Mądrość zstępująca z góry
W życiu przychodzą chwile, kiedy trzeba podjąć ważne decyzje i później liczyć się z ich konsekwencjami. Wybrać tę dziewczynę na żonę i dzielić z nią resztę życia – a może poszukać kogoś innego? Kupić mieszkanie w osiedlowym wieżowcu czy lepiej zbudować dom? Zostawić rodzinę, wyjechać do pracy za granicę czy zostać z najbliższymi? Dziesiątki wyborów, trudnych pytań i jeszcze trudniejszych odpowiedzi. Nie da się od nich uciec. Jeszcze ważniejsze są decyzje dotyczące duchowej strony ludzkiego życia – wcześniej chodziło jedynie o kilkadziesiąt lat, jakie dane jest nam przeżyć na ziemi, tu chodzi o wieczność. Ludzie młodzi zwykle nie myślą o tym, bywa że refleksja niechętnie toruje sobie drogę w sercu również wtedy, gdy siwizna przyprószy głowę. Jakby życie ludzkie miało nie mieć końca… Aż przychodzi taki moment, że czas niemiłosiernie się kurczy i nie ma już kiedy naprawić popełnionych błędów. Rozpoczyna się wtedy dramat.
Można zdobyć ogrom wiedzy, potwierdzić ją tytułami naukowymi, stanowiskami uniwersyteckimi, ale wcale nie muszą one iść w parze z mądrością. Mądrość to nie tylko efekt wnikliwych studiów, to także zdolność do przenikania pod powierzchnię rzeczy i zjawisk, docierania do sensu, który ukryty jest w popiele bezładu i chaosu. To wewnętrzna intuicja, która każe czasem poświęcić wszystko dla jednej wartości. Biblijna drogocenna perła, skarb ukryty w roli – odnalezione stają się synonimem właściwego wyboru, postawienia wszystkiego na jedną kartę, podporządkowania wieczności. Nie można wszystkiego mieć w życiu, nie da się siedzieć naraz na dwóch krzesłach, stać jednocześnie na dwóch przeciwległych brzegach rzeki, jechać jednocześnie w dwu rożnych kierunkach. To częsty błąd popełniany przez chrześcijan: chcieliby zachować „rezerwację” w Niebie, a zarazem maksymalnie korzystać z życia, demokratycznie decydować o tym, co jest dobre, a co złe, niespecjalnie liczyć się z Dekalogiem, z daleka omijać kościół, dyplomatycznie palić Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek… Nie da się tak żyć, ponieważ wszystko w którymś momencie stanie się jednym, wielkim kłamstwem. Miłość nie znosi kłamstwa, więdnie, gdy się ją dzieli, zdradza, porzuca. Tylko pozornie jest trudna i skomplikowana – gdy się jej wszystko podporządkuje, jej zasadą uczyni wierność, staje się piękna i jasna. Jezus chce takiej miłości: niekoniunkturalnej, niewyrachowanej, ale jednoznacznej i prostej. On sam wierny tej miłości oddał za nią swoje życie, pieczętując tym wszystkie swoje wcześniejsze słowa. Swoim zmartwychwstaniem pokazał, że tylko taka miłość jest w stanie pokonać śmierć, tylko życie na niej zbudowane ma sens. Oto prawdziwa mądrość…
Zatem: gdzie jest twój skarb, tam jest i serce twoje. Powiedz mi, na jakim fundamencie budujesz, jakie skarby gromadzisz, a powiem ci, kim jesteś. Pomyśl, tak wiele zależy od ciebie. Niech nie zabraknie ci odwagi…
Marcin Jasiński
