Klich przesadza
Z Ignacym Golińskim, wieloletnim pracownikiem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, rozmawia Paweł Tunia
Edmund
Klich, przedstawiciel Polski akredytowany przy rosyjskim
Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK), ogłosił, że znalazł 12
przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem, a gdyby jedna z nich została
wyeliminowana, nie doszłoby do wypadku. Jak można rozumieć taką
wypowiedź?
– Moim zdaniem, taka wypowiedź jest przesadą. W
rzeczywistości jest tak, że do wypadku dochodzi nie z powodu jednej
przyczyny, ale zazwyczaj jest to szereg przyczyn, które nakładają się na
siebie. Nie jest tak, że jak się jedną z nich wyeliminuje, to nie
dojdzie do katastrofy.
Czy można zakończyć postępowanie wyjaśniające przyczyny tragedii bez wraku samolotu?
–
Badanie wraku to jeden z warunków, aby dobrze wyjaśnić przyczyny
katastrofy. Poza tym chciałem podkreślić, że nastąpiło pewne pomieszanie
pojęć. Prokuratura i komisja badań wypadków lotniczych to są różne
instytucje. Istnieje np. załącznik 13 do konwencji chicagowskiej, który
mówi o całkowitej niezależności państwowej komisji badania wypadków.
Procedura w Polsce jest taka, że badanie wypadku prowadzi Komisja
Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, ale nie jest ona
podległa prokuraturze. To samodzielny organ, a tę samodzielność
zabezpieczają przepisy prawa polskiego lotniczego oraz prawa
międzynarodowego i prawa Unii Europejskiej. Dopiero po wykonaniu
całkowitego badania przez komisję i zebraniu wszystkich dowodów i
dokumentów oraz zakończeniu badania, komisja jeden z egzemplarzy tego
badania przekazuje prokuraturze. Komisja nie szuka winnych, tylko ustala
fakty, z powodu których nastąpił wypadek. I wtedy bierze się do pracy
prokuratura, która ustala na podstawie tego, co przesłała komisja, kto
ewentualnie ponosi winę, formułuje zarzuty i przedstawia je sądowi.
Uzyskaliśmy zapowiedź, że wrak samolotu ma być zabezpieczony. Nie za późno?
–
Dopiero po blisko pięciu miesiącach od zdarzenia wreszcie Rosjanie
powiedzieli, że ogrodzą wrak i nakryją go brezentem. To jest rzecz,
która powinna być zrobiona na początku. Przecież do tej pory nieustalona
liczba ludzi mogła chodzić po miejscu wypadku i odnajdywali karty
płatnicze czy inne dokumenty, a elementy samolotu brali na pamiątkę.
Gorszej sytuacji nie można sobie wyobrazić. W Polsce jest tak, że dopóki
komisja nie przyjedzie na miejsce wypadku, to policja otacza wrak i nie
wpuszcza nikogo na ten teren. I to komisja zezwala na zabranie rzeczy
ofiar oraz wraku samolotu w częściach lub całości. O tym decyduje
właśnie komisja. A jeśli komisja polska nie ma dostępu do wraku, tak jak
jest to w tej chwili, to można postawić pytanie, co ona może w ogóle
zrobić? Jeśli chodzi o umowę między Polską a Rosją z 1993 r., to nic
istotnego w niej nie ma. Mówi się tam tylko, że komisja polska i
rosyjska wspólnie badają wypadek, ale nie określono żadnych procedur,
ani kto jest przewodniczącym komisji badającej, kto za co odpowiada i co
powinien zabezpieczyć.
Polska mogła żądać zabezpieczenia wraku od samego początku?
–
Od samego początku Polska powinna była wystąpić o przejęcie badania
wraku. Rosjanie mają prawo się nie zgodzić. Ale Polska musi mieć dostęp
do wraku. Powinna tego wyraźnie żądać.
Dziękuję za rozmowę.
