Kilka lat na odnowienie produkcji

Według wstępnych szacunków szkody powodziowe wyniosą w rolnictwie na
pewno znacznie więcej niż 14 mld zł, czyli tyle, ile rolnicy stracili w
wyniku powodzi tysiąclecia w 1997 roku. Może to być nawet około 20 mld
zł, biorąc pod uwagę straty w uprawach, hodowli oraz zniszczenia
budynków i maszyn. Odnowienie produkcji może wielu rolnikom zająć nawet
3-4 lata.

Sytuacja jest o wiele trudniejsza niż 13 lat temu,
gdyż wtedy przez kraj przeszła jedna potężna fala powodziowa, natomiast
teraz mamy już do czynienia z drugą falą, a z powodu prognozowanych
dużych opadów deszczu niewykluczona jest i trzecia. W wielu wsiach nie
można nawet z tego powodu jeszcze rozpocząć szacowania szkód. Około 50
tys. gospodarstw jest zniszczonych całkowicie, kolejne dziesiątki
tysięcy w większym lub mniejszym stopniu. Zasadniczo szkody wywołane
przez wodę są bardziej dotkliwe dla wsi niż miast.
Część rolników
otrzymała na razie doraźne zasiłki z pomocy społecznej i tak jak inni
poszkodowani mogą liczyć na wsparcie państwa przy odbudowie domów i
budynków gospodarczych (do 100 tys. zł). Ci zaś rolnicy, którzy mieli
wykupione polisy ubezpieczeniowe (ale umowy podpisało tylko około 20
proc. rolników), otrzymają także stosowne odszkodowania. Ale i to może
być niewystarczająca kwota do odtworzenia produkcji.
Dlatego – jak
podkreślają eksperci – pomoc dla rolników ze strony państwa musi być
długofalowa. Nie wystarczą tylko zasiłki czy czasowe zwolnienia z
podatków i składek społecznych. Krajowa Rada Izb Rolniczych szacuje, że w
przeciętnym gospodarstwie rolnym odnowienie produkcji w wymiarze takim
jak przed powodzią pochłonie ponad 100 tys. zł i ten proces potrwa co
najmniej dwa lata. Na razie resort rolnictwa proponuje przekazanie zboża
i mleka potrzebującym rolnikom, które pochodzą z zakupów
interwencyjnych. Rolnicy mogliby je zużyć na własne potrzeby lub na
skarmianie zwierząt. Plan ten ma dzisiaj zatwierdzić Rada Ministrów. Ze
swojej strony rolnicze związki zawodowe i KRIR prowadzą akcję zbiórki
żywności dla ludzi i pasz dla zwierząt na terenach objętych powodzią.
Pomoc tę przekazują rolnicy z terenów wolnych od tego kataklizmu, bo
tam, gdzie jest lub jeszcze niedawno była woda, stracono pierwszy pokos
traw i na zimę zabraknie nawet siana. Bezpowrotnie za to zniszczona
została znaczna część kukurydzy, roślin pastewnych i innych służących do
produkcji pasz. Mało kto zaś po wyremontowaniu budynków będzie miał z
kolei pieniądze na zakup gotowych pasz.
Otwarta natomiast pozostaje
wciąż kwestia, jak w przyszłości nie tylko przeciwdziałać tak
katastrofalnym skutkom wysokiej wody, lecz także w jaki sposób łagodzić
ich finansowe skutki dla rolników. Izby rolnicze proponują przede
wszystkim zmianę ustawy o ubezpieczeniach upraw i hodowli. Takie
ubezpieczenia powinny być powszechne i obowiązkowe z 50-procentową
dopłatą do polis ze Skarbu Państwa. W ten sposób wysokość składki byłaby
niska i każdego rolnika byłoby stać na jej zapłacenie. Teraz robi to
tylko co piąty. Gdyby wszyscy gospodarze się ubezpieczali, można by
również poszerzyć katalog upraw rolnych objętych polisą (np. trwałe
użytki zielone, rośliny energetyczne, rośliny oleiste, motylkowe
drobnonasienne, pastewne). Obowiązkowo miałyby być ubezpieczone również
budynki gospodarcze i inwentarskie.

Krzysztof Losz

drukuj