Kłopot z osądzeniem grabieżców

Dwa dni po powtarzającym rosyjskie tezy filmie w telewizji NTV poczytna
gazeta "Kommiersant" wraca do problematyki katastrofy smoleńskiej. O
trudnościach we współpracy pomiędzy polską prokuraturą a smoleńskim wojskowym
oddziałem Komitetu Śledczego napisał wczorajszy "Kommiersant". Według gazety,
czterej rosyjscy żołnierze, którzy po katastrofie pod Smoleńskiem ograbili
zwłoki Andrzeja Przewoźnika, nie stanęli jeszcze przed sądem, bo Polska nie
odpowiedziała na niektóre pytania postawione przez stronę rosyjską.

– Po to, abyśmy zgodnie ze wszystkimi normami procesowymi mogli postawić zarzuty
w ostatecznej postaci i skierować sprawę do sądu, potrzebujemy pewnych
informacji od polskich kolegów. Skierowaliśmy do nich wniosek o pomoc prawną,
jednak do dzisiaj nie otrzymaliśmy wszystkich niezbędnych odpowiedzi –
powiedział "Kommiersantowi" Aleksandr Agieszyn, prowadzący dochodzenie w sprawie
kradzieży kart bankowych Andrzeja Przewoźnika, sekretarza Rady Ochrony Pamięci
Walk i Męczeństwa, który zginął w katastrofie Tu-154M. Według Agieszyna,
rosyjska część śledztwa została zakończona w lutym i odtąd trwa jedynie
oczekiwanie na pomoc prawną z Polski. Śledczy ze Smoleńska nie określili żadnego
terminu. – Jest to wyłącznie kwestia przyzwoitego stosunku do nas ze strony
polskich stróżów prawa – stwierdził.
Z informacji, jakie uzyskaliśmy w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, wynika, że
sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi"
prokurator Dariusz Ślepokura, p.o. rzecznik prasowy, z Federacji Rosyjskiej w
związku ze sprawą ograbienia zwłok Andrzeja Przewoźnika wpłynęły dwa wnioski o
pomoc prawną. Oba zostały już zrealizowane. – Pierwszy wniosek został
zrealizowany w czerwcu. Dotyczył on pozyskania od pokrzywdzonych członków
rodziny pana Przewoźnika oświadczeń dotyczących wynagrodzenia szkód materialnych
doznanych w wyniku przestępstwa. I te informacje w czerwcu br. za pośrednictwem
Prokuratury Generalnej przesłaliśmy władzom Federacji Rosyjskiej – mówi
prokurator Ślepokura.
Drugi z rosyjskich wniosków o pomoc prawną dotyczył informacji o numerze
rachunku bankowego Andrzeja Przewoźnika. Wniosek w tej sprawie do warszawskiej
prokuratury okręgowej wpłynął 21 lipca. – Wówczas wystąpiliśmy do Sądu
Okręgowego w Warszawie o uchylenie tajemnicy bankowej. Takie uchylenie
uzyskaliśmy 16 sierpnia. Następnie na podstawie tego postanowienia sądu
uzyskaliśmy żądane informacje z banku i w dniu 10 października 2011 r.
przesłaliśmy je do Prokuratury Generalnej, a ta w środę do władz Federacji
Rosyjskiej – dodał rzecznik. Jak podkreślił prokurator Ślepokura, w związku z tą
sprawą nie było więcej wniosków ze strony Federacji Rosyjskiej. W jego ocenie,
przywoływany przez Rosjan brak odpowiedzi dotyczy zapewne realizacji drugiego
wniosku, na który odpowiedź wysłana dziesięć dni temu mogła jeszcze nie zostać
dostarczona śledczym zajmującym się sprawą kradzieży.
Po katastrofie, pomiędzy 10 a 12 kwietnia 2010 roku, z kart kredytowych
należących do Andrzeja Przewoźnika dokonano 11 wypłat na sumę około 6 tys.
złotych. Później karty zostały zablokowane. Próbowano także wypłacić pieniądze z
innej karty należącej do sekretarza ROPWiM. Pod zarzutem "kradzieży po uprzednim
zawiązaniu spisku" (art. 158 rosyjskiego kodeksu karnego) FSB zatrzymała
czterech żołnierzy służby zasadniczej z jednostki wojskowej w Smoleńsku. Po
katastrofie polskiego samolotu ochraniali oni miejsce wypadku. Podejrzanych nie
umieszczono w areszcie, a jedynie oddano pod nadzór dowódcy jednostki, w której
służyli.
Jak podaje "Kommiersant", trzech z podejrzanych mężczyzn było już w przeszłości
sądzonych. Siergiej Syrow za grabież, Jurij Sańkow za kradzież, a Artur
Pankratow za wprowadzanie do obiegu fałszywych środków płatniczych. Przeszłości
kryminalnej nie miał tylko jeden z nich, Igor Pustowar. Wszyscy czterej
zakończyli już służbę wojskową. Obecnie przebywają w miejscach swojego stałego
zamieszkania w obwodach moskiewskim, kurskim i smoleńskim. Zastosowano wobec
nich jedynie dozór policyjny.
Przy okazji rosyjska gazeta powraca do samej katastrofy, wspominając także o
"przeszkodach", jakie strona polska miała stawiać specjalistom Międzypaństwowego
Komitetu Lotniczego wyjaśniającym przyczyny katastrofy. "W grudniu Polska
obwiniła rosyjskich ekspertów o nierzetelność i bezpodstawność ich wstępnych
wniosków. Dopiero w lipcu tego roku strona polska zgodziła się z wnioskami
rosyjskich specjalistów" – dodaje "Kommiersant", podsumowując w ten sposób treść
uwag polskich władz do raportu MAK przekazanych w grudniu 2010 roku oraz raport
tzw. komisji Jerzego Millera z lipca tego roku. MAK "za głównych winowajców
katastrofy uznał pilotów samolotu prezydenta, którzy nie wzięli pod uwagę
niesprzyjających warunków pogodowych oraz specyfiki pasa startów i lądowań w
Smoleńsku" – streszcza ustalenia MAK moskiewska gazeta.
To nie pierwsza kontrowersja dotycząca skandalicznej sprawy ograbienia zwłok
ofiar katastrofy. Gdy sprawa wyszła na jaw, rzecznik rządu Paweł Graś
stwierdził, że zatrzymano podejrzanych o to przestępstwo funkcjonariuszy
smoleńskiego OMON, czyli specjalnych oddziałów milicji. Gdy okazało się, że
sprawcami są zwykli poborowi z miejscowej jednostki nr 06755, Graś przepraszał
niesłusznie obwinionych z wyjątkową pokorą i to po rosyjsku, tłumacząc błąd
pomyłką. Rzecznik rządu podobno sądził, że lotnisko po katastrofie chroni tylko
OMON. W zasadzie intuicja ministra jest tu słuszna, gdyż poważnym
niedopatrzeniem dowodzących akcją ratunkową było dopuszczenie do ochrony
wrakowiska zwykłych poborowych, którzy nie przeszli ani żadnego przeszkolenia co
do tego rodzaju specjalnych akcji, ani nie są wystarczająco wiarygodni.
Polska prokuratura prowadzi również sprawy zaginięcia wartościowych przedmiotów,
które posiadali pasażerowie tupolewa. Chodzi m.in. o obrączkę oraz zegarek
wiceministra kultury Tomasza Merty, złoty sygnet plastyka Wojciecha Seweryna. Do
rodziny prezesa Narodowego Banku Polskiego Sławomira Skrzypka nie wrócił też
drogi zegarek. Były sekretarz ROPWiM miał ze sobą karteczkę z kodem PIN. Z jego
konta pobrano po katastrofie łącznie 60 345 rubli.
 

Piotr Falkowski
Współpraca Marcin Austyn

drukuj