Komu potrzebna jest elektrownia atomowa?

Prof. dr hab. inż. Włodzimierz Bojarski

Co jakiś czas niepokojeni jesteśmy inicjatywami budowy w Polsce elektrowni atomowej. Ostatnio dodano pomysł sfinansowania przez Polskę budowy wielkiego bloku atomowego na Litwie. Po błędnych decyzjach zakupu litewskiej rafinerii w Możejkach (bez zapewnienia dostaw ropy) oraz udziału w norweskim podmorskim polu gazowym (zamiast wydobycia w kraju), powstaje przeświadczenie, że władze państwowe wprowadzane są w błąd w obcym interesie i działają bez studiów i analiz strategicznych.



W krajach Europy Zachodniej pracuje około 150 reaktorów atomowych w różnych elektrowniach, niektóre czynne są już od około trzydziestu lat*. Dla potrzeb tych elektrowni rozbudowano wielkie zaplecze produkcyjne i naukowo-badawcze. Wytwarza się tam wszystkie urządzenia do tych elektrowni oraz produkuje i przetwarza paliwo uranowe. W tym okresie uniknięto szczęśliwie wielkich katastrof oraz zgromadzono znaczny zasób umiejętności i doświadczeń. Wynikowe oceny i decyzje techniczno-ekonomiczne oraz społeczno-polityczne dotyczące przyszłości energetyki atomowej w poszczególnych krajach są następujące:

Austria: Jedyna w kraju nowoczesna elektrownia atomowa zbudowana pod Wiedniem, gotowa do uruchomienia, została rozebrana przed podjęciem pracy po referendum w 1978 roku. Zakaz budowy energetyki atomowej został wniesiony i wpisany do konstytucji w 1999 roku.

Belgia: W 2003 r. wprowadzono ustawowy zakaz budowy nowych elektrowni atomowych i plan zamknięcia istniejących między 2015 a 2025 r., najpóźniej po 40 latach eksploatacji.

Dania: Rozwija się bez energetyki atomowej. W 1985 r. zapadła decyzja rządowa przeciw budowie elektrowni atomowych (jeszcze przed katastrofą w Czarnobylu).

Grecja: Bez energetyki atomowej. W 1982 r. podjęto decyzję rządową przeciw jej budowie.

Hiszpania: Od 1981 r. nie buduje się i nie projektuje żadnej nowej elektrownii atomowej.

Holandia: Ostatni reaktor atomowy będzie zatrzymany w 2013 roku. Nowe budowy nie są przewidziane.

Irlandia: Brak energetyki atomowej, mimo dawnych decyzji z 1974 r. o jej budowie.

Niemcy: W 1988 r. decyzja rządowa o stopniowym odejściu od energii atomowej i zakaz budowy nowych elektrowni atomowych. 19 istniejących reaktorów zostanie wycofanych po około 32 latach eksploatacji.

Portugalia: W 1995 r. ostatecznie zrezygnowano z budowy elektrowni atomowych, planowanych od 1971 roku.

Szwajcaria: W 1993 r. przyjęto dziesięcioletni zakaz budowy nowych elektrowni atomowych, a następnie nie podjęto decyzji o nowych budowach.

Włochy: W 1994 r. cztery czynne reaktory zostały zamknięte, a budowa pięciu nowych przerwana.

Wielka Brytania: W 2003 r. ogłoszono, że nie przewiduje się budowy nowych elektrowni atomowych. Istniejące zostały z trudem sprywatyzowane, pod warunkiem dalszego pokrywania części ich kosztów przez budżet państwa.

Jedynie Francja, ze względu na swój wielki przemysł atomowy, rządową energetykę jądrową i konieczność wycofania starszych reaktorów, zdecydowała się na budowę i uruchomienie w 2012 r. jednego reaktora nowego typu. Będzie to prototyp reaktora EPR, opracowywany od ponad dziesięciu lat; budowany dla celów promocyjnych na eksport oraz przewidywany w przyszłości do zastąpienia istniejących reaktorów we Francji.

W naszej części kontynentu jedynie Finlandia zdecydowała się na dostawienie w elektrowni Olkiluoto, obok dwóch pracujących tam reaktorów, nowego trzeciego reaktora typu EPR – 1600 MW (usytuowanego na morskiej wyspie). Zapewne podobny reaktor zastąpi w Ignalinie na Litwie stary, rosyjski reaktor typu RBMK (taki jak w Czarnobylu).

Również w Stanach Zjednoczonych od szeregu lat nie buduje się nowych elektrowni atomowych. Żaden stan nie zgadza się na budowę na jego terytorium składowiska odpadów silnie radioaktywnych i elektrownie muszą je składować u siebie na miejscu, co jest rozwiązaniem prowizorycznym. Podjęto też wtórną przebudowę starych elektrowni atomowych na gazowe i olejowe (po odłączeniu reaktora dostawia się konwencjonalną część kotłową). Ta sytuacja nie zmieniła się od wielu lat. Dopiero w 2005 r. rząd USA zdecydował się zaangażować finansowo w budowę promocyjną nowych bloków jądrowych, z myślą głównie o ich eksporcie.

Nowa polityka energetyczna Japonii do 2030 r. kładzie główny nacisk na rozwój czystych technologii węglowych. Podobnie Indonezja, po wnikliwej analizie zrezygnowała z budowy elektrowni atomowych i postawiła na czystą energetykę węglową. W okresie 1990-2005 na świecie zlikwidowano 107 reaktorów atomowych o łącznej mocy 33 000 MW. Nadal w świecie więcej się reaktorów likwiduje niż buduje; nowe głównie na rozległych obszarach Chin, Indii, a zapewne i Syberii. Może i we Wschodniej Europie pod naciskiem potrzeb i interesów jeszcze jakieś nowe bloki jądrowe zostaną postawione w miejsce likwidowanych, ale nie będzie ich dużo.

Analizy i prognozy do roku 2030, opracowane na ostatni kongres Światowej Rady Energetycznej (największa światowa organizacja energetyków różnych specjalności i komitetów krajowych) wskazują, że produkcja energii elektrycznej z elektrowni atomowych utrzyma się w tym okresie na obecnym poziomie (stopniowej likwidacji elektrowni w Europie i Ameryce towarzyszyć będzie ich rozwój w Azji). Jednak udział tej energii w całej produkcji energii elektrycznej zmaleje w tym czasie do połowy (z obecnych 16,8 proc. do 8,6 proc.). Natomiast produkcja energii elektrycznej z elektrowni węglowych w tym okresie podwoi się.


Wielkie obce interesy w energetyce atomowej


W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku w USA i w Europie, głównie we Francji, Niemczech i w ZSRS został zbudowany wielki przemysł reaktorów atomowych i urządzeń dla tych elektrowni, przemysł wytwarzania i przeróbki paliwa jądrowego, specjalna infrastruktura transportowa i składowiskowa oraz kosztowne zaplecze naukowo-badawcze. Obok potrzeb energetycznych, cały ten przemysł był napędzany przez militarne zapotrzebowanie na pluton do bomb atomowych.

Po katastrofie w elektrowni atomowej w Czarnobylu w 1986 r. i po zakończeniu zimnej wojny od kilkunastu lat rozwój energetyki atomowej został zahamowany. Ujawnił się brak rentowności takiej energetyki w warunkach pokojowych. W wielu krajach wprowadzono zakaz budowy nowych elektrowni atomowych i uzyskanie akceptacji dla takiej budowy w Polsce stanowi szansę na przełamanie panującego zastoju i zyskanie nowych wielkich zamówień dla przemysłu zachodniego.

Pierwsza polska elektrownia atomowa musiałaby zostać zakupiona i zmontowana przez dostawcę „pod klucz”. Zapewne obejmowałaby ona dwa reaktory francuskie typu EPR po 1600 MW lub podobne reaktory amerykańskie Westinghousa. Kosztowałoby to zapewne około 6 mld euro, to jest około 23 mld zł (równowartość ponad 150 tys. nowych mieszkań).

Oprócz wydatków dewizowych za dostawę i budowę elektrowni atomowej, będą wydatki na zakup i dostawę paliwa uranowego, ewentualny odbiór paliwa zużytego, a także za nadzór ruchowy (gdyż brak doświadczonych kadr w Polsce) oraz różne badania i usługi serwisowe. Na koniec, po okresie eksploatacji, trzeba będzie zapłacić zagranicznym specjalistycznym przedsiębiorstwom za demontaż, a może także i za odbiór radioaktywnego złomu ze starej, zużytej części reaktorowej elektrowni. W naszych czasach na tego rodzaju zaopatrzeniu i usługach najwięcej zarabiają dostawcy. Wszystko razem powoduje, że elektrownia atomowa w Polsce to wielki interes zagranicznego przemysłu.

Oczywiście, sfinansowanie tak kosztownej inwestycji nie mogłoby obyć się bez wielkiego kredytu bankowego z zagranicy. Koszty operacyjne tego kredytu wraz z procentami, to co najmniej dalsze kilka miliardów euro z polskiej do obcej kieszeni. Elektrownia atomowa w Polsce przedstawia więc także wielki interes dla zagranicznych banków, duszących się od nadmiaru wykreowanych środków finansowych.

Ewentualne zaakceptowanie budowy elektrowni atomowych otworzyłoby zachodnim przedsiębiorstwom energetycznym możliwość ekspansji atomowej do Polski i wyrwanie się z ograniczeń, jakim podlegają w swoich krajach. Po planowanej przez rząd w Warszawie wyprzedaży znacznej części energetyki polskiej i przejęciu jej przez koncerny zagraniczne, mogłyby one w Polsce swobodnie budować dla swoich potrzeb dowolne elektrownie, także atomowe, zostawiając nam wszystkie zagrożenia i odpady. Dlatego budowa elektrowni atomowej w Polsce stanowi również wielki interes zagranicznej energetyki.

Podtrzymaniem rozwoju przemysłu atomowego i związanych z nim badań jest również żywo zainteresowany zachodnioeuropejski kompleks militarny, gdyż rośnie w świecie zagrożenie wojną nuklearną.

Ponadto tańsza energia w Polsce niż w Europie Zachodniej, ułatwia konkurencyjność naszych wyrobów, co niepokoi zachodnich polityków. Gdyby udało się wciągnąć Polskę w budowę bardzo kosztownej elektrowni atomowej (tak jak wcześniej w budowę gazociągu tranzytowego) i w szeroki program kosztownego wykorzystania zasobów odnawialnych, cena polskiej energii musiałaby znacznie wzrosnąć, a konkurencyjność obniżyć się, i o to także chodzi. Tak więc budowa elektrowni atomowej w Polsce leży wyraźnie w interesie zagranicznych budżetów i rządów, a także Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i innych organizacji.

Akceptacja i budowa elektrowni atomowej pozwoliłaby na realizację, polskim kosztem, wielkich obcych interesów: zagranicznego przemysłu jądrowego, zagranicznych banków, zagranicznych koncernów energetycznych, atomowego kompleksu militarnego, obcych budżetów rządowych i innych instytucji. Dlatego trzeba się poważnie liczyć w Polsce z naciskiem politycznym i promocyjnym tych obcych interesów oraz ich propagandą w prasie krajowej w opiniach ekspertów oraz agentów wpływu.


Różne możliwości rozwoju energetyki polskiej


Lata zastoju w budowie elektrowni atomowych zaowocowały dużym postępem technologicznym w budowie tzw. czystych elektrowni węglowych, o znacznie wyższej sprawności i zminimalizowanym oddziaływaniu na środowisko. Pierwsze bloki nowej generacji będą już instalowane w kraju: blok 800 MW w Bełchatowie oraz bloki 400 MW w Łagiszy i w Pątnowie. Unia Europejska zdecydowała ostatnio o stworzeniu specjalnych zachęt dla budowy w Europie i uruchomieniu do 2015 r. dwunastu modelowych, komercyjnych elektrowni opartych na technologiach czystego węgla. Przynajmniej dwie z tych elektrowni mogłyby powstać w Polsce.

W starszych elektrowniach węglowych w kraju w najbliższych latach będą likwidowane wysłużone już urządzenia. Instalowanie tam nowoczesnych bloków pozwala obniżyć ogólne koszty inwestycyjne o około 30 proc., w wyniku wykorzystania istniejącej infrastruktury regionalnej i energetycznej oraz części urządzeń elektrowni. Przy okazji można nieco zwiększyć moc wytwórczą. Pozostanie nadal zatrudniona załoga elektrowni i kopalni.

W planowaniu rozwoju polskiej elektroenergetyki trzeba brać pod uwagę przede wszystkim szczególnie korzystne krajowe możliwości i doświadczenia związane z eksploatacją i wykorzystaniem węgla brunatnego do produkcji najtańszej w Europie energii elektrycznej. Bogate złoża tego węgla w rejonie Legnicy, a także złoża Mosty-Gubin-Cybinka pozwalają zbudować tam i uruchomić dwa nowe wielkie kombinaty górniczo-energetyczne podobne do Bełchatowa. Dodatkową przesłanką dla takiej decyzji może być wyczerpywanie się za dwadzieścia lat złóż rud miedzi w Legnicy, co grozi upadkiem gospodarczym całego regionu, jeśli zabraknie tam nowych dużych przedsięwzięć.

Trzeba szacować, że budowa i eksploatacja elektrowni atomowej o mocy 3000 MW, zamiast odbudowy odpowiednich elektrowni węglowych, będzie związana ze zmniejszeniem ogólnego zatrudnienia w gospodarce narodowej w wysokości około 30 tys. osób. Natomiast w przypadku budowy nowego kombinatu górniczo-energetycznego, podobnego do Bełchatowa, na miejscu zostanie stworzonych 15 do 20 tys. nowych miejsc pracy, a pośrednio w kraju około 60 tysięcy.

Istotnym problemem energetyki polskiej jest stałe dążenie do zmniejszenia uciążliwości. Pomiędzy 1988 a 2000 r. w elektroenergetyce zawodowej emisja tlenków siarki zmalała o 60 proc., tlenków azotu o 44 proc., a pyłów o 90 procent. W tym okresie krajowa emisja dwutlenku węgla zmniejszyła się o 30 proc. i to jest teraz dla nas najtrudniejsze zadanie ze względu na polską bazę surowcową. Niewątpliwie jednak Polska poradzi sobie z tym problemem nie gorzej niż kraje zachodnie. Obecnie emisje podstawowych zanieczyszczeń atmosferycznych przypadające na mieszkańca w Polsce nie odbiegają od średnich w krajach europejskich i to pomimo korzystniejszej tam bazy paliwowej, istnienia energetyki atomowej i nowoczesnych technologii.

Rzecznicy energetyki atomowej w ubiegłych latach szeroko prezentowali fałszywe porównania nowoczesnej elektrowni atomowej z przestarzałą elektrownią węglową. Brak miejsca nie pozwala przedstawić tu merytorycznego, wieloaspektowego porównania obu typów elektrowni. Operowanie ogólnikowymi hasłami o ochronie środowiska, bezpieczeństwie, efektywności itp. świadczy na ogół tylko o ignorancji i braku odpowiedzialności. Twierdzenie, że elektrownia atomowa w Polsce zwiększy nasze bezpieczeństwo, jest fałszem pozbawionym racjonalnych uzasadnień.

Można wierzyć w niezawodność współczesnej techniki, szczególnie zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej. Cóż jednak powiedzieć, gdy supernowoczesne samoloty F-16, kosztujące więcej niż same ważą, przeznaczone do zadań globalnych, mają trudność z przelotem z USA do Polski? Człowiek tworzy i wykorzystuje nowoczesną technikę, ale zawodzi nawet wtedy, gdy dostatecznie kompetentny, świadomy i do końca uczciwy, a tak się też zdarza w polityce i gospodarce. Niedawna katastrofa hali wystawowej w Katowicach pokazała, z jaką karygodną beztroską odnoszą się zagraniczni menedżerowie i ich polscy współpracownicy, a nawet organy sądowe, do bezpieczeństwa publicznego. Niestety, nie jest to przykład odosobniony. Istotnym elementem zagrożenia jest jego lekceważenie, a takie postawy przejawia wielu rzeczników energetyki jądrowej.

Inną ważną sprawą pozostaje uzależnienie polityczne. Elektrownia atomowa potrzebuje do pracy importowanego paliwa uranowego i ewentualnie gwarancji jego odbioru, a jest to produkt uwarunkowany politycznie. Dalsza sprawa wiąże się z właścicielskim dysponowaniem ruchem elektrowni i sprzedażą wytwarzanej energii. Jeśli Skarb Państwa nie będzie dysponował większościowym udziałem kapitałowym w tak kosztownym obiekcie, a na to na razie go nie stać, to w praktyce będzie to zagraniczna elektrownia w Polsce, ze wszystkimi negatywnymi tego skutkami.


Polski interes w polskiej energetyce


Miliony dorosłych Polaków, odczuwających ubóstwo i bezrobocie wśród bogatszych krajów Unii Europejskiej, pyta dobitnie: co będziemy mieli z najdroższego w historii Polski zagranicznego zakupu – elektrowni atomowej? Po co nam bardzo droga energia z obcej elektrowni? Czy nie można tych pieniędzy zostawić na rozwój w kraju i na nowe miejsca pracy? Naturalnie, można i trzeba!

Polski interes w energetyce w uproszczeniu sprowadza się do wymagania, aby w Polsce była polska energetyka dobrze zarządzana przez polską kadrę techniczną, nadzorowana przez polskie władze publiczne i wykorzystująca polskie zasoby energetyczne. Tylko taka energetyka może być tania i bezpieczna. Polska elektroenergetyka jest częścią narodowego kompleksu paliwowo-energetycznego i stanowi z nim spójną, systemową całość. W ramach tej całości, rozpatrywanej strategicznie w dłuższym, perspektywicznym okresie czasu, trzeba analizować i decydować losy poszczególnych wielkich obiektów energetycznych.

Konieczna jest stała troska o zwiększenie niezależności i suwerenności energetycznej kraju (sugestie dotyczące budowy elektrowni atomowej idą w przeciwnym kierunku). Takie zasady były od lat w Polsce uznawane i służyły im dawniej kompleksowe, perspektywiczne studia strategiczne, prowadzone w sposób ciągły w sztabowych komórkach branżowych biur projektów i instytutów oraz w jednostkach centralnych oraz w PAN. Prawdopodobnie ostatnie w ten sposób przygotowane studium wydało Ministerstwo Przemysłu i Handlu w 1992 i 1993 r. pt.: „Polityka energetyczna Polski i zarys programu do roku 2010”.

W okresie transformacji zlikwidowano stopniowo wszystkie branżowe i centralne sztabowe ośrodki studiów strategicznych, a ostatnie Rządowe Centrum Studiów Strategicznych zakończyło działalność w 2005 roku. Od wielu lat brak kompleksowych, długookresowych studiów strategicznych, prowadzonych profesjonalnie w sposób ciągły w wyspecjalizowanych ośrodkach sztabowych. To powoduje, że dokumentom rządowym dotyczącym polityki energetycznej brak właściwych uzasadnień, pozostają pod presją koniunkturalności, nie mają konkretnego charakteru i przypominają obszerne listy intencyjne.


Bez studiów – błędne decyzje


Nowe władze państwowe przyjęły pospiesznie w marcu 2006 r. „Program dla elektroenergetyki”, przedstawiający plan konsolidacji i wyprzedaży naszych zakładów energetycznych (patrz: „Energetyczny rozbiór i kolonizacja Polski”, „Nasz Dziennik”, 4.05.2007 r.). Władze tanio sprzedają istniejące źródła energii pracujące na krajowym paliwie, a jednocześnie planują zakupienie za granicą najdroższego źródła, elektrowni atomowej, pracującego na importowanym paliwie. Jest wątpliwe, czy z całej planowanej wyprzedaży energetyki krajowej wystarczy pieniędzy na ten zakup. Nie widać żadnej logiki w tych zamierzeniach.

Brak dobrze uzasadnionej i skonkre tyzowanej, długookresowej polityki energetycznej stanowi dogodną sytuację dla lansowania różnych rozwiązań służących partykularnym, krajowym i zagranicznym grupom interesu, koteriom politycznym i niezbyt kompetentnej administracji państwowej.

Błędne zakupy litewskiej rafinerii ropy w Możejkach (bez zapewnienia ciągłych, rurociągowych dostaw surowca) oraz udziału w niewielkim, podmorskim, norweskim polu gazowym (bez taniego sposobu wydobycia i przesyłu gazu do kraju) pokazują, do czego prowadzi chaos i niekompetencja. Taka sytuacja też inspiruje krajowych i zagranicznych zwolenników elektrowni atomowej do promowania i forsowania jak najszybciej jej budowy. Niezależnie od swoich intencji, w obecnych warunkach zabiegają w istocie o realizację polskim kosztem wielkich zagranicznych interesów.

W roku ubiegłym i obecnym odbyło się kilka szerszych konferencji poświęconych rozwojowi polskiej elektroenergetyki, ze szczególnym uwzględnieniem elektrowni atomowych. Miały one, niestety, charakter jednostronnej promocji tych elektrowni, odpowiadający zamierzeniu władz w duchu poprawności politycznej i konformizmu. Przedstawionym opracowaniom brakowało krytycznych koreferatów, nie zaproszono też do prezentacji fachowców wyrażających opinie odmienne. Promocji elektrowni atomowych nie towarzyszyła równoległa promocja innych typów elektrowni. W niewielkim tylko zakresie zaprezentowano obliczenia wskaźnikowe dla zagranicznych warunków. Dominowały poglądy, natomiast brakowało gruntownych badań i dyskusji nad wynikami. Takie jednostronne promocje nie dają podstaw do odpowiedzialnych decyzji.

Na podstawie krytycznej analizy znanych opracowań trzeba stwierdzić, że nie mamy w kraju aktualnych, naukowo opracowanych prognoz przyszłego krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Nie ma też dostatecznie wnikliwych krytycznych bilansów mocy polskich elektrowni na najbliższe lata. Niewątpliwie pierwszeństwo w inwestowaniu nowych mocy elektrycznych posiada w Polsce odbudowa istniejących elektrowni i instalowanie w nich nowoczesnych „czystych” bloków węglowych o podwyższonej sprawności na parametry nadkrytyczne. Jest to rozwiązanie najtańsze i już realizowane w kraju.

Ze względu na kontynuowanie tego procesu w najbliższych latach, wieloletnią stagnację w zużyciu energii elektrycznej w kraju i ostatni, niewielki wzrost zapotrzebowania oraz stale jeszcze znaczny nadmiar mocy w polskich elektrowniach, nie ma żadnej potrzeby decydowania już dziś o podjęciu budowy elektrowni atomowej w Polsce. Wypowiedzi rządowe dotyczące podjęcia budowy w Polsce elektrowni atomowej są zdecydowanie przedwczesne i bezzasadne. Natomiast konieczne jest wznowienie strategicznych kompleksowych studiów długookresowych, dotyczących całego kompleksu paliwowo-energetycznego.

Obecnie w sprawie energii atomowej w Polsce można stwierdzić to samo, co jeszcze w 1993 r. powiedziała Hazel O”Leary, sekretarz USA ds. energii: „Koszty energii jądrowej, jeśli uwzględnić koszty nowych konstrukcji, nie są konkurencyjne. Ponadto zagadnienia długookresowego składowania odpadów są zniechęcające. Z tych powodów prezydent jest przeciwny wzrostowi krajowego uzależnienia od energii jądrowej w chwili obecnej. Dzisiaj musimy przede wszystkim dbać o oszczędzanie energii oraz wybór strategii efektywności. Jeśli chodzi o dłuższą perspektywę, moją troską jest utrzymanie opcji jądrowej otwartą, na wypadek gdy będziemy jej potrzebować”.


Udział w rozbudowie elektrowni atomowej na Litwie


Informacje o zaangażowaniu Polski w rozbudowę elektrowni atomowej w Ignalinie na Litwie są nader skromne. Polska już dawniej zadeklarowała wraz z innymi państwami i Unią Europejską pomoc finansową w odbudowie tej elektrowni, związanej z likwidacją starego niebezpiecznego reaktora. Ale sytuacja się zmieniła, ponieważ Unia wycofała się z dofinansowania elektrowni, a i inni z pewnością zrobią to samo.

Tymczasem mówi się, że Polska angażuje się w rozbudowę tej elektrowni, inwestując w blok jądrowy 1500-1600 MW. Będzie to kosztowało ponad 3 mld euro, a więc kilkanaście miliardów złotych. (To więcej niż niefortunny, największy dotychczas zagraniczny kontrakt na zakup samolotów F-16 za 3,5 mld dolarów). Dodatkowo ma zostać wybudowany „most energetyczny” dla eksportu tej energii m.in. do Polski. Tylko – po co, skoro w kraju mamy dość tańszej energii i polskie elektrownie nie są dostatecznie wykorzystane?

Brak jakichkolwiek uzasadnień energetycznych i ekonomicznych dla tak kosztownej i niepotrzebnej inwestycji. Wszystkie uwagi przedstawione w poprzednich rozdziałach, dotyczące budowy elektrowni atomowej w kraju, odnoszą się tym bardziej do inwestycji na Litwie. W Polsce wyprzedaje się tanio elektrownie, a jednocześnie planuje inwestować w najdroższą energetykę za granicą. Nic nie wiadomo, skąd zostaną pozyskane potrzebne 3 mld euro, oraz czy i jakie inne możliwości zaangażowania tych pieniędzy były brane pod uwagę. Za te pieniądze można by rozwinąć w Polsce nowoczesną eko-karbo chemię i energetykę, z dużą produkcją nowoczesnych paliw. Warto przypomnieć, że całkowite nakłady budżetowe na naukę w Polsce w 2006 r. wynosiły poniżej 1 mld euro.

W podobne przedsięwzięcie, jak na Litwie, władze Polski Ludowej zaangażowały się przed dwudziestu laty. Polska uczestniczyła w budowie elektrowni atomowej Chmielnicka na Ukrainie i wybudowała kosztowny układ 750 KV dla przesyłu tej energii do kraju. Wydano duże pieniądze, a układ od kilkunastu lat stoi nieczynny. Już czas, aby rozliczyć tę inwestycję i jej inicjatorów.

Na koniec trzeba także zauważyć, że w rozważanych kwestiach występuje również problem kompetencyjno-prawny, dotyczący podejmowanego przez władze angażowania państwa w wielkie wydatki zagraniczne, bez niezbędnych studiów i uzasadnień, poza parlamentarną debatą finansową i procedurą ustawową. I ten problem wymaga wyjaśnienia.


*) Tekst opracowany na podstawie obszernej ekspertyzy, przekazanej przez autora Ministerstwu Gospodarki w marcu 2007 roku. W ekspertyzie zamieszczono pełny wykaz literatury.


drukuj