Jak osłodzić order dla Michnika
Z dr. hab. Mieczysławem Rybą, profesorem KUL, kierownikiem Katedry
Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku, rozmawia Paulina Jarosińska
Bronisław Komorowski spotkał się wczoraj z przedstawicielami ostatnich
żyjących Cichociemnych z okazji 70. rocznicy pierwszego skoku na terytorium
okupowanej Polski w nocy z 15 na 16 lutego 1941 roku w Dębowcu. Czy nie jest to
według Pana Profesora próba aktywizacji w dziedzinie polityki historycznej po
licznych kontrowersyjnych krokach na tym polu?
– Odniósłbym się w tym miejscu do jednej bardzo ważnej sprawy, która naświetli
nam specyfikę polityki historycznej prezydenta Bronisława Komorowskiego. Otóż
jest on o krok od odwołania szefa pionu śledczego IPN Dariusza Gabrela. Motyw
podawany przez "Gazetę Wyborczą" i media pochodne jest taki, że Instytut
niesłusznie rozbudował śledztwo w sprawie katastrofy samolotu w Gibraltarze z
premierem gen. Władysławem Sikorskim na pokładzie. Wszystko wskazuje na to, że
prezydent taką decyzję podejmie. Przypomnę, że wcześniej tego typu decyzje
odnoszące się do IPN, czyli instytucji upamiętniającej kluczowe wydarzenia w
naszej najnowszej historii oraz ścigającej zbrodnie przeciwko Narodowi
Polskiemu, były już przez Bronisława Komorowskiego podejmowane. Mam tu na myśli
podpisanie ustawy o IPN, jeszcze w czasach, gdy był on pełniącym obowiązki
prezydentem. W sytuacji gdy ma zapaść kolejna decyzja uderzająca w IPN,
inicjatywa związana ze spotkaniem z rodzinami i przedstawicielami Cichociemnych,
jak Pani słusznie zauważyła, jest takim gestem PR "osładzającym". Sprawa
Cichociemnych w perspektywie polityki historycznej uprawianej przez
Komorowskiego i generalnie środowisko z nim związane, które umownie nazywam
środowiskiem "Gazety Wyborczej", nie jest sprawą kontrowersyjną – spokojnie może
ona właśnie osładzać decyzje, które są nad wyraz kontrowersyjne.
Zdarzało się, że prezydent Komorowski jako historyk miał wyjątkowo wybiórczą
pamięć – nie było żadnej reakcji z jego strony na śmierć Marii
Fieldorf-Czarskiej, wiele rocznic w ubiegłym roku również w opinii części
historyków zostało potraktowanych po macoszemu.
– Jak powiedziałem, u samego korzenia jego prezydentury, a właściwie jeszcze,
gdy pełnił obowiązki prezydenta, podjął decyzję wbrew woli tragicznie zmarłego
prezydenta o podpisaniu bubla – ustawy dotyczącej Instytutu Pamięci Narodowej.
Była to sprawa bardzo ważna dla polityki historycznej, nie tylko ze względów
symbolicznych, ale przede wszystkim merytorycznych, ponieważ to właśnie IPN
polityką historyczną kieruje. Później jako marszałek przyznał sobie prawo do
mianowania następcy w Instytucie. Ta ustawa była jeszcze wielokrotnie
nowelizowana, ponieważ z prawnego punktu widzenia była ona po prostu źle
napisana. Do czego w konsekwencji to prowadzi? Z jednej strony do utrwalania
mitów, a z drugiej do konieczności pisania historii od nowa.
Ponieważ odsłoniło to, ku jakim grupom politycznym skłania się Komorowski?
– Oczywiście. Ta pierwotna decyzja Komorowskiego pokazała już na początku jego
działalności jako głowy państwa, do jakich środowisk mu najbliżej, czy wręcz,
którym ulega. Nadanie Orderu Orła Białego Adamowi Michnikowi było również
świadectwem polityczno-środowiskowego uwikłania prezydenta. Patrząc z drugiej
strony na okrągłe rocznice, choćby na obchody rocznicy powstania "Solidarności",
nie sposób ich nawet zestawić z pełnymi rozmachu obchodami obalenia Muru
Berlińskiego w Niemczech. Zabrakło w nich jednoznacznego pokazania, że to
"Solidarność" była pierwsza, że to w Polsce zaczęły się zmiany. To są, owszem,
akcenty, ale akcenty niezwykle ważne, ponieważ uwydatniają one, że dla
środowiska Bronisława Komorowskiego o wiele ważniejszy jest Okrągły Stół niż
"Solidarność". W polityce historycznej obecnie urzędującego prezydenta ważne
miejsce zajmuje gen. Wojciech Jaruzelski, który poleciał z nim do Rosji 9 maja
oraz został zaproszony do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Fundamentem tej
polityki jest relatywizowanie najnowszej historii, co pokazuje operacja
dokonywana na Instytucie Pamięci Narodowej oraz celowe marginalizowanie ważnych
rocznic – dzieje się to w zgodzie z linią specyficznie pojętej polityki
historycznej środowiska, z którym Komorowski jest związany. Organizowanie
spotkań z rodzinami i przedstawicielami Cichociemnych politycznie nic nie
kosztuje, dlatego taka inicjatywa mogła mieć miejsce.
Mówi Pan Profesor o ścisłym związku prezydenta ze środowiskiem, któremu
zależy na rehabilitacji komunizmu. Polacy jednak mają prawo oczekiwać od głowy
państwa – reprezentanta narodowych interesów – że będzie strzegł – niezależnie
od swoich poglądów – prawdy historycznej i pamiętał o wszystkich bohaterach.
– Polacy powinni oczekiwać przede wszystkim prawdziwościowych zachowań.
Konkretne decyzje, wypowiedzi, gesty głowy państwa zawsze są policzone na pewien
rezonans – mogą mieć wydźwięk edukacyjny, wychowawczy – tak przynajmniej powinno
być. Natomiast można odnieść wrażenie, że model prezydentury Bronisława
Komorowskiego jest krojony na model prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego.
Różnica polega na tym, że Aleksander Kwaśniewski dźwigał obciążenie w postaci
przynależności do PZPR, co blokowało go w oczywisty sposób. Jeśli chodzi o
Bronisława Komorowskiego, to o jego linii politycznej świadczy w dużej mierze
dobór doradców w Kancelarii.
Mamy cały czas polemikę, również historyków IPN, z kłamstwami Jana Tomasza
Grossa, tym razem w książce "Złote żniwa". Czy Bronisław Komorowski jako głowa
państwa i historyk mógłby się krytycznie odnieść do fałszywych tez
pseudohistoryka, które ewidentnie mają na celu budowanie nieprawdziwego i
krzywdzącego obrazu Narodu Polskiego?
– Oczywiście, że mógłby, zwłaszcza że "rewelacje" Grossa mniej szkody czynią
wewnątrz kraju, a więcej za granicą. Szczególnie w środowiskach niemieckich jego
ideologiczne tezy, bo historycznymi nie można ich nazwać, są odbierane jako
wyrocznia. Nawet znany ze swoich lewicowych poglądów prof. Tomasz Nałęcz
krytycznie odniósł się do wartości książki Grossa. Mimo że takie oczekiwania są
uzasadnione w kontekście interesu naszego państwa, to myślę, że mogą pozostać
tylko życzeniem – Bronisław Komorowski nie wychyli się nigdy poza granice
wytyczone mu przez środowisko "Gazety Wyborczej".
Dziękuję za rozmowę.
