu
pokoleniu komiks kojarzy się z obrazkowym substytutem książki. Jednak w
ostatnich latach dużo się w Polsce zmieniło, jeśli chodzi o postrzeganie
komiksów. Obecnie patrzy się na nie zupełnie inaczej. I dobrze – bo współczesny
komiks to medium podobnie jak powieść lub film – z bardzo bogatymi środkami
artystycznego wyrazu, z bogatym, twórczym językiem. Proszę pamiętać, że kiedy do
kin weszły pierwsze filmy, również nie zostały potraktowane zbyt poważnie.

Rzeczywiście, jeszcze 20 lat temu w księgarniach lub bibliotekach trudno
było znaleźć coś takiego jak komiks historyczny. Teraz się to zmienia. Z czego
to wynika?

– Być może chodzi o to, że istnieje potrzeba opowiadania o rzeczach ważnych,
czasem nawet trudnych i bolesnych, i szuka się różnych nowych sposobów ich
przekazywania. Oczywiście nie wszystkim może podobać się taka forma narracji.
Według mnie, wbrew pozorom Polacy są niezwykle wymagającymi odbiorcami kultury i
negatywnie oceniają to, co im serwują popularne media: telewizja i internet, w
sferze kultury i rozrywki. Bo ta propozycja jest na bardzo niskim poziomie.
Dlatego wielu czytelników, widzów szuka różnorodnych form artystycznych, które
sprostałyby ich wymaganiom. Także komiksu. Wydaje mi się, że komiks historyczny
nie pojawiłby się, gdyby nie było takiej potrzeby na rynku odbiorców.

Walka o wyzwolenie Polski to główny temat Pańskich komiksów. Uważa się
Pan za patriotę?

– Gdybym nim nie był, nie podjąłbym się pisania scenariuszy o takiej tematyce.
To również wyzwanie, bo temat walki o wyzwolenie Ojczyzny to przecież jeden z
najszlachetniejszych tematów, jaki może sobie zadać twórca. Jest obecny w wielu
dziełach polskich malarzy, ilustratorów, kompozytorów, dramaturgów, pisarzy czy
poetów – od czasów oświecenia, poprzez romantyzm, pozytywizm, XX-lecie
międzywojenne, aż po współczesność. Zdaję sobie z tego sprawę. Tym bardziej
chcę, żeby nasze utwory poprzez temat nawiązywały do tej tradycji. Uważam je też
za wyzwanie artystyczne. Nie jest też tak, że potrafiłbym napisać scenariusz na
każdy temat. Henryk Sienkiewicz twierdził, że o tym, czy dany autor podejmuje
jakiś temat, czy też nie, decyduje tajemnica jego organizacji uczuciowej i
artystycznej. Myślę, że trafił w sedno. Oprócz tego uważam, że historia ma tę
przewagę nad doczesnością, iż łatwiej w niej odnaleźć wartości uniwersalne.

Zazwyczaj głównymi odbiorcami komiksów są dzieci i młodzież. Stawia Pan
sobie za cel krzewienie patriotyzmu wśród młodzieży, która przedstawiane przez
Pana postacie mogłaby traktować jako wzór do naśladowania?

– Nie stawiam sobie specjalnie żadnych celów. Nie chcę na siłę nikogo
przekonywać do swoich racji, światopoglądu czy artystycznych koncepcji. Staram
się z rysownikiem tworzyć komiksy dla odbiorców w każdym wieku. Uważam, że dobry
komiks, tak jak dobra powieść, przeznaczony jest dla czytelników od lat 7 do
107. Tak jak powieści Sienkiewicza. W historiach z życia żołnierzy wyklętych
patriotyzm jest tak bardzo zakorzeniony, że nie muszę specjalnie starać się o
jego zaakcentowanie. Bohaterowie naszych komiksów są wzorem patriotyzmu i próba
przedstawienia ich w jakikolwiek inny sposób byłaby wypaczeniem.

Ma Pan świadomość, że pisząc np. o żołnierzach wyklętych, bierze Pan
udział w odkłamywaniu historii? Do dzisiaj w sieci można znaleźć wiele
krzywdzących informacji na ich temat. Pamięć o tych ludziach próbuje się również
zabić milczeniem…

– Zastanawiam się, skąd się to bierze. Może to wynikać z uwarunkowań
politycznych. Ale nawet tylko z punktu widzenia artystycznego te tematy są
kapitalne do realizacji. Przecież tam bohaterami są młodzi ludzie. Ich historia
obfituje w mrożące krew w żyłach akcje, strzelaniny, pierwsze miłości, życiowe
wybory. Dziwię się, że przez ostatnie dwadzieścia lat powstało tak mało
literatury popularnej na ich temat, nie mówiąc już o filmie kinowym. Przecież
powinno być tak jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie czasom Dzikiego Zachodu
poświęcono cały gatunek filmowy zwany westernem i w tej formule doskonale można
było opisywać wszelkie historie dotyczące istotnych ludzkich problemów. Sytuacja
po drugiej wojnie światowej to niezwykle wdzięczny materiał dla pisarzy i
filmowców. Mamy tam młodych bohaterów o nieskazitelnych postawach
patriotycznych, a przede wszystkim jest to nasza rodzima historia. Kto ma ją
rozumieć lepiej niż my? Ten okres to prawdziwy wehikuł dla pokazywania wielkich
wydarzeń oraz wyrazistych i pięknych postaci. A co do tego odkłamywania…
Pewnie coś w tym jest, bo przeciętny czytelnik nie dysponuje obszerną wiedzą
historyczną i warto mu jej trochę przekazać, także w takiej formie jak komiks.

Co Pana szczególnie zachwyciło w żołnierzach wyklętych?
– Przede wszystkim ich niezłomność. Żyli w bardzo trudnych czasach.
Zaangażowanie się w działalność niepodległościową było równoznaczne z
poświęceniem życia. Nie mieli czasu na życie rodzinne. Dla nich liczyła się
tylko Ojczyzna. To dzięki nim możemy teraz żyć w wolnej Polsce. Mówiąc o tym,
łamie się głos. Być może zabrzmi to patetycznie, ale ci ludzie kochali swoją
Ojczyznę miłością bezwarunkową i byli gotowi poświęcić dla niej wszystko. Oni
tacy po prostu byli. Tworząc takie komiksy, pokazuję, że postawy patriotyczne
naszych bohaterów wynikały z czynnika ludzkiego, a nie z jakiejś banalnej
tkliwości, frajerstwa. Staram się pokazać, że ci ludzie walczą za Ojczyznę, bo
tak czują, a nie dlatego, że przeczytali jakiś wierszyk z okresu międzywojennego
albo że nie rozumieją świata.

Czy patriotyzm dzisiaj różni się od patriotyzmu młodych ludzi
przedstawianych w Pańskich komiksach?

– Brak postaw patriotycznych dzisiaj wynika według mnie z braku wzorców i braku
wiedzy. Gdybyśmy znali historię żołnierzy wyklętych i ich życiorysy, to byłoby
nam łatwiej podejmować pewne decyzje i oceniać określone zjawiska, które mają
miejsce we współczesnej Polsce.

Na pewno nie sprzyja temu ograniczanie liczby godzin historii w
szkołach, co ma teraz miejsce…

– Być może w takiej sytuacji większą rolę powinni odgrywać rodzice. Dziś trzeba
na własną rękę szukać odpowiedzi na pytanie, czym jest patriotyzm. Państwo nam w
tym nie pomaga. Każdy sam musi w sobie ten temat przepracować. Można czytelnikom
i widzom w tym pomóc, wychodząc do nich z ciekawą ofertą poruszającą tematy
patriotyczne. Ludziom brakuje odniesień do postaci i wydarzeń naprawdę
wartościowych, tym bardziej że to, co widzą w telewizji i internecie, to
sieczka, w większości poniżej elementarnego poziomu. Ludzie wiedzą, że to marny
poziom, ale mają mało alternatywnych wyborów. Owszem są twórcy, którzy wbrew
wszelkim trudnościom osobistym czy finansowym tworzą rzeczy wartościowe, i są
odbiorcy, którzy wartościowych rzeczy szukają. Odbiorcy utworów "lewicowych" na
pewno zużywają mniej energii na poszukiwania – wszystko mają podane na tacy.
Może warto, skoro wspomniał pan o szkole, zachęcać dzieci w szkołach do takich
poszukiwań; warto też rozbudować działy poświęcone "kulturze i sztuce" w
bardziej konserwatywnej prasie.

Przejdźmy teraz do szczegółów Pańskiej pracy nad komiksami. Z kim Pan
współpracuje?

– Głównie z moim przyjacielem Krzysztofem Wyrzykowskim. To absolwent Akademii
Sztuk Pięknych w Gdańsku, doskonały rysownik, według mnie jeden z najlepszych w
Polsce. Przy powstawaniu naszych komiksów dużą zasługę mają historycy
Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie – panowie Kazimierz
Krajewski i Tomasz Łabuszewski, którzy są pomysłodawcami naszych komiksów, w tym
serii "Wilcze tropy".

Proszę jeszcze opowiedzieć, jak wygląda praca nad komiksem historycznym.
Od czego trzeba zacząć?

– Najpierw historycy przygotowują materiały: książki, opracowania, relacje i
wspomnienia – całą masę lektur. Czytam to wszystko, a następnie zabieram się do
pisania scenariusza, co zajmuje mi w sumie około dwóch miesięcy. Od strony
technicznej scenariusz komiksu przypomina scenariusz filmowy. Musi być fabuła,
punkty zwrotne, przeciwności losu, postacie nie mogą być mdłe, bohaterowie
powinni mieć jakąś sprawę do załatwienia czy misję do wykonania, czasem zdarzają
się wątki miłosne, czarne charaktery itd. Tak więc z jednej strony trzeba mieć
wiedzę, jak wyglądają scenariusze filmowe, a z drugiej posiadać umiejętność
pracy badawczej właściwą historykom i wreszcie intuicję w odtwarzaniu realiów
epoki – nie wszystko przecież zostało spisane. Po napisaniu scenariusza rysownik
rysuje ilustracje, co z kolei pochłania ok. 4-5 miesięcy. Oczywiście ilustracje
muszą być atrakcyjne graficznie i wizualnie, staramy się też, aby postacie,
stroje i architektura były zgodne z epoką. Kadry i plansze wykonane są zgodnie z
zasadami kompozycji, komiksy rysuje się zwykle na większym formacie – A3, potem
na rysunek ołówkiem trzeba położyć tusz i kolor. Wreszcie należy zrobić okładkę
– do naszych komiksów Krzysztof maluje wielkoformatowy obraz akrylami. Pracy
jest dużo. Większości ludzi wydaje się, że komiks powstaje bardzo łatwo i
szybko, a tymczasem to prawdziwie benedyktyńska praca. Na szczęście wysiłek jest
tego warty, bo twórcy komiksów z reguły spotykają się z ciepłymi reakcjami
czytelników. Efekt naszej pracy przed pokazaniem czytelnikom sprawdzają jeszcze
historycy z IPN i korygują błędy. Jesteśmy w stanie zrobić maksymalnie trzy
komiksy rocznie.

Czy z któregoś komiksu jest Pan szczególnie dumny?
– Cieszę się z każdego następnego wydanego komiksu. Mówi się, że tyle jesteś
wart, ile twoja ostatnia książka. Zarówno ja, jak i rysownik oraz historycy z
IPN staramy się, żeby każdy komiks był lepszy od poprzedniego.

Jakich komiksów możemy się spodziewać w najbliższym czasie?
– Jeszcze w tym roku powinna ukazać się druga część serii "Wilcze tropy". Na
2012 rok przygotujemy wspólnie z OBEP IPN w Warszawie kolejne epizody "Wilczych
tropów" oraz komiks o zamachu na Kutscherę, który zamierzamy wydać w ramach
nowej serii ukazującej najważniejsze akcje dywersyjne AK z lat II wojny
światowej, pod roboczym tytułem "W imieniu Polski walczącej". Oprócz tego mamy
kilka bardzo ciekawych autorskich pomysłów i poszukujemy wydawców. Na wydanie
czekają trzy projekty komiksów: o wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r., o
ludobójstwie na Wołyniu i o roku 1612 – czasach hetmana Żółkiewskiego, bitwy pod
Kłuszynem, Dymitra Samozwańca i wyprawie Polaków na Moskwę. Wydaje mi się, że
projekty, o których wyżej wspominam, spełniłyby bardzo ważną i potrzebną rolę na
polskim rynku wydawniczym.

Ma Pan jakąś ulubioną postać ze swoich komiksów?
– Lubię wszystkie. Wejście w tamte czasy i tamte postacie wymaga dużego
zaangażowania. Bardzo przywiązuję się do postaci z moich scenariuszy. Wielu z
moich bohaterów mi imponuje. Jestem zafascynowany "Orlikiem" z drugiej serii
"Wilczych tropów", a z wcześniejszych komiksów "Ojcem Janem", "Żelaznym" czy
majorem "Łupaszką". Niemożliwe jest, żeby pisząc scenariusz o żołnierzach
wyklętych, podejść do tego na zimno. Każdy, kto się zetknie od strony
historycznej z tymi postaciami, musi je wręcz pokochać.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj