„Janusz strzelił z ucha”

Janusz Kaczmarek, były szef MSWiA, namawiał byłego ministra
sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę do składania fałszywych zeznań. – Zwrócił się
do mnie, żebyśmy ustalili, że jego w tej sprawie nie ma. Uzasadnił to tym, że
nie miałem prawa przekazać mu tej informacji, że byłoby lepiej dla mnie, żebym
zapomniał, że go informowałem – mówił posłom z komisji śledczej ds. domniemanych
nacisków na służby specjalne, organa wymiaru sprawiedliwości i policję
Ziobro.

Dużo miejsca w swojej swobodnej wypowiedzi przed komisją Zbigniew Ziobro
poświęcił sprawie akcji CBA w ministerstwie rolnictwa i tzw. aferze gruntowej.
Zeznał, że sprawa w ministerstwie rolnictwa była jedną z wielu wówczas
prowadzonych i istniały dowody, które dawały pewność, iż dochodzi do
przestępstwa. O śledztwie dowiedział się od ówczesnego szefa CBA Mariusza
Kamińskiego, który w styczniu 2007 r. informował go, że we Wrocławiu działają
dwie osoby, które powołują się na swoje wpływy m.in. w ministerstwie rolnictwa.
To Piotr Ryba i Andrzej K., a były podejrzenia, że mieli oni działać – według
byłego ministra – w porozumieniu z Andrzejem Lepperem.
O akcji CBA związanej
z odrolnieniem gruntu i przekazaniem łapówki w ministerstwie rolnictwa 6 lipca
2007 r. Ziobro dowiedział się 5 lipca od wiceprokuratora generalnego Jerzego
Engelkinga. Wieczorem 5 lipca rozmawiał o tym z ministrem spraw wewnętrznych i
administracji Januszem Kaczmarkiem. – Przekazałem panu Kaczmarkowi wiedzę, że
dnia następnego będzie finalizowana akcja specjalna, że z informacji, jakie
uzyskałem od ministra Kamińskiego, wynika, że operacja jest bardzo dobrze
przygotowana, są podjęte niezbędne działania operacyjne, aby ją zabezpieczyć, są
przygotowane pieniądze, specjalna walizka – relacjonował Ziobro. CBA chciało
śledzić pieniądze, czy rzeczywiście w części trafią do ministra rolnictwa
Andrzeja Leppera.
Następnego dnia, 6 lipca, prowadzona akcja początkowo miała
przebiegać według planów, potem się to zmieniło i w godzinach wieczornych Ziobro
spotkał się z Mariuszem Kamińskim. – Poinformował mnie w bardzo poważnym tonie,
że doszło do przecieku, ktoś świadomie, z premedytacją, przekazał informacje
osobom zainteresowanym i w momencie przekazywania pieniędzy Piotr Kruszyński
wykonał jeden telefon, który zupełnie zmienił obraz sprawy – mówił
Ziobro.
Dwa dni później, 8 lipca, rozmawiał z Kaczmarkiem, który oświadczył
mu, że „jego w tej sprawie nie ma”. – Zwrócił się do mnie, żebyśmy ustalili, że
jego w tej sprawie nie ma. Uzasadnił to tym, że nie miałem prawa przekazać mu
tej informacji, że byłoby lepiej dla mnie, żebym zapomniał, że go informowałem –
podkreślił Ziobro. Zadeklarował, iż odmówił, a sprawa stała się „kuriozalna”. –
Minister spraw wewnętrznych namawia mnie, żebym składał fałszywe zeznania, skoro
wie, że sprawa jest prowadzona – wyjaśniał.
O tej rozmowie opowiedział m.in.
Engelkingowi, na co ten odpowiedział, że „Janusz strzelił z ucha”, co ma
oznaczać, iż nastąpił przeciek.
Według byłego ministra, o akcji CBA miał
wiedzieć Andrzej Lepper, a miał się dowiedzieć od posła Samoobrony Lecha
Woszczerowicza, na co z kolei miały wskazywać m.in. zeznania funkcjonariusza
BOR. Wówczas zaczęto badać wersję przecieku, według której o akcji CBA Andrzeja
Leppera uprzedził ówczesny szef MSWiA Janusz Kaczmarek, a mieli w tym
pośredniczyć Woszczerowicz i przedsiębiorca Ryszard Krauze.

Paweł Tunia

drukuj