Kryzys demograficzny napędza dług

Od przyszłego roku będą obowiązywały trzy stawki podatku od towaru i
usług. VAT na nieprzetworzoną żywność wzrośnie z 3 do 5 proc., na budownictwo i
leki z
7 do 8 proc., a najwyższa stawka zostanie podniesiona z 22 do 23 procent.
100-miliardowy deficyt finansów publicznych jest faktem, z którym władze muszą
się zmierzyć.

Podatek to inwestycja, która może być dobrze albo źle ulokowana. Może ona
przynosić korzyść dla całego społeczeństwa lub przyczyniać się do wzrostu
marnotrawstwa. Należy właśnie skoncentrować się na inwestowaniu dochodów
podatkowych w te dziedziny, które mogą generować miejsca pracy i wzrost
gospodarczy, tak jak to było planowane w programie gospodarczym Prawa i
Sprawiedliwości z 2005 r., a później niestety zostało zmienione na obniżki
podatkowe dla grup najbogatszych.
Tocząca się obecnie debata akcentuje konieczność zmniejszenia zadłużenia Polski.
Zadłużenie państw strefy euro wzrosło o 20 punktów procentowych w okresie
ostatnich czterech lat. W tym czasie zadłużenie w Stanach Zjednoczonych i
Japonii zwiększyło się o 35-45 punktów procentowych. Carmen Reinhard i Kenneth
Rogoff w swoich analizach zauważyli, że graniczny poziom zadłużania się krajów w
relacji do PKB – zanim nastąpi negatywna kontrakcja w postaci spowolnienia
wzrostu o 1 punkt procentowy dla krajów rozwijających się, do których zalicza
się Polskę – wynosi 60 proc., a dla krajów wysoko rozwiniętych 90 procent.
Następujący obecnie proces zmniejszenia zadłużenia gospodarek będzie w znacznym
stopniu utrudniony, ponieważ w krajach wysoko rozwiniętych i w Polsce wystąpiło
zjawisko starzenia się społeczeństw. W sytuacji kiedy zmniejsza się liczba osób
zdolnych do pracy, gospodarka rozwija się wolniej i przez to zdolność państwa do
spłaty długów jest niższa, a wzrost skali zobowiązań emerytalno-zdrowotnych
staje się piramidą finansową, z której bardzo trudno się wydostać. Ponadto
proces starzenia się będzie z jednej strony wymagał wzrostu nakładów i
świadczeń, a z drugiej będzie nimi obciążona mniejsza liczba pracowników.

Cicho o demografii
Tymczasem kwestia kryzysu demograficznego została kompletnie pominięta w
kampanii dwóch głównych kandydatów na prezydenta, co jest oznaką zapaści prawicy
w Polsce. A prognoza Eurostatu w obszarze zmian demograficznych w Polsce jest
katastrofalna i zakłada, że do 2060 r. ubędzie aż 18 proc. ludności naszego
kraju, i to mimo założenia, że w tym samym czasie przybędzie również
dwumilionowa rzesza imigrantów, a dzietność w polskich rodzinach znacząco się
powiększy – niestety, teraz jest to poziom tragicznie niski, ponieważ wynosi 1,3
dziecka na kobietę. Niezależnie od spadku liczby ludności o
7 mln nastąpi jednoczesne bardzo szybkie starzenie się naszego społeczeństwa. O
ile obecnie grupa osób w wieku powyżej 80. roku życia, czyli osób najstarszych i
wymagających najwyższych nakładów na ochronę zdrowia, obejmuje 3 proc.
społeczeństwa, o tyle w badanym okresie wzrośnie ona aż o 10 punktów
procentowych do 13,1 proc. ogółu ludności i będzie wynosiła 4,1 mln osób.
Kluczowy jest też fakt spadku liczby osób w wieku produkcyjnym. Według
przewidywań największe negatywne zmiany na obszarze Unii Europejskiej wystąpią
właśnie w Polsce i na Słowacji. O ile obecnie liczba osób w wieku 15-64 lat
sięga 27 mln, o tyle według projekcji Eurostatu liczba ta spadnie aż o ponad 10
mln do poziomu 16,3 mln w roku 2060. Zgodnie z rachunkowością międzygeneracyjną
policzony został dług Polski względem osób, które będą korzystały z systemu
emerytalnego, zdrowotnego i innych aspektów społecznej infrastruktury, a który
powstaje z powodu starzenia się społeczeństwa. Wyliczony w ten sposób dodatkowy
dług publiczny w 2007 r. wyniósł aż 182,8 proc. polskiego PKB – 2,5 bln złotych.
W Polsce następuje nie tylko proces starzenia się ludności, ale także
przesunięcie jej struktury w ramach wieku produkcyjnego z okresu mobilnego – do
44. roku życia, w kierunku niemobilnym, a więc starszym. W związku z tym zgodnie
z raportem UE grozi nam "bolesna kombinacja niższych świadczeń i wyższych
składek". Dzieje się tak dlatego, że już obecnie w UE na jednego emeryta
przypadają trzy osoby aktywne zawodowo, w 2030 r. stosunek ten wyniesie jeden do
dwóch, a na końcu omawianej perspektywy, w 2060 r., to emeryci będą większością,
gdyż na czterech emerytów będą pracowały trzy osoby zawodowo czynne. Takich
obciążeń nie wytrzyma żaden system finansowy, stąd nie dziwmy się, że coraz
częściej jako antidotum pojawiać się będą propozycje pracy bez przerwy, aż do
śmierci, w połączeniu z ograniczeniem dostępności służby zdrowia, jedynie dla
osób o grubym portfelu.
W raporcie Instytutu Cato z 2009 r. oszacowano, że w Unii Europejskiej
zadłużenie z tytułu starzenia się społeczeństwa wynosi 439 proc. PKB i aby
obsłużyć takie zadłużenie, które nie jest ujmowane w oficjalnych statystykach,
państwa każdego roku powinny oszczędzać 8,3 proc. PKB. W debacie sejmowej to
poseł Jerzy Polaczek zasygnalizował ten problem, mówiąc, że rok 2010 jest
ostatnim, w którym w Polsce wzrosła liczba osób w wieku produkcyjnym; już w
przyszłym roku – zgodnie z założeniami budżetowymi – będzie ich o 100 tys.
mniej.

Zapobiec nierównościom
Rozpoczęty proces zmniejszania zadłużenia zmusza do rozwagi co do przyjęcia
właściwej strategii. Jak szybko i głęboko zarekomendować oszczędności tak, żeby
nie zaryzykować znaczącego spowolnienia wzrostu gospodarczego, i w jaki sposób
przenieść ciężar problemów budżetowych na całe społeczeństwo? Wzrost bazy
podatkowej należałoby wspierać tak, aby pozwolił ograniczyć konieczność
redukowania wielu wydatków państwowych. Jest to działanie bardzo trudne, a
badania ekonomistów wykazały, że z 32 przypadków oddłużania gospodarki, które
poprzedzał kryzys finansowy, tylko jeden prowadził do wzrostu. Alberto Alesina
jest obecnie tą osobą, która podczas swoich częstych wystąpień propaguje w
procesie redukowania deficytów obcinanie wydatków, a nie podwyższanie podatków.
Niemniej w swoich badaniach obejmujących okres od roku 1980 pokazuje, że na 26
przypadków, w których następował znaczący spadek długu, aż w 21 powodowało to
równoczesny spadek PKB. Inne propozycje zaradcze to podwyżka podatków i składek.
W Polsce – zgodnie z porównywalnymi danymi z wkładki Ernest&Young w Financial
Times – mamy dochody podatkowe na poziomie 34,9 proc. PKB, czyli poniżej
przeciętnego poziomu OECD, który wynosi 35,8 procent. W krajach z niskim
poziomem dochodów podatkowych, np. w Meksyku (18 proc.), obserwujemy konflikty i
niepokoje społeczne na znaczącą skalę, a także brak stabilności gospodarczej. A
prawie o 10 punktów procentowych wyższy jest poziom opodatkowania we Francji,
gdzie wynosi on 43,5 procent. W państwach, które wydawałyby się wzorcowe, czyli
w Szwecji i Danii, poziom ten jest jeszcze wyższy i wynosi kolejno 48,3 proc. i
48,7 procent.
Raghuram G. Rajan w swojej najnowszej książce pt. "Foult Lines" zwraca uwagę na
procesy, które nastąpiły w Stanach Zjednoczonych, polegające na zadłużaniu się
gospodarki amerykańskiej i jednoczesnym bardzo dużym wzroście dysproporcji
między najbogatszymi a najbiedniejszymi. Okazuje się, że w latach 1976-2007 aż
58 proc. przyrostu dochodów realnych przypadło na 1 proc. najbogatszych
obywateli, przy czym w okresie prezydentury G.W. Busha było to nawet 65 procent.
W efekcie o ile w 1975 r. najbogatsze 10 proc. społeczeństwa amerykańskiego
miało dochody trzykrotnie wyższe od 10 proc. najuboższej grupy, to w 2005 r. te
dochody były już pięciokrotnie wyższe.
Istotna w przypadku niesprawiedliwych, krzywdzących uboższych zmian podatkowych
jest właśnie kwestia powstawania nierówności i narastania niepokojów społecznych
hamujących rozwój gospodarczy. Statystyki zawarte w opracowaniu Abhijit V.
Banerjee i Esther Duflo "Inequality and Growth: What Can the Data Say?" podają,
że zmiany w nierównościach społecznych związane są z okresami, kiedy następuje
spowolnienie tempa rozwoju. Już nawet Arystoteles zauważył, że wzrost
nierówności jest jedną z przyczyn powstawania zaburzeń. Duże grupy interesów są
w stanie nawet w przypadku większych zmian regulacyjnych ustawić je tak, aby nie
miały one właściwego oddziaływania. Już w 1922 r. Louis Brandeis zauważał: "Nie
wierz, że możesz znaleźć uniwersalne antidotum na diabelskie warunki i
niemoralne praktyki (…).
I nie pokładaj zbyt dużo wiary w legislację. Instytucje zaradcze są skłonne do
wpadania pod kontrolę wroga i stają się instrumentem ucisku". Podnoszono, że
bardzo ważna jest w tym wypadku zarówno transparentność, jak i wolna prasa.
Brandeis w "Other People’s Money: And How the Bankers Use It" wprost pisał o
nich jako lekarstwie na wszelkie zło, porównując do leczniczego wpływu światła
słonecznego. Na tym tle wydaje się, że w ciągu ostatnich stu lat nastąpiła
negatywna zmiana, gdyż grupy interesów poprzez ukierunkowane działania PR-owe i
informacyjne są w stanie wpływać także na kształtowanie opinii społecznej.
Analizując propozycje budżetowe i podejście do redukcji deficytu, powinniśmy tak
go optymalizować, aby wydatkować środki na nakłady, które w przyszłości
doprowadzą do wzrostu bazy podatkowej, a redukować te wydatki, które nie będą
się do tego przyczyniały. W sytuacji kiedy Polska stoi na krawędzi załamania
finansów publicznych, spowodowanego faktem, że na 228 krajów świata zajmujemy
208. miejsce pod względem liczby rodzących się dzieci, wskazane jest, aby w
efekcie obecnie toczonej debaty podatkowej obniżyć obciążenia fiskalne rodzin
kosztem bogatszej części społeczeństwa. A skuteczni w tych działaniach będziemy
nie tylko wtedy, gdy zbudujemy optymalne instytucje, ale gdy posłuchamy
Arystotelesa i doprowadzimy do tego, by "jakość przymiotów ludzi u władzy"
gwarantowała, że w trakcie wykonywania tych trudnych zadań będą mieli oni na
celu interes publiczny, a nie tylko własny.
 

Dr Cezary Mech

Autor jest byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE i podsekretarzem
stanu w Ministerstwie Finansów.

drukuj