Jak na „Kronice filmowej”

Rząd Donalda Tuska najprawdopodobniej będzie mógł poszczycić się pierwszym sukcesem. Zaskakującym i spektakularnym. Co prawda nie będzie to sukces w dziedzinie rozwiązywania istotnych problemów społecznych w Polsce, bo tutaj przez trzy miesiące nie przedstawiono żadnych projektów systemowych; tryumfem nie pochwali się również rząd Donalda Tuska w sprawach związanych z poprawą bezpieczeństwa wewnętrznego kraju – gdyż działania ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego z jednej strony i z drugiej szefów służb specjalnych: Krzysztofa Bondaryka i Grzegorza Reszki, to tragifarsa. W ciągu stu dni pozytywnego efektu nie zanotowała koalicja PO – PSL również w polityce zagranicznej, ponieważ „rewelacyjne” wypowiedzi Władimira Putina, jak te dotyczące Katynia, jakie rzekomo miały paść w trakcie spotkania Tuska z prezydentem Rosj, nigdy zresztą niepotwierdzone przez drugą stronę, można traktować w kategoriach „bajarka opowiada”. Spektakularny sukces na miarę co najmniej Oscara rząd Tuska może odnieść już w najbliższą niedzielę. Triumf w kategorii science fiction. I niech się schowa fenomenalny George Lucas, niech blednie z zazdrości Steven Spielberg. Tego dnia bowiem politycy Platformy Obywatelskiej zamierzają wyemitować film. Jak można wnioskować z ich zapowiedzi, będzie to arcydzieło na miarę słynnego „Matriksa”. Rzeczywistość wirtualna, tyle że w III Rzeczypospolitej. Film bowiem – przygotowany z okazji „studniówki” rządu – ma informować o rzekomych sukcesach ekipy rządzącej. Sukcesach czysto wirtualnych, tak jak wirtualne stało się wprowadzenie w Polsce drugiej Irlandii.

Czym pochwali się rząd Tuska? Ustawami minister Ewy Kopacz, których pies z kulawą nogą nie widział? Reformatorskimi rzekomo propozycjami dla lekarzy, których jedynym efektem było opuszczenie przez ich związek obrad „białego szczytu”? Pakietem ustaw Adama Szejnfelda, których nie ma, gdyż – jak kuriozalnie tłumaczył w jednym z wywiadów sam wiceminister gospodarki – „jest blokowany” przez nomen omen podległych mu urzędników. To już nawet nie „Matrix”, to współczesna wersja „Sierotki Marysi”. A może pochwali się tryumfem Ćwiąkalskiego, który jako prokurator generalny odniósł „spektakularny sukces”, tropiąc mordercę laptopa? Kilometrami autostrad, które istnieją i owszem, ale wyłącznie w populistycznych zapowiedziach członków rządu? Stadionami mogącymi pomieścić dziesiątki tysięcy widzów spragnionych dobrego futbolu – powstałych wyłącznie w multimedialnych prezentacjach?

Władze komunistycznego PRL miały swoją „Kronikę filmową”, której lektor zapewniał o „wykonaniu dwustu procent normy”, „realizacji planu 5-letniego”, „przodującej gospodarce Polski Ludowej”. Będzie miał też, niczym Władysław Gomułka, swoją kronikę filmową Donald Tusk – film przygotowany zgodnie z zasadą, że jeśli fakty mówią co innego, tym gorzej dla faktów – przekonujący o „sukcesach rządu”. A gdy tychże brak, można winą za niepowodzenia i nieudolność rządu obciążyć prawicową opozycję i wzorem gomułkowskich „Kronik filmowych” zapewnić, że „rząd pracuje mimo knowań, dywersji i sabotażu agentów reakcji”.


Wojciech Wybranowski
drukuj