Moc męki i śmierci Jezusa

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim z Uniwersytetu Kardynała Stefana
Wyszyńskiego, przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich, rozmawia Maria
Popielewicz

Jak Ksiądz skomentuje fakt, że z całej bogatej w treść nowej książki
Benedykta XVI "Jezus z Nazaretu, część 2" media zainteresował jedynie wybrany
jej fragment dotyczący odpowiedzialności Żydów za śmierć Jezusa?

– Z obszernej książki Benedykta XVI, przygotowywanej przez długi czas i
poruszającej wiele ważnych zagadnień z życia i nauczania Jezusa Chrystusa,
środki masowego przekazu kolejny raz punktowo wybierają jeden epizod i
przedstawiają go z określonego punktu widzenia, który ma sprzyjać uprawianiu
teologii według zasad odgórnie zaplanowanej poprawności politycznej. Ta sama
strategia, zastosowana w innych istotnych kwestiach doktrynalnych i moralnych,
była widoczna np. podczas podróży Ojca Świętego do Afryki czy po słynnym
wykładzie w Ratyzbonie.

Czy rzeczywiście słowa Papieża na temat tego, kim byli oskarżyciele Jezusa,
są czymś nowym w teologii?

– Wątek odpowiedzialności Żydów za śmierć Jezusa jest ważny i potrzebny, ale we
fragmencie, który go dotyczy, Ojciec Święty w gruncie rzeczy nie powiedział nic
zasadniczo nowego. Raczej przypomina, streszcza oraz zwięźle rozwija podejście i
poglądy, które są w Kościele katolickim znane i przyjęte. To, że nie brak
wiernych, którzy się z nimi dotąd nie zapoznali, powiela analogiczny stan rzeczy
w pozostałych dziedzinach wiary i pobożności, bo, niestety, ignorancja religijna
jest niemała. Papież uwypukla dwie perspektywy – historyczną i teologiczną. W
perspektywie historycznej to Sanhedryn wydał na Jezusa wyrok śmierci, gdy –
odpowiadając na pytanie arcykapłana – Jezus stwierdził przed Wysoką Radą
żydowską, że jest Mesjaszem. Uznano to za bluźnierstwo zasługujące na śmierć,
lecz ów wyrok musiał zostać zatwierdzony przez namiestnika rzymskiego, którym w
latach 26-36 był Poncjusz Piłat. Wiedząc, że władze rzymskie nie zajmowały się
rozstrzyganiem żydowskich sporów religijnych, członkowie Sanhedrynu wysunęli
przed Piłatem przeciw Jezusowi oskarżenie natury politycznej. Przekonywali
Piłata, że skoro Jezus uważa siebie za Mesjasza, co obejmowało również godność
królewską, to takie roszczenie sprzeciwia się władzy Cezara oraz lojalności
wobec władz rzymskich. Dobrze wiedzieli, że Piłat nie mógł wobec tego oskarżenia
pozostać obojętny.
Benedykt XVI, odwołując się do Ewangelii według św. Jana, zauważa, że
oskarżycielami Jezusa są w niej "Żydzi". Wyjaśnia, że to określenie nie obejmuje
całego narodu Izraela, lecz jego przedstawicieli rekrutujących się głównie
spośród arystokracji świątynnej. Podczas przesłuchania przed Sanhedrynem, a
następnie przed Piłatem, liczba tych, którzy głośno i skutecznie domagali się
śmierci Jezusa, była ograniczona. Na dziedzińcu twierdzy Antonia, gdzie odbyło
się przesłuchanie przed namiestnikiem rzymskim, mogło się zmieścić najwyżej
kilkaset osób. Określenia "Żydzi" nie można zatem rozciągać na wszystkich Żydów
żyjących wtedy w Jerozolimie czy w Ziemi Świętej ani tym bardziej na wszystkich
Żydów, którzy żyli kiedykolwiek, dawniej i teraz. Ponadto trzeba pamiętać, że
pierwotna społeczność Kościoła składała się najpierw z Żydów, bo przecież
pierwsi uczniowie i wyznawcy Chrystusa byli Żydami.

I taka interpretacja obecna jest w Kościele od początku?
– Oczywiście! W naszych czasach mocniej podkreśla się współodpowiedzialność
Piłata oraz innych Rzymian, którzy nie musieli ulec naciskom wpływowych
przedstawicieli starszyzny żydowskiej, a jednak im ulegli. Taka jest perspektywa
historyczna. Jednak Ojciec Święty zwraca też uwagę na perspektywę teologiczną.
Nie można poprzestać na stwierdzeniu, że za śmierć Jezusa odpowiada wyłącznie
kilkaset osób, które czynnie uczestniczyły w wydaniu na Niego wyroku. Śmierć
Jezusa nie jest jedynie śmiercią człowieka niewinnego, jednego z wielu, gdyż w
dziejach świata miliony ludzi cierpiały niewinnie i zostały skazane na śmierć,
często w okrutnych mękach. Wyjątkowość tej śmierci na Kalwarii opiera się na
radykalnej wyjątkowości osoby Jezusa Chrystusa, który jako Mesjasz, oczekiwany i
zapowiadany na kartach ksiąg świętych biblijnego Izraela, jest prawdziwym Bogiem
i prawdziwym człowiekiem. Zgodnie z zapowiedziami Starego Testamentu: "On został
przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy, spadła nań chłosta
zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze uzdrowienie" (Iz 53, 5). Dlatego,
patrząc w perspektywie religijnej i teologicznej, odpowiedzialność za śmierć
Jezusa ponosimy wszyscy, każdy człowiek i cała ludzkość. Mówiąc inaczej i
bardziej obrazowo: wszyscy byliśmy obecni na dziedzińcu twierdzy Antonia,
podnosząc przeciw Niemu krzyk: "Ukrzyżuj Go!".

Jednocześnie wszyscy, jako dotknięci zmazą grzechu pierworodnego, korzystamy
z jej zbawczych owoców…

– To druga strona teologicznego znaczenia śmierci Jezusa. W takim kluczu
Benedykt XVI objaśnia zawołanie zapisane na kartach Ewangelii według św.
Mateusza: "Jego krew na nas i na dzieci nasze!" (Mt 27, 25). Papież uczy, że nie
wolno rozumieć go i objaśniać antyżydowsko, bo nie istnieje odpowiedzialność
zbiorowa, a błędne interpretacje stają się przyczyną wrogości wobec Żydów i ich
religii. Prawidłowe odczytanie słów Mateusza "w świetle wiary – napisał Benedykt
XVI – znaczy, że my wszyscy potrzebujemy oczyszczającej mocy miłości, którą jest
Jego krew. Jest ona nie przekleństwem, lecz odkupieniem i zbawieniem". W tym
sensie krew Jezusa "spada" na każdego człowieka oraz na całą ludzkość, również
na Żydów, potwierdzając, że jest On jedynym i powszechnym Zbawicielem świata.
Zawołanie tłumu miało więc w pewien sposób charakter profetyczny, ponieważ Bóg
kolejny raz odwrócił grzeszną ludzką logikę i uczynił z niej zapowiedź Jego
bezgranicznego miłosierdzia i wszechobejmującej łaskawości.
Już w połowie XVI wieku Sobór Trydencki stwierdził, że w tym, co dotyczy
religijnej odpowiedzialności za śmierć Jezusa, większą winę niż ówcześni Żydzi,
którzy domagali się Jego śmierci, ale tak naprawdę nie wiedzieli, kim jest
Jezus, ponoszą ci, którzy wyznają Go jako Chrystusa, czyli Mesjasza i Syna
Bożego, a więc uznają to, kim On jest, lecz dopuszczają się grzechów, obrażając
Go i w pewnym sensie ponownie skazując Go na śmierć.

W takim razie, jakie jest źródło dzisiejszych oskarżeń chrześcijan o
antysemityzm?

– Bilans relacji chrześcijańsko-żydowskich w ciągu dwóch tysięcy lat jest zły.
Nieufność, niechęć, wrogość istniały – i nadal istnieją – po obu stronach. Nie
jest możliwe drobiazgowe wyważenie racji jednych i drugich, natomiast wrażliwość
obu stron jest jednakowo obolała.
Od dawna spojrzenie żydowskie na chrześcijan jest, łagodnie mówiąc,
nieprzychylne, co zresztą ma odwzorowanie także po naszej stronie. Chrześcijanie
są bezpardonowo obwiniani za wszystko zło, które spadło na Żydów w ciągu wieków.
W takim nastawieniu ujawnia się nie tylko rzeczywista pamięć, lecz i zastarzałe
urazy oraz przekazywane z pokolenia na pokolenie antychrześcijańskie stereotypy.
Są one tym bardziej niesprawiedliwe, gdy chodzi o genezę i naturę dwóch
śmiercionośnych totalitaryzmów XX wieku. Ani brunatny narodowy socjalizm, ani
czerwony międzynarodowy socjalizm, których ostrze obracało się przeciwko Żydom,
nie były zjawiskami chrześcijańskimi. Wręcz przeciwnie, z podobną, a w wielu
przypadkach jeszcze większą niszczycielską siłą, obracały się one również
przeciwko chrześcijaństwu i chrześcijanom. Przykładowo, groźnie kojarzący się
napis "Arbeit macht frei" ("Praca czyni wolnym") to parodia słów Jezusa z
czwartej Ewangelii kanonicznej "Prawda was wyzwoli". Problem w tym, że wcześniej
chrześcijanie i wyznawcy judaizmu nie uczynili wiele, by dawać wspólne
świadectwo o Bogu jedynym, natomiast współpracowali we wzajemnym oddalaniu się
od siebie, powiększając zasoby "nauczania pogardy". Bardzo często padają i są
nagłaśniane ciężkie oskarżenia i zarzuty pod adresem chrześcijan, ale rzeczowe
myślenie i mówienie o tych sprawach powinno być wyważone oraz uwzględniać
wielowiekowe zaszłości nagromadzone po obu stronach.
Nie jest tak, że dopiero Benedykt XVI, a wcześniej Jan Paweł II zaczęli mówić o
potrzebie wrażliwości wobec religii żydowskiej i jej wyznawców. Chrześcijańskie
głosy w obronie Żydów istniały w całej historii Kościoła, także wielu Papieży,
zwłaszcza w XX wieku, zabierało głos w tych kwestiach. Żydzi powinni ów wysiłek
widzieć, uznać i respektować, natomiast naszym zadaniem, zadaniem katolików,
jest gruntowniejsza i bardziej wszechstronna znajomość historii i nauczania
Kościoła. Nie można polegać jedynie na doniesieniach prasowych czy
telewizyjnych, które nader często mają profil antykatolicki i stoją na usługach
antychrześcijańskiej propagandy. Trzeba zrobić wszystko, by szukać wiedzy
pogłębionej i pełnej, zdobywając sumienne rozeznanie, na którym poprawnie
rozumiemy i postrzegamy samych siebie oraz z dobrocią godną uczniów Chrystusa
odnosimy się do wyznawców innych religii.
 

drukuj