Kto daje i odbiera…

Podstawowym grzechem zaniedbania, jakiego Polska dopuściła się w okresie wstępowania do Unii Europejskiej, był brak rzetelnej inwentaryzacji

bogactwa przyrodniczego

W okresie przystępowania Polski do Unii Europejskiej zdecydowana część społeczeństwa, a także kręgów opiniotwórczych oraz decydenckich nie zdawała sobie sprawy z niezwykle wyrafinowanych mechanizmów skutecznego ograniczania swobody państw członkowskich w zakresie podejmowanych decyzji gospodarczych i absorbowania środków pomocowych. Dzisiaj jest już pewne, że w stosunku do Polski do tych mechanizmów należy zaliczyć: ograniczony zakres pomocy publicznej, której państwo może udzielać przedsiębiorcom; limity emisji przez przedsiębiorstwa gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń, w tym pyłów, do atmosfery; oczekiwania UE w odniesieniu do liczby oraz areału obszarów Natura 2000 oraz ograniczeń działalności gospodarczej na tych obszarach.



Wczytując się w przepis art. 87 ust. 1 Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Państw Europejskich dotyczący ograniczeń w stosowaniu przez państwo pomocy publicznej – można odnieść wrażenie, że przypadki interwencjonizmu państwowego, wyczerpującego znamiona niedozwolonej pomocy publicznej, powinny należeć do absolutnej rzadkości. Jest to jednak niestety tylko wrażenie. Urzędnicy niższych szczebli Komisji Europejskiej oraz rodzimi urzędnicy Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji do perfekcji opanowali umiejętność uznawania wszelkich przejawów pomocniczości państwa, adresowanej do przedsiębiorców, za przejaw niedozwolonej pomocy publicznej, wymagającej tzw. działań notyfikacyjnych. Procedury notyfikacyjne z reguły bywają bardzo rozwlekłe, a udzielenie nienotyfikowanej pomocy publicznej niesie bardzo poważne konsekwencje, których doświadczają obecnie nasi stoczniowcy.

W mediach bardzo słabo nagłaśniany jest fakt, że Polska ma duże osiągnięcia w redukcji dwutlenku węgla oraz innych zanieczyszczeń emitowanych do powietrza. Jest prawie pewne, że w okresie 2008-2012 Polska zmniejszy emisję tych substancji o ponad 30 proc. w stosunku do zobowiązań wynikających z tzw. Protokołu z Kioto. Z drugiej jednak strony – właśnie na lata 2008-2012 Komisja Europejska przydzieliła naszym przedsiębiorcom limit emisji, który de facto oznacza konieczność zdecydowanego ograniczenia działalności produkcyjnej, albowiem tylko pod tym warunkiem będą oni w stanie utrzymać się w przyznanych kwotach emisyjnych – nawet po podjęciu intensywnych działań w zakresie restrukturyzacji procesów technologicznych, w tym w aspekcie instalacji urządzeń ochrony powietrza.

W Polsce dzięki profesjonalnemu poziomowi gospodarki leśnej, dominującej formie tradycyjnej, rodzinnej gospodarki rolnej, a także niekwestionowanym osiągnięciom w zakresie obszarowej ochrony przyrody, w tym na terenie parków narodowych, a także dzięki dobrym przepisom prawa ochrony środowiska oraz niestety znacznym i dotkliwym zapóźnieniom w tworzeniu infrastruktury inżynieryjnej, głównie drogowej oraz kolejowej – możemy mówić o tym, że w przeciwieństwie do państw „starej” Unii, nie doszło u nas do zaniku bioróżnorodności. Jest odwrotnie – od dłuższego czasu nasze bogactwo przyrodnicze wzrasta. W państwach „starej” Unii przemysłowe rolnictwo, proces intensywnego budownictwa drogowego i kolejowego oraz brak wiedzy o skutkach podejmowanych działań gospodarczych w kontekście ochrony przyrody – wszystko to doprowadziło do masowego zaniku rodzimych gatunków flory i fauny oraz degradacji siedlisk przyrodniczych. W reakcji na to zjawisko państwa „starej” Unii w oparciu o dyrektywy ptasią i siedliskową postanowiły utworzyć europejską sieć obszarów chronionych Natura 2000. Obrazowo można powiedzieć, że obszary te mają dać szansę przetrwania elementom bogactwa przyrodniczego, które w państwach „starej” Unii się jeszcze zachowało, aby z tych obszarów bogactwo przyrodnicze mogło się rozprzestrzeniać na inne tereny po poddaniu ich działaniom w zakresie renaturalizacji. Podstawowy problem, jaki ma Polska w ucieleśnianiu tak rozumianej idei europejskiej sieci obszarów Natura 2000, polega na tym, że na naszych terenach niezurbanizowanych, a w wielu przypadkach także na obszarach zabudowanych – bogactwo przyrodnicze jest nieporównywalnie wyższe aniżeli w krajach „starej” Unii. Przy stanowieniu w Polsce obszarów Natura 2000 nie należy stawiać pytania, gdzie znajdują się siedliska przyrodnicze oraz gatunki flory i fauny, które wymagają objęcia ochroną – albowiem prawie każda niezurbanizowana część powierzchni kraju jest nośnikiem interesującego Unię bogactwa przyrodniczego. Rzeczywisty problem polega natomiast na wyborze tych części naszego kraju, na których – przy zachowaniu wskaźników dotyczących reprezentatywności krajowego stanu ilościowego elementów bogactwa przyrodniczego – można wyznaczyć obszar Natura 2000 bez szkody dla innych funkcji powierzchni ziemi, na które w Polsce występuje wielkie zapotrzebowanie, choćby w zakresie ziemi pod budownictwo drogowe. Można obrazowo powiedzieć, że poza obszarami wyjątkowo cennymi (miejsca gromadzenia się ptaków przelotnych, siedliska wodno-błotne), przy stanowieniu obszarów Natura 2000 w zaspokojeniu oczekiwań, a nierzadko żądań UE, Polska mogła przebierać jak w ulęgałkach.


Palcem po wodzie


Podstawowym grzechem zaniedbania, jakiego Polska dopuściła się w okresie wstępowania do UE, był brak rzetelnej inwentaryzacji bogactwa przyrodniczego. Dzisiaj jest już pewne, że wiele granic obszarów Natura 2000 wyznaczono – można by rzec – palcem po wodzie na podstawie szczątkowej wiedzy historyczno-literaturowej na temat siedlisk przyrodniczych oraz gatunków flory i fauny, występujących na tych obszarach. Dziwnym zbiegiem okoliczności w bardzo wielu przypadkach okazało się, że usytuowanie zaprojektowanych obszarów Natura 2000 koliduje z projektowanym usytuowaniem pasów drogowych i kolejowych oraz innych przedsięwzięć inwestycyjnych.

Za inny poważny błąd wspólny Polski oraz Komisji Europejskiej należy uznać mniej lub bardziej świadome oddanie inicjatywy w stanowieniu granic obszarów Natura 2000 w ręce organizacji ekologicznych oraz polskich i unijnych urzędników tzw. szczebla technicznego.


Pola korupcji


Wszystko to doprowadziło do wykształcenia się pewnego niebezpiecznego mechanizmu kształtowania się potencjalnych pól korupcji. Mechanizm ten można zobrazować konkretnym przykładem następującego ciągu zdarzeń. W warunkach silnej presji organizacji ekologicznych oraz „urzędników szczebla technicznego” w roku 2004 na mocy rozporządzenia ministra środowiska Polska ustanowiła sieć specjalnych obszarów ochrony ptaków. W skład tej sieci wszedł m.in. pewien obszar położony w północnej części kraju. Przez ten obszar oczywiście przebiega droga, która ma być poddana przebudowie (poszerzeniu oraz przebudowie nawierzchni). Część kraju, w której położony jest omawiany obszar naturowy, kipi bogactwem przyrodniczym i na wyznaczenie obszaru naturowego można było poświęcić inne powierzchnie kraju, niestwarzające konfliktu z zamierzeniami infrastrukturalnymi. Stało się jednak, jak się stało, a być może jak się miało stać. Władze publiczne, na mocy obowiązującego w Polsce prawa, które ponoć zostało „uzgodnione z prawem wspólnotowym”, w związku z modernizacją wyżej wymienionej drogi ustanowiły tzw. kompensatę przyrodniczą, rekompensującą spodziewany ubytek bogactwa przyrodniczego w związku z pracami budowlanymi. Kompensata miała objąć około 50 ha gruntów leśnych. „Nie spodobała się” ona unijnym i polskim „urzędnikom szczebla technicznego”. W spisanej w Brukseli notatce rekomendowali władzom publicznym złożenie deklaracji, że kompensata przyrodnicza zostanie skorygowana. Do złożenia przedmiotowej deklaracji nie doszło, bo dojść w świetle obowiązującego porządku prawnego nie mogło. O braku rzeczonej deklaracji nie wiedzieli jednak działacze „niezależnych” ruchów ekologicznych i w dniu, w którym deklaracja ta miała ujrzeć światło dzienne, wysłali do regionalnych struktur Lasów Państwowych swego przedstawiciela, aby obwieścił leśnikom, że Bruksela (skąd wiedział o stanowisku Brukseli, pozostanie jego tajemnicą) nie zgodziła się na kompensatę zaproponowaną przez władze państwowe i oczekuje działań kompensacyjnych, polegających na wyłączeniu z działalności gospodarczej kilku tysięcy hektarów lasów. Emisariusz „niezależnych” ruchów ekologicznych miał oczywiście ze sobą gotowy zarys planu działań kompensacyjnych, którego uszczegółowienie oraz realizacja wiązałaby się rzecz jasna z sowitym wynagrodzeniem dla „niezależnych” organizacji ekologicznych jako zwyczajowych beneficjentów środków na działania w zakresie kompensacji przyrodniczej.


Komu służą przepisy, jeśli nie człowiekowi…


Sprawa budowy dróg i linii kolejowych ma kapitalne znaczenie dla dalszego rozwoju Polski. Być może dla tego rozwoju warto nawet wywiesić białą flagę w odpowiedzi na „oczekiwania” „urzędników szczebla technicznego” i godzić się na wynagradzanie „niezależnych” ruchów ekologicznych, będące ceną za ich milczenie – zwłaszcza że „urzędnicy szczebla technicznego” zawsze mogą posłużyć się bronią ostateczną, wstrzymując strumień środków pomocowych.

Rzecz w tym, że strategia kapitulacyjna stanowi zaprzeczenie idei europejskiej sieci obszarów Natura 2000. Obszary Natura 2000 mają sprzyjać oraz wspierać zrównoważoną działalność gospodarczą człowieka, a nie ją hamować. Mają być w warunkach Polski świadectwem, że taka zrównoważona, racjonalna działalność nie zmniejsza, lecz zwiększa nasze narodowe bogactwo przyrodnicze. W omawianym przypadku przebudowa drogi w ogóle nie wpłynie negatywnie na bioróżnorodność. Działania kompensacyjne, polegające na wyłączeniu z działalności człowieka, pokaźnych połaci lasów zmniejszą, a nie zwiększą bogactwo przyrodnicze. A i tak przedstawiciele innych odłamów „niezależnych” ruchów ekologicznych w każdej chwili będą mogli przywiązać się do drzew, głosząc hasła, że wybrany wariant usytuowania drogi, linii kolejowej czy inwestycji tak na prawdę w ogóle nie jest właściwy i należy wybrać inną lokalizacją przedsięwzięcia.

Rafał S. Bednarczyk
drukuj