Kościół był i pozostanie znakiem sprzeciwu
Z JE ks. bp. Januszem Stepnowskim, nowym ordynariuszem łomżyńskim,
rozmawia Sławomir Jagodziński
Po latach posługi w Watykanie wraca Wasza Ekscelencja do macierzystej
diecezji łomżyńskiej, aby stanąć na jej czele. To duża zmiana w życiu kapłana…
– Do tej pory moja posługa w Watykanie miała inny aspekt, była to raczej praca
przy biurku. Teraz trzeba będzie zająć się duszpasterstwem bezpośrednim,
bezpośrednią współpracą z księżmi i ze środowiskiem katolików świeckich. To na
pewno nowy etap w życiu. Pierwsze uczucia, które mi towarzyszą u progu tej
posługi, to odpowiedzialność i nadzieja. Świadomość wielkiej odpowiedzialności
związana jest wprost z pełnieniem posługi biskupa Łomży i nowymi zadaniami,
jakie z niej wypływają. Żywię jednocześnie wielką nadzieję, bo wiadomo, że bez
pomocy Bożej i bez ufności wiele w naszym życiu kapłańskim nie można zdziałać.
Trzeba wszystko złożyć w Jego ręce.
Obejmie Wasza Ekscelencja stolicę biskupią w Łomży z bogactwem
doświadczeń związanych z pracą w Stolicy Apostolskiej. Co szczególnie może się
teraz przydać w posłudze pasterza diecezji?
– Myślę, że kiedy się jest w Polsce, widzi się bardziej aspekt partykularny
Kościoła, na pierwszy plan wysuwa się problematyka związana ze sprawami
polskimi. Tam, w Watykanie, bardziej widoczny jest aspekt uniwersalny Kościoła.
Czasami problemy niektórych Kościołów partykularnych mogą wydawać się nawet
niewielkie, patrząc na to, w jakiej sytuacji jest dzisiejszy Kościół katolicki w
wielu krajach świata. To watykańskie doświadczenie Kościoła powszechnego jest
zatem bardzo ważne i będzie dla mnie dużą pomocą. Tę świadomość, że wszyscy
należymy do ogromnej katolickiej wspólnoty kościelnej, będę chciał przekazywać i
pogłębiać w diecezji łomżyńskiej.
Patrząc przez pryzmat pracy w watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów, co
Ekscelencja mógłby powiedzieć o oczekiwaniach wiernych wobec pasterzy Kościoła?
– Biskup ma być dla ludzi przewodnikiem w świecie, w którym króluje relatywizm.
Pasterz diecezji dla księży jest jak ojciec, który ich prowadzi, jak brat, bo
jest wzięty spośród nich, a czasem też jak lekarz, który leczy rany. W Łomży
wśród księży jest wielu moich kolegów, z którymi byłem w seminarium, niektórzy
byli moimi profesorami. W pewnym sensie jestem ich bratem, ale będę też dla nich
ojcem. Będę przewodził księżom łomżyńskim, wskazywał im drogę, szukał razem z
nimi rozwiązań różnych problemów, jakie niesie dzisiejsza rzeczywistość.
Zatrzymajmy się chwilę przy tych wyzwaniach. Diecezja łomżyńska to
rodzima diecezja Księdza Biskupa. Jakie dostrzega Ekscelencja największe zadania
dla duszpasterstwa łomżyńskiego?
– Diecezja łomżyńska to diecezja miast, miasteczek i wsi. Ma ona już nie taką
krótką tradycję, bo sięgającą 1925 roku. Choć wydaje się, że jest ona jednolita,
to jednak na jej terenie są różne środowiska. Są np. wsie szlacheckie, gdzie
rodziny mają herby, są też wsie kurpiowskie, środowiska podmiejskie jak Wyszków,
prawie przedmieście Warszawy. Istnieją także małe środowiska akademickie. Ja
jako biskup, a także duszpasterze musimy docierać do tych środowisk. To jest
właśnie podstawowe wyzwanie: być obok ludzi, być z ludźmi i pracować dla nich,
żeby widzieli nasze oddanie dla Kościoła, dla spraw parafii, dla młodzieży i
rodzin.
W naszych diecezjach w Polsce, także w diecezji łomżyńskiej, mamy wielu młodych
księży mogących pracować z rodzinami, z młodzieżą, która w obecnych czasach tak
bardzo potrzebuje duszpasterskiej i wychowawczej troski. Trzeba zachęcać i
stymulować kapłanów do tej tak ważnej posługi. To zainteresowanie młodzieżą było
domeną dotychczasowego ordynariusza łomżyńskiego ks. bp. Stanisława Stefanka,
który zawsze zwracał uwagę na temat rodziny. Będę chciał nadal realizować ten
program w diecezji. To będą z pewnością ciekawe doświadczenia. Patrzę na to
wszystko z nadzieją.
Jak Ksiądz Biskup, jeszcze z perspektywy watykańskiej, odbierał to, co
dzieje się obecnie w Polsce, czyli ataki na krzyż, przejawy antyklerykalizmu w
przestrzeni społeczno-politycznej?
– Włosi żyją własnym życiem, mają własne problemy i trudno im zgłębić sprawy,
którymi my żyjemy. Kiedy wyjechałem na studia w 1985 roku do Hiszpanii, to po
raz pierwszy spotkałem się z antyklerykalizmem na ulicach. W Polsce nigdy tego
nie doświadczyłem. Przyznam, że to był dla mnie szok.
Patrząc na to, co się dzieje w Polsce, widać, że uaktywniły się środowiska,
które są wrogie Kościołowi. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że wrogość do
Kościoła, do głoszonej przez niego Ewangelii, do jego misji i pasterzy
towarzyszyła chrześcijaństwu od początku. Kościół był i pozostanie znakiem
sprzeciwu. My jako duszpasterze musimy się skupić na tym, aby docierać z
ewangeliczną prawdą do wszystkich środowisk, nawet do tych, które są w stosunku
do nas agresywne.
Polska na pewno jest teraz krajem bardzo wielkich przemian. Widać to choćby na
ulicach, gdy wraca się do kraju po kilku miesiącach pobytu za granicą. Niestety,
można też dostrzec negatywne przemiany moralne w rodzinach, szczególnie gdy te
rodziny są rozbite przez rozwody, emigrację. Mam świadomość, że problemy, które
występują w Polsce, są bardziej skomplikowane teraz niż dawniej, ale jakoś
trzeba je rozwiązywać. Ludzie Kościoła nie mogą załamywać rąk, muszą iść do
przodu i pracować zgodnie ze swą apostolską misją. Księża muszą być autentyczni,
ofiarnie pracować dla ludzi, być z nimi i ich wspomagać. Wierni to docenią. To
jest najlepsze antidotum na sztucznie wzniecany antyklerykalizm.
Ci, którzy tak głośno czasem krytykują Kościół, liczą na to, że dla
świętego spokoju część kapłanów, biskupów ograniczy swe duszpasterskie
oddziaływanie jedynie do terenu świątyni, zakrystii, plebanii…
– Kościół ma prawo przedstawić swą doktrynę społeczną, doktrynę moralną, by jego
głos był słyszalny w przestrzeni publicznej. W tym względzie nie może pewnych
problemów przemilczać, musi mówić prawdę, oceniać rzeczywistość w świetle
Ewangelii. To jest nasze posłannictwo jako biskupów, kapłanów, nawet wtedy,
jeśli ktoś tego nie może strawić, gdy nas atakuje. Po to zostaliśmy posłani, aby
iść i głosić.
Boli to, że najbrzydsze komentarze dotyczące życia Kościoła, jakie można spotkać
choćby w interencie, to niestety komentarze polskie. One są czasem tak pełne
nienawiści, że trudno zrozumieć, skąd to się bierze. W żadnym kraju nie ma tak
czasem wulgarnych wpisów, jeśli chodzi o jakiegoś biskupa czy o księży. To
świadczy o poziomie tych osób, o tym, co mają w sercu. Ci ludzie jednak też są
dla nas wyzwaniem. To właśnie jest pole dla nowej ewangelizacji, do której
zachęca Papież. Świat teraz dość szybko się zmienia, wymaga to przyspieszonego
szukania tych nowych metod dotarcia z Ewangelią do współczesnego człowieka.
Wymaga to jeszcze intensywniejszej pracy ewangelizacyjnej i duszpasterskiej w
parafiach, w szkołach, w różnych środowiskach.
Dziękuję za rozmowę.
