Media powinny być głosem Narodu
Z JEm. ks. kard. Stanisławem Nagim rozmawia Małgorzata Pabis.
Podczas niedawnej rozmowy z "Naszym Dziennikiem" Ksiądz Kardynał
dokonał diagnozy sytuacji w Polsce. Zauważył, że mamy do czynienia z
przepoczwarzającym się marksizmem, któremu towarzyszy, niestety, paraliż Narodu,
katolików. Czy marsze przeciwko dyskryminacji Telewizji Trwam świadczą o pewnym
przebudzeniu społeczeństwa?
– Zanim odpowiem na to pytanie, nakreślę może tło, jak widzę sytuację panującą w
Narodzie. Tego, co dziś się dzieje, nikt bowiem się nie spodziewał. Relacje
międzyludzkie są wybitnie skomplikowane i zróżnicowane. Dotyczy to także relacji
w porządku religijno-światopoglądowym. Po raz pierwszy bowiem od bardzo długiego
czasu – z pominięciem hitleryzmu i komunizmu – na powierzchni stosunków państwo
– Kościół zaistniał fenomen walki, i to walki spowodowanej przez państwo. Można
wyliczać cały szereg przejawów tej walki i można domyślać się różnych jej
powodów i celów. Jedno jednak jest pewne i bolesne, że ani państwu, ani
Kościołowi to nie wychodzi na dobre.
Wyrazem tego jest fakt, właściwie dotąd nieznany, że ludzie tak licznie
wychodzą na ulice ze swoimi postulatami.
– Wychodzą godnie, spokojnie, ale wychodzą z jasnym programem i wyraźnymi
żądaniami. Do tego dochodzi jeszcze to, że ci ludzie na ulicach Polski są
wyjątkowo liczni i wciąż ich przybywa. Ta okoliczność dla człowieka o zdrowym
rozsądku nie może nie oznaczać, że dzieje się coś złego.
Kościół to dostrzega, ale mamy wątpliwości, czy dostrzega to państwo. Zwłaszcza
jeśli państwo zdaje się za tym stać. A niektóre elementy tego konfliktowania się
z Kościołem są wyjątkowo wyraziste, jednoznaczne.
Co Księdza Kardynała szczególnie niepokoi?
– Mam tu na myśli sprawy programów szkolnych, odszkodowań, które należą się
Kościołowi, a przede wszystkim walkę o suwerenność myślenia w Narodzie.
Jednym ze słów, które się dziś najczęściej powtarza, jest "demokracja", a więc
rządy narodu. Pozory tej demokracji mamy dziś w Polsce zachowane przez wybory,
przez rząd, który pochodzi z tych wyborów, ale, niestety, ten rząd nie mieści
się w kategoriach demokracji.
Dlatego że demokracja to rządy narodu, który jest suwerenem, i to, czego on
pragnie, powinno być zadaniem i programem rządu. Tymczasem widzimy tłumy na
polskich ulicach protestujące przeciwko łamaniu podstawowego prawa, jakim jest
prawo do wolnego słowa, a konkretnie prawa Telewizji Trwam do znalezienia się na
multipleksie. Na obecnym etapie sposób traktowania tej katolickiej telewizji
trzeba nazwać bezczelnym i prawnie podejrzanym.
Jakie mogą być skutki społeczne takiego postępowania władzy?
– Ten stan rzeczy – na obecnym etapie – nie może nie być powodem głębokiego bólu
katolickiego społeczeństwa. Implikuje bowiem postawę rządu, którą można i trzeba
nazwać sobiepaństwem, traktującym społeczeństwo katolickie w sposób
niesprawiedliwy. Ten stan napięcia spowodowanego nie przez Kościół, a przez
państwo i – powiedzmy otwarcie – przez rząd jest nie tylko bolesny i uwłaczający
społeczeństwu katolickiemu, ale równocześnie wręcz ryzykowny. Wychodzenie
społeczeństwa na ulice – trzymane w ryzach, uporządkowane – może z tych ryzów
łatwo się wymknąć i nikomu nie trzeba mówić, czym to może grozić i co może
oznaczać. W tym właśnie momencie rodzi się głęboka troska o państwo, o koszty,
które może ono ponieść w przypadku dojścia do stanu wybuchu.
Kościół nie chce konfliktu, ale Kościół nie może milczeć, gdy spotyka go
krzywda. Kościół nie będzie milczał, bo nie może milczeć, jeżeli idzie o
zagrożenie młodego pokolenia przez program szkolny, który wypiera jego poglądy i
odziera go z patriotyzmu.
Warto przypomnieć, że głos Kościoła dążący do załagodzenia konfliktu już się
pojawił. Jego wyrazem był słynny list ks. abp. Józefa Michalika,
przewodniczącego KEP. Ten wymowny sygnał, niestety, nie został dobrze
zrozumiany. Dlatego trzeba postawić pytania: Jak długo może trwać obecny
konflikt?, Jak długo wytrzyma taką sytuację tylekroć już doświadczone
społeczeństwo?
Na te pytania może odpowiedzieć tylko państwo, i to jednym pociągnięciem pióra,
przywracając Telewizji Trwam należne jej prawa stanowiące nieocenione dobro dla
katolickiej społeczności polskiej.
Na całym świecie dostrzegalna jest pewna silna tendencja do łamania
wolności religijnej. Episkopat USA wydał ostatnio dokument, w którym wezwał
katolików do nasilenia modlitw i działania publicznego. Wcześniej księża biskupi
za oceanem podjęli inicjatywę dnia pokutnego za prezydenta Obamę. Czy nie
nadszedł moment, aby i u nas ten głos świeckich i pasterzy Kościoła był
mocniejszy?
– Pytanie jest bardzo dobre i mogę na nie odpowiedzieć jedynie w sposób
twierdzący. Kościół powołany jest do tego, żeby sięgać po środki religijne i
nadprzyrodzone. A ponieważ dziś walka toczy się o sprawy jak najbardziej
dotyczące Boga i religii, to taka społeczno-religijna inicjatywa byłaby jak
najbardziej wskazana.
Wiemy, że coś w tej dziedzinie się dzieje, bo prężnie działa Krucjata Różańcowa
w intencji Ojczyzny. Warto podążać tym tropem.
Dlaczego władza tak konsekwentnie odmawia Telewizji Trwam koncesji na
multipleksie?
– Żyjemy w erze mediów. Dawniej rządziły światem armaty, polityka czy wojna.
Teraz rządzi sposób modelowania myślenia ludzkiego, bo to myślenie ludzkie stoi
bardzo blisko działania. Wystarczy odpowiednio umodelować sposób myślenia ludzi,
a osiągnie się efekt w postaci działania. Media dziś mogą wmówić ludziom niemal
wszystko i wszystko zagłuszyć. Niestety, są takie, które to robią. Dlatego tak
ogromna jest rola mediów katolickich, a szczególnie Telewizji Trwam. To właśnie
te media w sposób jednoznaczny i prawdziwy mówią do Polaków i uczą, jak naprawdę
powinno wyglądać ich życie.
Jakie słowa Ksiądz Kardynał chciałby przekazać uczestnikom sobotniego
marszu?
– Można wyrazić tylko satysfakcję i ogromną radość, ponieważ stanowi to oznakę
budzenia się społeczeństwa. Już nie można kierować nim hasłami partyjnymi. Naród
jest siłą. Jeżeli Naród przemówi, to się liczy.
Media powinny być głosem Narodu. Wychodzenie ludzi na ulicę jest wyrazem tego
narodowego zapotrzebowania. Kiedy Naród nie może już inaczej upomnieć się o
swoje, wychodzi z żądaniami na ulicę. To, co do tej pory udało się przekazać w
tym werdykcie ulicy, jest szczególnie ważne, a to jest zasięg tego protestu,
który wciąż rośnie. Świadczy to o tym, że sprawa dotarła do duszy polskiej i
byle czym tego głodu prawdy Polaków się nie uspokoi. Obecny rząd i jego
przywódcy powinni zdać sobie z tego sprawę.
Dziękuję za rozmowę.
