Jesteśmy pokoleniem Jana Pawła II
Mój duchowy przewodnik
To już trzecia rocznica śmierci Sługi Bożego Jana Pawła II, a wydaje mi się, jakby to było wczoraj. W 1999 roku, kiedy Ojciec Święty odwiedził Polskę, razem z rodziną pojechaliśmy na Mszę Świętą, którą Jan Paweł II sprawował w Sopocie. Nie było to jednak moje pierwsze spotkanie z Papieżem Polakiem. Podczas wizyty Ojca Świętego w Gdyni w 1987 roku, po raz pierwszy, będąc pod sercem mamy, uczestniczyłam w spotkaniu z nim.
Urodziłam się w roku, kiedy Następcą św. Piotra był Papież Jan Paweł II. Jako osobie młodej trudno mi było sobie wyobrazić, że może być inny Papież. Kiedy dowiedziałam się o jego ciężkim stanie zdrowia, z uwagą wsłuchiwałam się w informacje przekazywane przez rzecznika Stolicy Apostolskiej Joaquina Navarro-Vallsa. Żyłam nadzieją, że usłyszę jeszcze głos Ojca Świętego. Choć tak się nie stało, to nauka Jana Pawła II jest dla mnie wciąż żywa.
15 marca br., podczas Misterium Męki Pańskiej na poznańskiej Cytadeli, po raz kolejny wróciłam do 2 kwietnia 2005 roku. Wpatrując się w oblicze Jezusa, widziałam twarz Ojca Świętego Jana Pawła II. Słuchając papieskich słów, wspomnieniami wracałam do tamtego dnia. Ciężko pogodzić się ze śmiercią kogoś bliskiego, a taką osobą był właśnie dla mnie Ojciec Święty. Z perspektywy czasu człowiek potrafi patrzeć na śmierć inaczej. Kiedy Jan Paweł II odchodził do Domu Ojca, na mojej twarzy pojawiły się łzy, ale tak naprawdę mogły to być łzy radości, ponieważ Jan Paweł II doszedł do celu swojej drogi. Śmierć jest dopiero początkiem.
Dla mnie Jan Paweł II jest Ojcem, który pomaga mi iść za Chrystusem. Gdy wsłuchiwałam się w słowa Papieża, czułam ciepło, jakie biło z jego serca. Bliskie są mi także pasje Ojca Świętego, ponieważ tak jak on uwielbiam wędrówki po górach czy też wakacyjne spływy kajakowe. Chociaż minęły już trzy lata od śmierci ukochanego Papieża Jana Pawła II, to każdego dnia czuję, jakby był on ze mną. W zeszłym roku, w rocznicę śmierci Sługi Bożego, podczas adoracji w mojej rodzinnej parafii we Władysławowie, czytając papieski testament, widziałam jego twarz pełną uśmiechu. Jan Paweł II darzył uśmiechem każdego człowieka. Chociaż jeszcze nie usłyszeliśmy oficjalnie „Santo JP II”, to dla mnie Jan Paweł II jest święty. To mój duchowy przewodnik i wzór, którego czyny są godne naśladowania. Kiedy czasami nie wiem, co zrobić, jaką podjąć decyzję, w myślach przywołuję słowa Ojca Świętego, które są dla mnie drogowskazem: „Nie bój się, nie lękaj! Wypłyń na głębię!”. Czuję, jakby w chwilach trudnych Ojciec Święty wyciągał do mnie ojcowską, zawsze pomocną dłoń.
W tym roku, w 3. rocznicę śmierci Ojca Świętego, będę miała okazję być na placu św. Piotra w Rzymie. Wiem, że czas spędzony w tym miejscu będzie dla mnie wspaniałą modlitwą. Uklęknę przed grobem Jana Pawła II i powiem mu: „Do zobaczenia”.
Agnieszka Kiedrowska,
studentka I roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej WSKSiM
Pozostawił niezatarty ślad
Jan Paweł II – człowiek wielki wiarą i miłością. Z jego ust płynęły zawsze: ciepłe słowo, otucha, nadzieja. Do tej głębokiej wiary lgnęły miliony wiernych na całym świecie. Zmuszał nas do refleksji nad własnym ja, swą mądrością zmieniał świat. Kochał młodzież i powtarzał jej przez cały pontyfikat, że jest przyszłością Kościoła, że to ona będzie decydować o przyszłości Polski i całego świata. W trakcie światowych dni młodzieży zrodziło się pokolenie, które nazywamy pokoleniem JPII (jestem dumny, że też do niego należę). Młodzież na całym świecie przylgnęła wtedy do postaci Jana Pawła II. Dlaczego? Bo my zawsze szukamy wartości. Wiemy, że Jan Paweł II był przepojony Bogiem. Zatem szukając wartości, szukając Chrystusa, odkryliśmy Go w nim, w „naszym” Ojcu Świętym i poprzez niego. Znaleźliśmy więc w Janie Pawle II Chrystusa namacalnego, rzeczywistego. To jest Chrystus, z którym się identyfikujemy. Trwa to do dziś. „Pokolenie Jana Pawła II” na całym świecie chce naśladować Papieża Polaka w drodze do Chrystusa, chcemy iść po jego śladach. On jest dla nas ideałem, który daje nam radość, entuzjazm, nadzieję. Pamiętamy, że wszystko zawierzył Maryi: „Totus Tuus” – cały Twój… To motto kierowało jego życiem.
Pamiętam, jak staliśmy w przeddzień jego śmierci i śpiewaliśmy „Barkę”, modliliśmy się, aby nie odchodził, aby pozostał z nami jak najdłużej. Jego życie zgasło, ale nie umarł cały. To, co w człowieku niezniszczalne – trwa. Pokazał nam, jak żyć i jak umierać. Nauczył nas, jak przezwyciężać własne słabości, cierpienie.
Zostawił po sobie naukę skrytą w naszych sercach. Każdy kiedyś odejdzie, pozostawi ślad. Ale czy będzie ktoś, kto zostawi ślad tak wyraźny, jak Jan Paweł II?
Dawid Świder,
student I roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej WSKSiM
Wciąż obecny w naszych sercach
To już trzy lata, jak Ojciec Święty odszedł do Domu Ojca. To niesamowite, jak jeden człowiek w godzinie swojej śmierci potrafił zjednoczyć cały świat. A jednak…
Od tamtej pory często słyszeliśmy słowa: „santo subito” – święty natychmiast. Trwa proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Jana Pawła II i – jak powiedział podczas wizyty w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej ks. prałat Sławomir Oder, postulator procesu – „wszystko jest na dobrej drodze, ale potrzebna jest nieustająca modlitwa”.
Dla mnie osobiście śmierć naszego Papieża była wielkim przeżyciem, skłoniła mnie do refleksji nad życiem, nad jego przemijalnością. Ale nie był to tylko smutek, lecz także radość z tego, że od tej chwili Ojciec Święty jest w królestwie Boga, do którego szedł całe swoje życie, pokazując wszystkim, iż jedyną miłością, dla której warto żyć, jest Bóg.
Papież Jan Paweł II przed śmiercią powiedział: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie”. Te słowa skierowane były głównie do młodzieży. To właśnie dla nas, młodych, miał zawsze dobre słowo, które próbuję wprowadzać w swoje życie, choć nie zawsze jest to łatwe. Kiedy przychodzą trudności, proszę właśnie naszego Wielkiego Przyjaciela o pomoc, bo wiem, że on jest nadal z nami. Swoim słowem i gestem zawsze potrafił każdego pocieszyć, nigdy nikogo nie odtrącił. Dlatego cały świat tak bardzo go ukochał. Podczas pielgrzymki Ojca Świętego do Ojczyzny w 1999 roku przyjechałam do Torunia, by móc z całą rodziną uczestniczyć w tym spotkaniu. Przed oczami wciąż mam obraz Jana Pawła II. Mimo iż byłam jeszcze dzieckiem, to jednak bardzo przeżyłam to spotkanie. To było wielkie przeżycie, móc osobiście usłyszeć słowa Jana Pawła II, który był, jest i pozostanie na zawsze w moim sercu.
Ewa Szarszewska,
studentka I roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej WSKSiM
Szukałem was, a wy przyszliście do mnie…
Dzień jak co dzień. Sobota jak każda sobota. Tak wydawało się, gdy obudziłem się o siódmej rano. Szybka toaleta, śniadanie, plecak spakowany i już jestem w drodze. Jak co tydzień pierwsze trzy godziny dnia spędzam na grze w piłkę nożną. Wraz z kolegami po sali gimnastycznej udajemy się na basen. Sportowa sobota.
Około godziny 13.00 zmęczony, ale szczęśliwy wszedłem do domu. Przymierzając się do sobotnich porządków, włączyłem telewizor. Nie miałem czasu, by spokojnie usiąść i obejrzeć jakiś mecz, włączyłem więc kanał informacyjny. Nieświadom tego, co miało nadejść, spokojnie ścierałem kurze. Dzień, jak to bywa z tymi wolnymi od pracy czy szkoły, mijał bardzo szybko. Nawet nie spostrzegłem, kiedy zapadł zmrok. Porządki już miałem za sobą, więc wreszcie mogłem usiąść i jedząc kolację, zobaczyć, co nowego w szerokim świecie.
Nagle, zszokowany tym, co widzę, pogłośniłem odbiornik, ze wszystkich pokoi zbiegła się cała rodzina. Już nie były ważne kurze, brudne naczynia czy przypalający się na kuchni bigos. Cała nasza piątka, podobnie jak miliardy innych ludzi na ziemi, zamarła. Z zapartym tchem, ze łzami w oczach i smutkiem w sercu nasłuchiwaliśmy wieści z Watykanu.
Około godz. 21.00 zadzwonił do mnie ojciec rektor z mojej parafii. „Paweł! O 22.00 Msza św. o zdrowie dla Papieża, organizuj ekipę!” – brzmiała krótka wiadomość. Z miejsca wykonałem telefony do znajomych, znajomi do znajomych znajomych…
Ubierając się, ani na moment nie odrywałem wzroku od telewizora. Około godz. 21.45, gdy wychodziłem już z domu, wiedziałem, że nie idziemy na Mszę św. za zdrowie Jana Pawła II…
W autobusie tłok, w kościele tłum. W ciągu niecałej godziny przez telefon, internet, drogą pantoflową o Eucharystii dowiedziała się prawie cała kilkunastotysięczna parafia.
Od tego dnia aż do dziś każdego drugiego dnia miesiąca wieczorem zbieramy się, by prosić Boga o beatyfikację Jana Pawła II.
Paweł Delimata,
student I roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej WSKSiM
Spotkanie z Janem Pawłem II
Kim był, a raczej kim w dalszym ciągu jest i będzie dla mnie Sługa Boży Ojciec Święty Jan Paweł II?
Życie tego wielkiego człowieka stało się dla mnie źródłem wielu refleksji. Mimo że nie miałam możliwości spotkania się z Nim twarzą w twarz, to każda pielgrzymka pozostawiła w moim sercu świadomość, że wydarzyło się coś nadzwyczajnego. Po każdym doświadczeniu obecności Jana Pawła II we wspólnocie pozostawało we mnie głębokie pragnienie spotkania się z nim osobiście. I nagle, w 2005 roku nadarzyła się sposobność, abym pojechała na pielgrzymkę do Rzymu z audiencją u Ojca Świętego. Cud, mam możliwość zrealizować swoje marzenie. Ale niestety, miesiąc wcześniej Ojciec Święty Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca. Nie ma wśród nas wielkiego Polaka. Pustka? Nie, wcale nie, Papież Jan Paweł II jest wśród nas, żyje, bo jest w sercach tysięcy młodych ludzi, i w moim sercu.
Po jego śmierci zrozumiałam, kim był, jak żył. Zatęskniłam za słowem, którego za jego życia nie doceniałam, nie słuchałam i nie chciałam czytać, bo mimo że piękne, było za trudne. Teraz wiem, że moje prawdziwe spotkanie z Janem Pawłem II dokonało się dopiero po jego śmierci, dokonało się w moim sercu.
Elżbieta Krasoń,
studentka I roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej WSKSiM
