Mordowani z nienawiści do wiary

Z ks. dr. Wiesławem Mazurowskim, postulatorem generalnym w procesie
beatyfikacyjnym drugiej grupy polskich męczenników II wojny światowej, rozmawia
Małgorzata Bochenek

Ktoś mógłby zarzucić: po co na początku trzeciego tysiąclecia prowadzić
proces beatyfikacyjny męczenników II wojny światowej?

– Nic bardziej mylnego. Męczennicy II wojny światowej uczą nas dzisiaj, jak
walczyć ze złem tego świata, które teraz przybiera inne formy, ale jest obecne i
wciąż musimy mu stawiać czoła. Uczą nas zażyłości z Bogiem aż po przelanie krwi,
stają się wyrazistymi świadkami. Swoim życiem i postawą wobec męczeńskiej
śmierci ukazują nam, że wierność Panu Bogu jest najwyższą wartością. Ich
przykład jest niezwykle istotny dla współczesnego człowieka, który tak często
ulega zniechęceniu, załamaniu, idzie za głosem świata, a nie sumienia.
Męczennicy nawet wówczas, gdy próbowano zabić ich człowieczeństwo, byli wierni
powołaniu, nawet w obliczu śmierci nie opuszczali swoich stanowisk, urzędów.

Proszę przypomnieć, jak doszło do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego
drugiej grupy męczenników II wojny światowej.

– Dzisiaj już błogosławiony Jan Paweł II w czerwcu 1999 roku beatyfikował 108
polskich męczenników okresu II wojny światowej. Po jakimś czasie biskupi, wyżsi
przełożeni zakonni stwierdzili, że jest jeszcze bardzo wiele osób, których
postawa była bardzo wyrazista, a ich śmierć nosiła znamiona prawdziwego
męczeństwa, są też świadectwa potwierdzające ich prywatny kult. Po wstępnej
kwerendzie podjęto decyzję, aby tych kolejnych męczenników dołączyć do procesu
pelplińskiego, który toczył się w naszej diecezji od 1994 roku. W taki sposób
wyłoniono drugą grupę męczenników z okresu II wojny światowej.

Całej drugiej grupie polskich męczenników z okresu II wojny światowej
przewodzi ks. prałat Antoni Henryk Szuman z diecezji pelplińskiej.

– Warto tutaj przywołać oficjalny tytuł całego procesu beatyfikacyjnego: "Sprawa
Pelplińska o beatyfikacji, czyli deklaracji męczeństwa Sług Bożych Henryka
Szumana, kapłana diecezjalnego, i 121 towarzyszy, kapłanów diecezjalnych,
zakonników i zakonnic oraz wiernych świeckich mężczyzn i kobiet, którzy, jak się
mniema, zostali zabici z powodu nienawiści do wiary". Podana w tytule liczba nie
oznacza jednak, że przez gęste sito postępowania beatyfikacyjnego przeszli
wszyscy kandydaci. W kilku przypadkach skąpy materiał dowodowy, archiwalny,
historyczny lub mało wyrazista sława męczeństwa spowodowały, że już na początku
procesu, we wrześniu 2003 roku, co do niektórych kandydatów uznano za zasadne
zawiesić prowadzenie dalszych procedur beatyfikacyjnych. Jednak tytuł całego
procesu pozostał bez zmian.

Zatem ilu kandydatów zostało z tej grupy?
– Tego obecnie nie można stwierdzić. Dopiero po dostarczeniu dokumentów do
Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie będzie można mówić o konkretnej
liczbie. Nawet dzisiejsza sesja zamykająca etap krajowy nie oznacza
przekreślenia kandydatur odnośnie do których dochodzenie nie zostało jeszcze
ukończone w poszczególnych trybunałach rogatoryjnych. Czasami może wystąpić
pewne opóźnienie. Nadal jednak toczy się proces beatyfikacyjny tych osób i
będzie można dostarczyć te dokumenty do Stolicy Apostolskiej w późniejszym
terminie.

W jaki sposób można pogrupować Sługi Boże drugiej grupy męczenników II wojny
światowej?

– Najprostszy podział to osoby duchowne, świeckie, bracia zakonni i siostry
zakonne. Można pogrupować te osoby ze względu na rodzaj śmierci, niektórzy
zostali rozstrzelani, inni umierali w obozach koncentracyjnych na skutek
eksperymentów medycznych, inni zostali zagazowani, a niektórzy umierali śmiercią
głodową. Wśród kandydatów przeważają osoby duchowne, klerycy, jest jednak kilka
osób świeckich, w tym rodzina Wiktorii i Józefa Ulmów, którą Niemcy rozstrzelali
za ukrywanie Żydów. Wśród świeckich jest Ignacy Trenda z terenu diecezji
kieleckiej. Niemcy chcieli go przymusić do podpalenia krzyża w kościele
parafialnym w Lelowie. Gdy odmówił, wykonano na nim wyrok śmierci. Sługa Boża
Julia Buniowska z diecezji przemyskiej została rozstrzelana, bo broniła swojej
godności kobiety.

Czy może okazać się, że konieczne będzie wszczęcie kolejnych procesów
dotyczących innych męczenników z tego okresu?

– Myślę, że tak. Polska poniosła bardzo duże ofiary, przelała wiele niewinnej
krwi. Wyniesienie poszczególnych osób do chwały błogosławionych męczenników to
oddanie sprawiedliwości wszystkim męczennikom. Jest bardzo wiele postaci, wobec
których nie przetrwała sława męczeństwa, a ta konieczna jest do wszczęcia
postępowania procesowego. Jednak sądzę, że jeszcze w wielu miejscach w Polsce
trwa prywatny kult konkretnych osób, dlatego uważam, że z czasem i wobec nich
zostanie wszczęte postępowanie beatyfikacyjne. Im więcej czasu upływa od
zakończenia II wojny światowej, tym trudniej będzie takie procesy prowadzić,
świadków naocznych bowiem mamy coraz mniej, więc jeżeli będą kolejne procesy,
zostaną oparte na dokumentach. Jest to sprawa otwarta. Ojciec Święty Jan Paweł
II bardzo mocno podkreślał, że nie tylko początki chrześcijaństwa były okresem
męczeństwa chrześcijan, ale także wiek XX to czas męczenników. Ten fakt trzeba
bardzo mocno ukazywać współczesnym wierzącym.

Która z postaci w sposób szczególny ukazuje okoliczności, w jakich ginęli
kandydaci do chwały błogosławionych?

– Wszyscy Słudzy Boży oddali życie z nienawiści ich oprawców do wiary. W Rudzkim
Moście koło Tucholi został rozstrzelany młodziutki kapłan, Franciszek Nogalski,
który podobnie jak św. Maksymilian Maria Kolbe dosłownie potraktował słowa
Jezusa Chrystusa: "Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje
za przyjaciół swoich". Polaków obarczono winą za podpalenie stodoły komisarza
gminnego Hugo Fritza w Piastoszynie, który zmarł wstrząśnięty pożarem.
Powszechnie wiadomo było, że ogień wzniecił sam poszkodowany. Jednak Niemcy
ogłosili, że co trzeci dzień będą zabijać czterdziestu Polaków, chyba że
znajdzie się winny śmierci "najlepszego Niemca w okolicy". Z szeregu wystąpił
wikariusz z Raciąża ks. Franciszek Nogalski, oświadczając, że jest podpalaczem.
"Przeklętego klechę szukającego wymówki i dążącego do tego, aby wszyscy zostali
zwolnieni" postanowiono powiesić, jednak w okolicy Niemcy nie znaleźli
odpowiedniego drzewa i młody kapłan został rozstrzelany. Z tej małej parafii,
gdzie ks. Franciszek Nogalski był wikarym, po wojnie zrodziło się kilka powołań
kapłańskich. Wierzę w ten niezwykle głęboki związek pomiędzy męczeńską ofiarą
jego życia a wyborem drogi kapłańskiej jego parafian. Dla mnie jest to oczywisty
znak: krew męczenników jest zasiewem chrześcijaństwa.

Ile może potrwać etap rzymski procesu?
– Procedury są bardzo rygorystyczne. W Rzymie wciąż przybywa spraw
beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Na to pytanie odpowiedź na obecnym etapie
jest bardzo trudna i pozostaje w sferze tylko i wyłącznie domysłów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj