Kolej i drogi tracą fundusze

Środowiska gospodarcze realizujące z publicznych środków inwestycje związane
z modernizacją infrastruktury drogowej i kolejowej w coraz większym stopniu
wyrażają swój niepokój o powodzenie zaplanowanych przedsięwzięć, a nawet w
sposób bardziej radykalny mówią już o utracie poczucia "bezpieczeństwa
inwestycyjnego" wobec narastających gwałtownie napięć w budżecie i całym
systemie finansów publicznych.

Zapowiedzi dokonania desperackich ruchów płynące ze strony ministra finanów
Jacka Rostowskiego, który chce przeprowadzić gigantyczne cięcia w celu
zmniejszenia deficytów w lokalnych budżetach od 4 proc. w 2012 r. do 1 proc. w
2015, w mojej ocenie, to dopiero wstęp do problemów, z jakimi zetknie się
następny rząd po Donaldzie Tusku (nie mam co do tego wątpliwości, że z innym
premierem). Kiedy podniesie przysłowiowy dywan, pod którym poupychano przez
ostatnie trzy lata cały zestaw rozparcelowanych, gdzie się da, "śmieci" i
niezałatwionych spraw państwowych bądź przykrywanych przy pomocy PR problemów.

Rząd ogłasza i planuje
Ostatnia sprawa, w której ścierają się sprzeczne stanowiska Ministerstwa
Finansów z jednej strony i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z
drugiej dotyczące tego, w jaki sposób i gdzie zaksięgowane zostało (w latach
2009-2010) 16 miliardów złotych z wielokrotnie reklamowanych przez rząd
"oszczędności", pokazuje opinii publicznej niewiarygodnie ryzykowną politykę
budżetową rządu. Zamiast rozliczenia się z realizacji funkcjonującego do
stycznia 2011 r. i realizowanego w 60 proc. Programu Budowy Dróg Krajowych i
Autostrad (na lata 2008–2012) przyjętego przez poprzedni rząd w 2007 r. co
mamy?… Oczywiście nowy plan!
W ogóle rząd tylko ogłasza i planuje, a czasami "heroicznie pokonuje" problemy,
gdzie wystarczy tylko odrobina wysiłku zamiast obwieszczanych "zwycięstw" na
konferencjach prasowych. Ogłaszając jednocześnie swoje "sukcesy", rząd PO
skwapliwie pomija problem zagrożonych środków finansowych Unii Europejskiej na
modernizację sieci kolejowej w Polsce, a tam właśnie "materializuje się" sukces
albo klęska.
Poniższe uwagi odnoszą się do odtrąbienia przez premiera Donalda Tuska sukcesu
polegającego na "niezwykłych oszczędnościach" z przetargów kolejowych na budowę
dróg ekspresowych, które nie "załapały się" na wspomniane przeze mnie wcześniej
16-miliardowe oszczędności – mowa o odcinkach S17 na Lubelszczyźnie i S3 w
województwie lubuskim.
Spróbujmy zedrzeć tę warstwę rządowego PR lakieru i zobaczyć, o co tak naprawdę
chodzi.

Zamiast faktów puste deklaracje
W latach 2004-2006 Komisja Europejska przeznaczyła ok. 100 mln euro na pomoc
techniczną w przygotowaniu projektów modernizacji głównych linii kolejowych w
Polsce, których termin rozliczenia upłynął pod koniec 2010 roku. Środki te
zostały skierowane przede wszystkim na sporządzenie studiów wykonalności,
przeprowadzenie oceny oddziaływania inwestycji na środowisko i projektów
wstępnych inwestycji wykonywanych w systemie "Projekt i Budowa", a także
projektów budowlanych dla inwestycji w systemie "Buduj". Dotyczyło to
następujących linii kolejowych: Warszawa – Gdynia (wartość grantu 47 mln 792
tys. euro), Wrocław – Poznań (25 mln 500 tys. euro), Poznań – Szczecin –
Świnoujście (1 mln 800 tys. euro), Kraków – Medyka (1 mln 450 tys. euro).
Podmiotem, który miał wykorzystać te środki unijne, jest spółka państwowa
Polskie Linie Kolejowe SA, która przechodziła w tej kadencji rządu szereg
dokonywanych przez rząd zmian personalnych. Nie słyszałem, aby premier Tusk
jednocześnie pochwalił się, iż środki te zostały wykorzystane – prawda jest
taka, iż duża ich część nie została wydana i trafi z powrotem do Komisji
Europejskiej, a PLK SA będą musiały pokrywać swoje zobowiązania ze środków
własnych! Od ponad miesiąca po kolejowych "rozkładowych" turbulencjach z końca
ubiegłego roku zarząd spółki PLK SA został po raz kolejny zdekompletowany.
Każdy, kto ma minimalną wiedzę o procesach inwestycyjnych, wie, że czas
potrzebny na sporządzenie dokumentacji projektowej wraz ze wszystkimi
niezbędnymi decyzjami to trzy lata. Równocześnie w tych tygodniach, w których
"mistrz bajeru" odtrąbił poczynione "oszczędności", na kolejach wstrzymano (!)
podpisanie umów na roboty budowlane dla kolejowych Lokalnych Centrów Sterowania
(LCS) – Iława, Malbork, Gdańsk, Gdynia. Wstrzymuje się rozpoczęcie inwestycji w
systemie "Projekt i Budowa" na odcinku od Sosnowca do Krakowa i od Krakowa do
Rzeszowa. Wszystkie przetargi rozstrzygnięto latem 2010 roku, ale brakuje zgody
ministra finansów na zaciągnięcie kredytu w Europejskim Banku Inwestycyjnym na
wkład własny PLK SA.
To tylko niektóre przykłady skrajnie ignoranckiego zastępowania faktów przez
puste deklaracje szefa rządu, w których na "konferencjach prasowych" przesuwa
się ot, tak sobie (!) 5 miliardów złotych, nie informując nawet wcześniej
Komisji Europejskiej! To kpina i kompromitacja! Możemy zapomnieć o optymalnym
podziale środków między kolej i drogi w proporcji 40 do 60 procent.

Pytam zatem o konkrety
Czy przez ostatnie trzy lata i pół roku rząd umiał wykorzystać środki na pomoc
techniczną, nie mówiąc o skutecznych inwestycjach kolejowych, a jeśli nie, to
pytam publicznie: Czy i ile Polska musi tych środków zwrócić? Gdyż najbardziej
dramatycznym skutkiem tego odstawianego publicznie przez rząd "cyrku" wobec
nieudolności w sprawach kolejowych będzie fakt braku przygotowania projektów
kolejowych na kolejną perspektywę unijną na lata 2014-2020. Już dzisiaj, w 2011
roku zaczyna wybijać zegar – skoro trzy lata to minimalny okres przygotowań. Ale
tego rządu, który co tydzień "odstresowuje się" na piłkarskiej murawie, jak się
wydaje, bynajmniej to nie interesuje.
Polityka "nicnierobienia" i kreatywnej budżetowej księgowości, jaką mieliśmy
okazję zaobserwować na przykładzie greckim, kończy się zawsze opadnięciem
finansowej gilotyny, która brutalnie wystawia wysoki rachunek milionom
podatników.
Brak "widoczności" na skrzyżowaniu dróg i linii kolejowych kończy się zawsze
ciężkim zderzeniem. Tak jak na skrzyżowaniu Josepha Guillotina, Georges’a
Dantona, Maximiliena Robespierre’a z jednej i Pawła Grasia, Jacka Rostowskiego i
Donalda Tuska z drugiej, bo czas jest po prostu nieubłagany. Utracony czas w
rządzeniu państwem wystawia rachunek również w historii, a politycznie znienacka
ucina czasem głowę.

 

Jerzy Polaczek
 

Autor jest posłem na Sejm RP, członkiem Klubu Parlamentarnego PiS; pełnił
funkcje ministra transportu i budownictwa w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza
oraz ministra transportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

drukuj