Jawnie o powodzianach
Krakowski sąd apelacyjny na jawnym posiedzeniu rozpatrzy sprawę dalszych
losów pozwu zbiorowego powodzian z Sandomierza i Tarnobrzega. Domagali się tego
prawnicy powodzian.
– Na pewno jawne posiedzenie sądu będzie miało większe znaczenie, ponieważ i
media, i bezpośrednio zainteresowani mają większe możliwości – mówi "Naszemu
Dziennikowi" Zbigniew Rusak, przedstawiciel powodzian. – Jedna czy druga strona
ma możliwość wniesienia wniosków w trakcie rozprawy. Natomiast na posiedzeniu
niejawnym sąd podejmuje decyzję i na tym się kończy. A prawda jest taka, że jest
to sprawa precedensowa, która otwiera furtkę innym tego typu postępowaniom –
podkreśla poszkodowany przez żywioł przedsiębiorca. Rusak podkreśla, że z tych
właśnie powodów o rozprawę jawną wnioskowali prawnicy reprezentujący powodzian.
W sekretariacie sądu apelacyjnego poinformowano nas, że termin jawnej rozprawy
zostanie wyznaczony w przyszłym tygodniu.
Powodzianie mają nadzieję, że sąd oddali zażalenia przedstawicieli Skarbu
Państwa i podtrzyma decyzję o skierowaniu ich pozwu na rozprawę. – Nie
przyjmujemy innego wyjścia z sytuacji. Dla nas jest to prosta sprawa, tylko dla
prawników w jakiś sposób skomplikowana – zauważa Rusak. I zapowiada, że do pozwu
po jego przyjęciu przyłączy się znacznie większa liczba osób.
– Tak dużo ludzi już dzwoni, mam ponad sto osób chętnych. Dotyczy to nie tylko
domów czy firm, ale także ludzi, którzy mieli różne uprawy. Sprawa jest taka, że
wielu osobom ta pomoc nie została przyznana, dlatego będą się domagali swoich
roszczeń w sądach – podkreśla powodzianin.
Siedemnastu poszkodowanych domaga się od wojewody świętokrzyskiego, Regionalnego
Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie i Świętokrzyskiego Zarządu Melioracji i
Urządzeń Wodnych w Kielcach oraz od powiatu sandomierskiego i gminy miejskiej
Sandomierz odszkodowań na łączną kwotę około 9,3 mln złotych. W maju krakowski
sąd okręgowy uznał, że pozew jest dopuszczalny, ale od tej decyzji odwołały się
wszystkie organa.
Poszkodowani argumentują, że doszło do zaniedbań i źle utrzymywano wały
przeciwpowodziowe (zarośnięte międzywale, brak melioracji). Poza tym źle
zorganizowana była sama akcja ratunkowa. Zbyt późno ogłoszono alarm i wezwano
wojsko na ratunek.
Zenon Baranowski
