Kogo stać na wyprawkę
Zaciskanie pasa, kupowanie tylko tego, co niezbędne, zaopatrywanie się w
podręczniki w komisach, dorabianie kosztem zdrowia i czasu, który można by
poświęcić bliskim – w ten sposób wiele polskich rodzin próbuje poradzić sobie z
rosnącymi wydatkami na edukację swoich dzieci. W tym roku z powodu inflacji i
5-procentowego podatku VAT na podręczniki będą musieli zapłacić za nie o 25-30
proc. więcej niż w 2010 roku.
Końcówka wakacji to okres szczególnie ciężki dla rodziców dzieci w wieku
szkolnym, a zwłaszcza dla rodzin wielodzietnych. Tam koszty związane z
wyprawieniem dziecka do szkoły trzeba pomnożyć kilkakrotnie. Spośród
dziewięciorga dzieci pani Beaty do szkoły uczęszcza sześcioro. – Na samą myśl o
początku roku może rozboleć głowa – stwierdza pani Beata. – Najwięcej trzeba
wydać na podręczniki. Do tego jeszcze plecaki, zeszyty, obuwie i strój sportowy
– lista zakupów jest długa, płace nie rosną, a ceny szybują w górę – martwi się.
Lista koniecznych zakupów dla jednego dziecka w początkowej klasie szkoły
podstawowej wygląda u niej mniej więcej tak: podręczniki – ok. 300 zł, zeszyty –
ok. 10 zł, inne przybory: piórnik, kredki, plastelina, bloki, przybory szkolne
itp. to kolejne 50 złotych. Do tego potrzebny jest strój na zajęcia sportowe:
tenisówki – ok. 20 zł, spodenki i koszulka – 20 złotych. W klasie sportowej
potrzebne są przynajmniej dwa komplety na zmianę. Jeśli do tego doliczyć plecak,
to wychodzi ok. 500 zł na dziecko. Jedna z córek pani Beaty w tym roku
rozpocznie naukę w liceum. Tam podręczniki są jeszcze droższe. – Przypuszczam,
że wyprawka dla dziecka w tym przypadku będzie wynosiła nawet ponad 600-700 zł –
oblicza. Dziecko należy też jakoś ubrać, a więc koszty są jeszcze wyższe, gdyż
trzeba do nich doliczyć zakup nowej bielizny czy ubrań dla dzieci. No i
oczywiście wydatek, którego również nie da się uniknąć, to ubezpieczenie od
nieszczęśliwych wypadków, czyli kolejne 35 złotych
Elżbieta Lachman, mama sześciorga dzieci, we wrześniu pośle do szkoły troje z
nich: dwoje do gimnazjum i jedno do szkoły podstawowej. W księgarni, w której
zamówiła podręczniki, poinformowano ją, że zapłaci za nie od 1000 do 1200
złotych. – W tym roku, tak jak w latach ubiegłych, ograniczymy się do zakupu
tego, co najpotrzebniejsze – stwierdza, odnosząc się do szkolnych wyprawek.
Ponieważ wszystkie dzieci uczęszczają na zajęcia sportowe: dwie dziewczynki
trenują szermierkę, a syn gra w piłkę nożną, dużą część środków musi przeznaczyć
na wydatki związane z zakupem odpowiednich strojów i obuwia. Szacuje, że koszt
wyprawki jednego dziecka będzie oscylował w granicach 400-500 złotych. – To
spore obciążenie dla każdej rodziny, a co dopiero takiej, która posyła do szkoły
większą liczbę dzieci – podkreśla.
Podręczniki na jeden rok
Największe koszty wiążą się z zakupem podręczników. Rodzice wskazują, że mogliby
ograniczyć wydatki przed pierwszym września, gdyby mogli zakupić używane
egzemplarze. Niestety, bardzo często nie wchodzi to w rachubę, ponieważ
podręczniki ciągle się zmieniają. Taki stan rzeczy budzi zrozumiały niepokój
Anny i Sławomira Winterów z Poznania, rodziców dziewięciorga dzieci – z czego
siedmioro jest w wieku szkolnym. W większość podręczników zaopatrują się w
komisach. – Wygląda to tak, że zanoszę tam listę podręczników, które są
potrzebne, ponieważ samo skompletowanie ich dla wszystkich dzieci przekracza
możliwości jednej osoby – wyjaśnia pani Anna. W komisie pozbywa się również
podręczników, które już nie są jej dzieciom potrzebne. – W tym roku przyjęto od
nas ponad 40 książek. Niestety, dużej części nie udało się nam sprzedać,
ponieważ z racji zmian w podstawie programowej przestały być aktualne. Te nadają
się tylko do wyrzucenia – opowiada. Nie można również odsprzedać kart ćwiczeń
używanych w młodszych klasach szkoły podstawowej. Wypełniane przez każde dziecko
indywidualnie nadają się tylko do jednorazowego użytku. – No, chyba że są
wypełnione bardzo delikatnie ołówkiem. Czasem po wytarciu udaje się je sprzedać
komuś biedniejszemu – dodaje pani Anna. Podejmowanie decyzji o wprowadzaniu
nowych podręczników bez liczenia się z konsekwencjami, jakie to będzie miało dla
rodzin, szczególnie tych najbiedniejszych, krytykuje metodyk Przemysław
Przybylski, radny wojewódzki sejmiku kujawsko-pomorskiego, który sam jest ojcem
trojga dzieci w wieku szkolnym. Jego zdaniem, przyczyna takiego stanu rzeczy
tkwi w źle przeprowadzonej reformie oświatowej. – Za rządów minister Katarzyny
Hall zostało podjętych wiele nietrafionych decyzji, a jedna z nich dotyczyła
zmiany podstawy programowej, w oparciu o którą opracowuje się podręczniki.
Spowodowało to chaos, który skutkuje wprowadzaniem przez nauczycieli ciągle to
nowych książek – wyjaśnia. – A to z kolei powoduje dużo większe wydatki i
poważne ograniczenia dla znacznej grupy spauperyzowanych rodzin – dodaje. Jego
zdaniem, osoby odpowiedzialne za wprowadzanie nowej oferty edukacyjnej powinny
brać pod uwagę finansowe możliwości tych rodzin. – W ślad za podejmowanymi przez
Ministerstwo Edukacji Narodowej decyzjami powinny iść konkretne rozwiązania
naprawcze, jak np. tworzenie funduszy celowych po to, aby żadne dziecko z
przyczyn ekonomicznych nie zostało bez książki – wskazuje Przybylski.
Skąd na to wziąć pieniądze?
Pani Beata szacuje, że do końca sierpnia na szkolne wyprawki dla swoich dzieci
będzie musiała wydać co najmniej 3 tys. złotych. Dla rodziny, która dysponuje
skromnym budżetem domowym w wysokości 2500 zł miesięcznie, jest to kwota
abstrakcyjna. Mimo że początek roku tuż-tuż, ona wciąż wstrzymuje się z zakupami
z bardzo prozaicznego powodu – nie ma na to jeszcze pieniędzy. – Czekam na męża,
aż wróci zza granicy, gdzie pojechał do pracy. Na co dzień jest zatrudniony w
Polsce. Mając miesiąc urlopu, wyjechał trochę dorobić. Pracuje tam nawet po
kilkanaście godzin dziennie, żeby wystarczyło nam na bieżące wydatki – opowiada.
To jedyna możliwość, aby nie zaciągać kredytów. Jej dwunastoosobowa rodzina
mieszka w niewielkim miasteczku koło Raciborza. – To mała miejscowość, nie ma tu
zbyt wielu zakładów pracy, dlatego ludzie muszą wyjeżdżać do pracy za granicę,
żeby utrzymać swoje rodziny. Co tu dużo mówić, jest ciężko – wzdycha pani Beata.
Rodzina Lachmanów radzi sobie jeszcze inaczej. – Mając świadomość, że te wydatki
nas nie ominą, planujemy je już w czerwcu – wyjaśnia Elżbieta Lachman. Pani
Beata tłumaczy z kolei, że kupowanie najtańszych przyborów szkolnych pozwala
jednorazowo ograniczyć wydatki, ale powoduje, że często już po roku nie nadają
się one do użytku i znów trzeba zakupić nowe. I podaje przykład. – W tym roku
będę musiała zakupić przynajmniej trzy plecaki. Dzieci noszą w nich tak dużo
książek, że te zakupione po najniższych cenach nie wytrzymują ciężaru i szybko
się niszczą – tłumaczy. Rodzice wskazują też, że pomoc ze strony państwa w
formie dodatku do zasiłku rodzinnego z tytułu rozpoczęcia roku szkolnego jest
dalece niewystarczająca. A poza tym pieniądze te otrzymują dopiero pod koniec
września, czyli po okresie wzmożonych wydatków na podręczniki i przybory
szkolne. – Dodatek wynosi 100 zł na dziecko. To niewiele w porównaniu z całą
masą wydatków, ale zawsze coś. Tylko dlaczego nie możemy tych pieniędzy
otrzymywać np. w sierpniu, kiedy są najbardziej potrzebne? – pyta pani Beata. –
Państwo nie robi nic, aby pomóc rodzinom wielodzietnym – dodaje rozgoryczona.
Elżbieta Lachman wspomina, że przed paroma laty pojawił się pomysł bezpłatnych
podręczników: – Rodzice mieli przysyłać do ministerstwa edukacji rachunki i
paragony z księgarni. Oczywiście nikt nigdy żadnych pieniędzy nie dostał –
stwierdza. Zwraca również uwagę na to, że kryteria dochodowe, jakie trzeba
spełnić, aby otrzymać dofinansowanie od państwa, są tak zaostrzone, że w
praktyce nierealne. – Wymagane 351 zł na jednego członka rodziny w praktyce
oznacza ubóstwo. A ponieważ te progi od kilku lat nie są podnoszone, to tysiące
rodzin co roku traci szansę na otrzymanie zapomóg – wyjaśnia pani Elżbieta.
W tej sytuacji uzasadnione staje się pytanie, czy posłanie dziecka do szkoły
stanie się niedługo w naszym kraju obowiązkowym luksusem, na który wiele
polskich rodzin nie będzie mogło sobie pozwolić.
Bogusław Rąpała
