Jeden Klich w Senacie

Dwie poważne katastrofy samolotów wojskowych, jakie wydarzyły się podczas
rządów Bogdana Klicha w Ministerstwie Obrony Narodowej, oraz jego dymisja
złożona po opublikowaniu raportu Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa
Państwowego z badania katastrofy samolotu Tu-154M okazały się zbyt słabym
argumentem. Klich ponad 52 procentami głosów zdobytymi w okręgu 33, obejmującym
część Krakowa, wygrał wybory i zasiądzie w Senacie RP. Na byłego ministra obrony
narodowej zagłosowało ponad 95 tys. osób.

Kolejny z kandydatów i najpoważniejszy kontrkandydat Zbigniew Cichoń,
popierany przez PiS – uzyskał ponad 55 tys. głosów, co dało mu nieco ponad
30-procentowe poparcie. W okręgu 33 startowało czterech kandydatów. Odpadli:
prof. Włodzimierz Roszczynialski z Unii Prezydentów "Obywatele do Senatu", który
uzyskał blisko 23 tys. głosów (ok. 13 proc. poparcia), oraz krakowski adwokat
Przemysław Zalasiński, kandydat niezależny, którego poparło niespełna 8 tys.
wyborców (nieco ponad 4,3 proc.).
O sukcesie wyborczym nie może mówić za to Edmund Klich, były polski akredytowany
przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym oraz szef Państwowej Komisji Badania
Wypadków Lotniczych. Po zdobyciu medialnej popularności jako akredytowany przy
MAK zdecydował się na start w wyborach do Senatu w swoim rodzinnym regionie w
Wielkopolsce jako kandydat niezależny. Rzeczywistość polityczna jednak
zweryfikowała zapędy Klicha. W okręgu 94, obejmującym miasto Leszno oraz
powiaty: gostyński, kościański, leszczyński i rawicki, zdobył ok. 19 tys.
głosów, co dało mu niespełna 17-procentowe poparcie. Najlepszy wynik w okręgu
uzyskał Marian Poślednik z KW Platformy Obywatelskiej, który zdobył ponad 34
procent głosów. Reprezentująca w regionie PiS Elżbieta Barys uzbierała prawie 20
procent głosów. W okręgu 94 o mandat senatora ubiegało się sześciu kandydatów.
Zdzisław Maćkowiak (PSL) zdobył ponad 11 proc. głosów, a Maciej Wiśniewski (SLD)
uzyskał ok. 14-procentowe poparcie. Najsłabszy, niespełna 5-procentowy wynik
osiągnęła Grażyna Głuszczak, kandydatka niezależna.
W ocenie dr. Tomasza Teluka, politologa, założyciela Instytutu Globalizacji,
decyzje wyborców wskazują, że Polacy nie chcą gwałtownych zmian, rewolucji
moralnej, ale wybierają – jak im się wydaje – "święty spokój". – Po katastrofie
smoleńskiej widać, że nawet duży polityczny wstrząs nie jest w stanie tu nic
zmienić. Nie ma tu żadnej refleksji. Być może poważny kryzys ekonomiczny,
boleśnie dotykający wyborców, mógłby być tu katalizatorem – mówi Teluk. Jego
zdaniem, wyniki wyborów parlamentarnych pokazują, że wyborcy kierują się
wyłącznie emocjami. Decydują takie elementy jak wygląd, to, że ktoś jest
pokazywany w mediach, oraz jego przynależność do popularnej partii. – Dziś dla
wielu wyborców te kwestie są najważniejsze. Ktoś jest ładny albo brzydki, kogoś
się lubi albo nie. To jest gra na emocjach. Nie ma głębokiej refleksji nad
życiem publicznym i to, że za czasów Bogdana Klicha jako ministra obrony
narodowej doszło w wojsku do dwóch poważnych katastrof lotniczych, jest – jak
widać – sprawą drugorzędną – ocenia Teluk. Taką diagnozę potwierdza wynik
wyborczy Edmunda Klicha, z którym wygrali kandydaci najsilniej rywalizujących na
szczeblu centralnym partii PiS i PO. – Wyborcy zagłosowali na partie. Oni w
wielu wypadkach nawet nie byliby w stanie zidentyfikować poszczególnych
kandydatów. Polityka stała się jak produkty codziennego użytku i ta kampania to
wyraźnie pokazała, przekraczając wszelkie granice. Mam tu na myśli np. striptiz
jednej z kandydatek w spotach. Jeśli sprawy idą w tym kierunku, to aż strach
pomyśleć, co będzie się działo w kampanii za cztery lata – kwituje Teluk.

 

Marcin Austyn

drukuj