Kiedy do euro?

Zamiana waluty polskiej na euro przyniesie korzyści, ale wiąże się też z kosztami gospodarczymi. Odnoszą się one zarówno do polityki budżetowej państwa, jak i polityki pieniężnej NBP. Fakt, że niektóre kraje Unii nie przystąpiły do euro, ma swoją logikę. Dlatego problem integracji walutowej Polski z Unią Europejską wymaga dokonania rachunku ekonomicznego opłacalności tego przedsięwzięcia, zwłaszcza że decyzja o zastąpieniu złotego przez euro będzie nieodwracalna.

Euroland a warunki optymalnego obszaru walutowego

Problem integracji należy rozpatrywać, uwzględniając dorobek teorii optymalnego obszaru walutowego. W tym miejscu zwracamy uwagę na wybrane główne warunki, jakie formułuje teoria. Wskazuje ona, że kraj może przystąpić do jednolitego obszaru walutowego, jeżeli:

A. Przebieg cyklu koniunkturalnego we wszystkich krajach członkowskich obszaru walutowego jest jednokierunkowy. Wszystkie więc kraje powinny znajdować się w fazie albo ożywienia, albo w fazie recesji. Jeżeli bowiem stosowane są jednolite instrumenty polityki pieniężnej, to ich skutki powinny być podobne dla wszystkich regionów Unii. W przeciwnym razie polityka pieniężna będzie w jednych krajach nasilała presję inflacyjną, a w innych pogłębiała bezrobocie, prowadząc do pogłębienia różnic gospodarczych. Czy w krajach strefy euro występuje jednokierunkowy przebieg aktywności gospodarczej? Można mieć co do tego wątpliwości. W niektórych krajach wzrost PKB przekracza 6 proc., w innych oscyluje wokół 1 procenta. Czy na przykład jednolity poziom stopy procentowej banku centralnego eurolandu jest korzystny dla wszystkich krajów? Raczej należy wyrazić w tej kwestii sceptycyzm.

B. Występuje zbliżona reakcja gospodarek wszystkich krajów unii walutowej na zewnętrzne szoki podażowo-popytowe. Dobrym przykładem szoku zewnętrznego jest wzrost cen ropy naftowej. Odmienne skutki wzrostu ceny energii na poszczególne regiony strefy mogą pogłębiać dysproporcje ekonomiczne. Tymczasem zadaniem Unii jest przecież likwidowanie dotychczasowych różnic w rozwoju poszczególnych regionów. Z całą pewnością kraje eurolandu reagują odmiennie na wzrost cen ropy naftowej, chociażby ze względu na zróżnicowane warunki dostępu do tego surowca. Musi to pogłębiać różnice w kosztach i warunkach produkcji ze wszystkimi tego konsekwencjami dla pogłębienia różnic w poziomie życia obywateli.

Odmienna jest też geograficzna struktura handlu zagranicznego. Wschodnie kraje Eurolandu mają ściślejsze związki handlowe z Rosją w przeciwieństwie do Europy Zachodniej. To sprawia, że i zaburzenia w wymianie handlowej odmiennie wpływają na aktywność gospodarczą.

Bardzo prawdopodobna jest jednak długookresowa przyczyna rozbieżnych reakcji krajów członkowskich UE na szoki zewnętrzne. Współcześnie obserwujemy zjawisko specjalizacji produkcji między krajami i zarazem jej koncentracji. Poszczególne kraje stopniowo specjalizują się w produkcji określonych produktów. Następuje zjawisko dominacji pewnych branż w danym kraju, pewna selektywność rozwoju. Naturalnie, ten długofalowy proces łączy się ze zróżnicowaniem branżowym poszczególnych krajów Unii. Sytuacja poszczególnych branż i szoki je dotykające muszą zatem różnicować sytuację gospodarczą. Szoki branżowe będą prowadzić w ostateczności do zróżnicowania wahań koniunkturalnych w poszczególnych krajach strefy euro. To z kolei wymagać musi zastosowania odmiennych instrumentów polityki pieniężnej. Tymczasem jednolita polityka pieniężna Europejskiego Banku Centralnego stoi temu na przeszkodzie. Istnieje obawa, że kraje o dotąd niższym stopniu rozwoju gospodarczego pozostaną na trwale gospodarkami drugiej kategorii. A różnice w poziomie rozwoju gospodarczego ulegną utrwaleniu zamiast niwelacji. Istnieje też obawa, że w długofalowym procesie specjalizacji Polsce przypadnie dominujący udział jedynie w produkcji pracochłonnej z racji relatywnie niskich kosztów pracy. Gałęzie produkcji o wysokim zaawansowaniu technologicznym i innowacyjności mogą omijać nasz kraj, co faktycznie oznaczałoby utrwalenie zacofania gospodarczego.

Gospodarkę polską cechuje wysoka surowcochłonność i energochłonność. Jest to pozostałość nieefektywnej struktury rozwojowej gospodarki okresu socjalizmu. Przeciwieństwem są gospodarki Europy Zachodniej o większym zaawansowaniu technologicznym. W krajach starej Unii wkład myśli technicznej w tworzenie dochodu narodowego ma zdecydowanie większy udział aniżeli w Polsce. Ewentualne zwyżki cen surowców, a zwłaszcza wzrosty cen nośników energii, będą miały odmienny wpływ na koniunkturę i na rozwój w naszym kraju i w Europie Zachodniej.

Należy też pamiętać, że geo graficzna struktura handlu zagranicznego Polski odbiega od struktury wymiany zagranicznej wyżej wspomnianych krajów. W Polsce większą rolę odgrywają obroty towarowe ze wschodnią częścią Europy. Ewentualne zawirowania na tym odcinku w większym stopniu odczuje gospodarka Polski aniżeli nasi zachodni sąsiedzi.

Powyższe okoliczności usprawiedliwiają obawę, że ewentualne szoki zewnętrzne będą miały raczej wpływ zróżnicowany na kraje członkowskie Unii Europejskiej. A to z kolei skłania do wniosku, że przebieg cyklu koniunkturalnego będzie różnokierunkowy, nie zaś jednokierunkowy. Zatem i działanie instrumentów polityki antycyklicznej powinno być odmienne.

C. Występuje zbliżona do pełnej elastyczność cen i płac na całym obszarze strefy walutowej, a mechanizm rynkowy zapewnia optymalną allokację czynników produkcji. Prawa rynku mają zapewniać przepływ dóbr produkcyjnych, kapitału finansowego i siły roboczej do tych regionów strefy, w których ich cena jest wyższa z regionów, gdzie są one relatywnie tańsze. Produkcja dóbr powinna być rozwijana tam, gdzie ich ceny i rentowność są wyższe, kosztem regionów, gdzie są one tanie. To doprowadzi do wyrównania cen i podaży dóbr. Podobne zjawisko powinno wystąpić w przypadku przepływów kapitału finansowego. Oszczędności powinny napływać tam, gdzie stopa procentowa jest wysoka, kosztem rejonów o niskiej cenie kapitału pożyczkowego. Wysoka stopa procentowa jest przecież wyrazem niedoboru kapitału, a stopa niska odzwierciedla jego względny nadmiar. Mechanizm rynkowy ma więc za zadanie rozdzielić istniejącą podaż kapitału równomiernie w całym obszarze. Identycznie powinno dziać się z redystrybucją podaży siły roboczej. Siła robocza powinna napływać tam, gdzie płace są wyższe, kosztem regionów o wynagrodzeniach niskich. Wysokie płace są odzwierciedleniem niedoboru podaży rąk do pracy roboczej, a płace niskie wyrazem ich nadmiaru. Pojawia się jednak fundamentalne pytanie, czy w Eurolandzie występuje elastyczność cen i płac w stopniu gwarantującym działanie prawa jednej ceny? Można mieć co do tego wątpliwości. Stopień oligopolizacji gospodarek krajów Eurolandu, duża siła związków zawodowych i związków pracodawców powodują sztywność cen i płac. To szalenie utrudnia optymalną redystrybucję czynników produkcji wewnątrz tego ugrupowania walutowego.

Innym przejawem niedoskonałości działania mechanizmu rynkowego w strefie euro są wciąż duże restrykcje w sferze usług. Bariery i ograniczenia prawne wręcz się nasilają. To utrudnia konkurencyjnym polskim firmom z sektora małych i średnich przedsiębiorstw działalność na terenie jednolitego obszaru gospodarczego. Niektóre kraje eurolandu wprowadzają ponadto restrykcje w dostępie kapitału zagranicznego do niektórych branż wytwórczości. Czynią to ze względu na bezpieczeństwo ekonomiczne kraju.

Wreszcie nierzadko stosowany system limitów produkcyjnych i skomplikowanego systemu dopłat nijak się ma do wolnej konkurencji. Wszystko to sprawia, że kluczowy warunek teorii optymalnego obszaru walutowego, jakim jest swobodny przepływ czynników produkcji, nie jest w Eurolandzie spełniony.

Korzyści integracji Polski ze strefą euro?

Integracja walutowa może sprzyjać napływowi inwestycji bezpośrednich do naszego kraju, w tym także inwestycji krajów spoza Unii Europejskiej. Jako kraj będący wewnątrz olbrzymiego rynku zbytu o obfitości taniej siły roboczej Polska ma szansę stać się atrakcyjnym miejscem inwestowania nie tylko dla przedsiębiorstw europejskich, ale również dla przedsiębiorstw z Ameryki Północnej i Azji. Pojawia się jednak wątpliwość, czy eliminacja kursu wymiennego rzeczywiście zwiększy napływ inwestycji bezpośrednich do Polski? Wydaje się, że motywy inwestorów odnośnie do miejsca lokaty kapitału nie zależą od kursu walutowego. Decyzje dotyczące budowy fabryki czy jej zakupu zależą przede wszystkim od takich czynników jak konkurencyjność podatkowa, konkurencyjność płacowa gospodarki oraz stan jej infrastruktury technicznej. Kwestie kursowe są drugorzędne. Zdaniem zwolenników przystąpienia Polski do Eurolandu, likwidacja ryzyka kursowego w wyniku zastąpienia złotego przez walutę euro powinna sprzyjać rozwojowi wymiany handlowej wewnątrz Unii Europejskiej. Powinien wystąpić tzw. efekt kreacji handlu. Jednak i w tym przypadku nasuwają się wątpliwości. Eksporterzy i importerzy już od dawna stosują różnorodne transakcje zabezpieczające przed ryzykiem kursowym, pozwalające całkowicie precyzyjnie określić ich rentowność. Wprawdzie one kosztują i są technicznie skomplikowane, jednak doświadczenie funkcjonowania międzynarodowej wymiany handlowej wskazuje, że płynne kursy walutowe o dużej skłonności do wahań nie są przeszkodą w realizacji dynamicznej wymiany handlowej. Obecnie notowany wzrost wolumenu eksportu i importu Polski w granicach 20 proc. rocznie jest przyzwoity. Prawdopodobnie więc transakcje hedgingowe i opcje walutowe zabezpieczające kontrahentów wymiany od ryzyka zmiany kursu niwelują obawy o wystąpienie ewentualnych strat finansowych w związku z potrzebą wymiany walut. Argument wskazujący zatem na zbawienny wpływ unifikacji walut na eksport i na import traci nieco na ostrości. Zresztą, przeprowadzono już badania w tym zakresie1. Według R. Baldwina, wprowadzenie euro wywołało wzrost wymiany handlowej wewnątrz strefy w granicach 5-10 procent. To niewiele, jeżeli wziąć pod uwagę wielokrotnie większe oczekiwania zwolenników integracji walutowej.

Istotną korzyścią stosowania jednolitej waluty w UE jest likwidacja kosztów transakcyjnych związanych z kupnem-sprzedażą walut. Przyczynić ma się to do obniżenia kosztów działalności przedsiębiorstw. Ponieważ ceny wewnątrz Unii wyrażone będą w jednej walucie, ułatwi to ich porównywalność, zracjonalizuje tworzenie optymalnego rachunku ekonomicznego przez podmioty gospodarcze i usprawni proces podejmowania decyzji odnośnie do alokacji kapitału. Argumenty powyższe po części są bezdyskusyjne. Jednak waga oszczędności finansowych z tytułu eliminacji kosztów transakcyjnych jest niewielka. W dobie rozliczeń elektronicznych realizowanych przy pomocy komputerów koszty transakcyjne są niewielkie, zbliżone do 0,1% PKB Unii Europejskiej. Oszczędności finansowe nie mogą być zatem kluczowym argumentem za likwidacją waluty narodowej.

Przyjęcie euro sprawi, że stracą na ważności kwestie konieczności podtrzymywania stabilności kursu złotego i przywracania równowagi bilansu płatniczego Polski. Nie będzie zatem konieczności likwidacji deficytów bilansu płatniczego z deflacyjnymi ich następstwami dla gospodarki. Kraje o deficycie bilansu płatniczego będą niejako korzystać z dochodu narodowego tych krajów Eurolandu, które będą notować nadwyżki płatnicze. Ale i w tej kwestii występuje wątpliwość. Możliwość trwałego utrzymywania deficytu bilansu płatniczego nie jest wcale sytuacją korzystną dla kraju. Oznacza bowiem najczęściej nadwyżkę importu dóbr i usług nad ich eksportem. A ta sytuacja z kolei prowadzi do wspierania produkcji za granicą i do hamowania produkcji rodzimej. Jest to po prostu import bezrobocia i wspieranie wysokiego zatrudnienia w innych krajach.

Bardzo istotną korzyścią dla przedsiębiorstw polskich ma być ułatwienie dostępu do nowych źródeł finansowania działalności gospodarczej. Zwiększona konkurencja wewnątrz Unii Gospodarczo-Walutowej oraz obfitsze zasilanie zewnętrzne mają skłaniać polskie przedsiębiorstwa do modernizacji i do poszukiwania nowych rozwiązań technologicznych. Skumulowane działanie powyższych czynników powinno stymulować szybszy wzrost gospodarczy. Czy rzeczywiście jednolity rynek finansowy ułatwi przedsiębiorstwom dostęp do kapitału? Możliwość uzyskania kredytu czy możliwość emisji obligacji nie tyle zależą od rozmiaru rynku, ile od standingu finansowego pożyczkobiorcy. Z tego punktu widzenia nic się nie zmieni. W procesie starań o kredyt przedsiębiorstwo musi być wiarygodne, musi posiadać realny biznes plan, a to zależy od zupełnie innych czynników niż integracja rynków.

W tym sensie niewiele ulegnie zmianie. Już obecnie krajowe przedsiębiorstwa mają pełne możliwości zaciągania kredytów czy emisji obligacji w walutach obcych na zagranicznych rynkach finansowych. I z tej możliwości w pełni korzystają, o czym świadczy ich astronomiczne zadłużenie zagraniczne.

Przyłączenie się do euro będzie sprzyjać integracji i rozwojowi jednolitego europejskiego rynku finansowego. Nasili się konkurencja między bankami i innymi instytucjami finansowymi. To spowoduje rozszerzenie oferty usług finansowych i obniżenie kosztów pośrednictwa finansowego z korzyścią dla klientów tego sektora. Ulegnie obniżeniu też koszt transferu funduszy w ramach UGW. W wyniku rozwoju rynku finansowego łatwiej też będzie pozyskiwać polskim bankom fundusze niezbędne dla gospodarowania płynnością finansową. To ograniczy ryzyko ataków spekulacyjnych. Rozwój polskiego rynku finansowego w wyniku integracji ze strefą euro zwiększy też możliwości pozyskiwania kapitału przez krajowe przedsiębiorstwa. Ułatwiony dostęp do dodatkowych, zewnętrznych źródeł finansowania będzie bowiem możliwy dopiero w warunkach rozwiniętego rynku pieniężno-kapitałowego.

Nasilenie się konkurencji między instytucjami finansowymi z całego obszaru walutowego teoretycznie powinno sprzyjać obniżeniu rynkowych stóp procentowych z korzyścią dla obywateli wszystkich krajów członkowskich Eurolandu. To oczekiwane zjawisko może się jednak nie spełnić, jeżeli nadal postępować będzie proces koncentracji i monopolizacji systemów finansowych. Obecnie mają miejsce podwyżki, nie zaś obniżki podstawowych stóp procentowych w strefie euro. W ślad za podwyżkami stóp Europejskiego Banku Centralnego rosną też rynkowe stopy procentowe jako efekt presji inflacyjnej. Oczekiwana korzyść z obniżki ceny pieniądza niekoniecznie więc musi wystąpić.

Koszty integracji Polski ze strefą euro

Koszty integracji ze strefą euro będą wysokie. Najważniejszym z nich będzie utrata prawa emisji pieniądza przez narodowy bank centralny i utrata dochodu z emisji pieniądza (ang. seignorage gain). Bank centralny zasila gospodarkę w pieniądz poprzez kredytowanie banków komercyjnych. Procent od kredytów udzielanych na uzupełnienie płynności sektora bankowego jest właśnie elementem dochodu z emisji pieniądza. Kredytowanie banków komercyjnych to naturalny, nieinflacyjny kanał uzupełniania pieniądza w obiegu. Ale narodowy bank centralny może też osiągać dochód z emisji pieniądza poprzez finansowanie deficytu budżetowego. To prawda, że udzielanie kredytów państwu przez bank centralny jest formą emisji pustego pieniądza. Długotrwałe finansowanie deficytów budżetowych przez centralną instytucję monetarną prowadzi do inflacji. Jednak w życiu społecznym mogą też zaistnieć nieszczęśliwe zdarzenia losowe o skali ogólnokrajowej, których przezwyciężenie może wymagać dodatkowych źródeł finansowania. Najpewniejszym i najszybszym sposobem finansowania nadzwyczajnych potrzeb gospodarki jest kredyt banku centralnego. W ekstremalnych sytuacjach nie ma znaczenia, czy taka emisja pieniądza do gospodarki ma charakter inflacyjny, czy też nie. Nie chodzi również o osiągnięcie dochodu z emisji pieniądza, aczkolwiek jest on efektem ubocznym nadzwyczajnego finansowania potrzeb budżetowych. Liczy się tylko rozwiązanie społecznie ważnego problemu. Dobrym przykładem takiej sytuacji było udzielenie kredytu państwu przez NBP w 1997 r. na sfinansowanie skutków powodzi w Polsce. Tymczasem integracja Polski ze strefą euro zakłada likwidację narodowego banku centralnego włącznie z jego prawem do emisji własnego pieniądza. Oznaczać to będzie utratę możliwości finansowania potrzeb państwa w sytuacjach ekstremalnych. Państwo musi zagwarantować sobie prawo do szybkiego pozyskania środków finansowych w razie potrzeby nadzwyczajnej, jeżeli bezpieczeństwo ekonomiczne jest zagrożone. Najszybszym i najpewniejszym kanałem pozyskania funduszy jest kredyt banku centralnego. Inne sposoby zdobycia funduszy, jak na przykład kredyty banków komercyjnych czy dodatkowe podatki nakładane na obywateli są mniej efektywne i niepewne. W przypadku kredytów banków komercyjnych nie ma pewności, że będą one w ogóle skłonne udzielić pożyczki. Są to instytucje z przewagą kapitału zagranicznego, których cel stanowi jedynie maksymalizacja zysków, natomiast argument nadrzędności nadzwyczajnych potrzeb państwa jest dla nich mniej istotny.

W przypadku ewentualności wprowadzenia dodatkowych podatków jako sposobu pokrycia nadzwyczajnych potrzeb państwa należy zauważyć, że to instrument mało efektywny. Proces legislacji podatkowej jest czasochłonny, a finalny efekt, jakim ma być pozyskanie określonych funduszy pieniężnych, mocno niepewny. Wynika to z tradycyjnej niechęci obywateli do płacenia podatków.

Restrykcje polityki budżetowej

Bardzo istotnym kosztem wstąpienia do strefy euro będzie ograniczenie swobody polityki budżetowej kraju. Roczny deficyt budżetowy sektora publicznego danego kraju nie będzie mógł przekroczyć relacji 3 proc. rocznego PKB, a łączne zadłużenie sektora publicznego nie będzie mogło przekroczyć równowartości 60 proc. PKB. W tak narzuconych warunkach zawarta jest troska o dyscyplinę i równowagę finansową kraju i stabilność cen. Jednak powyższe wskaźniki mają charakter arbitralny. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy np. przekroczenie 3 proc. deficytu budżetowego w stosunku do PKB już grozi inflacją, czy jeszcze nie. Wszystko zależy od stanu aktywności gospodarczej kraju. Poza tym warunki traktatu z Maastricht są bardzo rygorystyczne. Sformułowano je na początku lat dziewięćdziesiątych, a więc w okresie, gdy kraje UE notowały wysoki wzrost gospodarczy i niskie bezrobocie. Aktywna polityka fiskalna nie była wówczas potrzebna. Obecna sytuacja jest jednak zupełnie odmienna. Warunek deficytu budżetowego i warunek ogólnego zadłużenia sektora publicznego wręcz utrudniają politykę ożywienia gospodarczego. Co więcej, warunki traktatu z Maastricht są surowiej egzekwowane wobec małych krajów strefy euro niż wobec dużych członków ugrupowania. W nieodległej przeszłości Francja i Niemcy przekroczyły dopuszczalne granice deficytu budżetowego, ale jak dotąd nie poniosły z tego tytułu jakichkolwiek konsekwencji. Natomiast na małe kraje wywierana jest presja, aby prowadziły politykę równowagi budżetowej. Presję, by uprzednio zrównoważyć budżet, wywiera się również na kraje kandydujące do euro.

Problem ten dotyczy też Polski. W ewentualnej i raczej prawdopodobnej sytuacji dekoniunktury wydaje się np., że należy brać pod uwagę bardziej ekspansywną politykę budżetową w Polsce. Powiększenie deficytu budżetowego nieco powyżej normy narzuconej przez traktat z Maastricht w sytuacji wysokiego bezrobocia i niskiego przyrostu cen wcale nie musi oznaczać nasilenia inflacji w Polsce. Wydatki państwa powinny być jednak skoncentrowane w większym stopniu na finansowaniu budowy infrastruktury gospodarczo-technicznej kraju. Rozwinięta infrastruktura jest bowiem niezbędnym warunkiem zdynamizowania napływu zagranicznych inwestycji bezpośrednich do Polski. Bez ożywienia inwestycji zagranicznych trudno będzie zmniejszyć różnice poziomu gospodarczego między Polską a Unią Europejską. Sektor prywatny nie chce ponosić kosztów budowy dróg, ujęć wodnych, kanalizacji czy wydatków na ochronę środowiska. Jako miejsce inwestowania wybiera te kraje, które dysponują już rozwiniętą infrastrukturą gospodarczą. Wydatki państwa na powyższy cel są zatem niezbędnym warunkiem rozwoju sektora prywatnego, w tym zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Wydatki państwa na infrastrukturę techniczną są też warunkiem uruchomienia środków pomocowych przydzielonych przez Unię Europejską. Przy ożywianiu gospodarki polityka nieco wyższego niż 3 proc. PKB – chociaż kontrolowanego deficytu budżetowego – może nawet zwiększyć dochody podatkowe państwa, sprzyjając równowadze finansów publicznych. Potrzeba zachowania wymaganego przez UE wskaźnika deficytu finansów publicznych krępuje politykę fiskalną, stanowiąc istotny koszt ekonomiczny.

Rezygnacja z zadań NBP

Znaczącym kosztem ekonomicznym dla Polski będzie rezygnacja z niezależnej polityki pieniężnej NBP, w tym rezygnacja z własnej polityki kursowej, polityki stóp procentowych, polityki kształtowania podaży pieniądza i operacji otwartego rynku oraz rezygnacja z własnej polityki kształtowania rezerw dewizowych. Kształtowanie podaży pieniądza przez bank centralny może być ważnym instrumentem ograniczania wahań koniunkturalnych w kraju. Tymczasem istnieje duże prawdopodobieństwo, że Europejski Bank Centralny będzie prowadził politykę pieniężną uwzględniającą stan koniunktury gospodarczej największych krajów strefy euro. Wskazują na to kierunki reform Europejskiego Banku Centralnego zakładające zwiększenie udziału głosów krajów ekonomicznie najsilniejszych kosztem krajów o słabszym potencjale ekonomicznym.

System podejmowania decyzji w Europejskim Banku Centralnym jest niekorzystny dla krajów mniejszych w stosunku do krajów o największym potencjale ekonomicznym Eurolandu. Rada Prezesów EBC podejmująca strategiczne decyzje monetarne jest regulaminowo zdominowana przez przedstawicieli krajów najbogatszych wchodzących dodatkowo w skład Zarządu Banku. Trudno przypuszczać, aby decyzje Europejskiego Banku Centralnego kolidowały z interesami krajów najbogatszych w sytuacji ewentualnej sprzeczności interesów poszczególnych krajów. Silniejszy ma zawsze rację, a słuszność tej maksymy potwierdza system decyzyjny w EBC.

Ewentualne przyłączenie się do euro będzie oznaczać rezygnację z własnej polityki kursu walutowego. Kurs walutowy stanowi jednak dla Polski nadal ważny instrument kształtowania aktywności gospodarczej i niwelacji ujemnych skutków szoków zewnętrznych. Deprecjacja kursu złotego wpływa korzystnie na poprawę cenowej konkurencyjności polskiego handlu zagranicznego, zwiększając eksport i hamując import, przyczyniając się do poprawy salda bilansu handlowego i bilansu obrotów bieżących. Oczywiście osłabianie kursu walutowego nie może być instrumentem ciągłej stymulacji eksportu. W takiej sytuacji bowiem zaczynają przeważać ujemne skutki takiej polityki. Powinno ono jednak stwarzać możliwość incydentalnej korekty i przywracania konkurencyjności polskich towarów na rynkach zagranicznych. Polska jest już krajem o dość dużym udziale handlu zagranicznego w tworzeniu PKB. Rezultaty tego handlu na rynkach zewnętrznych mają istotny wpływ na stan gospodarki wewnętrznej. Przedwczesna rezygnacja z ważnego instrumentu, jakim jest zmiana zewnętrznej wartości waluty, utrudni politykę przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Jest prawdą, że obecnie obserwujemy zjawisko aprecjacji złotego i jej szkodliwy wpływ na eksport i import.

Saldo handlu zagranicznego ulega pogorszeniu. Powodem umacniania się kursu naszej waluty jest napływ funduszy unijnych w euro. Ta dobra sytuacja będzie jednak trwała tylko do 2013 roku. Na marginesie można zarzucić sferom decyzyjnym, że nie przeciwdziałają niepożądanej aprecjacji złotego. Ale trzeba pamiętać, że unijne źródło napływu funduszy wyschnie. Złoty będzie podlegał nie tylko aprecjacji, ale i deprecjacji. Kurs walutowy jako instrument polityki handlowej będzie więc mógł być znów wykorzystany.

Istotnym kosztem dla Polski będzie też rezygnacja z własnej polityki kształtowania stóp procentowych przez bank centralny. Obecnie to Europejski Bank Centralny decyduje o poziomie stóp procentowych w całym Eurolandzie. Stopa procentowa od depozytów i kredytów banku centralnego jest na tym samym poziomie zarówno w Portugalii, jak i Finlandii czy Grecji. Podobnie jest ze stopami procentowymi banków komercyjnych – są one przecież pochodnymi stopy centralnej. Ale wewnętrzna sytuacja gospodarcza w poszczególnych krajach UE nie jest jednakowa. Przebieg cyklu koniunkturalnego jest w poszczególnych krajach odmienny. Różna jest też elastyczność cen i płac, mobilność siły roboczej oraz siła związków zawodowych. Wszystkie te okoliczności sprawiają, że warunki ekonomiczne są w różnych regionach Europy odmienne. Z punktu widzenia teorii optymalnego obszaru walutowego stanowi to istotne utrudnienie w procesie integracji walutowej. Odmienna sytuacja wewnętrzna powinna na przykład zachęcać do różnicowania stóp procentowych. Nie można stosować jednakowej polityki stopy procentowej w kraju notującym ożywienie gospodarcze i w innym przeżywającym stagnację gospodarczą. Na przykład w Niemczech panowało powszechne przekonanie, że stopy procentowe były tam zbyt wysokie w 2002 r. w świetle przewlekłych tendencji recesyjnych. Ale Bundesbank nic nie mógł w tej tak ważnej kwestii uczynić. Podobnie może być z Polską. Stopa procentowa przestanie być instrumentem kształtowania sytuacji wewnętrznej i instrumentem dynamizacji gospodarki. Trzeba pamiętać, że w gospodarce rynkowej liczba instrumentów o charakterze rynkowym jest ograniczona. Jeżeli pozbędziemy się kolejnego ważnego instrumentu polityki gospodarczej, to nie będziemy w stanie jeszcze bardzo długo zmniejszyć dystansu gospodarczego dzielącego nas od krajów Unii Europejskiej.

Integracja walutowa Polski z UE będzie oznaczać utratę kontroli nad narodową polityką pieniężną. Ciężar procesów przystosowawczych w gospodarce wewnętrznej w celu utrzymania stabilnych cen będzie więc musiał spocząć na polityce budżetowej. A jak wyżej stwierdzono, w tej dziedzinie kraje strefy euro obowiązują ograniczenia.

Co dalej ze wzrostem gospodarczym

Czy zatem możliwa będzie polityka przyspieszania wzrostu gospodarczego? Można mieć co do tego wątpliwości. Pozostaje wiara w sprawność działania automatycznych procesów przystosowawczych. Działanie mechanizmów rynkowych powinno zaowocować przesuwaniem kapitału z regionów Eurolandu o względnym jego nadmiarze do tych regionów, gdzie odczuwany jest jego niedobór. Może to rzeczywiście oznaczać szansę szybszego rozwoju gospodarczego Polski w stosunku do innych krajów Unii Europejskiej i szansę częściowego zniwelowania różnicy poziomu ekonomicznego. Ale innym realnym skutkiem integracji walutowej może być utrwalenie różnic w rozwoju gospodarczym między Polską a dotychczasowymi członkami Unii Europejskiej. Wiara w szybszy wzrost gospodarczy dzięki przyłączeniu się do jednolitego obszaru walutowego to jednak zbyt mało, aby podejmować racjonalne i nieodwracalne decyzje. Obecny, dość niski wzrost gospodarczy we Francji oraz w Niemczech nie uzasadnia optymizmu w tej dziedzinie. Tempo wzrostu PKB w granicach 2,0-2,5 proc. rocznie nie może być wzorem do naśladowania. Takie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce prowadziłoby jedynie do utrwalenia obecnej różnicy w poziomie życia obywateli wewnątrz Unii Europejskiej. Polska skazana byłaby na kraj drugiej kategorii, źródło taniej siły roboczej, obszar produkcji surowcochłonnej o niskim zaawansowaniu technologicznym.

Wysoki wzrost gospodarczy w długim okresie czasu połączony z tworzeniem nowych miejsc pracy jest ponadto niezbędnym warunkiem zahamowania zjawiska odpływu siły roboczej z Polski. Emigracja zarobkowa, zmniejszając podaż siły roboczej, nasila żądania płacowe wewnątrz kraju. To z kolei prowadzi do rzeczywistego wzrostu płac, do wzrostu kosztów produkcji i do wyższej inflacji. Konieczność utrzymania się w granicach celu inflacyjnego narzuconego w traktacie z Maastricht zmusza więc bank centralny do podwyżek stóp procentowych i do realizowania restrykcyjnej polityki pieniężnej. W ostateczności odpływ siły roboczej za granicę prowadzi do zahamowania wzrostu gospodarczego.

Istnieje jeszcze inny, bardziej bezpośredni koszt integracji walutowej z Unią Europejską. Jest nim obowiązek przekazania Europejskiemu Bankowi Centralnemu dużej części rezerw dewizowych NBP. Nasz bank centralny nie będzie zajmował się sprawami kursu złotego. Nie będzie zatem prowadził interwencji walutowych. Problemy te przejmie Europejski Bank Centralny, któremu rezerwy dewizowe są potrzebne w celu interweniowania na rynku euro. Tylko część rezerw dewizowych pozostanie w gestii NBP. Stanowić będą zabezpieczenie na wypadek ewentualnych niekorzystnych zdarzeń losowych. Nasze rezerwy dewizowe obecnie nie są wysokie, kształtują się raczej na przeciętnym poziomie w skali międzynarodowej. Obowiązek ich przekazania do ESB będzie niewątpliwie poważnym obciążeniem naszej gospodarki. Trzeba przecież pamiętać, że rośnie bardzo szybko zadłużenie zagraniczne Polski. Rosnące zapotrzebowanie na waluty wymienialne dla obsługi zadłużenia będzie wymagać utrzymywania rezerw dewizowych na jeszcze wyższym niż obecnie poziomie. Trzeba też wspomnieć o potrzebie wniesienia przez Polskę udziału do Europejskiego Banku Centralnego, co nie będzie wcale łatwym zadaniem.

Zagrożenia płyną też ze zjawisk towarzyszących jednolitemu rynkowi finansowemu Unii Europejskiej. W prawdopodobnej sytuacji recesji gospodarczej w Polsce może nastąpić destabilizacja systemu bankowego. W okresach recesji wzrasta zazwyczaj udział złych długów w portfelach banków. Zastój gospodarki utrudnia bowiem spłatę zobowiązań kredytowych przedsiębiorstwom i osobom fizycznym. Co więcej, w okresach recesji obniża się też rynkowa wartość zabezpieczeń wierzytelności kredytowych. Spadają ceny dłużnych i udziałowych walorów finansowych, co jeszcze bardziej pogłębia trudności finansowe systemu bankowego. Szczególnie może to dotyczyć banków polskich operujących na niszowym rynku kredytowym, dość słabo dekapitalizowanym. W razie trudności może okazać się niezbędna pomoc kredytowa banku centralnego. Czy można mieć gwarancję, że Europejski Bank Centralny zapewni taką pomoc lokalnym polskim bankom? Należy zaznaczyć, że banki polskie i tak pełnią znikomą rolę w krajowym systemie bankowym.

Niebezpieczeństwo związane z funkcjonowaniem jednolitej waluty i jednolitego rynku finansowego płynie też z innej strony. Jednolity obszar walutowy będzie potęgował dominację ponadnarodowych konglomeratów finansowych w ramach UE. Proces ten będzie dokonywał się kosztem banków małych, lokalnych, o niższym wyposażeniu kapitałowym. Proces monopolizacji sektora finansowego ulegnie wzmożeniu ze wszystkimi tego ujemnymi konsekwencjami dla klientów korzystających z usług sektora finansowego. Istnieje niebezpieczeństwo wzrostu cen usług finansowych i niebezpieczeństwo osłabienia innowacyjności działalności potężnych grup finansowych po zdominowaniu rynku danego kraju.

Samo utworzenie Europejskiego Banku Centralnego jest sprzeczne z zasadą wolności, jest wyrazem monopolizacji decyzji ekonomicznych, łamaniem zasady subsydiarności i deregulacji.

W dyskusji o integracji walutowej Polski z euro na ogół zwraca się uwagę na korzyści tego przedsięwzięcia. Mało wspomina się, że koszty ogólnoekonomiczne i finansowe będą wysokie. Integracja walutowa z Eurolandem zamiast zmniejszyć, może utrwalić różnice w poziomie rozwoju gospodarczego między Polską a dotychczasowymi krajami Unii. Koszty integracji walutowej na pewno poniesiemy, natomiast jej korzyści są tylko prawdopodobne. Istotne jest też, że koszty integracji będziemy ponosić wcześniej, zanim ujawnią się pozytywne aspekty tego przedsięwzięcia. Dlatego należałoby chyba opóźnić decyzję o przystąpieniu Polski do euro. Wskazane byłoby wykorzystanie najbliższej dekady na aktywną politykę państwa w celu zdynamizowania wzrostu gospodarczego i zmniejszenia dystansu ekonomicznego dzielącego nas od krajów Europy Zachodniej. Niezbędny jest też dalszy rozwój krajowego rynku kapitałowego zdolnego do generowania wewnętrznych zasobów finansowych na cele rozwojowe. Taka polityka łączy się jednak z potrzebą przejściowego zawieszenia realizacji kryteriów z Maastricht. Dotyczy to w szczególności kryterium deficytu budżetowego i kryterium ogólnego zadłużenia sektora publicznego. Najbliższa dekada powinna być ponadto wykorzystana na usprawnienie funkcjonowania mechanizmów rynkowych w polskiej gospodarce. Chodzi o uelastycznienie cen, płac, rynku pracy, o dalszą demonopolizację i prywatyzację gospodarki, wreszcie o pełną ocenę skutków kolejnych kroków liberalizacyjnych w sferze przepływów kapitałowych i w sferze funkcjonowania rynków finansowych. W zintegrowanej bowiem z Eurolandem Polsce to mechanizm rynkowy będzie decydował o alokacji czynników wytwórczych. Rynkowy mechanizm podziału dóbr i kapitału musi więc działać sprawnie. Propozycja opóźnienia integracji walutowej nie jest zresztą czymś nowym. Na przykład Europejski Bank Centralny odradza nam pośpiech w integrowaniu Polski z euro. Jest to stanowisko zupełnie zrozumiałe, jeżeli wziąć pod uwagę, że do chwili obecnej nie istnieje jakikolwiek rachunek korzyści i kosztów integracji walutowej Polski z Unią Europejską.

Jednolity obszar walutowy euro istnieje już 8 lat. Porównując makroekonomiczne wskaźniki gospodarcze wybranych krajów Unii Europejskiej należących do strefy euro i tych krajów UE, które do strefy nie należą, można wyciągnąć dość zaskakujący wniosek. Takie kraje strefy euro jak Francja i Niemcy osiągały w ostatnich latach wyraźnie gorsze wyniki gospodarcze aniżeli Dania i Szwecja, które członkami euro nie są. Odnosi się to do takich wskaźników sukcesu gospodarczego jak tempo wzrostu PKB, wskaźnik bezrobocia i wskaźnik równowagi budżetowej. W międzynarodowych rankingach oceniających konkurencyjność gospodarek poszczególnych krajów Dania i Szwecja wyprzedzają zdecydowanie Niemcy i Francję. Nie widać więc korzystnego wpływu integracji walutowej na sytuację gospodarczą krajów należących do strefy euro.

Podsumowanie

Integracja walutowa z Unią Europejską łączy się zarówno z korzyściami, jak i z kosztami gospodarczymi dla Polski. Przyjęcie euro sprzyjać będzie napływowi inwestycji zagranicznych do naszego kraju oraz rozwojowi wymiany handlowej z zagranicą. Nasili się konkurencja na krajowym rynku finansowym z pozytywnymi skutkami tego zjawiska dla gospodarki i społeczeństwa. Ale i koszty integracji walutowej są istotne. W wyniku przyjęcia euro Polska utraci ważne instrumenty polityki pieniężnej, dzięki którym nasz bank centralny może kształtować stan koniunktury gospodarczej i poziom zatrudnienia. Prawdopodobny jest dalszy wzrost bezrobocia. Istnieje obawa, że szybkie przyjęcie euro zamiast zniwelować, utrwali różnice w poziomie rozwoju gospodarczego między Polską a dotychczasowymi krajami Unii Europejskiej. Uzasadnione jest więc opóźnienie procesu przyjmowania przez Polskę wspólnej waluty. Wskazane jest uprzednie dokończenie reform rynkowych tak, aby stworzyć w pełni dojrzałą, otwartą i konkurencyjną gospodarkę, w której rynkowy mechanizm alokacji kapitału będzie działał sprawnie. Jest to podstawowy warunek zmniejszenia dystansu ekonomicznego między Polską a bardziej rozwiniętymi krajami Unii Europejskiej. Ewentualną decyzję o przystąpieniu Polski do strefy euro należy odłożyć poza rok 2015.

Prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Komitet Nauk o Finansach PAN

drukuj