Mądrzy po szkodzie

To już ostatni dzwonek. Jeśli młodych polskich rodzin z wyżu lat 80. nadal
nie będzie stać na urodzenie i wychowanie dzieci, zaleje nas wielomilionowa fala
emigrantów – przyznają politycy odpowiedzialni za załamanie dzietności w Polsce.
Dziś martwią się, kto będzie pracował na ich emerytury.

Jeśli w Polsce nie uda się natychmiast zwiększyć dzietności kobiet do poziomu
powyżej zastępowalności pokoleń, tj. 2,1 dziecka na kobietę, proces starzenia
się społeczeństwa posunie się tak dalece, że już w najbliższych latach
gospodarce będzie brakować pracowników – wynika z raportu Narodowego Banku
Polskiego. Ubytku rąk do pracy nie zatrzyma samo wydłużenie okresu pracy. Nawet
gdyby wiek emerytalny podnieść do 70 lat. "Skuteczność podnoszenia wieku
emerytalnego może być ograniczana przez stan zdrowia starszych" – zwracają uwagę
eksperci NBP. Podobnie nie zatrzyma ubytku pracowników podniesienie aktywizacji
zawodowej osób w wieku produkcyjnym, które obecnie pozostają poza rynkiem pracy,
aczkolwiek zwiększenie zatrudnienia w tej grupie może do 2060 r. ograniczyć
spadek podaży pracy o 1,2 do 2,4 mln pracowników. Jeśli nadal nie będzie
polityki na rzecz wsparcia dzietności, puste miejsce po dzieciach, które się nie
urodziły w polskich rodzinach, będziemy musieli w ciągu najbliższych 50 lat
zapełnić, sprowadzając do kraju na stałe 5,2 mln emigrantów – wyliczył NBP.
"Wydaje się, że czas, w którym procesy te (starzenia się populacji i niskiej
dzietności) mogły być zahamowane przez skuteczną politykę odnowy demograficznej,
powoli mija" – czytamy w dokumencie.

Psuli – teraz naprawią

– Często proces starzenia się ludności jest postrzegany jedynie jako
zagrożenie dla stabilności systemu zabezpieczenia społecznego czy dla finansów
publicznych i rynku pracy. Tymczasem starzenie się ludności nie jest samo w
sobie zagrożeniem. Jest sukcesem cywilizacyjnym, ponieważ żyjemy dłużej – mówił
Bronisław Komorowski podczas II Kongresu Demograficznego, który obradował w
Pałacu Prezydenckim pod hasłem "Polska w Europie – przyszłość demograficzna".
Prezydent podkreślił, że dostosowywanie się do zmiany demograficznej, jaką jest
starzenie się społeczeństwa, musi być oparte na zasadzie solidarności
międzypokoleniowej, tj. sprawiedliwym rozkładzie ciężarów między pokoleniami i
odpowiedzialności za starszych ludzi. Przyznał też po raz pierwszy, że wzrost
liczby dzieci w Polsce jest konieczny.

– Poważnym niepokojem napawa utrzymująca się niska dzietność Polek, która nie
tylko przyspieszy proces starzenia, ale jest również wyznacznikiem kondycji
polskich rodzin – zauważył prezydent. Apelując o solidarność pokoleń, Komorowski
nie wykorzystał niestety okazji, aby uderzyć się w pierś za uprawianą przez z
górą 20 lat przez niego i jego formację (Unię Wolności, potem Platformę
Obywatelską) politykę wobec młodego pokolenia, która z solidarnością
międzypokoleniową i sprawiedliwym rozkładem ciężarów nie miała nic wspólnego. To
właśnie te partie wprowadziły i nadal forsują rozwiązania o wyraźnym ostrzu
antyrodzinnym, antynatalnym i proemigracyjnym. – Istnieje potrzeba wzmocnienia
skutecznej polityki rodzinnej i stworzenia dobrego klimatu dla rodziny –
oświadczył Komorowski. Zaznaczył jednak, że nie jest to tylko sprawa rządu, ale
także zadanie dla społeczności lokalnej i samych obywateli. Polski nie stać,
zdaniem Komorowskiego, na wsparcie rodziny na poziomie Francji, Szwecji i innych
krajów rozwiniętych.

– Polacy chcą mieć dzieci, ale obawiają się, że nie dadzą rady ich utrzymać –
przyznał minister administracji, powołując się na raport Polska 2030 i Młodzi
2011. Michał Boni podkreślił, że młodej generacji należy "stworzyć warunki do
harmonijnego łączenia obowiązków zawodowych i rodzinnych". Boni, polityk dawnej
Unii Demokratycznej przekształconej w Unię Wolności, a potem PO, był
współkreatorem wybitnie antyrodzinnej polityki tej formacji, zajmując w latach
90. stanowisko ministra pracy.

Babcie bez wnuków

W latach 2002-2011 odsetek osób w wieku przedprodukcyjnym zmniejszył się w
Polsce o 4,2 proc. – wynika z ostatniego spisu demograficznego. Młodzi do lat 17
stanowią tylko 19 proc. ludności.

– Zmniejszenie liczby dzieci i młodzieży jest rezultatem przemian procesów
demograficznych lat 90. ubiegłego wieku i ostatniego dziesięciolecia, przede
wszystkim niskiej dzietności kobiet w tym okresie – ocenił GUS.

Udział osób starszych, w wieku poprodukcyjnym, wzrósł od 2000 r. o 2,5 proc.;
stanowią one obecnie 17,5 proc. całej populacji. Na każde 100 osób w wieku
produkcyjnym przypada obecnie 30 osób w wieku przedprodukcyjnym (dzieci i
młodzieży) i 27 w wieku poprodukcyjnym (emerytalnym). Przy czym liczba młodych
na utrzymaniu wykazuje tendencję spadkową, podczas gdy liczba starszych szybko
rośnie. Odsetek osób aktywnych zawodowo w wieku powyżej 15 lat wynosi 52,5 proc.
ogółu ludności.

Ludność Polski liczy 38,5 miliona. Liczba ta wzrosła w ciągu 10 lat o
zaledwie 271 tysięcy, tj. o 0,71 proc., przy czym przyrost dotyczył wyłącznie
kobiet, podczas gdy topnieje liczba mężczyzn. Obecnie mężczyźni stanowią 47,9
proc., podczas gdy w 2002 r. było ich 48,4 procent. Na 100 mężczyzn przypada 109
kobiet.

Małgorzata Goss

drukuj