Jest mało będzie drogo

Zbiory rzepaku mogą być w tym roku niższe nawet o 800 tys. ton w
porównaniu z poprzednimi latami, gdy produkcja sięgała 2 mln ton. To oznacza
wzrost cen ziarna, które już teraz kosztuje ponad 2 tys. zł za tonę.


To skutek zimowych wymarznięć, które największe straty spowodowały w
zbożach i właśnie w rzepaku. Główny Urząd Statystyczny oszacował, że rolnicy nie
zbiorą nawet kilograma ziarna z prawie 30 proc. pól obsianych rzepakiem i
rzepikiem ozimym. Okazuje się, że największe straty odnotowano w województwie
łódzkim, gdzie do zaorania nadaje się ponad 90 proc. upraw. Bardzo źle jest
także w regionach lubuskim i kujawsko-pomorskim, gdzie wymarzło odpowiednio 70 i
61 proc. upraw. Prawie połowę areału stracili także rolnicy z Wielkopolski. Dość
dobrze przezimował rzepak w województwach: małopolskim, podkarpackim, podlaskim
i warmińsko-mazurskim, ale to i tak nie zniwelowało strat, jakie poniósł ten
sektor. Mariusz Olejnik, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku,
potwierdza dane GUS, bo związek otrzymał podobne informacje od samych rolników.
A to oznacza tylko jedno: spadek produkcji, i to znaczny, bo choć na części pól
posiano rzepak jary, to jednak daje on o wiele niższe plony od ozimego, więc
sytuacja nie jest najlepsza. – Przed rokiem zebraliśmy około 2 mln ton rzepaku,
w tym roku będzie nie więcej niż od 1,2 do 1,4 mln ton – przewiduje prezes
Olejnik. Bardziej optymistyczne prognozy mówią o tym, że produkcja rzepaku
spadnie o 10-20 proc., ale i tak będzie to kilkaset tysięcy ton. – Jakby tego
było mało, po mroźniej zimie mamy suchą wiosnę, co również negatywnie wpływa na
stan upraw, a jeśli taka aura utrzyma się dłużej, może spowodować zmniejszenie
zbiorów także na tych polach, gdzie rzepak dobrze przetrwał zimę – mówi Anna
Mierzejewska, doradca rolny.

Taka sytuacja na pewno przełoży się na wzrost cen czarnego ziarna. W poprzednim
sezonie ceny rzepaku przekroczyły w kraju 1800 zł za tonę. Teraz jest jeszcze
drożej, bo według ostatnich notowań z Warszawskiej Giełdy Towarowej za tonę
rzepaku trzeba było zapłacić od 2050 do 2350 zł za tonę. Ofert sprzedaży było
jednak niewiele, co wynika z faktu, że rolnicy większość zapasów już sprzedali i
olejarnie czekają na ziarno z tegorocznych zbiorów. Ponieważ jednak tego będzie
niewiele, to można się spodziewać, że i w trakcie rzepakowych żniw cena surowca
skupowanego przez zakłady tłuszczowe będzie przekraczała 2 tys. zł za tonę. To
zaś przełoży się na wzrost cen oleju rzepakowego i zapewne innych olejów
roślinnych w naszych sklepach – o ile, trudno jest na razie prognozować.

Teoretycznie olejarnie mogą ratować się importem, ale przywóz rzepaku z
zagranicy nie będzie ani łatwy, ani tani. Wszystko dlatego, że zarówno w innych
państwach UE, jak i w Rosji i na Ukrainie (które należą do potentatów w
produkcji rzepaku) także spora część plantacji wymarzła. Mowa jest nawet o
20-30-procentowym spadku dostaw ziarna na rynki zagraniczne. A trzeba jeszcze
brać pod uwagę i to, że po polski rzepak zachcą sięgnąć również przetwórnie z
zagranicy, głównie z Niemiec. Mogą one zaproponować rolnikom wyższe ceny, tym
bardziej że nasi zachodni sąsiedzi spore ilości rzepaku przerabiają na biodiesel,
więc podaż surowca na krajowym rynku może jeszcze bardziej zmaleć.

Krzysztof Losz

drukuj