My Domu Polakom nie zabraliśmy

Ambasada Białorusi w Polsce zarzuciła władzom w Warszawie, że
podzieliły Polaków na Białorusi na „swoich i cudzych”. Zarzuty sformułowano w
specjalnym oświadczeniu ambasady dotyczącym odebrania Związkowi Polaków na
Białorusi Domu Polskiego w Iwieńcu.

„Warszawa podzieliła obywateli naszego kraju – etnicznych Polaków, na swoich
i cudzych. Obywatelom Białorusi narodowości polskiej odmawia się przyznania wiz
w związku z tym, że stanowią jakoby zagrożenie dla konstytucyjnego ładu Polski.
W istocie odbywa się to tylko dlatego, że wchodzą oni w skład prawomocnego
Związku Polaków na Białorusi” – czytamy w oświadczeniu białoruskiej ambasady.
Przy czym, mówiąc o legalnym związku, przedstawiciele ambasady mają na myśli ten
kierowany przez Stanisława Siemaszkę, którego wskazał reżim prezydenta
Alaksandra Łukaszenki. Według białoruskiej placówki, absurdalne są także
stwierdzenia Andżeliki Borys, przewodniczącej nieuznawanego przez władze w
Mińsku ZPB, iż to ona reprezentuje Związek Polaków na Białorusi. Zdaniem
ambasady, to właśnie Borys doprowadziła do rozdmuchania konfliktu, by w ten
sposób „korzystać z pieniędzy podatników polskich w swoich celach osobistych”.
„Białorusi ten konflikt nie jest potrzebny. Polakom białoruskim też. Jest on na
korzyść tylko tym, którzy, pragnąc nadal korzystać z pieniędzy podatników
polskich w swoich celach osobistych, starają się pokłócić dwa sąsiednie kraje –
Polskę i Białoruś” – napisano w oświadczeniu.
Ponadto – jak podkreśla PAP –
ambasador Białorusi w Polsce Wiktar Hajsionak w rozmowie z dziennikarzem Radia
Racyja określił wybór Andżeliki Borys na prezesa organizacji jako „bezczelny”,
stwierdzając, że wyboru dokonała „grupa ludzi zaproszonych przez Borys”.
Hajsionak stwierdził także, że od 2005 roku Polska przestała finansować Związek
Polaków na Białorusi, „kierując wszystkie środki finansowe na poparcie grupy
Borys”. – Jest zrozumiałe, że grupie Borys potrzebne jest podsycanie
zainteresowania nią, by nie pozbawić się tego wsparcia ze strony Polski, przede
wszystkim finansowego – sugeruje dyplomata cytowany przez PAP.
Ambasada
Białorusi w Warszawie twierdzi też w specjalnym oświadczeniu, że „Dom Polski w
Iwieńcu był i pozostaje własnością Polaków mieszkających na Białorusi”. Ambasada
argumentuje to tym, że Dom Polski w Iwieńcu „nie przechodzi ani na własność
państwa, ani na własność jakichkolwiek osób prywatnych”. – Domu Polskiego nikomu
nikt nie odbiera i nikt nikomu nie przekazuje. On jak był własnością
republikańskiego zjednoczenia – Związek Polaków na Białorusi, tak i pozostaje –
oznajmił pełnomocnik ambasadora ds. religii i narodowości Leonid Gulako.

Gdyby nie było zatrzymań przez milicję i gdyby milicja nie wyciągała z Domu
Polskiego Polaków, można by powiedzieć, że to nie było działanie władz
białoruskich. Jednak stało się inaczej, i to władza dokonywała zatrzymań. Ja zaś
mam prawo i obowiązek, jako prezes ZPB wybrany przez Polaków, bronić moich
rodaków – powiedziała w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Andżelika Borys. Dodała
także, że żąda od władz Białorusi jedynie tego, co w myśl konstytucji należy się
Polakom.
Borys podkreśla, że zapowiedzi władz, jakoby Dom Polski w Iwieńcu
miał w niedługim czasie wznowić swoją dotychczasową działalność, są tylko
mydleniem oczu. – Do dotychczas odebranych Polakom domów polskich Polacy nadal
nie mają dostępu, gdyż są one zamknięte. To o czymś świadczy – zaznaczyła
przewodnicząca ZPB.

Marta Ziarnik

 

—————————————————————-


<br
Przejęcie Domu Polskiego to bezprawie


Przejęcie Domu Polskiego to bezprawie

Prof. dr hab. Zdzisław Julian Winnicki, zastępca dyrektora Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, prezes Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”:


Orzeczenia Sądu Rejonowego w Wołożynie przyznającego prawo własności Domu Polskiego w Iwieńcu Związkowi Polaków na Białorusi, na którego czele postawiono Stanisława Siemaszkę, należało się spodziewać. Problem w tym, że „wybrany” na prezesa iwienieckiego oddziału ZBP przez „wskazanie” Stanisława Siemaszki – Mieczysław Buraczewski, dotychczasowy dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Iwieńcu, członkiem ZPB nigdy nie był. Jego „wyborcy” to przypadkowa publiczność koncertu, w tym cztery osoby od dawna sabotujące działania pani Teresy Sobol, prawowitej dyrektor Domu Polskiego w Iwieńcu z nadania ZPB Andżeliki Borys.

Niejaka Alicja Abramowicz i jej córka, które we wczorajszym wydaniu rządowej gazety „Biełarus Siegodnia – Sowietskaja Biełorussija” oczerniły Teresę i Piotra Sobolów, od szeregu miesięcy pisały donosy, a w dniu siłowego przejmowania domu wskazywały pomieszczenia, które pieczętowano i zamykano. Grupa popleczników Abramowicz – Buraczewskiego nie ma żadnego poparcia w oddziale iwienieckim. Jedyna legalna – także według prawa białoruskiego – struktura, to oddział ZPB pod przewodnictwem pani Teresy Sobol.

Jeżeli sąd przekazał dom polski tej grupie i panu Buraczewskiemu, to jest to bezprawie. Nie było bowiem zebrania oddziału, na którym członkowie stowarzyszenia wybieraliby nowego prezesa. W takiej sytuacji zapewne Zarząd Główny ZPB oraz legalna przewodnicząca wniosą apelację. To z kolei da czas na próbę dalszych negocjacji dyplomatycznych. Uważam, że dobrze się stało, iż do negocjacji włączył się prezydent Lech Kaczyński, który wystosował list do prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki.

Narastający opór członków Związku Polaków na Białorusi oraz determinacja Polaków tam mieszkających stanowią zapewne zaskoczenie dla władz. Nie spodziewały się, że ich działania w jakimś miasteczku wśród pól i lasów wywołają aż taki sprzeciw ludzi oraz będą animować tak potężną akcję – wydawało się – spacyfikowanego już ZPB. Nie przewidywały zapewne również tak jednoznacznej reakcji w Polsce.

Nieoczekiwanie sprawa zaktywizowała również białoruskie kręgi opozycyjne. Gdyby to wszystko przewidywano, być może „zgniły”, cichy kompromis w sprawie Iwieńca trwałby nadal. Nie należy się jednak spodziewać szybkich rozwiązań satysfakcjonujących
ZPB.

not. MZ

drukuj