Jestem w drodze
Z Magdaleną Frączek, wokalistką zespołu Love Story, rozmawia Bogusław
Rąpała
W jakich okolicznościach powstał zespół Love Story?
– Można powiedzieć, że zespół najpierw powstawał na poziomie serca. W 2006 r.
byłam na spotkaniu dla muzyków "Strefa Chwały" w Gródku nad Dunajcem. Miałam
wówczas siedemnaście lat. Tam nastąpił przełom w moich dotychczasowych
poszukiwaniach i poczułam, że chcę założyć taki właśnie zespół.
Początki były trudne?
– W zespole jest jak w rodzinie. Ciągle trzeba mierzyć się ze swoimi
słabościami. Ale jeśli się coś kocha, to się to po prostu robi, bez względu na
okoliczności. Tak jak z każdym innym powołaniem czy zawodem. Czy mama wstająca
do małego dziecka w środku nocy może powiedzieć, że to jej ulubione zajęcie?
Chyba nie. Ale czy może powiedzieć, że kocha to robić? Jak najbardziej, bo ona
tę miłość dosłownie wyraża.
W swoich utworach śpiewa Pani o czystości przedmałżeńskiej. Dlaczego
właśnie taka tematyka?
– Staram się śpiewać przede wszystkim o miłości. Tematem, który mnie w tej
chwili najbardziej interesuje, jest kobiecość i jej przeżywanie. Wszystko
wygląda bardzo prosto – piszę piosenki, które odzwierciedlają to, co aktualnie
dzieje się we mnie. Myślę, że siłą tych utworów jest to, że nie ma w nich nic
udawanego, że są one jak najbardziej spójne z życiem autora oraz z jego
rozterkami. Najbardziej zależy mi na tym, aby nawiązać więź ze słuchaczem,
dlatego proponuję mu: Zobacz, jak ja to przeżywam. Tak powstają moje utwory.
Jak zatem to Pani przeżywa?
– Jako młoda kobieta mogę powiedzieć, iż sama kwestia tego, jak przeżywam
miłość, jest priorytetową sprawą. Sprawą, która odzwierciedla się zarówno w
życiu rodzinnym, jak i zawodowym (w moim przypadku jest to muzyka). Pragnę się
tym dzielić. Nie tyle pouczać, wychodzić z perspektywy człowieka, który już coś
wie. Ja ciągle jestem w drodze. Dlatego zawsze podkreślam, że badam swoje serce
i na podstawie tego, co w nim odnajduję, piszę swoje teksty. Dla mnie ważna jest
miłość i przeżywanie jej w kontekście tego, co my rozumiemy pod pojęciem
czystości.
Czy to, co Pani śpiewa, trafia do młodych ludzi?
– Tych ludzi, którzy przychodzą na nasze koncerty, spotykam jeden niepowtarzalny
raz w życiu, dlatego staram się potraktować ten czas jak indywidualne spotkanie
z każdym z nich. Ciągle uczę się tej perspektywy. Chcę być jak najbliżej siebie,
zespołu i tego, który aktualnie nas słucha, kogoś, kto ma własną niepowtarzalną
historię życia. Nie skupiam się na tym, czy to trafi do kogoś czy też nie, ale
na tym, co jest tutaj, że ktoś jest blisko, że to jest nasze bezpośrednie
spotkanie. To działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Ja coś daję, ale też
otrzymuję coś w zamian. Czuję to bardzo mocno na naszych koncertach. Słuchacz,
którego być może już nigdy więcej nie spotkam, uczy mnie słuchać. I to jest
niesamowite, że ludzie przychodzą na koncerty i ufają, że to, co usłyszą, jest
dobre i piękne. Nie mam wątpliwości, że nie pozostaje to bez wpływu na nich.
Również po sobie i po bliskich mi osobach widzę, że to, co robi Love Story, to
tzw. muzyka prosto w serce. Ludzie często do nas piszą, że utożsamiają się z
tym, co śpiewamy. Odnajdują w tym siebie.
Śpiewa Pani również o tym, jak piękne może być życie. Czym jest ono dla
Pani?
– Życie to dla mnie to, co się dzieje teraz: mój dom, moi bliscy, przyjaciele,
mój zespół, studia, ludzie, których spotykam w miastach, gdzie żyję, bo nie mam
jednego miejsca zamieszkania, dużo też podróżuję. Życie to wreszcie wszystko, co
dostałam za darmo, a co rozwijam w sobie poprzez ciężką pracę.
Jaką rolę odgrywa w nim Pan Bóg?
– On jest. Mam taką przestrzeń, która należy tylko do mnie i do Niego.
Pisze Pani słowa i układa muzykę. Kto lub co Panią inspiruje?
– Aktualnie inspiruje mnie to, co się dzieje w kobiecie. Nasza nowa płyta, która
powstaje teraz w Tarnowie, będzie nosiła tytuł "Effatha", tzn. "Otwórz się!".
Będzie to dziesięć historii o kobietach, które są w różnych punktach swojego
życia. Trochę będą to piosenki o mnie, trochę o kobiecie przez duże "K", czyli o
kobiecie, z którą każda z nas będzie mogła się utożsamić. Przy tworzeniu tej
płyty czerpię z osobistego doświadczenia Słowa Bożego, ze swoich przeżyć i z
przeżyć innych kobiet. To będzie płyta bardzo uniwersalna. Myślę, że panowie
bardzo mocno odnajdą się w tych piosenkach. "Effatha" będzie to pełne nadziei
spojrzenie na kobietę. Taką, która nie musi się siebie wstydzić, która ma w
sobie niezatartą wartość. Która jest pięknym darem dla świata. "Effatha, Effatha,
jest najpiękniejszą wizją świata" – tak brzmi refren tytułowej piosenki.
Dziękuję za rozmowę.
