Moskwa przypilnuje polskiej opinii do raportu MAK?
Do Warszawy przyleciał wczoraj minister transportu Rosji Igor Lewitin –
oficjalnie, by spotkać się z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem.
Znamienne, że przyjeżdża w momencie, kiedy polska komisja pod przewodnictwem
Jerzego Millera ma zakończyć prace nad opinią do raportu MAK. Oba resorty:
zarówno infrastruktury, jak i spraw wewnętrznych, nie wypowiadają się na temat
ewentualnego spotkania Millera z Lewitinem. Warto jednak pamiętać, że jest on
przedstawicielem państwa rosyjskiego i nadzoruje transport lotniczy w swoim
kraju. A od strony formalnej współpracuje właśnie z MAK.
– W Ministerstwie Infrastruktury planowane jest spotkanie pana ministra Cezarego
Grabarczyka i ministra Igora Lewitina, którego celem jest omówienie
najważniejszych kwestii współpracy, szczególnie w dziedzinie transportu, a także
omówienia kwestii kolejnego posiedzenia polsko-rosyjskiej międzyrządowej komisji
ds. współpracy gospodarczej, których zarówno polski, jak i rosyjski minister są
przewodniczącymi – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" rzecznik prasowy
Ministerstwa Infrastruktury Mikołaj Karpiński. Jak zaznacza, nie posiada żadnych
informacji dotyczących pozostałych spotkań rosyjskiego ministra w jakichkolwiek
innych kwestiach, w tym informacji o spotkaniach w sprawie wyjaśniania przyczyn
katastrofy smoleńskiej. Tymczasem Radio Zet podało, że według jego informacji,
Lewitin ma się spotkać także z ministrem Jerzym Millerem, z którym ma omówić
projekt raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej. Komentując tę informację, były
minister transportu w rządzie PiS Jerzy Polaczek powiedział, że jeśli to prawda,
wówczas jest to "działanie przy opuszczonej kurtynie", które "wywołuje daleko
idące domysły". – Polityczne uzgadnianie między Federacją Rosyjską a Polską
przed złożeniem projektu naszych uwag do dokumentu rosyjskiego MAK jest
niedopuszczalne i narusza przepisy konwencji chicagowskiej – wyjaśnia. –
Spotkanie ma być w sobotę, a to nie jest termin powszechny w kontaktach
międzynarodowych – ocenia Polaczek. – Minister Lewitin jest przedstawicielem
państwa rosyjskiego, nadzoruje dział lotnictwa w swoim kraju, od strony
formalnej współpracuje z MAK – dodaje. Jak zauważają eksperci międzynarodowego
prawa lotniczego, konwencja chicagowska nie przewiduje, by przedstawiciele
strony, która sporządziła raport, mogli go uzupełniać w trakcie prac podjętych
przez komisję danego kraju. – Jak widać, wracają stare czasy. Trudno mi to nawet
komentować. Myślę, że prawdziwy Polak wie, co ma o tym myśleć – komentuje krótko
gen. Jan Baraniecki, były zastępca dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej.
– Przecież raport MAK już jest, to po co Lewitin przyjeżdża do Polski – czy po
to, by wywierać naciski na polską komisję – zastanawia się Ignacy Goliński,
członek Komisji Badań Wypadków Lotniczych. Czy w opinii do raportu rosyjskiej
komisji MAK przygotowywanej przez polską komisję zostaną podniesione
zaniedbania, jakich dopuściła się strona rosyjska? – Wątpię – mówi krótko
Goliński. Jego zdaniem, przyjazd delegata Federacji Rosyjskiej ma cel
polityczny. – To kolejny symptom polityki obecnego rządu, który za priorytet
uznał ocieplenie stosunków z Rosją – ocenia ekspert. Jak przypomina Goliński, w
poczynaniach MAK było sporo niedokładności. Tuż po katastrofie samolotu komisja
zgodziła się na uprzątnięcie miejsca wypadku, przyzwolono na niszczenie wraku
samolotu. – Jakie więc zdołano wcześniej wykonać badania? Jaką sporządzono
dokumentację i czy była ona pełna? Z pewnością nie zostały wykonane wszystkie
badania, bo inaczej po co pół roku od wypadku na miejsce katastrofy pojechaliby
polscy archeolodzy? – podkreśla. – Dziwi też szybkość prac Rosjan, którzy
zebrali wszystkie dane do raportu w niespełna pół roku. Dla porównania, komisja
odwoławcza badająca wypadek CASY, która bazowała na gotowych już materiałach
komisji wojskowej, pracowała ponad 10 miesięcy – dodaje Ignacy Goliński.
Wraz z informacją o wizycie Lewitina media zaczęły spekulować, jakoby ministrowi
miała towarzyszyć szefowa Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) gen.
Tatiana Anodina. Po kilkunastu minutach nowina ta żyła już własnym życiem.
Tymczasem jak ustalił po południu w moskiewskim sekretariacie MAK "Nasz
Dziennik", w Komitecie nikt nic nie wiedział o wizycie Anodiny w Polsce.
Zaskoczona była też Ambasada Federacji Rosyjskiej w Warszawie, która miała być
rzekomo organizatorem wizyty rosyjskiej generał, oraz rzecznik MSWiA Małgorzata
Woźniak. – Nic na ten temat nam nie wiadomo. Nie mamy informacji, by wraz z
delegacją ministra Lewitina przyjeżdżała także Tatiana Anodina – usłyszeliśmy w
biurze prasowym Ambasady Federacji Rosyjskiej. – Nie wiem, skąd są tego typu
informacje. Pani Anodina do Polski nie przyjeżdża – podkreśliła Woźniak. O
wizycie Anodiny nie słyszał także rzecznik Ministerstwa Infrastruktury. – Jeśli
chodzi o osoby towarzyszące w trakcie jutrzejszego spotkania z ministrem
Grabarczykiem, nie ma na liście nazwiska Tatiany Anodiny – podkreślił.
Klich poza nawiasem
Jak mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" polski akredytowany przy MAK płk
Edmund Klich, od dwóch tygodni nie jest on w żadnym zakresie przez rząd
informowany o postępach w śledztwie. – Od dwóch tygodni nikt z rządu się ze mną
nie kontaktował. Nawet minister Arabski, który obiecał mi różnego rodzaju
spotkania – wyjaśnia, dodając, że odsuwany jest już także od wykładów w
Dęblinie. – Jestem widocznie dla rządu niewygodny – dodaje.
Projekt raportu dotyczący przyczyn katastrofy rządowego Tu-154M, przygotowany
przez MAK, liczy 210 stron i został przekazany Polsce 20 października. MAK
sformułował w nim 72 wnioski dotyczące pośrednich i bezpośrednich przyczyn
katastrofy smoleńskiej oraz siedem rekomendacji dla cywilnych służb lotniczych.
Polskie uwagi ma przedstawić komisja pod przewodnictwem Jerzego Millera. Termin
upływa 19 grudnia. Zostaną one następnie rozpatrzone przez Komisję Techniczną
MAK. Jak zapewnia MSWiA, przepisy nie narzucają MAK żadnych terminów, w jakich
powinien ustosunkować się do ewentualnych zastrzeżeń strony polskiej. Małgorzata
Woźniak deklaruje, że strona polska będzie wnioskowała, aby – w przypadku
nieuwzględnienia przez Rosjan uwag zawartych w opinii – do końcowego raportu
dołączono treść opinii strony polskiej.
Marta Ziarnik, Anna Ambroziak
