Komisja zgubiła sprężarki

W zapisach z rejestratora ATM-QAR, zamieszczonych w załączniku 4 do
protokołu z badań okoliczności katastrofy na Siewiernym, w analizie pracy
zespołu napędowego brakuje istotnych danych. Podając informacje dotyczące pracy
silników, komisja Jerzego Millera posłużyła się obrotami pędni niskiego
ciśnienia silników. Brakuje natomiast informacji o parametrach pracy sprężarki
wysokiego ciśnienia. Fakt, że właśnie tymi wartościami posługiwała się załoga w
swoich komunikatach w ostatniej fazie lotu, świadczy o tym, że był to dla niej
ważny parametr. Ostatnia informacja na ten temat została zanotowana o godz.
8.34, gdy inżynier ustawił moc silników na 70 proc. (obroty sprężarki wysokiego
ciśnienia) i potwierdził włączenie automatu ciągu. Do tych wartości odnosi się
także instrukcja użytkowania w locie samolotu.

Konfiguracja samolotu Tu-154M zbliżającego się do lotniska Siewiernyj
pozwalała na szybki nabór wysokości. Dlaczego działania załogi podjęte po
sygnale radiowysokościomierza o osiągnięciu wysokości 65,6 m nie przyniosły
efektu i samolot nadal się zniżał? Według pilotów – nie powinien.
– To nie kolizja z brzozą o 30-40-centymetrowym pniu była powodem katastrofy
samolotu Tu-154M – uważają piloci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik". Choć
według Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, to właśnie w
tym momencie losy samolotu zostały przesądzone, uszkodzone zostało lewe skrzydło
wraz z instalacjami hydraulicznymi, to w ocenie naszych rozmówców samolot już
wcześniej nie reagował właściwie na polecenia załogi. Świadczyć mają o tym
zapisy z rejestratora ATM-QAR zamieszczone w załączniku 4 do protokołu z badań
okoliczności katastrofy przeprowadzonych przez KBWLLP. Według nich załoga,
zbliżając się do wysokości 100 metrów (WYSARDIO=100 m, WYSBAR=188 m), sterowała
samolotem z pomocą trymera (zmiana trymerowania – ciężki na ogon). Po chwili
nastąpił niewielki przyrost mocy silników (z 31,9 proc. do 35,2 proc. – obroty
pędni niskiego ciśnienia silników 1, 2, 3). O 8.40.51 (czas wg zapisu ATM-QAR)
radiowysokościomierz zasygnalizował osiągnięcie wysokości decyzji ustawionej na
65,6 metra. Po mniej więcej trzech sekundach odnotowany został ruch kolumny
wolantu (z -5,2 st. do -6,6 st.), a ster wysokości znalazł się w pozycji -15,2
stopnia. Samolot poruszał się z prędkością poziomą około 270 km/h. Ruch sterem
nie przełożył się na zmiany pionowe lotu samolotu i maszyna kontynuowała
zniżanie. O 8.40.55 samolot był już na wysokości radiowej 21,9 metra. Sekundę
później odłączony został automat ciągu i rozpoczęto zwiększanie mocy. Samolot
był 12,5 metra nad ziemią. Po upływie połowy sekundy nastąpił gwałtowny ruch
kolumny wolantu (od -5,8 st. do -9,2 st.) i wychylenie steru wysokości do -24,7
stopnia. Równocześnie dźwignie silników zostały ustawione na 69 stopni. Samolot
był 9,4 metra nad ziemią i uderzył (bez negatywnych skutków) w pierwszą brzozę.
Mimo podjętych działań odległość samolotu od ziemi zmalała do 6,2 metra. Piloci
popuścili wolant do pozycji neutralnej. Doszło do kolizji z brzozą, która miała
spowodować utratę skrzydła i uszkodzenie instalacji hydraulicznych. Obroty
silnika sięgały 68 proc. i nadal rosły. Jednak z uwagi na utratę fragmentu
skrzydła działania załogi nie mogły uratować samolotu.

Reagował, ale czy właściwie?
W ocenie pilotów, nie można wykluczyć, że przyczyn katastrofy Tu-154M należy
doszukiwać się w czasie, gdy samolot znajdował się na bezpiecznej wysokości. –
Dlaczego po ustawieniu steru wysokości na -15,2 st. przy prędkości samolotu
ponad 270 km/h nie została odnotowana żadna odpowiedź? Samolot nadal się zniżał.
W tamtej konfiguracji, przy takiej prędkości, ta maszyna idzie "za ręką" –
zaznaczył były pilot Tu-154 w PLL LOT. Jak zauważył, działanie załogi pokazuje
też, że piloci nie próbowali lądować na Siewiernym. – Gdyby piloci zdecydowali
się na lądowanie, posługiwaliby się trymerem, a ster wysokości pozostawałby w
pozycji neutralnej. "Ruszenie" steru pokazuje, że piloci chcieli podnieść
samolot, ale najwyraźniej ten nie zareagował tak, jak się spodziewali. Zamiast
pójść w górę, nadal się zniżał – dodał. Sytuacja nie zmieniła się po pierwszej
niegroźnej kolizji z brzozą, mimo że piloci wtedy już mocno wzięli wolant na
siebie, a moc silników się zwiększyła. – Patrząc na ciąg tych zdarzeń, odnoszę
wrażenie, jakby zanotowane wskazania sterów nie odzwierciedlały faktów. Tu rodzi
się pytanie: Czy ster wysokości, jeszcze przed pierwszą kolizją, działał
poprawnie? Moim zdaniem nie – dodał.
Podobnie sprawę ocenił doświadczony pilot wojskowych samolotów transportowych. –
Samolot powinien zareagować na wychylenie steru wysokości. To dziwne, że mimo
podjętych działań Tu-154M szedł równo w dół – podkreślił. Jak wskazał, nie można
wykluczyć, że podane wartości wychylenia steru nie korelują z faktycznymi.
Możliwe są bowiem nie tylko błędy sygnałów z czujników, ale także błędna
rejestracja poprawnych sygnałów.
W ocenie naszych rozmówców, z zapisów ATM-QAR zawartych w załącznikach do
protokołu komisji można wnioskować, że po działaniach podjętych przez pilotów
samolot zmieniał kąt pochylenia z -3,5 st. do 12,8 st. (zadarł dziób do góry),
co wskazywałoby, że manewrowanie sterem wysokości przyniosło efekt. A normalny w
tym przypadku spadek prędkości poziomej nie był znaczący (z 277 do 269 km/h).
Towarzyszyło temu zwiększenie mocy silników. – Prędkość samolotu była właściwa
do manewrowania i na małej wysokości powinna dać szybką reakcję statku
powietrznego. Zatem należało się spodziewać, że samolot odejdzie, szczególnie że
Tu-154M może bezpiecznie wykonać ten manewr z wysokości 30 metrów – zauważają
piloci.

Potrzebne dokładne dane
Jak przyznają nasi rozmówcy, hipoteza awarii albo niewłaściwego działania czy to
steru wysokości, czy też innych urządzeń samolotu wymaga analiz oryginalnych
parametrów zapisanych na rejestratorach. Jak wskazują, pierwsze wychylenie steru
na -15,2 st. mogło być działaniem chwilowym, choć dane z rejestratora
wskazującego na położenie wolantu dowodzą, że później ster był utrzymywany w
podobnej pozycji aż do czasu maksymalnego wychylenia steru – jeszcze przed
utratą skrzydła. Takie działanie zaś powinno poskutkować reakcją samolotu i
zwiększeniem odległości od ziemi mimo pochyłości terenu (wzniesienia). Jak
zaznaczają piloci, takiego scenariusza zapewne spodziewała się załoga.
Nasi rozmówcy wskazali też na brak w analizie pracy zespołu napędowego
niektórych danych, istotnych dla oceny ostatnich sekund lotu. Komisja, podając
informacje dotyczące pracy silników, posłużyła się bowiem obrotami pędni
niskiego ciśnienia silników. Nie ma jednak informacji o parametrach pracy
sprężarki wysokiego ciśnienia. Tymczasem właśnie tymi wartościami posługiwała
się załoga w swoich rozmowach i ostatnia informacja na ten temat została
zanotowana o godz. 8.34, gdy inżynier ustawił moc silników na 70 proc. (obroty
sprężarki wysokiego ciśnienia) i potwierdził włączenie automatu ciągu. Dalej
komisja podaje już tylko parametry po stronie niskiego ciśnienia, nie odnosząc
ich do wartości po stronie wysokiego ciśnienia. – Te dane nie pokazują nam tego,
jak pracowały sprężarki w ostatniej fazie lotu. To powinno zostać wyraźnie
pokazane. Nawet z rozmów załogi widać, że to właśnie ten parametr był dla niej
istotny. Do tych wartości odnosi się także instrukcja użytkowania w locie
samolotu. Komisja powinna być tu bardziej konsekwentna i w opisie parametrów
lotu posługiwać się obiema wartościami, tak jak to uczyniono, analizując zapis z
CVR w tym zakresie – mówi "Naszemu Dziennikowi" pilot, wieloletni dowódca załóg
na samolotach Tu-154M.

KBWLLP: Wszystko działało
W ocenie podkomisji technicznej KBWLLP, sprawa sprawności układu sterowania
samolotem nie podlega dyskusji, gdyż w przedziale czasu od startu do 8:41:03
(koniec zapisu ATM-QAR) w żadnym z rejestrowanych kanałów nie pojawiły się
sygnały świadczące o niesprawności którejkolwiek z trzech instalacji
hydraulicznych i jest to zgodne z zapisami MARS (rejestratora głosu), w których
nie ma głosowego meldunku technika pokładowego o niesprawności instalacji
hydraulicznej. – Stwierdzono, że w całym zakresie od startu do 8:41:03
wychylenia prawej lotki są zgodne z ruchami wolanta i mechanizmu wykonawczego
autopilota, wychylenia steru wysokości są zgodne z ruchami kolumny wolanta i
mechanizmu wykonawczego autopilota, wychylenia steru kierunku są zgodne z
ruchami pedałów i mechanizmu wykonawczego autopilota – zaznaczyła KBWLLP.
Podobnie rzecz się ma w przypadku pracy silników. Tu komisja zaznaczyła tylko,
że od włączenia automatu ciągu załoga nie rozmawiała na temat ich pracy, a
analiza gazów wylotowych wskazuje na właściwe ich działanie. Także na podstawie
zeznań świadków ustalono, że "na podejściu silniki samolotu pracowały
"normalnie", wydając charakterystyczny odgłos ("gwiżdżące brzmienie" typowe dla
zmniejszonych obrotów) przy zniżaniu samolotu na ustalonym zakresie pracy. Po
chwili nastąpił gwałtowny wzrost ich obrotów do wysokich zakresów, a następnie
po 2 sekundach nastapił "łoskot". Spostrzeżenia te mają być zgodne z wnioskami z
analizy zapisów ATM-QAR. Zgromadzone materiały mają potwierdzać, że nie było
związku pomiędzy jakością pracy zespołu napędowego a zaistnieniem katastrofy.

 

Marcin Austyn

drukuj