Marzyłam o takiej szkole
Andżela Uharynka z Białorusi, studentka II roku dziennikarstwa na specjalności kultura medialna:
Właściwie to zadecydował przypadek, zbieg okoliczności. Na pielgrzymce pieszej z Brasławia do Budsławia na Białorusi poznałam księdza z Polski, który co roku organizuje wyjazdy grup młodzieżowych na rekolekcje w Polsce. Uprosiłam go, by zabrał również mnie. Miałam wtedy zaledwie 14 lat. Rodzice wyrazili zgodę na ten wyjazd, a ja nie mogłam się doczekać chwili, kiedy spełnią się moje marzenia. Ten pierwszy pobyt w Polsce oczarował mnie. Postanowiłam, że zrobię wszystko, by studiować w kraju, z którego pochodzą moi rodzice. Zaczęłam od nauki języka. Najpierw sama, potem z nauczycielem słuchałam dużo polskich piosenek i już po trzech latach rozmawiałam po polsku. Równocześnie zbliżał się koniec szkoły średniej, matura i decyzja, co dalej. Konsekwentnie realizowałam plan z moich marzeń – studia w Polsce. Ponadto w tych marzeniach pojawiła się już wizja dalekich podróży, możliwa do zrealizowania poprzez turystykę, hotelarstwo czy dziennikarstwo. Internet pośpieszył mi z pomocą. Poszukałam takiej uczelni, która spełni moje marzenia z dzieciństwa, a jednocześnie nie zrujnuje finansowo moich najbliższych. Muszę podkreślić, że nie jest łatwo wyrwać się z Białorusi na studia, gdy finansowe zaplecze opiera się na skromnej pensji pracujących rodziców. Tę szansę dostrzegłam w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Nie miałam zielonego pojęcia, jak wyglądają studia w Polsce, a już całkowicie nie wyobrażałam sobie uczelni katolickiej w Toruniu.
Kiedy startowałam na WSKSiM, zwłaszcza w ciągu kilku pierwszych miesięcy, byłam bardzo zagubiona. Nakładało się wiele problemów: karta czasowego pobytu, zameldowanie, wyposażenie osobiste, poznanie nowych przyjaciół, do tego jeszcze nie byłam pełnoletnia, bo maturę u nas zdaje się w 17. roku życia. To wszystko mnie przerastało. Przyszły pierwsze wykłady mówione szybką, piękną polszczyzną, pierwsze zaliczenia i kolokwia, gdzie musiałam się wypowiadać w języku, który umiałam, ale jeszcze w nim nie myślałam. Byłam całkowicie załamana, do tego stopnia, że po Bożym Narodzeniu na pierwszym roku studiów nie chciałam już wracać do Polski. Jedyne, co mnie mobilizowało do powrotu, to pragnienie zrealizowania swoich marzeń. Wiedziałam, że jak zrezygnuję, to zamkną się szanse i możliwości, które daje mi WSKSiM w Toruniu. Przełamałam się wewnętrznie i postanowiłam kontynuować studia. Chodziłam codziennie na Mszę św. i na Apel Jasnogórski. Modliłam się gorąco do Boga, by dał mi łaskę wytrwania nawet w największych trudnościach na tej uczelni. Wytrwałam z Bożą pomocą. Dzisiaj jest mi łatwiej. Myślę, rozmawiam po polsku. Mam wielu kochanych przyjaciół. Wydaje mi się, iż moje marzenia już się realizują – podróżuję po całym świecie: Rzym, Strasburg, Budapeszt, zwiedziłam wiele zakątków Polski. Robię dużo zdjęć, mam dostęp do sprzętu technicznego związanego z moim przyszłym zawodem. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to szkoła, o której marzyłam!
not. Mirosław Politowski
