Klich ma wystarczyć
Premier Donald Tusk ogłosił, że przyjął złożoną w czwartek dymisję
ministra obrony narodowej Bogdana Klicha. Zdaniem szefa rządu, decyzja Klicha o
podaniu się do dymisji świadczy o tym, że jest on honorowym człowiekiem, a nie o
tym, że uznany został za odpowiedzialnego za katastrofę. Żadnych więcej dymisji
politycznie odpowiedzialnych za tragedię z 10 kwietnia ubiegłego roku Tusk nie
ogłosił.
Bogdan Klich ma być jedynym ministrem, który katastrofę rządowego Tu-154M
przypłaci stanowiskiem. Na dymisję, którą – jak ogłosił premier Donald Tusk –
Klich złożył w czwartek, kazał jednak bardzo długo czekać. Szef rządu wyjaśniał,
że rezygnacja ministra nie oznacza, iż został on uznany za odpowiedzialnego za
katastrofę. Według premiera, zarzutem pod adresem ministra obrony może być co
najwyżej "niezdolność egzekucji pewnych rekomendacji". – Minister Klich składa
rezygnację, ponieważ uważa, że jego dalsza obecność w MON byłaby obciążeniem we
wdrażaniu rekomendacji, które znalazły się w raporcie – tłumaczył Tusk.
Znamienne jednak, że Klich podał się do dymisji na dzień przed upublicznieniem
przygotowanego pod nadzorem ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego
Millera raportu dotyczącego katastrofy. Treść przygotowanego pod auspicjami
rządu raportu tak mocno obciążała 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego –
zwłaszcza w kontekście nieprawidłowości szkolenia pilotów, a w konsekwencji MON
– że najbardziej elementarna przyzwoitość wskazywała, aby ministrem nie był ani
minuty dłużej. Skazywany na dymisję od miesięcy Bogdan Klich ma być jedyną
ofiarą raportu, która w ocenie premiera musi chyba wystarczyć opinii publicznej.
Nowym ministrem obrony ma zostać dotychczasowy wiceminister spraw wewnętrznych i
administracji Tomasz Siemoniak. Stanowisko utrzymać ma za to inny
odpowiedzialny, zgodnie z przepisami, za organizację wizyty prezydenta w Katyniu
– szef kancelarii premiera, minister Tomasz Arabski. – Żadne z działań ministra
Arabskiego nie zostało zakwalifikowane jako przyczyniające się do katastrofy –
bronił swojego przyjaciela Tusk. Odpowiedzialność karną – jak zapowiedział –
wyciągać będzie prokuratura. Z odpowiedzialności premier zwalnia także innych.
Donald Tusk wyjaśniał, że w raporcie nie znalazły się zalecenia dla Biura
Ochrony Rządu, gdyż "działanie BOR-u nie jest związane z bezpieczeństwem lotu".
Szef MSWiA Jerzy Miller, odnosząc się do kwestii wyciągnięcia konsekwencji wobec
szefa BOR gen. Mariana Janickiego, tłumaczył, że jego formacja "odpowiada
jedynie za dowiezienie do samolotu i odwiezienie na miejsce przeznaczenia". BOR
podlega MSWiA. W raporcie komisji Millera zapisano, na stronie 81, że "w czasie
obecności grupy przygotowawczej w Smoleńsku, która zgodnie z ustaleniami
podjętymi w dniach 24-26.03.2010 r. miała nadzorować bezpośrednio przygotowania
do wizyty, w dniu 6.04.2010 r. podjęta była próba rekonesansu na lotnisku
SMOLEŃSK PÓŁNOCNY przez funkcjonariuszy BOR". Dalej czytamy, że "Ambasada RP w
Moskwie nie została powiadomiona o zamiarze wizytowania lotniska, nie mogła więc
wystąpić do strony rosyjskiej o zgodę na wejście na teren lotniska, tym samym
funkcjonariusze BOR nie zostali wpuszczeni przez ochronę na teren lotniska".
Rekonesans więc się nie odbył. W przypisie wyjaśniono, że jego celem miała być
ocena przygotowania lotniska pod kątem ochrony, chociaż "żaden z przepisów
regulujących wykonywanie lotów przez 36 splt nie formułuje nakazu wykonywania
lotów".
W opinii Antoniego Macierewicza (PiS), jedną z osób najbardziej odpowiedzialnych
za tę tragedię jest właśnie minister spraw wewnętrznych i administracji
nadzorujący Biuro Ochrony Rządu. – Nie dopełnił obowiązków i nie sprawił, że
zostanie napisany pełen raport z oglądu tego lotniska ze sprawdzeniem wszystkich
jego systemów i zapewnienia, że pan prezydent będzie mógł wylądować bezpiecznie.
To jest jego odpowiedzialność – ocenił Macierewicz. Zwrócił uwagę, że ta
odpowiedzialność została ujęta w dwóch aktach prawnych – w ustawie o Biurze
Ochrony Rządu, gdzie w artykule 2 ustęp 3 wprost się formułuje, że to minister
spraw wewnętrznych i administracji musi wyznaczyć siły i środki dla ochrony
prezydenta wtedy, gdy odbywa on lot zagraniczny, oraz w instrukcji HEAD, która
normuje takie wyloty i w paragrafie 14 stwierdza, że to Biuro Ochrony Rządu
ochrania samolot na lotnisku innym niż lotnisko krajowe. – Musi więc to lotnisko
przedtem sprawdzić i zabezpieczyć, zagwarantować jego bezpieczeństwo. Gdyby pan
Miller dopełnił obowiązków, gdyby wysłano funkcjonariuszy na to lotnisko, gdyby
sprawdzili to lotnisko, gdyby chociaż był funkcjonariusz BOR w trakcie, gdy ten
lot był wykonywany, również wtedy można jeszcze było ostrzec prezydenta, ostrzec
polski samolot, że na tym lotnisku nie ma warunków, żeby lądować. Tego nie
zrobiono. Odpowiedzialność za to spada bezpośrednio na pana Millera – podkreślił
Macierewicz.
Artur Kowalski
