Klich: „utrzymany w niewiedzy”

Z gen. rez. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych,
rozmawia Jacek Dytkowski

Profesor Marek Żylicz wyraził przypuszczenie, że Bogdan Klich, minister
obrony narodowej, nie może odpowiadać za działania podwładnych, bo podwładni
mogli go celowo utrzymywać w niewiedzy.

– W wojsku nie ma zbiorowej odpowiedzialności. Zawsze ponosi ją konkretna osoba.
W wojsku zasadą jest, że za wszystko odpowiada dowódca. Co by się nie wydarzyło,
kiedy np. szeregowy w brygadzie popełnia jakieś przestępstwo, zawsze w pewnym
sensie jest za to odpowiedzialny dowódca. Bo to on nadaje rytm i ton służbie w
jednostce wojskowej. Przyjmując stanowisko dowódcze, bierze się na siebie nie
tylko kompetencje, ale i odpowiedzialność. Bez wątpienia dwie katastrofy:
samolotu CASA w 2008 r. w okolicach Mirosławca pod Szczecinem i Tu-154M pod
Smoleńskiem w 2010 r., zdarzyły się za ministra Klicha. Więc to on – jako
głównodowodzący – jest za nie odpowiedzialny. Te tragedie nie wydarzyły się w
innym resorcie, ale w MON.

Ale prof. Żylicz sugeruje, że Klich mógł być przez swoich podwładnych
utrzymywany w niewiedzy co do sytuacji w lotnictwie wojskowym.

– Można się z tym zgodzić w związku z katastrofą samolotu CASA. Minister miał
prawo przed tą tragedią nie wiedzieć o tym, co się dzieje w lotnictwie. Tamta
sytuacja go usprawiedliwia – i też jestem w stanie z tym się zgodzić. Natomiast
jeżeli teraz, w 2011 r., ktoś usprawiedliwia ministra, to albo nie wie o
katastrofie pod Mirosławcem, albo robi to świadomie. Innymi słowy – wybiela tę
osobę. Po katastrofie CASY było wystarczająco dużo czasu, by ten porządek w
lotnictwie wojskowym – o którym mówi – zaprowadzić.

Na korzyść Klicha ma działać fakt, że jest osobą cywilną.
– Dobrze byłoby, gdyby pan profesor wiedział coś więcej. Generalnie bowiem
minister Klich wchodzi tak głęboko w kompetencje swoich dowódców, że praktycznie
wie wszystko. Niech więc prof. Żylicz nie usprawiedliwia go w ten sposób. Jeżeli
minister Klich osobiście kieruje kadrami, to może kierować również wszystkim
innym w armii. Zatem jest to takie rozmydlanie tematu albo świadome działanie na
czyjąś korzyść po to, by komuś pomóc. W tym miejscu wkraczamy już w politykę i
absolutnie profesor gra tutaj na nutach politycznych.

Profesor porównuje złą sytuację w lotnictwie wojskowym do innych dziedzin, w
jakich państwo się nie sprawdza: ściągania podatków, egzekwowania przepisów
ruchu, zachowania kibiców na stadionach…

– Do jakiego tematu profesor się odnosi? Do katastrofy samolotu czy katastrofy
państwa? Jeżeli profesor mówi w ten sposób, to nie odnosi się do katastrofy
samolotu, jej aspektów i przyczyn, związków itd., ale do katastrofy państwa.
Więc nie bardzo wiem, do czego on zmierza. Kogo chce usprawiedliwić albo kogo
oskarżyć? Bo jeżeli wskazuje na inne zło, to znaczy, że oskarża państwo.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj