Kazania pachnące Polską

Wielu ludzi rozpoznaje go po tym, w jaki sposób zwraca się do wiernych w
swoich kazaniach. Charakterystyczne "Kochani moi", wypowiadane ciepłym i lekko
drżącym głosem, znają nie tylko mieszkańcy diecezji łowickiej. Od 1980 r. jego
homilii można było słuchać podczas niedzielnych Mszy św. transmitowanych przez
radio z kościoła Świętego Krzyża w Warszawie. Jest autorem wielu pieśni
religijnych. Przed pięćdziesięciu laty w Żdżarach koło Nowego Miasta nad Pilicą
ks. bp Józef Zawitkowski odprawił swoją pierwszą Mszę Świętą.

"Dobre ręce" rodziców
Niewielki domek w pobliskim Promniku, otoczony pięknym, zadbanym ogrodem i
sadem, to miejsce, gdzie ks. bp Zawitkowski najczęściej odpoczywa. Dom należy do
jego młodszego o dziesięć lat brata Jana Zawitkowskiego. Mimo różnicy wieku
istnieje między nimi tak głęboka braterska więź, że – jak mówi pan Jan – nawet
choroby przechodzą te same. – Jesteśmy jak bliźnięta. Trudno uwierzyć, jak
podobnie myślimy i czujemy – zwierza się.
Niedaleko stąd, w miejscowości Wał, stał ich dom rodziny. To tutaj 23 listopada
1938 r. jako najstarszy z pięciorga dzieci Marii i Bronisława Zawitkowskich
urodził się Józef. Potem przyszli na świat: Anna, Stanisław, Jan i Zofia.
Rodzina była bardzo religijna. Źródłem utrzymania było duże gospodarstwo rolne.
Szkoła podstawowa znajdowała się w pobliskich Żdżarach. Dworek, w którym
mieściła się kilkadziesiąt lat temu, stoi dziś opuszczony i zaniedbany – dzieci
uczą się teraz w nowym budynku tuż obok. Józef był bardzo dobrym uczniem. W
szkole pracowały siostry nazaretanki. Z tych czasów szczególnie ciepło wspomina
siostrę Miriam, która wywarła duży wpływ na osobowość i życie duchowe przyszłego
biskupa. Od dzieciństwa był blisko ołtarza – jako ministrant służył do Mszy św.
w rodzinnej parafii pw. św. Mikołaja w Żdżarach. Tamtejszy proboszcz ks. Ludwik
Szepeta, widząc gorliwość chłopca oraz mając świadomość, że jego matka ciężko
choruje, otoczył go szczególną opieką. Kobieta zmarła, kiedy Józef miał zaledwie
13 lat. Odtąd w wychowywaniu dzieci pomagali dziadkowie. Szkołę średnią
rozpoczął w Małym Seminarium w Gostyniu, a ukończył w Warszawie przy ulicy
Kawęczyńskiej, gdzie też zdał maturę. Po maturze wstąpił do warszawskiego
seminarium duchownego. Przez cały ten czas towarzyszyła mu głęboka tęsknota za
przedwcześnie zmarłą matką. "Pamiętasz, jak chciałeś się wtulić w dobre ręce
mamy i przesuwać z nią paciorki Różańca?" – mówił wiele lat później w jednym z
kazań, zawierając w tym pytaniu dojmujące i osobiste wspomnienie z dzieciństwa.
Jako kleryk wakacje spędzał w domu w Wale, gdzie wraz ze swoimi seminaryjnymi
kolegami pomagał przy żniwach. Wiedział, co to ciężka praca, i znał wartość
chleba. – Kosił świetnie. Praca szła jak złoto – wspomina jego brat pan Jan.
Zapamiętał poszanowanie dla każdego ziarna, nic nie mogło się zmarnować. – Po
zwiezieniu zboża do stodoły szło się jeszcze na puste pole, żeby zbierać kłosy.
To była świętość.

"Tato, to jest biskup"
20 maja 1962 r. z rąk ks. Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego Józef otrzymał
święcenia kapłańskie. Rozpoczęły się przygotowania do Mszy św. prymicyjnej.
Martwiono się głównie o pogodę, bo przez cały tydzień bez przerwy padał deszcz.
– Cała rodzina modliła się w tej intencji, odmawiając modlitwę, którą dały nam
siostry zakonne – wspomina młodsza siostra księdza biskupa Anna. Prośby zostały
wysłuchane, bo gdy nadszedł 10 czerwca 1962 r., uroczystość Zesłania Ducha
Świętego, na niebie pojawiło się słońce i była przepiękna pogoda. Przyjęcie
prymicyjne mogło zatem odbyć się na podwórzu przed domem – dokładnie tak jak
zaplanowano. Pani Anna pokazuje swoją najcenniejszą pamiątkę z tamtego dnia –
obrazek prymicyjny, na którego odwrocie widnieje dedykacja: "Kochanej
Siostrzyczce Andzi z wdzięcznością za czyste mankiety przez 6 lat w seminarium,
z prośbą o modlitwę – ks. Józef Zawitkowski". – Przez cały ten czas prałam,
prasowałam i woziłam bratu do Warszawy jego ubrania – wyjaśnia pani Anna.

Pierwszą placówką, na którą wysłano młodego kapłana, były Krośniewice. Jako
wikary pracował również w Legionowie oraz w kilku warszawskich parafiach, w tym
w archikatedrze warszawskiej. W 1978 r. został proboszczem w parafii św. Jana
Apostoła i Ewangelisty w Gołąbkach. Do Łowicza trafił w 1984 r., gdzie objął
probostwo w tamtejszej kolegiacie. Osiem lat później został mianowany biskupem
pomocniczym dla nowo utworzonej diecezji łowickiej. Pan Jan wspomina, że już od
dłuższego czasu przeczuwał, iż jego brat otrzyma sakrę biskupią. Wraca myślami
do momentu, gdy po tym, jak już klamka zapadła, przywiózł brata do rodzinnego
domu i przekraczając próg, obwieścił witającemu ich ojcu: – Tato, to jest
biskup.

Mistrz słowa
Wielką pasją ks. bp. Józefa Zawitkowskiego jest muzyka. Ukończył muzykologię i
jest autorem wielu pieśni kościelnych, które tworzy wraz z ks. Wiesławem
Kądzielą. Do najbardziej znanych należy "Panie, dobry jak chleb" – pieśń
Kongresu Eucharystycznego z 1987 roku.

Motyw zboża i chleba na stałe jest obecny w jego pieśniach i kazaniach.
Powraca do niego również w kontaktach z tymi, wśród których pracuje i z którymi
się modli. Wierni przynoszący do ołtarza chleb w czasie procesji z darami
ofiarnymi słyszą często od księdza biskupa: "Ja jestem ze wsi i wiem, co to
znaczy dostać chleb. To jest tak, jakbyś mówił, że mnie kochasz". Zdarza się, że
w trakcie podróży samochodem przyjdzie mu do głowy pomysł na nową pieśń. Wówczas
dzwoni do ks. Kądzieli: "Słuchaj, mam nowe słowa". Kapłani omawiają przez
telefon wszystkie szczegóły, posługując się niejednokrotnie dość skomplikowanymi
terminami muzycznymi. – Czasem niewiele z tego rozumiem – śmieje się wieloletni
kierowca księdza biskupa Włodzimierz Rzeźnicki. Ci, którzy dobrze znają księdza
biskupa, przyznają, że ma świetną, godną podziwu pamięć. A przy tym sypie
cytatami jak z rękawa. Jego fascynacja językiem ojczystym, która zaowocowała
wypracowaniem własnego, rozpoznawalnego, poetyckiego stylu, zaczęła się już w
szkole podstawowej. W czasach seminarium jego wielkimi autorytetami stali się
ks. Jan Twardowski oraz Kazimierz Orzechowski, wówczas aktor, a później również
kapłan. – Przy ks. Twardowskim, gdzie była piękna treść, i przy panu
Orzechowskim, który miał piękną dykcję, mógł się wiele nauczyć i sam zacząć
tworzyć – opowiada Jan Zawitkowski. Kazania młodego księdza nie mogły pozostać
niezauważone. Zaczął otrzymywać propozycje pisania dla różnych wydawnictw i
czasopism, potem publikowano także jego kazania. Swoje teksty zawsze do kogoś
adresował. Gdy pracował w Wydziale Duszpasterstwa Kurii Metropolitalnej
Warszawskiej zaczął pisać również dla dzieci. Od 1980 r. był jednym z kapłanów,
którzy na polecenie Prymasa Tysiąclecia głosili kazania podczas Mszy św.
radiowych sprawowanych w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie. Musiał nauczyć
się omijać cenzurę, ale nie robił tego kosztem przekazywanych treści. Dlatego
zdarzało się, że w czasie jego homilii w zakrystii dzwonił telefon, a siostra,
która podnosiła słuchawkę, słyszała słowa wypowiadane przez przedstawicieli
porządku wrogiego Bogu i Kościołowi, i samemu biskupowi. Ale się nie bał. Z jego
kazań i książek przebija wielkie umiłowanie Ojczyzny. Pełne są odniesień do
historii Narodu Polskiego oraz wielkich polskich poetów: Asnyka czy Norwida.
Wyraźne jest również przywiązanie do ziemi łowickiej, gdzie żyje i pracuje od
blisko trzydziestu lat. Zachwyca go tamtejsza kultura – muzyka i tradycyjne
stroje ludowe.

Biskup księżacki
Serdeczny, życzliwy, ciepły – te słowa powtarzają się w rozmowach z osobami,
które znają ks. bp. Zawitkowskiego. Włodzimierz Rzeźnicki zwraca też uwagę na
jego wielką opiekuńczość i dobroć. – Zawsze martwi się, czy gdy na niego czekam,
nie marznę w samochodzie i mam co jeść – opowiada.

Ksiądz biskup Zawitkowski jest też bardzo skromnym człowiekiem. Do tego
stopnia, że – jak twierdzi jego kierowca – niechętnie zakłada uroczyste szaty.
Nie chce się wyróżniać. Lubi chodzić ubrany jak zwykły ksiądz. Łowiczanie mówią,
że ks. bp Zawitkowski jest "ich księdzem Skargą". – Jego Msze św. są zawsze
wielkim wydarzeniem – oznajmia burmistrz Łowicza Krzysztof Jan Kiliński. Ziemia
łowicka była w przeszłości księstwem, dlatego łowiczanie nazywają siebie
"księżakami". – A ksiądz biskup bardzo mocno podkreśla tę naszą księżacką
tożsamość – wyjaśnia burmistrz. Czyni to nie tylko w homiliach, ale również gdy
zakłada szaty liturgiczne – ornaty i stuły przyozdobione charakterystycznymi dla
tradycyjnych strojów łowickich wzorami, takimi jak pasiak czy haftowane
najczęściej przez miejscowe artystki ludowe kwiaty, a nawet elementami
tradycyjnych łowickich wycinanek. Zdarza się, że odprawia Msze św. przy
kapliczkach w podłowickich wsiach. – Buduje i umacnia nasze przywiązanie do
ziemi, chleba, matki oraz symboli religijnych – podkreśla burmistrz. Mówi, że
zawsze wielką radość sprawiało mieszkańcom ziemi łowickiej, gdy w homiliach
wygłaszanych w Warszawie wymieniał ich wsie, gdy mówił o zbożach pod Niedźwiadą.
– Jest niezastąpiony. Zawsze ciepły, pogodny i taki swój. Taki nasz, bardzo nasz
– stwierdza burmistrz.

Tu jest źródło
Pan Jan wie, gdzie jego brat biskup czuje się najlepiej. Kilka lat temu posadził
przed domem w Promniku kilka brzóz. Następnie odwiedził pobliskiego ślusarza. –
Edziu, trzeba zrobić ławkę dla księdza biskupa. – Dla Józia będzie gratis –
usłyszał od rzemieślnika, szkolnego kolegi ks. bp. Zawitkowskiego. Ławeczkę
ustawiono pomiędzy brzozami. Ksiądz biskup uwielbia na niej przesiadywać w
czasie swojego pobytu tutaj. W majowe wieczory ławka zabierana jest do stojącej
nieopodal malowniczej kapliczki, przy której na nabożeństwie majowym spotykają
się okoliczni mieszkańcy.

Z okna małego pokoiku, gdzie mieszka ks. bp Zawitkowski podczas pobytu u
brata, rozciąga się widok na sady i łąki, dawną posiadłość urodzonego również w
Wale ks. abp. Marcina Dunina-Sulgostowskiego, Prymasa Polski w latach 1830-1842.
Z podwórka można dostrzec zabudowania wsi, w której się urodził, i wieżę
kościoła w Żdżarach, gdzie został ochrzczony oraz odprawił Mszę św. prymicyjną.
Ksiądz biskup lubi wracać do swoich korzeni. – Do naszych miejsc – jak je
określa Jan Zawitkowski i dodaje: – Tu jest źródło. Tu się wszystko urodziło –
ten talent i to powołanie.

 Bogusław Rąpała

***

Kapłan dobry jak chleb


Nasz Dziennik, 2012-05-
20

 

Nasze "Majowe zamyślenia" z Księdzem Biskupem Józefem Zawitkowskim krzepią
serca, o co ten Kapłan Nadziei i Miłości od lat tylu walczy "w trudzie nie
małym" (że zacytujemy Sienkiewiczowski epilog "Trylogii").

To On przypominał nam figurę Chrystusa, "zwaloną przez nienawiść" z frontonu
kościoła Świętego Krzyża (z której to świątyni Ekscelencja wygłosił tyle
wspaniałych kazań), lecz wołającą nieugięcie – "Sursum corda!". I Ksiądz Biskup
unosi w górę serca nasze.
Ze wzruszeniem słuchamy Jego odwołań do rodzinnego gniazda na wsi, do wspomnień,
gdy "Dziadek kochany po siewach całował ziemię, aby plon wydała, a przed żniwami
kłosy całował, by Pan Bóg chleb rozmnożył". Tym chlebem Matka Księdza Biskupa
dzieliła się z biednymi, opuszczonymi, wygnanymi. Może tę chwilę, gdy mały "Józik"
wręczał pachnący łanami zbóż chleb ubogim sąsiadom czy uciekinierom z
powstańczej Warszawy, wspominał Ksiądz Biskup, tworząc pieśń, która stała się
jednym z piękniejszych hymnów wiary – "Panie, dobry jak chleb".

Prosił nas w swoich kazaniach świętokrzyskich, by "pamięć zachować i
tożsamość". W Jego zamyśleniach biją źródła pamięci. Z "cmentarzy wojennych",
gdzie "wolność krzyżami się mierzy" – przywołuje Ksiądz Biskup powstańców
styczniowych roku 1863 i powstańców Warszawy 1944, Orlęta Lwowskie i bohaterów
wojny roku 1920, i księdza Ignacego Skorupkę biegnącego przez bitewne pole z
wysoko uniesionym krzyżem. Poświęca im Asnykowy apel, przypominając że na
okrwawionych kamieniach stolicy "jeszcze się święty ogień żarzy i miłość ludzka
stoi tam na straży", przywołując przesłanie Kochanowskiego: "A jeśli komu droga
otwarta do nieba – tym co służą Ojczyźnie".

W mistrzowski sposób Ekscelencja inkrustuje swe homilie wielkim słowem
ojczystym. Jest w nich obecne dziedzictwo księdza Piotra Skargi z przekonaniem,
iż "sprawiedliwość jest fundamentem Rzeczypospolitej". Jest w nich ogrom
testamentu romantyków polskich. Przywołuje Ksiądz Biskup Mickiewiczowską wiarę,
że "nasz naród jak lawa", modlitwy Krasińskiego do Bogurodzicy, by była nam
"Matką teraz i na wieki", przesłanie Norwida, by "krzyż stał się nam bramą", a
Ojczyzna "moralnym zjednoczeniem".
To Ksiądz Biskup w swej pieśni prosi – bądźmy "Jednym duchem, jednym sercem".

Kapłanie – dobry jak chleb! Bądź pozdrowiony od tych wszystkich rodaków,
których ogarniasz sercem, mówiąc do nas zawsze – "Kochani moi!". Kochamy Cię!

Barbara Wachowicz

drukuj