Memoriał pyta prokuraturę o obławę
Rosyjskie stowarzyszenie Memoriał wezwało Główną Prokuraturę Wojskową
Federacji Rosyjskiej do przeprowadzenia nowego śledztwa w sprawie obławy
augustowskiej w lipcu 1945 roku oraz pośmiertnego zrehabilitowania jej ofiar.
Wiceprzewodniczący organizacji prof. Nikita Pietrow ma nadzieję, że nie skończy
się tak jak w 1995 roku na odpowiedzi wymijającej. – Tym razem mamy prawo
oczekiwać czegoś więcej – powiedział wczoraj prof. Pietrow w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem".
Pietrow sformułował swoje postulaty w artykule opublikowanym wczoraj w dodatku
historycznym do "Nowej Gazety" pod tytułem "Prawda Gułagu", który redagowany
jest we współpracy z Memoriałem. – Nasza publikacja stanowi jednocześnie
oficjalne pytanie skierowane do prokuratury, na które powinna ona odpowiedzieć.
Zgodnie z prawem odpowiedź powinna zostać udzielona w ciągu miesiąca. Oczywiście
egzemplarz gazety z odpowiednim listem przekazaliśmy także prokuraturze – mówi
historyk.
Wiceszef Memoriału określił obławę NKWD na żołnierzy Armii Krajowej w lipcu 1945
roku jako zbrodnię wojenną. Wytknął też prokuraturze, że próbuje przemilczeć
masowe mordy, dokonane pod rządami Józefa Stalina. – Pytamy, jak było prowadzone
w Rosji śledztwo w sprawie wydarzeń augustowskich i jaki był jego rezultat.
Naszym oczekiwaniem jest, aby wznowić sprawy, zbadać wszystkie okoliczności, a w
rezultacie ustalić miejsca rozstrzeliwań i pochówku ofiar – wyjaśnia Pietrow.
"Czy będzie nowe dochodzenie w sprawie tych wydarzeń, połączone z poszukiwaniem
nowych dokumentów i rehabilitacją 592 osób zamordowanych bez sądu i śledztwa?
Powinno być, jeśli nie tylko w słowach, ale i w rzeczywistości chcemy wyjaśnić
wszystkie stalinowskie zbrodnie" – czytamy w artykule Pietrowa, w którym
publikuje on również odnaleziony przez siebie w rosyjskich archiwach dokument
zawierający plan masowych egzekucji aresztowanych w lipcu 1945 r. akowców.
Jednocześnie zamieszcza kopię odpowiedzi rosyjskiej prokuratury wojskowej na
prośbę Ambasady RP w Moskwie o wyjaśnienie losów osób zatrzymanych podczas
obławy na Augustowszczyźnie, w której ta stwierdza, że władze rosyjskie nie
wiedzą, co się stało z uwięzionymi Polakami.
"Chodzi o zbrodnię wojenną. Wszak żadne prawa wojenne nie przewidują zabijania
aresztowanych bez sądu i śledztwa. Dlaczego Główna Prokuratura Wojskowa nie
powiedziała tego jasno i otwarcie? Może prokuratorzy wojskowi nie dokopali się
do istoty sprawy, nie zdołali znaleźć niezbędnych dokumentów i dotrzeć do
świadków? Wątpliwe. Przecież w oficjalnej odpowiedzi napisali, że "osoby
odpowiedzialne za przeprowadzenie operacji wojskowej już nie żyją".
Rzeczywiście. Jeden z tych, którzy ponoszą osobistą odpowiedzialność za kaźń,
Iwan Gorgonow, zmarł właśnie w 1994 roku. Dopiero po tym przygotowano odpowiedź
dla Polaków. Oznacza to, że Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej zna
nazwiska osób, które mogą mieć związek ze sprawą, i interesowała się ich losami.
Niewykluczone, że zdążyła przesłuchać również samego Gorgonowa" – czytamy w
artykule Pietrowa w "Prawdzie Gułagu".
Odnaleziony przez Pietrowa i zaprezentowany w jego książce "Według scenariusza
Stalina" dokument dowodzi, że aresztowani w 1945 roku Polacy zostali po prostu
rozstrzelani. Na tego rodzaju materiał polscy prokuratorzy i IPN czekają od
ponad 15 lat, czyli od kiedy prowadzone jest w Polsce śledztwo w tej sprawie,
zaś rodziny ofiar wciąż nie znają miejsca pochówku swoich bliskich.
Rosyjski historyk obawia się jednak, że i tym razem prokuratura uchyli się od
odpowiedzi. – Przede wszystkim prokuratura musi jakoś zareagować, ale może się
okazać, że w sposób tylko formalny, podobny do tego, co napisali w 1995 roku w
odpowiedzi na wniosek polskich władz: "Na wszystko odpowiedzieliśmy, nowych
materiałów nie znaleźliśmy i dlatego niczego nie będziemy robić". Może i tak się
to skończyć, ale mamy prawo oczekiwać czegoś więcej – wyjaśnia "Naszemu
Dziennikowi". Pietrow przypomina podobne przypadki, którymi zajmował się
Memoriał. W swoim artykule zauważa, że "konsekwencja, z jaką prokuratura
wojskowa odmawia zrehabilitowania polskich obywateli, rozstrzelanych [w Katyniu
i in.] w 1940 roku na mocy uchwały Politbiura KC WKP(b) z 5 marca tegoż roku,
skłania do smutnych wniosków. Zakończywszy w 2004 roku śledztwo nr 159 (w
sprawie Katynia) i utajniając jego rezultaty, GPW w istocie rzeczy stała się
instytucją ukrywającą stalinowskie zbrodnie".
Memoriał, organizacja pozarządowa zajmująca się obroną praw człowieka oraz
dokumentowaniem i upamiętnieniem stalinowskich zbrodni, od dawna walczy o
upublicznienie rezultatów rosyjskiego śledztwa w sprawie Katynia, które zostało
utajnione. "Dlaczego nie można opublikować postanowienia o umorzeniu śledztwa
katyńskiego, upublicznić rezultatów prokuratorskiego dochodzenia w sprawie mordu
na aresztowanych podczas obławy w Lesie Augustowskim? Z czym mamy tutaj do
czynienia: z niemożnością czy niechęcią Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji
Rosyjskiej do przeprowadzenia drobiazgowych śledztw i opublikowania ich
wyników?" – przypomina tę przegraną przez niezależnych historyków batalię.
Obława augustowska, zwana również "lipcową" lub "małym Katyniem", to według
historyków największa po II wojnie światowej niewyjaśniona dotąd zbrodnia
dokonana na Polakach. Nazywana jest czasem również "drugim Katyniem" lub
"podlaskim Katyniem". Po pacyfikacjach dokonywanych w dniach 12-19 lipca 1945
roku przez NKWD zaginęło około 600 działaczy podziemia niepodległościowego z
okolic Augustowa i Suwalszczyzny. Wszystko wskazuje na to, że zostali
zamordowani, lecz brak na to bezpośrednich dowodów, np. rozkazów sowieckich. Po
opublikowaniu przez Nikitę Pietrowa pochodzącego z 21 lipca 1945 roku planu
likwidacji aresztowanych trudno już mieć wątpliwości, że mamy do czynienia ze
zbrodnią wojenną. Jeśli plan zrealizowano, to około 600 Polaków zostało
zastrzelonych z pominięciem nawet sowieckich procedur sądowych. – Żeby
rozstrzelać, trzeba było najpierw skazać, a tak mieliśmy zupełnie wyjątkowe
postępowanie – mówił w poniedziałkowym wywiadzie dla "Naszego Dziennika" prof.
Nikita Pietrow.
Piotr Falkowski
