Lans kosztem krzyża

– Sąd podzielił argument prokuratury, że nie było w tym zachowaniu znamion
czynu zabronionego, ponieważ osoby obwiniane nie miały intencji naruszenia
niczyich uczuć religijnych – przedstawia argumentację Sądu Rejonowego dla
Warszawy-Pragi Północ jego rzecznik Marcin Łochowski. – Prokuratura przesłuchała
obu panów i stwierdziła, że nie ma podstaw do przyjęcia, że taka intencja była –
podkreśla.

Łochowski wyjaśnia, że przestępstwo naruszenia uczuć religijnych wymaga tzw.
zamiaru bezpośredniego, czyli "osoba, która się go dopuszcza, musi mieć intencję
naruszenia uczuć religijnych, także nie może to być przestępstwo popełnione
nieumyślnie". – Jeżeli ktoś nie ma zamiaru obrażania nikogo, to nie popełnia
przestępstwa – wskazuje rzecznik.
– W moim odczuciu, są pewne przepisy, które stosuje się wybiórczo – ocenia
decyzję sądu mecenas Piotr Kwiecień, wskazując, że np. przepisy dotyczące
propagowania faszyzmu stosuje się restrykcyjnie. – A kiedy Figurski i Wojewódzki
obrażają krzyż, dokonują jego zbezczeszczenia, to mamy do czynienia z "ekspresją
artystyczną" – wytyka adwokat. – Sąd informuje, że nie liczy się ze stanowiskiem
społeczności chrześcijańskiej i jej uczucia religijne nie są dla sądu
przedmiotem ochrony – podkreśla Kwiecień. – Powstaje pytanie, czy to państwo
jest nadal naszym państwem – zastanawia się mecenas.
Do zdarzenia doszło 27 września zeszłego roku na antenie radia Eska Rock. Obaj
dziennikarze przeprowadzili szyderczy "wywiad" z krzyżem. W swoisty sposób
zabawiali się w "żywy krzyż". Wojewódzki udawał poprzeczną belkę krzyża i
położył się na plecach Figurskiego. W tym czasie wykrzykiwał on słowa:
"…znalazł się nasz polsko-żydowski krzyż". Następnie obaj dziennikarze
krzyczeli w tle puszczanej na antenie "Roty": "tak nam dopomóż Bóg" – namawiając
przy tym pracowników radia do "tworzenia" żywych krzyży.
Całym zajściem był zbulwersowany Ryszard Nowak, przewodniczący Ogólnopolskiego
Komitetu Obrony przed Sektami, który 5 października 2010 r. złożył doniesienie
do prokuratora generalnego, stwierdzając, że doszło do naruszenia uczuć
religijnych poprzez szydzenie z krzyża Chrystusa.
"Najpierw przeprowadzili ośmieszający wywiad z krzyżem. Potem bawili się w żywy
krzyż" – stwierdzał Nowak w oświadczeniu przesłanym do mediów. Jak nas
poinformował, jego zawiadomienie trafiło z Prokuratury Generalnej do prokuratury
rejonowej. – Oni to umorzyli. Wtedy ja wniosłem zażalenie do sądu – relacjonuje
Nowak.
Jednak sąd przychylił się do ustaleń prokuratury i odrzucił to zażalenie. Jego
decyzja jest prawomocna. – Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, sąd
rozpatrywał zażalenie na to postanowienie i zażalenia nie uwzględnił – stwierdza
Marcin Łochowski.

Zenon Baranowski

***

 

Tantiemy z profanacji


Ks. bp Edward Frankowski, pasterz diecezji sandomierskiej
 



Decyzja warszawskiego sądu rejonowego, na mocy której odmówił prowadzenia
sprawy dotyczącej wyszydzania krzyża przez panów Jakuba Wojewódzkiego i Michała
Figurskiego, wpisuje się w szereg podobnych rozstrzygnięć w ostatnim czasie.
Postępowanie sądu przyzwyczaja opinię publiczną do tego, że wszyscy wokół mają
prawo do ataków na najświętszy znak chrześcijan oraz do profanacji religijnych,
które łatwo można usprawiedliwić tym, że są jakoby wyrazem kreacji artystycznej.
Ludzie otrzymują zarazem przekaz, że nie warto zajmować się podobnymi sprawami,
nie warto zabierać głosu, lecz akceptować tego typu incydenty. W efekcie
wszystko to służy strategii podcinania korzeni chrześcijańskich, jaką wyznacza
kanon poprawności politycznej. W tym właśnie nurcie działa wymiar
sprawiedliwości, a sprawy dotyczące profanacji są traktowane jako niegodne, by
rozpatrywać je poważnie na wokandzie sądowej.
Lekceważenie naszych znaków wiary, które dla katolików są świętością, jest też
lekceważeniem nas – ludzi wierzących. Osoby, które dopuszczają się czynów
profanacji, publicznego kpienia ze świętych znaków, czują się bezkarne. To z
kolei może rozpętać całą lawinę ataków na Kościół. Jest tajemnicą poliszynela,
że ci, którzy dopuszczają się takich czynów, nie robią tego bezinteresownie. To
się im opłaca finansowo, mają także zapewnienie, że im to ujdzie bezkarnie. My
jednak nie możemy się zgadzać na takie działania, trzeba je nagłaśniać i
publicznie piętnować. Musimy budzić opinię publiczną, zdrowy odruch sumienia,
aby odwrócić ten proces.

 

not. MJ

drukuj