Kardynalny błąd premiera Tuska
Z dr. Józefem Szaniawskim rozmawia Mariusz Bober
Jak Pan ocenia sytuację powstałą po deklaracji premiera Donalda Tuska, która została odebrana jako zerwanie rozmów z Amerykanami w sprawie budowy elementów tarczy antyrakietowej w Polsce? To rzeczywiście koniec rozmów z USA, a przynajmniej z obecną administracją Białego Domu?
– Jest takie stare polskie powiedzenie: „dłużej klasztora niż przeora”. Parafrazując je, można powiedzieć, że dłużej USA i Polski niż ekip, które obecnie rządzą w obu krajach. Uważam, że każda amerykańska obecność w naszym kraju wzmacnia Polskę politycznie, ekonomicznie i militarnie. USA to jedyne państwo, na które możemy obecnie liczyć i które nigdy Polsce nie zaszkodziło. Dziś uzasadnione jest umieszczenie u nas instalacji umownie nazywanych tarczą antyrakietową, których koszt jest szacowany na 2,5 do 12 mld USD. Są państwa w Europie, m.in. Wielka Brytania i Dania, mające na swoim terytorium instalacje amerykańskie warte kilkadziesiąt, a nawet kilkaset mld USD. One przynoszą tym krajom korzyści zarówno polityczne, jak i ekonomiczne oraz militarne.
My także mielibyśmy takie korzyści? Ekipa premiera Tuska tłumaczy, że kierowała się również interesem ekonomicznym Polski…
– To, co mówi premier Tusk, można uznać za zachowanie naiwnej panny młodej, która koniecznie chce wyjść za mąż za jakiegoś bogatego kawalera i stawia wygórowane warunki otrzymania wielkiego wiana, a w końcu zostaje starą panną. Przemówienie Donalda Tuska było kompletnym błędem. W taki sposób, w telewizji, nie ogłasza się zakończenia tak ważnych negocjacji z Amerykanami. Jego przemówienie trzeba uznać za antyamerykańskie. Z taką zawziętością Tusk nie wyrażał się nigdy na temat byłego prezydenta Rosji Władimira Putina czy obecnego – Dmitrija Miedwiediewa. Premier tymczasem mówił o USA tak, jakby Stany Zjednoczone zagrażały bezpieczeństwu Polski. Tymczasem gdy w lutym wrócił z wizyty w Moskwie, nie mówił nic na temat zagrożenia bezpieczeństwa Polski ze strony Rosji.
Z wypowiedzi premiera Donalda Tuska wynika, że miał wątpliwości co do zapewnienia bezpieczeństwa Polski przez USA. Tłumaczył, że Amerykanie nie gwarantowali przekazania na stałe systemu rakietowego Patriot?
– Dla Amerykanów bardzo ważne jest, by mieć pewnego i silnego sojusznika w tej części Europy, z bitną armią i tradycjami współpracy sięgającymi połowy XVIII wieku. Przecież Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski byli również ojcami założycielami armii amerykańskiej. Dlatego USA opłaca się inwestować w Polskę. Nam również opłaca się oprzeć się na Ameryce, a nie na Unii Europejskiej. Wcześniej czy później mądrzy ludzie po obu stronach Atlantyku zrozumieją to. Dla nas ważne jest też, że w USA mamy kilkanaście milionów rodaków mówiących po polsku lub przynajmniej mających związki z Polską. Możemy także wykorzystać zasługi, jakie Stanom Zjednoczonym oddał pułkownik Ryszard Kukliński. Były szef Wydziału CIA ds. ZSRS i Europy Wschodniej David Forden ocenił, że dzięki informacjom przekazanym przez Ryszarda Kuklińskiego USA zaoszczędziły na przełomie lat 70. i 80., w szczytowym okresie zimnej wojny, 3-7 mld ówczesnych dolarów na niepotrzebnych już wtedy zbrojeniach jednostek pancernych. Podobne szacunki przedstawili Zbigniew Brzeziński oraz prof. Richard Pipes.
Premier zapewne kierował się sondażami, z których wynika, że wielu Polaków obawia się, iż instalacja amerykańska może nas narazić na atak, jeśli nie ze strony Rosji, to islamskich terrorystów…
– To już zupełny absurd. To myślenie rodem z XVIII w., że jeśli umacniamy bezpieczeństwo Polski, to narażamy się na atak Rosji. Kraj ten i tak może wymierzyć w nas swoje rakiety, czy nam się to podoba, czy nie. Dlatego to nie może być argument przemawiający za tym, żeby nie dbać o nasze bezpieczeństwo. Co do fundamentalistów islamskich, to rzeczywiście, baza USA mogłaby być jakimś pretekstem. Nie sądzę jednak, by terroryści mogli takiej bazie zagrozić. Natomiast Polska i tak jest narażona na taki atak jako członek koalicji antyterrorystycznej. To, co umownie nazywamy zachodnią cywilizacją, której jesteśmy częścią, jest ciągle narażone na atak terrorystów, islamski dżihad. Idąc tym tropem myślenia, można formułować pretensje do króla Jana III Sobieskiego, że walczył m.in. z Turkami pod Wiedniem.
Budowa elementów tarczy antyrakietowej może na trwałe związać naszą politykę z USA. Czy dlatego obecny rząd tak naprawdę nie chce doprowadzić do trwałego i wieloletniego sojuszu z USA? Może jego zachowanie wynika z tego, że ważniejsze dla niego są sojusz z Unią Europejską i porozumienie z Rosją?
– Gdy powstał rząd Donalda Tuska, od razu dało się zauważyć, że jest kilka ośrodków prowadzących politykę zagraniczną kraju. Pierwszym jest premier, w imieniu którego działa „nadminister” Władysław Bartoszewski, sekretarz stanu w kancelarii premiera, drugi ośrodek to Kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Trzecim ośrodkiem, wyraźnie o charakterze wykonawczym, stało się Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Właściwie takie funkcje pełnią ministrowie Radosław Sikorski i Witold Waszczykowski, główny negocjator w sprawie tarczy antyrakietowej. Sprawia to, że polska polityka zagraniczna nie ma jednego kierunku, tylko kilka wektorów, które czasami są zbieżne, a czasami się rozchodzą. To jest kardynalny błąd polskiej polityki. Nawet nasi przyjaciele za granicą, nie tylko wrogowie, mogą na tej podstawie wyciągnąć wnioski, że polska polityka jest niespójna. Przed wojną nie było czegoś takiego, bo był silny ośrodek w postaci marszałka Józefa Piłsudskiego, a szef MSZ Józef Beck tylko wykonywał jego polecenia. Żaden element władzy nie wymaga takiej jednoznaczności jak polityka zagraniczna. Tego właśnie brakuje u nas obecnie. Dlatego nie jest również dobrze, że to szefowa Kancelarii Prezydenta Anna Fotyga wyjeżdża do USA i w imieniu prezydenta wypowiada się w sprawie tarczy antyrakietowej, a sam prezydent milczy.
Jak zachowanie polskich władz zostanie odczytane na Zachodzie, przede wszystkim w USA? Tam chyba nie występują tego typu rozbieżności w uprawianiu polityki zagranicznej?
– Rzeczywiście, ale tam prowadzi ją prezydent, nie ma stanowiska premiera. Na tym polega przewaga systemu amerykańskiego nad systemami europejskimi. Taką niejednoznaczność w polityce zagranicznej krytykował już marszałek Józef Piłsudski. Od tego czasu niewiele się w Polsce zmieniło. Co do przemówienia premiera Tuska, to można je porównać np. do wypowiedzi byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera. Niewątpliwie została bardzo źle odebrana w USA. Jeśli zaś Rosjanie cieszą się z oświadczenia polskiego premiera, to zapala mi się żółte pulsujące światło.
Premier tłumaczył, że chciał wynegocjować lepsze warunki…
– Uważam, że trzeba brać od Amerykanów to, co dają, a jeśli czegoś nie dają, to negocjować tak, by uzyskać to w późniejszym czasie. Nie wyobrażam sobie, by Polska nie otrzymała ważnych rzeczy, bo jest dla USA ważna.
Nie widzi Pan alternatywy dla sojuszu z USA? Niektóre środowiska wolą opierać bezpieczeństwo państwa na sojuszu z Unią Europejską, a nawet doraźnie współpracować z Rosją?
– Sojusz z Rosją już przerabialiśmy, np. targowicę w XVIII wieku. Potem w okresie PRL też mieliśmy sojusz strategiczny z Rosją sowiecką. Moskwa zawsze dążyła do osłabienia Polski, traktując nas instrumentalnie jako pomost do Europy. Jest to absolutnie naiwne myślenie, że wyjdziemy dobrze na sojuszu z Rosją. Co do UE, to jej największy kraj, Niemcy, dąży właśnie do ścisłego sojuszu z Moskwą. Dlatego Polacy, ze względu na tę sytuację geostrategiczną, nie mogą opierać bezpieczeństwa kraju na sojuszu z Unią Europejską. Przecież nawet unijni decydenci nie potrafią wymienić kilku elementów wspólnej polityki zagranicznej czy obronnej. Nie ma też wspólnej polityki energetycznej. To o jakim sojuszu z UE możemy myśleć?
Czyli Unia może się nam przydać tylko do współpracy gospodarczej?
– Powiem więcej – wyłącznie handlowej. Natomiast bezpieczeństwo kraju powinniśmy oprzeć na sojuszu z USA.
Dziękuję za rozmowę.
Dr Józef Szaniawski – ostatni więzień PRL, w stanie wojennym skazany jako agent CIA, uniewinniony i zrehabilitowany w 1990 r. przez Sąd Najwyższy RP. Historyk, politolog, publicysta. Wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
