Łatwiej wyjść, niż się wytłumaczyć

Z posłem Andrzejem Ćwierzem (PiS), członkiem sejmowej Komisji Spraw
Zagranicznych, rozmawia Paulina Jarosińska

Jak ocenia Pan zachowanie posłów Platformy Obywatelskiej podczas posiedzenia
sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, podczas którego omawiana była sprawa
zatrzymania w Rosji dwóch polskich dziennikarzy?

– Zwróciłbym uwagę na kilka rzeczy związanych z tą sprawą. Po pierwsze, nie
ulega wątpliwości, że zasady i prawo obowiązujące na terenie państw
demokratycznych nie obowiązują w Federacji Rosyjskiej. To, co spotkało
dziennikarzy "Naszego Dziennika", jest na to dowodem. Reakcja przewodniczącego
Andrzeja Halickiego, który na początku odmówił zwołania posiedzenia, oraz posłów
Platformy Obywatelskiej, którzy wyszli przed wysłuchaniem relacji jednego z
reporterów zatrzymanych w Rosji, świadczy o tym, że posłowie PO doskonale zdają
sobie z tego sprawę. Dlaczego pan Halicki zwlekał ze zwołaniem tego posiedzenia?
Wiedział, że ani on, ani przedstawiciele MSZ nie będą umieli wytłumaczyć się z
faktu zignorowania przez nich całej sprawy – przede wszystkim tego, jak nasi
dziennikarze byli traktowani na terenie Rosji. W szerszej perspektywie
odzwierciedla to, jaką politykę wobec Rosji prowadzi obecny polski rząd. Odnoszę
takie wrażenie, że Federacja Rosyjska w dalszym ciągu traktuje Polskę, jakby
była ona państwem wciąż zależnym od Rosji. Niestety, obecny rząd nie próbuje
zmienić tej sytuacji i sprawa całkowitego zignorowania sprawy zatrzymania
dziennikarzy "Naszego Dziennika" właśnie to pokazuje. Andrzej Halicki zdawał
sobie sprawę z tego, że na komisji przedstawiciele rządu będą musieli
przedstawić informację na temat tego, jakie działania podjęto w tej sprawie.
Doskonale wiedział, iż to posiedzenie będzie miało charakter konfrontacyjny.
Dlatego też robił wszystko, aby bronić rządu i prowadzonej przez niego polityki
rosyjskiej. Posłowie PO wyszli z sali, ponieważ najwidoczniej nie mieli nic w
tej sprawie do powiedzenia.

Według Pana, przedstawiciele resortu spraw zagranicznych nie przekazali na
posiedzeniu komisji jasnej informacji na temat działania służb dyplomatycznych?

– Odniosłem takie wrażenie, że przedstawiciele Ministerstwa Spraw Zagranicznych
na posiedzeniu komisji wykazali daleko idącą bezsilność. W moim przekonaniu,
nasi pracownicy konsularni dobrze wykonują swoje obowiązki i w tej materii nie
można mieć zastrzeżeń. Jednak na poziomie dyplomatycznym służby ewidentnie
zawiodły. W sytuacji, w której zostają zatrzymani reporterzy dziennika, który na
bieżąco relacjonuje temat śledztwa smoleńskiego, który szuka prawdy – często
niewygodnej dla obecnego rządu, ale również dla Federacji Rosyjskiej – taka, a
nie inna reakcja resortu spraw zagranicznych jest w pewnym sensie
odzwierciedleniem polityki ekipy rządzącej w naszym kraju. Rosji nie zależy ani
na przyznaniu się do ludobójstwa katyńskiego, ani na prowadzeniu śledztwa w
sprawie katastrofy smoleńskiej zgodnie z prawem międzynarodowym – na co z resztą
zgodził się rząd Donalda Tuska. Wobec tego brak reakcji rządu, a przede
wszystkim resortu spraw zagranicznych w tej niepokojącej sprawie, jaką było
zatrzymanie dziennikarzy, jest właśnie odzwierciedleniem całości polityki
prowadzonej w stosunku do Rosji. Mimo to reakcja – i to jak najbardziej
stanowcza i zdecydowana – powinna być. Jednak na posiedzeniu Komisji Spraw
Zagranicznych nie dowiedzieliśmy się właściwie, jak MSZ ma zamiar naprawić błąd
zaniedbania tej sprawy.

Jak skomentowałby Pan fakt zwrotu zawirusowanego sprzętu, nośników
informacyjnych, na których został zamieszczony – jak podkreślał na posiedzeniu
wiceprzewodniczący Karol Karski – program szpiegowski?

– Przede wszystkim to, co się stało z nośnikami informacji, to jest skandal.
Ingerencja, niszczenie i wprowadzenie programów, które mogą posłużyć
inwigilacji, jest czymś absolutnie niebywałym. Zasadne jest więc pytanie o to,
czy obecnie polscy dziennikarzy nie są inwigilowani.

Mirosław Gajewski, dyrektor Departamentu Konsularnego MSZ, który był na
posiedzeniu komisji, zapewniał, że w sprawie sprzętu "Naszego Dziennika" "będą
podejmowane jakieś działania, nawet gdyby to były noty dyplomatyczne".

– Nie wierzę w te zapewnienia. My oczywiście tego oczekujemy, ponieważ
zawirusowany i uszkodzony sprzęt należał do obywatela Rzeczypospolitej, mało
tego, do dziennikarza, który z racji swojego zawodu jest zobligowany do
zbierania materiałów i informacji dotyczących tematu, który bada. To jest jego
prawo i tego podstawowego prawa nie można mu zabierać. Reakcją powinien być
jednoznaczny protest, ponadto sprawa powinna być poruszona na forum
międzynarodowym, aby pokazać, jakie "standardy" panują w Federacji Rosyjskiej i
że sprawa zatrzymywania i represjonowania tam dziennikarzy "niewygodnych" jest
niestety aktualna i bardzo niepokojąca. Poza tym pragnę podkreślić, że
nieprzypadkowo zostali zatrzymani reporterzy akurat tego dziennika, któremu
zależy na tym, aby prawda ujrzała światło dzienne. Niewątpliwie powinniśmy
oczekiwać cały czas na jasny przekaz, zdecydowaną reakcję ze strony resortu
spraw zagranicznych. Sprawa zwrotu zainfekowanego wirusem sprzętu
elektronicznego wymaga jednoznacznego sprzeciwu. Reasumując: polska strona
powinna zaalarmować. Dla Platformy ta sprawa jest w pewnym sensie niewygodna.
Poprzez instytucje rządowe nie zareagowała w odpowiedni sposób: nie było noty
protestacyjnej, nie było żadnej reakcji MSZ, nie było podniesienia tej sprawy na
forum międzynarodowym.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj