Mitologiczne odpartyjnienie

Potwierdziły się informacje „Naszego Dziennika” – prezydent Lech Kaczyński wezwał przedstawicieli sił w parlamencie na konsultacje polityczne

Prawo i Sprawiedliwość ma sposób na wyjście z kryzysu, tak by – parafrazując znane powiedzenie – i zjeść ciastko, i nadal je mieć. Jarosław Kaczyński wolałby mieć w rządzie Waldemara Pawlaka, a nie Andrzeja Leppera, bo potrzebuje przewidywalnego partnera, który pozwoliłby skoncentrować się na realizacji strategii rządzenia, a nie na polityce. Stanowisko Romana Giertycha, który „ciągnie” Leppera, sytuację komplikuje, ale i ułatwia w perspektywie wyborów samorządowych. Sytuacja, w której rząd będzie mniejszościowy, ale wsparty w Sejmie większością i z Samoobroną, i z PSL, jest realna aż do 12 listopada. Bo odpartyjnienie wyborów samorządowych to mit, w który nikt nie wierzy.

Choć wielu polityków ma usta pełne frazesów o konieczności oddzielenia wyborów samorządowych od polityki partyjnej, a brylują w tym ludowcy, to sami wiążą je jak król Gordios w nierozerwalny węzeł. W roli Aleksandra Macedońskiego w tej sytuacji może wystąpić tylko czas. A terminem, po którym wszystko znów zacznie się koncentrować na parlamencie, będzie niedziela, 12 listopada.

Jak już niejednokrotnie pisaliśmy, tegoroczne wybory samorządowe dla większości partii politycznych są najważniejszymi w historii. Tylko jednym z wielu powodów tego są środki unijne, które dzielić będą marszałkowie województw, radni, prezydenci miast. Mówiąc w skrócie, jeszcze nigdy spełnianie inwestycyjnych obietnic wyborczych nie było takie proste, choć jednocześnie skomplikowane. Nic więc dziwnego, że każdy chce mieć udział w tym sukcesie.

Pomysł na blokowanie list do samorządów, krytykowany od samego początku, dziś może zawisnąć nad rządzącymi niczym miecz Damoklesa. Bo PO jest bliska porozumienia z PSL w co najmniej połowie sejmików, a w dawnej koalicji PiS – LPR – Samoobrona trwa wielka kłótnia. Wszystko przez to, że premier Jarosław Kaczyński wyrzucił Andrzeja Leppera z rządu. Trudno więc dziś oczekiwać, że ramię w ramię podpiszą porozumienie wyborcze. Byłoby to niemożliwe, gdyby nie osoba Romana Giertycha. Ten, jak się nieoficjalnie dowiadujemy, chce najpierw podpisać porozumienie z samą Samoobroną, a potem – jako Blok Ludowo-Narodowy – także z PiS. Dlatego tak mocno sprzeciwia się koalicji rządowej z PSL, twierdząc wręcz, że rozmowy już są zerwane, gdyż ludowcy współpracują z Platformą. Na zarzut, że także LPR robi to na poziomie sejmików (Mazowsze, Wielkopolska), Giertych dowodzi, że co innego w kampanii, co innego po niej.

– Aha, czyli przed wyborami można czarować i oszukiwać, a po wyborach pragmatyzm? – dziwi się Pawlak.

Ale Giertych tajemniczo szepnął, że PiS chce przedłużyć obecnie trwającą sytuację do 12 listopada. Wówczas bowiem, powołując się na argumentację prezesa ludowców, PiS może zblokować swoje listy z Samoobroną. Na zarzut, że przecież właśnie wyrzucili ją z koalicji, odpowiedź jest gotowa: nie Samoobronę, ale Leppera, a on przecież nigdzie nie kandyduje w wyborach samorządowych. Jeśli do dnia wyborów nie powstanie oficjalna koalicja, oczywiście w imię niezakłócania „święta samorządowców”, po 12 listopada Jarosław Kaczyński wciąż będzie miał w ręku trzy opcje: koalicja z ludowcami, powrót Leppera lub wybory.

Wczorajsze rozmowy z PSL i Samoobroną, prowadzone oczywiście oddzielnie w konfiguracjach PiS – PSL i PiS – LPR – Samoobrona, dotyczyły nie koalicji, ale zaczynającego się dziś posiedzenia Sejmu. Choć Krzysztof Filipek po wyjściu z gabinetu Marka Kuchcińskiego przekonywał dziennikarzy, że koalicja jest tuż-tuż i jeszcze tego samego dnia Rada Polityczna PiS ma ją zatwierdzić. Ale ta nawet się nie zbierała.

Potencjalni koalicjanci muszą pokazać największemu klubowi swoją dobrą wolę w dążeniu do porozumienia. Pod tym hasłem PiS ukrywa poparcie dla konkretnych ustaw forsowanych przez rząd, jak np. sztandarowy pomysł ministra Zbigniewa Ziobry – sądy 24-godzinne. Wszystko wskazuje na to, że najbliższy miesiąc tak właśnie będzie wyglądał. Oczywiście żeby nie upartyjniać wyborów samorządowych. I to bez względu na rezultat wczorajszych (PSL i Samoobrona) i dzisiejszych (pozostałe partie) konsultacji politycznych w Pałacu Prezydenckim, na które – zgodnie z naszymi informacjami z ubiegłego tygodnia – Lech Kaczyński zaprosił liderów.

Mikołaj Wójcik
drukuj