Moja wnuczka została uzdrowiona

W lutym 2010 roku córka pani Anny z Podkarpacia zorientowała się, że
jest w stanie błogosławionym. Radość w całej rodzinie była ogromna, jednak
podczas wizyty lekarz postawił straszliwą diagnozę – wodogłowie i brak mózgu.
Powiedział, że dziecko nie ma szans na dalsze życie. Może umrzeć w każdej
chwili, a najpóźniej tuż po porodzie, gdyż nie będzie ssało, oddychało i
widziało. Wypisał skierowanie na aborcję, twierdząc, że nie ma żadnej nadziei na
życie dziecka. Świat nam się zawalił, byliśmy bezradni, nie wiedzieliśmy, co
dalej, nie mogliśmy uwierzyć w to, co usłyszeliśmy – wspomina ze łzami w oczach
pani Anna. – Córka się załamała. Nie chciała jeść, nie chciała nikogo widzieć,
cierpiała na bezsenność, a kiedy na chwilę zasypiała, budziła się z krzykiem –
dodaje.

Pani Anna przez cały czas wspierała córkę i modliła się, by nie zrobiła nic
złego. Pomimo to córka zdecydowała się na zabicie swojego chorego dziecka.
Pewnego dnia do pani Anny dotarła wiadomość, że pewien ksiądz na Podkarpaciu ma
pas i krzyż bł. Ojca Świętego Jana Pawła II. – Od razu tam pojechałyśmy. Kapłan
owinął brzuch mojej córki i wspólnie modliliśmy się do Boga przez wstawiennictwo
Jana Pawła II o cud – wyznaje. Od tego momentu stan ducha młodej mamy zmienił
się diametralnie. Kobieta zaczęła normalnie żyć. Wróciła do pracy, a czasem
nawet się uśmiechała. – Córka, kiedy tylko mogła, uczestniczyła we Mszy Świętej.
Codziennie też chodziła pod pomnik Ojca Świętego Jana Pawła II, prosząc Go o
pomoc. Tłumaczyłam córce, że może nie zostaniemy wysłuchani, że nie zawsze jest
tak, jak chcemy, a Pan Bóg wie najlepiej, co jest dla nas dobre. Wtedy córka
odpowiadała, że otrzymamy tyle, na ile wierzymy – wspomina pani Anna.
21 lipca rozpoczął się siódmy miesiąc ciąży. Kobieta poszła na wizytę do lekarza
prowadzącego, który jako pierwszy skierował ją na aborcję. Ku zaskoczeniu
lekarza główka maleństwa miała zwyczajne rozmiary, a w dodatku pojawił się mózg,
którego wcześniej nie widział. Wodogłowie było nadal, ale niewielkie. Młodą mamę
skierowano do Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Lekarz zbadał kobietę i
przejrzał dokumentację, po czym stwierdził, że jak długo pracuje, ani w praktyce
lekarskiej, ani w książkach nie spotkał się z takim przypadkiem. Podkreślił, że
nie może tego nazwać inaczej jak cudem. 15 października 2010 roku na świat
przyszła wnuczka pani Anny. W skali Apgar otrzymała maksymalną liczbę punktów. –
Płakaliśmy ze szczęścia – mówi pani Anna. – Tym świadectwem chcę podziękować
Panu Bogu i Janowi Pawłowi II za to, że to, co po ludzku było niemożliwe, stało
się możliwe dla Pana Boga.

 

Małgorzata Pabis

drukuj