Mówienie dzisiaj o sprawach moralności jest bezwzględnie nietolerowane
Z JE ks. abp. Józefem Michalikiem, przewodniczącym Konferencji
Episkopatu Polski, metropolitą przemyskim, rozmawia Sławomir
Jagodziński
Mija 5 lat od inauguracji pontyfikatu ks. kard. Josepha Ratzingera.
Co, zdaniem Księdza Arcybiskupa, najbardziej charakteryzuje posługę Ojca
Świętego Benedykta XVI?
– Sądzę, że wierność Ewangelii, Kościołowi i
konsekwencja życiowa. Najpierw jako ksiądz profesor, potem kardynał, a teraz
Ojciec Święty, Benedykt XVI cały czas jest osobą autentyczną w swej wierności
Chrystusowi. Świadczy o tym zarówno to, co wcześniej pisał i mówił, to, jak się
zachowywał, jak i jego obecne pełnienie posługi piotrowej wobec całego Kościoła.
To człowiek niezwykły, głęboki teolog i autentyczny kapłan.
Kolejna rocznica inauguracji pontyfikatu Benedykta XVI przypada w
czasie, kiedy przypuszczany jest kolejny i może największy atak na Papieża.
Media za wszelką cenę chcą go wciągnąć w aferę związaną z nadużyciami niektórych
księży. Mówi się, że celem tej kampanii może być nawet próba zmuszenia Ojca
Świętego do rezygnacji z urzędu. Co, zdaniem Księdza Arcybiskupa, jest
prawdziwym celem tych ataków?
– Tę sytuację trzeba rozpatrywać w
szerszej perspektywie, gdyż Kościół zawsze bronił etyki w życiu prywatnym i
społecznym. Zawsze stawiał zdecydowane, wprost radykalne wymagania księżom i
zakonom, ale ten radykalizm drażni i liberałowie etyczni chcą osłabić autorytet
Kościoła, a zatem to nie jest tylko atak na Benedykta XVI. Cała ta sytuacja jest
echem tego ataku, którego doświadczamy przecież od wieków – ataku na Chrystusa i
na dzieło, które założył – Kościół. Wszyscy, którzy w pełnym wymiarze będą się z
tym dziełem utożsamiali, zawsze będą musieli być przygotowani na to, że i w ich
życiu będą się sprawdzać słowa naszego Pana: „Mnie prześladowali i was
prześladować będą”. Wiemy doskonale z zapisanej w Ewangelii historii ziemskiego
życia i nauczania Pana Jezusa, że prześladowały Go wcale nieprzypadkowe osoby.
To były określone środowiska. Źli ludzie zawsze umieli łączyć się w grupy, nawet
w pewne systemy. Sądzę, że to teraz ponownie dało o sobie znać. Dzisiaj ten
„system” ma inną nazwę, środki, inną metodologię, ale to, czym się posługuje,
pozostaje niezmienne – to kłamstwo, manipulacja, nienawiść do dobra.
Obecne
ataki na Papieża są kolejnym przejawem ogromnego nasilenia się nienawiści do
Chrystusa i do Kościoła. Sądzę też, że warto zadawać pytania o to, kto
konkretnie dzisiaj, jakie środowiska „zajęły się” Kościołem katolickim… To
ludzie niekochający prawdy, niekochający dobra, to ludzie wyznający relatywizm
moralny. Stąd też Papież, który w swoim nauczaniu przestrzega i nawołuje do
mobilizacji przeciwko dyktaturze relatywizmu, nie może być przez nich kochany, a
nawet jeszcze gorzej – musi być w jakiś sposób przez nich wyeliminowany.
Przecież z papieskim głosem utożsamiają się miliony ludzi, i to nie tylko
katolików, ale innych, którzy w swoim życiu chcą się kierować uczciwością i
prawdą. A dla pewnych środowisk to wielki problem.
Jak powinniśmy reagować na tego typu ataki?
– Naszym
obowiązkiem i zadaniem jest stać zawsze przy Ojcu Świętym, bronić go i być z nim
solidarnym. Oczywiście, takie zorganizowane ataki na Papieża są wielką krzywdą
względem samych ludzi, często niezbyt zorientowanych w dialektyce interesów
ideologicznych; są też niesprawiedliwością, która ostatecznie obróci się
przeciwko tym oskarżającym. Zupełnie natomiast inną sprawą jest fakt, że
pomagają nam one zrozumieć, iż Kościół Chrystusowy nie może się tylko odwoływać
do świętości Chrystusa, ale musi domagać się tej świętości, czystości, prawości
od siebie samego, przede wszystkim od biskupów, kapłanów, a także od wiernych,
od każdego chrześcijanina. Obronie Papieża i Kościoła musi towarzyszyć nasze
nieustanne nawracanie się, by swoim życiem jeszcze bardziej przylgnąć do
Chrystusa. Bo jeśli my sami się nie oczyścimy, jeśli się nie nawrócimy, to
widzimy, jak dotkliwie możemy być odzierani z tych naszych słabości. Nie ma
najmniejszej wątpliwości, że mamy być solidarni z Papieżem, demaskować kłamstwa
i manipulacje medialne. Jednocześnie musimy jednak zareagować uczciwym wysiłkiem
oczyszczenia swojego myślenia, swojego postępowania, nawróceniem wewnętrznym,
aby być świadkiem Ewangelii w życiu osobistym i społecznym.
Takim bardzo bolesnym wezwaniem do nawrócenia i wierności okazał się
trwający obecnie Rok Kapłański. Przy okazji nagłośnionych przypadków nadużyć
sprzed kilkudziesięciu lat zaatakowano właściwie wszystkich księży, ich
autorytet i przede wszystkim celibat. Dlaczego jest on solą w oku współczesnemu
światu?
– To jest bardzo twórczy ideał Chrystusa. W dziedzinie wiary
wprost symboliczny, i stąd te wszystkie zmagania i oskarżenia w przypadku, gdy
ktoś z celibatariuszy się złamie. Widać z „naszych” stacji telewizyjnych, że
takiego ekszakonnika czy eksksiędza natychmiast czyni się bohaterem medialnym i
autorytetem, który w rzeczywistości jest pseudoautorytetem. A właściwie
kompromitują biedaka. Warto jednak zwrócić uwagę, że jeśli Rok Kapłański
wywołuje tak wielką nienawiść wśród wielu ludzi, którzy nie żyją Ewangelią, nie
szanują Chrystusa, to widać, że kapłaństwo ma wartość. Bo atak na księży wpisuje
się w odwieczną walkę dobra ze złem i można tylko współczuć tym, którzy ciągle
trwają w przesądach. Kapłaństwo powoduje pewien niepokój, a celibat kapłański
szczególnie. Argumenty, które wysuwa się przeciwko celibatowi, są takie same od
wieków i dzisiejsi jego krytycy nic nowego nie zdołali wymyślić.
Dlaczego?
Celibat „denerwuje”, bo jest znakiem, że doskonała czystość jest
możliwa za cenę pracy nad sobą, że możliwy jest piękny, wierny i moralny styl
życia. Dokonuje się to dzięki łasce Boskiej, dzięki pomocy Chrystusa żyjącego w
Kościele, w Najświętszym Sakramencie. Celibat kapłański stanowi dla świata
wyzwanie, bo jeśli jest on możliwy, to i nierozerwalność małżeńska jest możliwa;
tym bardziej też możliwa jest uczciwość wobec drugiego człowieka, nieoszukiwanie
go, miłowanie go aż do oddania życia… Celibat jest bardzo, bardzo potrzebny w
tym współczesnym zawirowaniu etycznym i moralnym.
Gdy w ubiegłym roku Ojciec Święty wypowiedział jedno zdanie o
nieskuteczności prezerwatyw w walce z AIDS w Afryce, to przez kilka tygodni
krytyka Papieża była stale obecna w mediach. Gdy natomiast kilka miesięcy
później ogłosił swoją encyklikę społeczną, niezwykle cenną na czas przeżywanego
przez świat kryzysu, to niektóre media ledwo o niej wspomniały. O czym to
wszystko świadczy?
– Świadczy to o tym, że są pewne niewygodne, bo
wymagające nawrócenia, punkty nauczania Kościoła, Papieża, Chrystusa, które
zwalcza się najróżniejszymi sposobami. Jednym z nich jest wymierzony przeciwko
nim głośny krzyk; drugi natomiast polega na zadawaniu śmierci przez
przemilczanie, ignorowanie, bagatelizowanie. Te metody stosowane są w zależności
od wydanej odgórnie decyzji. Tak to wygląda…
Papież nie może milczeć w
sprawach istotnych dla wiary i moralności. Proszę zauważyć, że i w naszym kraju
są w życiu publicznym ludzie przemilczani. Nigdy też nie będzie tak, jak chyba
niektórzy tego by chcieli, by Kościół zaczął relatywizować prawdy, dostosowywać
się tak, aby przypodobać się mediom. To, że słowa jego nauczania nie podobają
się określonym środowiskom, że źle na nie reagują, świadczy o tym, jak bardzo
potrzebny jest dziś ów odważny głos prawdy. Niektórzy oczekują, że skoro świat
jest chory, to można ogłosić, iż choroba jest normalnością i wszyscy będą
szczęśliwi. Otóż nie, nie będą, bo wtedy wszyscy zginiemy. Musi być ktoś, kto
nie licząc się z utratą popularności, a nawet z agresją, przypomni prawdy
oczywiste, ale zagłuszone. Na szczęście jest Urząd Nauczycielski Kościoła, który
przypomina o sprawach ważnych i trudnych.
Czy pamiętamy krytykę, jaka się
pojawiła, gdy Ojciec Święty Paweł VI ogłosił Encyklikę „Humanae vitae”? A dziś o
tym dokumencie mówi się, że był to głos profetyczny, który ratował sposób
myślenia ludzkości w bardzo podstawowych sprawach dotyczących życia
małżeńskiego, rodzinnego, odpowiedzialności w miłości. Trzeba zaufać Papieżowi,
zaufać Kościołowi i zaufać Urzędowi Nauczycielskiemu. Kiedy Ojciec Święty Jan
Paweł II udawał się w swoje podróże apostolskie, doszukiwano się byle pretekstu,
żeby mówić o wszystkim, tylko nie o papieskim przesłaniu. Chodziło o to, aby
jakimś tematem „przykryć” papieskie nauczanie. Tak jest i teraz w przypadku
Benedykta XVI. Mówienie dzisiaj o sprawach moralności, domaganie się etyki
zgodnej z Dziesięciorgiem Bożych Przykazań jest bezwzględnie nietolerowane. Bo
przecież Papież nie tylko mówi o etyce w odniesieniu do szóstego przykazania,
ale także w odniesieniu do innych, choćby „Nie kradnij”, „Nie kłam”, „Nie
zabijaj”…
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na tę część papieskiego
nauczania, w której upomina się ono o przestrzeń publiczną dla wiary. Wyrok
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu przeciwko krzyżowi we
włoskiej szkole ukazuje groźny kierunek eliminujący religię z przestrzeni
publicznej. Czy katolicy mogą się na taki proces godzić?
– Nie mogą,
gdyż człowieka nie można dzielić na społecznego i prywatnego. Każdy człowiek
tam, gdzie jest, gdzie żyje, gdzie pracuje, musi być autentyczny. Musi być sobą
wraz ze swoimi przekonaniami, zdolnościami i umiejętnościami. Człowiek z natury
jest istotą społeczną; nie można zamykać wymiaru jego życia duchowego,
religijnego do prywatności, bo to będzie wielkie nieszczęście, degradacja
człowieczeństwa. Każdy, także w życiu publicznym, ma prawo być sobą, ujawniać
swoje przekonania i co więcej – kształtować swoje postępowanie zgodnie z tymi
przekonaniami. Bo na razie zabroniono wieszania krzyża w szkolnej sali, ale
niedługo jakaś grupa zwolenników getta myślowego będzie się domagać, by ludzie
wierzący nie mogli żyć według Ewangelii. Oznajmi nam: moralne odtąd będzie to,
co my ci powiemy; dobre będzie to, co my ci wskażemy. To już jest krok do
„nowoczesnego” totalitaryzmu, który jest może nawet jeszcze bardziej
niebezpieczny niż te dotychczasowe.
W Polsce mieliśmy chyba niedawno przykład próby zamknięcia ust nam,
katolikom, abyśmy nie nazywali aborcji zabójstwem dziecka poczętego? Chodzi o
sądowe ukaranie „Gościa Niedzielnego” za teksty dotyczące sprawy Alicji
Tysiąc…
– Chodzi o to, aby przestraszyć nas karami, upokorzeniami.
Myślę, że zwycięstwem tych ludzi byłoby takie zastraszenie katolików, że
zaczniemy się bać, że nie wytrwamy i zostawimy samemu sobie „Gościa
Niedzielnego”, jego redaktora naczelnego. Dobrze, że wychodzi „Nasz Dziennik”,
że jest „Niedziela”. Szukajmy i patrzmy, śledźmy inne media, które będą miały
odwagę powiedzieć słowo prawdy w ocenie tej sprawy. To ważny sprawdzian dla
środków społecznego przekazu, dla dziennikarzy, publicystów, którzy powinni
bronić prawa do własnej oceny różnych tematów.
Zwróćmy uwagę na jeszcze
jedno. Wszyscy ci, którzy wypisują kłamstwa na temat początku życia ludzkiego,
nie spotykają się z krytyką; im wolno głosić fałszerstwa w nauce. Natomiast ci,
którzy mówią, że od poczęcia mamy do czynienia z nowym życiem ludzkim, a tzw.
aborcja zabija człowieka, spotykają się z agresją. Wobec takiego zakłamania
moralnego wszyscy katolicy muszą się jednoczyć, wspierać i mobilizować siły, aby
prawda o życiu ludzkim i jego godności była głoszona. Jeszcze niedawno komunizm
potrafił wmówić nawet niektórym redaktorom ówczesnych katolickich pism, ale tych
„nowoczesnych”, że życie rozpoczyna się w 40, 70, czy nawet 120 dni po poczęciu.
Dzięki mobilizacji wielu środowisk katolickich w Polsce w ostatnich kilkunastu
latach rzesze ludzi dowiedziały się prawdy, że biologicznie życie się zaczyna od
poczęcia. Mówienie o tym, stałe przypominanie ma sens i w konsekwencji może
przyczyniać się do poprawy ochrony życia ludzkiego w naszym kraju. Dla tej
sprawy pozyskiwać trzeba wszystkich ludzi dobrej woli, niekoniecznie tylko
katolików.
Czy nie jest hipokryzją tych, którzy teraz atakują w mediach Kościół,
że z jednej strony potrafią być rzecznikami ofiar nadużyć, ale jednocześnie nie
zauważają, że co kilka minut na świecie ginie nienarodzone
dziecko?
– Każde zło, czyli grzech, trzeba piętnować, ale nie ma
najmniejszej wątpliwości, że wspomniana postawa jest wyrazem hipokryzji i
niechęci poznania prawdy. Dlatego trzeba możliwie spokojnie tłumaczyć i
przedstawiać fakty, ujawniać prawdę o życiu poczętym. Dziecko poczęte ma prawo
być przez nas bronione, to nasz obowiązek moralny. Dopuszczanie do jego zagłady
w łonie matki to żadne prawo, to agresja wobec bezbronnego, a zatem bezprawie.
Trzeba poszerzać wiedzę, pogłębiać wychowanie, żeby to panoszące się w świecie
bezprawie można było w jakiś sposób pokonać. Bo to przecież dotyczy całej
koncepcji człowieka, antropologii opartej na prawdzie o człowieku.
Proszę też
zwrócić uwagę na inną rzecz. Z taką determinacją zwraca się uwagę na zło w
szeregach kapłanów i dobrze, że chcemy ich mieć doskonalszymi, ale dlaczego w
imię prawdy nie mówi się też o innych środowiskach, gdzie problem ten jest nawet
jeszcze większy? Wystarczy przejrzeć statystyki, ale kto o nich dzisiaj mówi? To
wszystko świadczy o jednym: w tym wszystkim nie tyle chodzi o ofiary, o
poszkodowanych, ile o atak na Kościół i księży. To jest jakiś obraz sytuacji, w
której żyjemy.
Jak Ksiądz Arcybiskup odbiera próby przeciwstawiania Benedykta XVI
Janowi Pawłowi II?
– Jako wyraz naiwnego poszukiwania sensacji.
Osobiście wiele razy słyszałem z ust samego Jana Pawła II: „Wiesz co? Ja jestem
spokojny, bo w kurii mam ks. kard. Ratzingera”. Słyszałem to wiele razy.
Przeciwstawianie Benedykta XVI Janowi Pawłowi II jest totalnym absurdem, który
doskonale demaskuje autorów tej pseudosensacji. Wszystkie dokumenty mające rangę
nauczania powszechnego w Kościele przegląda zawsze kardynał prefekt Kongregacji
Nauki Wiary. Tak też było z dokumentami Jana Pawła II, które musiały być
konsultowane z obecnym Papieżem. Wszelkie wyciąganie tematów, w których ci dwaj
Papieże jakoby pozostawali ze sobą w sprzeczności, to tania sensacja rangi
kaczki dziennikarskiej.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
