Męczennicy czasów czerwonego terroru
Od czasu śmierci gen. Franco aż do 2004 r. nie było w Hiszpanii większych sporów na tle historycznym. Zmiana stanowiska lewicy, która – korzystając z pozostawania u steru rządów – chce narzucić swoją wizję historii całemu krajowi, musiała spowodować konflikt.
W niedzielę, 28 października, Ojciec Święty Benedykt XVI wyniósł do chwały ołtarzy 498 ofiar prześladowań religijnych w Hiszpanii w latach 30. XX wieku. Była to najliczniejsza jak dotąd uroczystość beatyfikacyjna w całej historii Kościoła. Prześladowania w czasach II Republiki bywają zwykle utożsamiane z wojną domową, w którą przerodziło się powstanie żołnierzy generała Francisca Franco przeciw socjalistycznemu rządowi.
W rzeczywistości prześladowania katolików zdarzały się w Hiszpanii od początku XIX w., zaś charakter stały przybrały z nastaniem tzw. II Republiki, za której początek uznaje się 14 kwietnia 1931 roku: dzień wyjazdu z kraju króla Alfonsa XIII w wyniku kryzysu, jaki nastąpił po upadku „najłagodniejszej dyktatury Europy” Miguela Primo de Rivery ponad rok wcześniej.
Terror II Republiki
Republikę tworzyły środowiska rewolucyjne, antykatolickie, po części wręcz terrorystyczne. Sześć dni po wyjeździe króla Alfonsa XIII św. Josémaría Escrivá, wówczas jeszcze młody, 29-letni ksiądz, zapisał w swoich notatkach: „Matko Niepokalana, chroń tę biedną Hiszpanię! Boże, powstrzymaj wrogów naszej Matki Kościoła! Republika Hiszpańska: Madryt na dwadzieścia cztery godziny stał się jednym wielkim domem publicznym. Wygląda na to, że teraz się trochę uspokoiło. Ale masoneria nie śpi. Czuwa jednak także Najświętsze Serce Jezusa! W Nim cała moja nadzieja”.
Słowa te, zapisane przez kapłana, którego jedyną troską była praca duszpasterska, który z zasady nie zajmował się wydarzeniami politycznymi, wyraźnie świadczą o tym, że cechą charakterystyczną II Republiki była, obok walki politycznej, bezpośrednia konfrontacja z religią katolicką.
Trzy tygodnie później, 11 maja, doszło do podpalenia klasztoru jezuitów przy ul. Flor w Madrycie, co stało się sygnałem do podobnych wystąpień przeciw kościołom i budynkom sakralnym w innych punktach stolicy i niektórych innych miastach, głównie Andaluzji. Zakonników wypędzano pod groźbą śmierci, rabowano również co cenniejsze przedmioty, także dzieła sztuki. W wielu miastach nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. W dniach 11-13 maja 1931 r. spalono około 100 kościołów, klasztorów i innych budynków. Władze nie podjęły żadnych wysiłków w celu wykrycia, ujęcia czy ukarania sprawców, choć wiedziały o mających nastąpić rozruchach już dzień wcześniej.
Rewolucja antykatolicka
Wkrótce okazało się, że quema de conventos (palenie klasztorów), jak nazwano wypadki z maja 1931 roku, nie były wydarzeniem wyjątkowym w czasach II Republiki. Kolejne tego typu incydenty miały miejsce w 1932 i 1933 r. w Saragossie, Kordowie, Kadyksie, Sewilli, Granadzie i wielu innych miastach, w niektórych z nich wielokrotnie. Już w grudniu 1931 r. zdominowane przez ugrupowania rewolucyjne Kortezy (katolicy zbojkotowali wybory przeprowadzone w czerwcu, zaraz po obaleniu monarchii i w atmosferze terroru, którego przykładem były wydarzenia z maja) przyjęły konstytucję, która w sposób maksymalny ograniczała działalność Kościoła, zapowiadała nacjonalizację majątków zakonnych czy np. rozwiązanie tych zgromadzeń, w których składano specjalne śluby „posłuszeństwa władzy innej niż prawowita władza państwowa”, co można było odnieść przede wszystkim do Towarzystwa Jezusowego, istotnie rozwiązanego już w styczniu 1932 roku.
Ustawa zasadnicza oznaczała faktycznie jednostronne zerwanie konkordatu. Jeszcze przed formalnym zatwierdzeniem konstytucji, ale gdy już znana była jej ostateczna treść, Ojciec Święty Pius XI wydał specjalny list do hiszpańskiego duchowieństwa i wiernych, w którym protestował przeciw antykatolickim planom. Po wejściu w życie ustawy zasadniczej list pasterski w tym samym duchu wydali hiszpańscy biskupi.
Próba ręcznego sterowania Kościołem
W 1933 r. prześladowania nie ustępowały, a Kortezy przyjęły ustawę o wyznaniach, na mocy której m.in. dobra należące do Kościoła przechodziły na własność państwa, którego władze przejmowały też kontrolę nad sprawowaniem kultu i nominacjami na stanowiska kościelne. W odpowiedzi na to posunięcie, ale również z powodu całokształtu polityki wyznaniowej II Republiki Papież wydał poświęconą właśnie Hiszpanii encyklikę „Dilectissima nobis”. Ojciec Święty przypominał w niej o „wybitnych zasługach wobec wiary katolickiej i chrześcijańskiej cywilizacji” oraz „tradycyjnym i gorącym przywiązaniu do Stolicy Apostolskiej”, z czego wynikała jego „ojcowska troska” o ten kraj. Pius XI po raz kolejny przypomniał, że Kościół nie potępia ustroju republikańskiego, wskazał na szereg przykładów korzystnej dla państwa współpracy z Kościołem w wielu powstałych po I wojnie światowej republikach oraz na podjęte ze strony katolickiej próby takiej współpracy w Hiszpanii. Z tego wynika – pisze dalej Papież – że „walka, prowadzona w Hiszpanii z Kościołem, nie może być przypisana nieznajomości wiary katolickiej i jej dobrodziejstw, lecz nienawiści i nieprzyjaźni, którą przeciw Panu i przeciw Chrystusowi Jego żywią nieprzyjaciele wszelkiego porządku religijnego i społecznego, skupieni w tajnych sektach, jak to czynią w Meksyku i Rosji”.
Ojciec Święty Pius XI już wtedy ostrzegał, że II Republika, walcząc z wiarą katolicką, prowadzi politykę samobójczą – sprawdziło się to co do joty w ciągu najbliższych lat.
Kontrrewolucja
Skoro Stolica Apostolska już na trzy lata przed wybuchem wojny podjęła tak zdecydowane kroki w obronie prześladowanego hiszpańskiego Kościoła, trudno się zgodzić z twierdzeniem, że prześladowania były efektem tejże wojny.
Mimo iż kolejne wybory do Kortezów, które odbyły się pod koniec 1933 r., wygrała prawica, w kraju nadal panował ferment rewolucyjny. Rok później rewolucjoniści bez powodzenia próbowali wszcząć bunt, stłumiony zresztą przez gen. Francisca Franco. Wówczas też doszło do mordów, w których zginęło kilku z męczenników wyniesionych na ołtarze 28 października.
Po kolejnych wyborach na początku 1936 r. do władzy ponownie doszła lewica. W następnych miesiącach nie ustawały rozruchy, które często kończyły się śmiercią ich uczestników. W połowie lipca zamordowano przywódcę opozycji José Calvo Sotelo, co stało się bezpośrednim powodem buntu żołnierzy, który wybuchł 17 lipca po południu w Melilli w hiszpańskim Maroku i rozprzestrzenił się na pozostałe części hiszpańskiego Maroka oraz Wyspy Kanaryjskie. Powstańcy szybko opanowali północną część Hiszpanii i Andaluzję, kraj został podzielony frontem mniej więcej na równe części. Blisko trzy lata trwała wojna, w czasie której narodowcy kawałek po kawałku odzyskiwali tereny opanowane przez czerwonych. W marcu 1939 r. w wyniku ostatniej, wielkiej ofensywy wojsk narodowych opanowany został Madryt, a także Cuenca, Ciudad Real, Jaén, Almería, Walencja, Alicante czy Murcja.
Śmierć za Najświętszy Sakrament
Od razu po wybuchu wojny prześladowania katolików na terenie zajętym przez bolszewików nasiliły się, podobnie jak zwykły terror. Liczbę ofiar śmiertelnych zbrodni komunistycznych ocenia się na kilkadziesiąt tysięcy osób, przy czym trudno do końca oszacować, jaka część z nich zginęła za wiarę. Cytowane w wielu opracowaniach obszerne studium Antonio Montero Moreno, późniejszego biskupa diecezji Mérida-Badajoz z 1961 r., wymienia 6832 pomordowanych duchownych, z czego 13 było biskupami, 4171 kapłanami, 2365 zakonnikami, a 283 osoby to siostry zakonne.
Ostatnio niektóre źródła kościelne, m.in. studium Vicente Cárcela Ortí przygotowane w związku z pracami nad „katalogiem męczenników XX w.”, powstałym na wezwanie Ojca Świętego Jana Pawła II w związku z Wielkim Jubileuszem Roku 2000, poszerzają szacunek o ok. 3000 świeckich, głównie członków Akcji Katolickiej, doliczając się w ten sposób 10 000 ofiar należących do organizacji kościelnych. Najprawdopodobniej nie jest to nadal pełna liczba. Męczennikami za wiarę mogło być wiele ofiar świeckich nigdzie niezapisanych. W czasach czerwonej dyktatury śmierć mogła być konsekwencją choćby przenoszenia przez ulice miast ukrytego w ubraniu Najświętszego Sakramentu.
Nostalgia socjalistów za komunistycznym reżimem
Już w czasie procesu beatyfikacyjnego ofiar komunizmu pojawiały się w Hiszpanii i za granicą zarzuty o zajmowanie przez Kościół określonego stanowiska politycznego. Są one powtarzane mimo wielu wyjaśnień, przede wszystkim ze strony miejscowych biskupów, iż faktycznie chodzi o męczenników za wiarę.
Istotną przyczyną tych zarzutów jest, obok ciągłego demonizowania dyktatury Franco (w czasie której oczywiście popełniano pewne błędy, nadużycia, może nawet zbrodnie, ale która była jedyną alternatywą dla rewolucji chcącej utopić kraj w morzu krwi), szczególnego rodzaju polityka historyczna przyjęta przez obecne władze Hiszpanii.
W otwarty sposób nawiązują oni do bolszewickich (oficjalnie: „antyfaszystowskich” i „republikańskich”) tradycji II Republiki. Premier Rodríguez Zapatero jawnie spotyka się z „seniorem ruchu socjalistycznego” – jednym z działaczy komunistycznych z lat 30., który jest oskarżany o sprawstwo kierownicze jednej z największych zbrodni czasów rewolucji: zbrodni w Paracuellos de Jarama, gdzie zginęło od 2000 do 12 000 przedstawicieli klasy średniej, jak adwokaci, sędziowie, dziennikarze, lekarze czy duchowni.
Rząd Zapatery opracował też wielce kontrowersyjną ustawę „o pamięci historycznej”, która prawdopodobnie niedługo wejdzie w życie. Ustawa ta „uznaje i rozszerza” uprawnienia osób, które padły ofiarą prześladowania lub przemocy w czasie wojny i dyktatury. Faktycznie już w czasie transformacji przyjęto szereg przepisów przewidujących zadośćuczynienie za ewentualne krzywdy.
Jednak ustawa Zapatery idzie dalej: nakłada na osoby prawne i fizyczne obowiązek usunięcia „symboli frankizmu”, zabrania „wychwalania” frankizmu w czasie jakichkolwiek uroczystości czy zwykłych odwiedzin w Dolinie Poległych (Valle de los Caídos) – mauzoleum poległych w czasie wojny, gdzie po śmierci spoczął również sam gen. Franco. Gdyby zresztą potraktować ustawę dosłownie, może się okazać, że samo mauzoleum także zostanie zniszczone. Przepisy czynią normę z nieco partyzanckiej dotychczas praktyki niszczenia pomników Franco czy ofiar wojny poległych po stronie narodowej.
Socjaliści dzielą społeczeństwo
Krytycy głośno mówią o „rozdrapywaniu starych ran” przez obecne władze. Być może na represje powinni się przygotować nieświadomi cudzoziemcy, gdy np. założą jedną ze sprzedawanych także w Polsce koszulek z antykomunistycznym hasłem „Han pasado!” („Przeszli!”, odpowiedź na osławione, rewolucyjne „No pasarán!”, po raz pierwszy owego „przeszli” użył gen. Franco w przemówieniu wygłoszonym bezpośrednio po zajęciu Madrytu). Ta wizja niczym z Orwella (notabene również uczestnika wojny domowej, po stronie republikańskiej) wydaje się całkiem realna w świetle nowej ustawy, zaprzepaszczającej to, co udało się osiągnąć w czasie transformacji: od czasu śmierci Franco aż do 2004 r. nie było w Hiszpanii większych sporów na tle historycznym. Wydawało się, że rzeczywiste pojednanie narodowe jest już trwałe.
Zmiana stanowiska lewicy, która – korzystając z pozostawania u steru rządów – chce narzucić swoją wizję historii całemu krajowi, musiała spowodować konflikt. Skoro środowisko dzierżące władzę w kraju czerpie swoją legitymizację z „dokonań” II Republiki, to ofiary prześladowań ze strony tejże stają się politycznie niepoprawne. Stąd wspomniane oskarżenia pod adresem Kościoła o polityczny wymiar beatyfikacji.
Prawda w oczy kole
Jednak Kościół nie może nie pamiętać swoich świętych – pamiętali o nich zawsze katolicy w Hiszpanii, a po zmianie ustroju o pamięć tę zadbała Stolica Apostolska. Pierwsze ofiary hiszpańskiego komunizmu zostały wyniesione na ołtarze przez Papieża Jana Pawła II w 1987 roku. Później odbyły się kolejne beatyfikacje, zawsze powodując złośliwe komentarze środowisk antykatolickich, ale nigdy nie stając się pretekstem do tak ostrej krytyki.
Jej istotną przyczyną wydaje się niechęć do przyznania, że II Republika, fundament ideologiczny obecnej władzy, nie była ustrojem neutralnym światopoglądowo, ale pod hasłem tej neutralności była systemem nakierowanym na walkę z Kościołem. Również rząd Zapatery nie jest neutralny wobec istniejącego jeszcze dziedzictwa cywilizacji chrześcijańskiej w Hiszpanii: zdecydowanie, nie tylko w sferze pamięci historycznej, ale przede wszystkim w sferze obyczajowej, promuje rozwiązania sprzeczne z tradycyjną moralnością. Iberyjscy socjaliści traktują więc zapewne niedzielną uroczystość jako głos Kościoła powszechnego również w tej sprawie.
Krytycy wydają się nie zauważać, że stwierdzenie, iż „wyznawana religia bywała przyczyną represji” zapisano nawet w zatwierdzanej obecnie nowej ustawie „o pamięci historycznej”.
