Komorowski wciąż nie obliczył

Jaka będzie przyszłość projektu budowy rurociągu Odessa – Brody – Płock –
Gdańsk? Prezydent Bronisław Komorowski informuje, że plan pozostaje zawieszony
do wyjaśnienia, czy jest opłacalny. Jednak studium wykonalności rozstrzyga to w
sposób jednoznaczny.

Czy azerska ropa przypłynie do nas z Brodów? Tylko jeśli Unia Europejska pomoże.
Wczoraj odbyło się specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego w tej
sprawie. Bronisław Komorowski podkreślał, że plan budowy połączenia Odessa –
Brody – Płock pozostaje zawieszony, ponieważ wiele spraw, jeśli chodzi o
uzasadnienie ekonomiczne tego przedsięwzięcia, nie jest do końca wyjaśnionych.
– Będę rekomendował przyszłemu rządowi przyjęcie pewnych rozstrzygnięć w tym
obszarze. Nadchodzi moment, gdy będzie można zbadać u partnerów na Wschodzie
stopień determinacji do realizacji tego przedsięwzięcia – tłumaczył Komorowski
po zakończeniu posiedzenia RBN. Jak dodał, Polska powinna dążyć do uzyskania
efektów ekonomicznych, realizując projekty istotne z punktu widzenia
bezpieczeństwa energetycznego. Komorowski zapowiedział "inne" podejście do
realizacji tego przedsięwzięcia. Czyli właściwie jakie?
– Od początku projekt miał być dochodowy. Nigdy nie było tak, by ten ropociąg
był rozpatrywany w kategoriach wyłącznie bezpieczeństwa energetycznego i
należałoby do niego dopłacać – wyjaśnia Piotr Naimski, w rządzie Jarosława
Kaczyńskiego wiceminister gospodarki odpowiedzialny za bezpieczeństwo dostaw
surowców energetycznych do Polski. – Studium wykonalności zostało opracowane na
zasadach komercyjnych i wykazało, że projekt ten jest opłacalny – zaznacza.
Przypomina, że w czasie gdy pełnił funkcję w resorcie, projekt budowy rurociągu
został odnowiony, podtrzymany i skierowany na nowe tory.
– To jeden z elementów polityki prezydenta Lecha Kaczyńskiego mającej na celu
otwarcie na Wschód i porozumienie z Ukrainą, Gruzją, Azerbejdżanem, Kazachstanem
i Litwą – podkreśla Naimski.
W 2004 r. powstała polsko-ukraińska spółka Sarmatia. Podczas szczytu
energetycznego w maju 2007 r. podjęto decyzję o kontynuacji projektu. Poza
polskim PERN i Ukrtransnaftem w skład spółki weszły State Oil Company of
Azerbejdżan i Georgian Oil and Gas Corporation Ltd., a także litewska AB
Klaipedos Nafta.
– Dostawy ropy gwarantowali Azerowie i Kazachowie – przypomina były
wiceminister. Jak podkreśla, w czasie gdy władzę obejmowała koalicja PO – PSL,
projekt był przez wszystkich zainteresowanych partnerów konsekwentnie
realizowany, jednak jesienią 2007 r. prezes spółki PERN "Przyjaźń", która jest
jednym z udziałowców spółki Sarmatia, oświadczył nagle partnerom z Ukrainy, że
PERN nie jest zainteresowany budową tej inwestycji ze względu na niezadowolenie,
z jakim spotkałoby się to u rosyjskich partnerów.
W tym czasie jednak azerska ropa popłynęła z Odessy do Brodów, a stamtąd została
skierowana na Białoruś do rafinerii w Mozyrzu. Wcześniej z powodów i
politycznych, a także biznesowych ropa na wybudowanym już odcinku tłoczona była
w odwrotnym kierunku – z Brodów do Odessy. Była to rosyjska ropa, eksportowana
tą drogą do Odessy.
– Nie ma dziś żadnego powodu, by azerska ropa nie płynęła z Brodów do Polski –
podkreśla Piotr Naimski. Czy tak się jednak stanie? I co konkretnie będzie
chciał uzyskać ośrodek prezydencki, powołując się na ekonomiczną opłacalność
przedsięwzięcia?
Więcej szczegółów ujawnił wczoraj szef BBN Stanisław Koziej. Z tego, co
powiedział, wynika, że decyzja dotycząca realizacji rurociągu ma wzmocnić
bezpieczeństwo energetyczne, jednocześnie "gwarantować dobre relacje z
międzynarodowymi partnerami" oraz "uwarunkowania biznesowe obejmujące
perspektywę finansowania projektu ze środków unijnych". Szef BBN zaznaczył, że
przychodzi czas, aby podjąć ostateczną decyzję, czy Polska będzie kontynuowała
jego realizację, czy z niego ostatecznie zrezygnuje.
– Głównym wyzwaniem jest dokończenie szczegółowych analiz ekonomicznych – ocenił
Koziej. Jego zdaniem, wiele obecnie będzie zależało od deklaracji partnerów,
ponieważ – jak się wyraził – "Polska nie chciałaby sama brać na siebie, na swoje
barki, odpowiedzialności za projekt, który jest bardzo złożony".

 

Maciej Walaszczyk

drukuj