Milion za ciasną celę
Lawinowo rośnie liczba pozwów ze strony osób osadzonych w zakładach
karnych o zadośćuczynienie za ciasnotę i inne niedogodności w trakcie odbywania
kary. Z uwagi na roszczenia finansowe w astronomicznych kwotach znaczna część
spraw angażuje siły sądów okręgowych i Prokuratorii Generalnej. Do niedawna
tylko niewielka część skarg zasługiwała – w oczach sądu – na uznanie. Po wejściu
w życie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego sytuacja może się diametralnie
zmienić.
Sądy zalewa fala pozwów ze strony osadzonych w zakładach karnych, w których
żądają zadośćuczynienia za „naruszenie dóbr osobistych” spowodowane warunkami, w
jakich przyszło im odbywać karę. Przeludnienie, zaduch, niewłaściwa temperatura,
słabe wyposażenie cel, niedobór środków higienicznych, brak możliwości
załatwienia potrzeb fizjologicznych w intymnych warunkach, brak zajęć
kulturalnych, oświatowych i sportowych, niedostateczna opieka medyczna,
niewłaściwe zachowanie funkcjonariuszy więziennych – to zarzuty najczęściej
podnoszone przez skarżących. Na utrzymanie jednego więźnia państwo łoży średnio
ok. 20 tys. zł rocznie, tj. ok. 1600-1700 zł miesięcznie.
– Zauważalny jest
wzrost liczby powództw o zadośćuczynienie za niewłaściwe warunki odbywania kary
– potwierdza mjr Ireneusz Mucha z Zespołu Komunikacji Społecznej i Wewnętrznej
Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Z przytoczonych przez niego danych
wynika, że w 2007 r. wniesiono 743 tego rodzaju pozwy, w tym 485 z powodu
przeludnienia w celach. Rok później było ich już 1603, w tym 1051 dotyczyło
niezachowania norm powierzchni na jednego oskarżonego. W ubiegłym roku samych
skarg na przeludnienie pojawiło się już 1817, a zjawisko zaczęło się nasilać –
tylko w ciągu pierwszych dwóch miesięcy bieżącego roku osadzeni wnieśli 460
pozwów dotyczących odbywania kary w warunkach przeludnienia.
Kwoty, których
poszkodowani domagają się od Skarbu Państwa, mogą przyprawić o zawrót głowy: od
100 czy 200 tysięcy złotych nawet do miliona złotych! Dla porównania – za
niesłuszne tymczasowe aresztowanie przez pół roku sądy nierzadko orzekają
zadośćuczynienie rzędu… kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Z powodu wysokiej
kwoty roszczeń pozwy więźniów trafiają nie do sądów rejonowych, lecz okręgowych,
właściwych w sprawach, w których wartość przedmiotu sporu wynosi ponad 75 tys.
zł, a instancją odwoławczą jest dla nich sąd apelacyjny. Co więcej, od czasu
znowelizowania przez Sejm (12 czerwca 2009 r.) ustawy o Prokuratorii Generalnej
w procesach tych obligatoryjnie występują w imieniu Skarbu Państwa radcowie
Prokuratorii. Sejm bowiem w nowelizacji rozciągnął obowiązki PG na wszelkie
sprawy przed sądami okręgowymi. Wcześniej Prokuratoria występowała tylko w
najpoważniejszych procesach, gdy roszczenia przekraczały 1 mln złotych.
–
Lawinowy napływ spraw z powództwa osób osadzonych stanowi dla nas poważny
problem. W 2009 r. na 2636 wszystkich spraw prowadzonych przez Prokuratorię 763
stanowiło sprawy osób poszkodowanych działaniem jednostek penitencjarnych.
Tymczasem tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku mamy już 664 sprawy
z powództwa więźniów. To prawie połowa z 1374 nowych, które do nas wpłynęły –
mówi dyrektor Wojciech Dachowski, szef Departamentu Zastępstwa Procesowego II
Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa.
Prokuratoria liczy obecnie 82 radców
prawnych. Od początku obowiązuje w niej zasada stawiennictwa na każdej
rozprawie.
– Zalew tego typu spraw odciąga naszą uwagę od innych poważnych
procesów przeciwko Skarbowi Państwa – przyznaje Wojciech Dachowski, dyrektor
Departamentu Zastępstwa Procesowego II Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa.
Bywa, że z powodu szczupłości obsady prokuratoria zmuszona jest rezygnować ze
stawiennictwa w sprawach więźniów, o ile nie grozi to konsekwencjami
procesowymi.
Szturm osadzonych na sądy wzmógł się szczególnie od grudnia 2009
r., gdy weszło w życie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności z
Konstytucją art. 248 kodeksu karnego wykonawczego. Przepis ten pozwalał w
określonych przypadkach zmniejszyć powierzchnię celi przypadającą na jednego
oskarżonego poniżej normy 3 m2 na osobę.
Teraz ten wymóg musi być
bezwzględnie zachowany. Jeśli okaże się, że politycy i administracja zawczasu
nie przygotowali na to więziennictwa – pieniądze popłyną z kasy państwa. Sąd
Najwyższy, który dotychczas nie uznawał „zagęszczenia” za samoistną podstawę
roszczenia o zadośćuczynienie, teraz może nie mieć wyboru.
Bez ryzyka
Niedoinwestowanie zakładów karnych wraz z
orzeczeniem Trybunału to tylko niektóre przyczyny narastającej fali roszczeń.
Dalsze wynikają z niewłaściwego stosowania przez sądy przywileju, który prawo
przyznaje osobom ubogim.
Zasadą jest, że powód dochodzący zadośćuczynienia
musi do pozwu załączyć opłatę, tzw. wpis sądowy, w proporcjonalnej wysokości do
żądanej kwoty. Pieniądze – 5 proc. wartości sporu – przepadają, jeśli skarżący
przegra proces, a dodatkowo musi on zwrócić koszta procesu stronie przeciwnej.
Opłata pełni więc funkcję tamy zapobiegającej nieuzasadnionym lub zbyt
wygórowanym finansowo roszczeniom. Więźniów, jak się okazuje, ta reguła nie
dotyczy, ponieważ sądy automatycznie stosują wobec nich tzw. prawo ubogich,
wychodząc z założenia, że z racji odizolowania nie stać ich na wpłatę wpisu
sądowego.
– „Prawo ubogich” to standard w cywilizowanych systemach prawnych –
podkreśla prezes Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa Marcin Dziurda.
Przyznaje jednak, że przywilej ten bywa czasem niewłaściwie wykorzystywany.
–
Utarła się praktyka, że pozwy więźniów przyjmowane są bez opłat, wyłącznie w
oparciu o wniosek skazanego o zwolnienie z kosztów sądowych i oświadczenie, że
nie posiada majątku. Sądy nie zawsze zadają sobie trud, by zbadać stan majątkowy
powoda lub sprawdzić, czy posiada pieniądze złożone do depozytu – twierdzi
dyrektor Dachowski.
Właściwie stosowane „prawo ubogich” gwarantuje osadzonym
niezbędną ochronę praw obywatelskich i godności ludzkiej w warunkach
odizolowania. To samo prawo, gdy jest nadużywane, wywołuje groteskowe skutki.
Powód, który nie ponosi finansowego ryzyka przegrania procesu, może w pozwie
napisać, co mu się żywnie podoba, i żądać zadośćuczynienia w niebotycznej
kwocie, bez związku z rzeczywistością. I tak nic nie straci.
Sposób na życie?
Toteż zdarzają się skargi na „złośliwe
pozbawienie jabłka, które przysługiwało”, aplikowanie tańszego leku zamiast tego
z najwyższej półki o identycznym działaniu, „złośliwe organizowanie apeli” w
czasie, gdy osadzony dokonywał ablucji, albo po prostu na to, że „śmierdzi” czy
„jest duszno” – wylicza urzędnik administracji więziennej. Są to zwykle dwie
kartki zawierające opis tego, co osadzonemu nie podoba się w zakładzie karnym.
Zazwyczaj dopiero przesłuchanie więźnia przez sąd pozwala na sprecyzowanie
zarzutów.
Skazani przepisują skargi jeden od drugiego, stąd w każdym
zakładzie karnym wykształcił się swoisty, niepowtarzalny wzór pozwu. Skarżą po
kolei wszystkie areszty i zakłady karne, o jakie otarli się w trakcie śledztwa,
procesu i odbywania kary.
– Jeden więzień potrafi złożyć nawet kilkadziesiąt
pozwów, rekordzista ma ich na swoim koncie aż 60 – twierdzi jeden z naszych
rozmówców. – Założenie sprawy w sądzie pozwala przerwać monotonię i nudę. To
jakiś sposób na życie – dodaje. Najczęściej występują do sądu skazani na
dożywocie i długoletnie pozbawienie wolności oraz recydywiści znakomicie
obeznani w przepisach.
Więziennictwo wymaga nakładów, niemniej znaczna część
pozwów jest, zdaniem prawników, naciągana. Sądy okręgowe ogólnie zdają się
podzielać tę opinię. Z naszych informacji wynika, że powództwa w większości są
oddalane, a jeśli sąd uznaje, że rzeczywiście doszło do naruszenia dóbr
osobistych, zasądza kwoty zadośćuczynienia znacznie niższe od żądanych, w
granicach od 1 tys. zł do 3 tys. złotych. Od 2002 r. skargi na warunki w
polskich więzieniach napływają też do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Dotychczas Trybunał trzy z nich uwzględnił, zasądzając odszkodowania finansowe.
Bolesna dla państwa jest nie tyle ich wysokość, ile stwierdzenie faktu, że swoim
działaniem naruszyło Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i
Podstawowych Wolności.
Domniemanie na korzyść osadzonych
Dodatkowe komplikacje
wynikają z tego, że w procesach o naruszenie dóbr osobistych kodeks przewiduje
„domniemanie bezprawności” działania podmiotu, który te dobra naruszył. Innymi
słowy ciężar udowodnienia, że nie doszło do naruszenia prawa, spoczywa na
oskarżonym, a nie na powodzie. A zatem to nie więzień, który żąda
zadośćuczynienia, musi dowieść, że było „ciasno, duszno i był wulgarnie
traktowany”, lecz radcy Prokuratorii Generalnej muszą udowodnić, że więzień był
traktowany właściwie, a warunki w zakładzie karnym są zgodne z wszelkimi
normami. To zaś pociąga za sobą konieczność wydobycia z zakładu karnego pełnej
dokumentacji związanej z odbywaniem kary przez powoda i na jej podstawie
wytłumaczenia sądowi, że działanie jednostki penitencjarnej nie posiadało cech
bezprawności. Dla prokuratorii to kwestia dodatkowego czasu i niemałych kosztów.
Dopiero od niedawna w zakładach karnych pojawiły się systemy informatyczne, do
2007 r. cała operacja przeprowadzana była „na piechotę”.
– Będziemy zwracać
się do zakładów karnych i aresztów śledczych o samodzielne podejmowanie i
prowadzenie spraw wytoczonych przez osadzonych, bez udziału Prokuratorii
Generalnej – zapowiada Marcin Dziurda. Na takie przekazanie pozwala art. 8b
znowelizowanej ustawy o PG. Pozwoliłoby to prokuratorii ograniczyć wydatki
związane ze ściąganiem z zakładów karnych do Warszawy pełnej dokumentacji
więźniów i stawiennictwem radców w sądach rozsianych po całym kraju.
Małgorzata Goss
