Miller osłabi lewicę
Przewyborczy wielobój – analizy i komentarze
Z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem, wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Bober
Czy czwartkowe wystąpienie Leszka Millera i Andrzeja Leppera oraz decyzja o starcie byłego premiera z pierwszego miejsca listy Samoobrony w Łodzi to wyłącznie doraźna zagrywka zdetronizowanego lidera lewicy, obliczona na zemstę na LiD czy zapowiedź sojuszu obu polityków?
– Moim zdaniem, są dwie przyczyny takiego zachowania Leszka Millera. Pierwsza, to zemsta na byłych kolegach, którzy wykluczyli go z kandydowania w wyborach na liście LiD do Sejmu. Do końca nie rozumiem tej decyzji, bo były premier – wbrew temu, co mówią jego towarzysze, zdobyłby w Łodzi wiele głosów dla LiD, ponieważ ma tam stały elektorat. Dlatego – biorąc to pod uwagę – myślę, że formacja ta niewiele zyska, odsuwając Millera na bok. Nawet jeśli będzie – dla poprawy własnego wizerunku – odcinać „ogon” postkomunistycznych działaczy. Druga przyczyna to po prostu chęć zdobycia mandatu posła.
Czyli Miller wygra z Olejniczakiem i jeśli LiD wejdzie do Sejmu, to bez lidera?
– Olejniczak na pewno przegra z byłym premierem, co osłabi także LiD. Jednak nie oznacza to, że Olejniczak nie uzyska mandatu wyborczego.
W takim razie prawica nie zdobędzie mandatu w Łodzi?
– Na pewno zdobędzie, ale poparcie dla lewicy w tym mieście jest duże, więc może go wystarczyć i dla Millera, i dla Olejniczaka.
Wracając do sojuszu Millera z Lepperem. Rozpadnie się on dzień po wyborach?
– Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Poglądy oraz ideologia obu tych polityków są podobne. Przecież na czwartkowej konferencji obydwaj chwalili PRL. Dlatego ten sojusz może się utrzymać, choć były lider SLD chce tworzyć nową partię. Ta jednak jest pisana patykiem na piasku. Przecież teraz Miller nie ma żadnych struktur.
Czyli nostalgia za PRL to za mało, by scementować zwolenników Millera i Leppera?
– Myślę, że mogą współpracować w nowym Sejmie, jeśli do niego wejdą. Nie wiem jednak, czy uda się Millerowi zbudować Polską Lewicę, jak ma się nazywać nowy twór, bo kto miałby go tworzyć? Lepper nie zrezygnuje ze swojej partii, swoich struktur i nazwy.
W kwestiach programowych też wiele ich dzieli. To Miller proponował podatek liniowy, co krytykował Lepper. Podobne różnice widać w innej koalicji: LPR, RP i UPR. Ta ostatnia partia proponuje całkowicie wolnorynkowe mechanizmy, do których nieufnie podchodził LPR. Dlatego wyborcy zastanawiają się, czy sprzeczności nie rozsadzą tych sojuszy tuż po wyborach?
– Rzeczywiście są tu osoby jakby z dwóch biegunów. Zresztą warto zauważyć, że po dokooptowaniu Millera do listy Samoobrony znajdzie się on w tym samym towarzystwie, co Zygmunt Wrzodak, co jest dla mnie w ogóle niezrozumiałe. Co on tam będzie robił? Podobne sprzeczności widać rzeczywiście w koalicji LPR, PR i UPR. Chodzi tu zwłaszcza o poglądy LPR i UPR. Dlatego myślę, że to koalicje obliczone wyłącznie na to, by ich członkowie dostali się do parlamentu.
Która z tych koalicji wejdzie do Sejmu, poza PiS i PO? Z niektórych sondaży wynika, że tylko trzy ugrupowania mogą przekroczyć próg wyborczy.
– Wydaje mi się, że do Sejmu wejdą cztery ugrupowania: PiS, PO, LiD i PSL. Ta ostatnia partia zwykle jest niedoszacowana w sondażach, ma duży tzw. elektorat ukryty, a także silne struktury w terenie. Natomiast sojusz Samoobrony z Leszkiem Millerem balansuje na granicy progu wyborczego. Podobnie koalicja LPR, PR i UPR. Ich losy zależą w dużej mierze od wyborców niezdecydowanych.
Kto w takim razie utworzy koalicję rządową? Język kampanii tak się zradykalizował, że niektóre partie chyba zablokowały sobie drogę do wielu sojuszy, a mało kto wierzy w zdobycie przez PiS lub PO poparcia wystarczającego do samodzielnego rządzenia?
– W najbardziej komfortowej sytuacji wydaje się być PSL, o ile wejdzie do Sejmu. Partia ta bowiem może wejść praktycznie z każdym w koalicję. PO może zawrzeć sojusz z LiD, ale także z PSL, a myślę, że nawet z PiS. Prawo i Sprawiedliwość jest rzeczywiście w gorszej sytuacji. Jednak trzeba wziąć także pod uwagę to, że notowania PiS są niedoszacowane. I jeśli dziś sondaże dają temu ugrupowaniu ok. 3 proc. przewagi nad Platformą, trzeba dodać do tego kolejne 3 procent. Może się więc zdarzyć, że Prawo i Sprawiedliwość uzyska ok. 40 proc. głosów i będzie samodzielnie rządzić. Ewentualnie może podjąć współpracę z PSL, jeśli brakowałoby kilku mandatów do zapewnienia większości. W ostateczności możliwy jest także sojusz z PO, choć partie te dzielą spore różnice programowe. Dlatego koalicja mogłaby się okazać nietrwała. Do Sejmu mogą się dostać też dwa mniejsze ugrupowania, wówczas byłaby możliwa np. koalicja także z Ligą Prawicy Rzeczypospolitej i PSL, ale nie z Samoobroną.
Czy rzeczywiście możliwy jest sojusz PiS i PO? W czwartek na konferencji prasowej Platformy szef Europejskiej Partii Ludowej Wilfried Martens przekonywał, że to PO powinna po wyborach utworzyć nowy rząd, co nasuwa skojarzenia z chwytami Aleksandra Kwaśniewskiego.
– Rzeczywiście, to niefortunne wypowiedzi, które raczej szkodzą Polsce. Jednak trzeba pamiętać, że mamy kampanię wyborczą. W jej trakcie politycy często mówią coś, czego potem żałują. Mimo wszystko nie sądzę, żeby takie wypowiedzi przekreśliły możliwość koalicji PiS – PO. Jednak rzeczywiście wypowiedzi, takie jak szefa EPL, mogą być odebrane jako ingerowanie w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa.
Dziękuję za rozmowę.
