Jak daleko nam do Rosji?
W rosyjskiej debacie publicznej panuje cisza wokół niewygodnych dla władzy
tematów. Media nie wypełniają swojej zasadniczej misji, jaką jest kontrola
władzy – brak pluralizmu opinii, powszechna autocenzura dziennikarzy i
redaktorów działa bardzo sprawnie – bez prawnie usankcjonowanej cenzury. A
wszystko dzieje się za wiedzą i aprobatą Zachodu.
Paul Klebnikow, redaktor naczelny miesięcznika "Forbes Russia", autor książki
"Ojciec chrzestny Kremla" przedstawiającej historię finansowych imperiów
rosyjskich oligarchów i opisującej na gigantyczną skalę korupcję, agresywne
przejęcia firm, banków, zasobów naturalnych, przechwytywanie za bezcen aktywów
majątku Rosji, kryminalne "ustawianie" prywatyzacji, budowę i ekspansję imperiów
medialnych, po opublikowaniu w 2004 r. listy 100 najbogatszych Rosjan został
zastrzelony. W Moskwie z powoli jadącego samochodu oddano do Klebnikowa dziewięć
strzałów, cztery były celne.
Z kolei Daniel Fried, w latach 90. ambasador USA w Polsce, w 2006 r., tuż po
otruciu w Londynie byłego oficera KGB Aleksandra Litwinienki, twierdził, iż tak
złożona zagraniczna operacja rosyjskich służb nie mogła zostać przeprowadzona
bez wiedzy i zgody Władimira Putina.
Demokracja limitowana
Według Komisji Ochrony Dziennikarzy, Rosja znajduje się na trzecim miejscu w
świecie pod względem liczby zabójstw dziennikarzy – w ostatnich 10 latach
zginęło około 300 żurnalistów. Władze rosyjskie są nieefektywne w stawianiu
przed sądem sprawców najpoważniejszych aktów przemocy wobec dziennikarzy.
Niezależni obserwatorzy mediów podkreślają, iż w Rosji stale pogarszają się
warunki działania społeczeństwa obywatelskiego, niezależnych mediów i
niezależnych organizacji praw człowieka. Obowiązuje także ustawodawstwo, które
bezpośrednio ogranicza wolność wypowiedzi lub może być użyte przez władze do
wywierania wpływu na niezależnych dziennikarzy. Umożliwia to podpisana 28 lipca
2006 r. przez ówczesnego prezydenta Władimira Putina znowelizowana ustawa "O
przeciwdziałaniu ekstremizmowi", która określa, iż "publiczne zniesławienie"
przedstawicieli władz jest równoznaczne z działalnością ekstremistyczną.
System, jaki w latach swojej prezydentury wprowadził Putin, nazywany jest
"imitacją demokracji". Jej elementami są: telewizja z obrazkami i dyktowanym
przez Kreml scenariuszem, wybory z góry ustalonym wynikiem, władza sądownicza z
sędziami i ławą przysięgłych, ale bez sprawiedliwości, parlament z partiami
opozycyjnymi, tyle że stworzonymi przez prezydenta albo całkowicie mu
podporządkowanymi.
Zamordowana w 2006 r. rosyjska dziennikarka Anna Politkowska w swoich
dziennikach zauważa, że wystarczy prześledzić sposób prowadzenia kampanii
wyborczej na prowincji, by mieć przykład tego, jakich metod używa władza. I
przytacza sytuację z Saratowa nad Wołgą, gdy przed wejściem do jednego z lokali
wyborczych pojawił się stolik z napisem "Głosujcie na Tretiaka!". A kobieta
stojąca za stolikiem częstowała wszystkich wódką. W tym okręgu Tretiak, kandydat
putinowskiej Jednej Rosji, wygrał. Politkowska zaznacza, że w całym regionie
"żelazna ręka lokalnej władzy zastąpiła dawnych kandydatów ludźmi Jednej Rosji.
Najbardziej przebiegli z ustępujących deputowanych zapisali się do tej partii
tuż przed wyborami, co pozwoliło im ocalić mandaty poselskie".
Kampania w Saratowie cechowała się też okrucieństwem. Z niewygodnymi rozprawiali
się "nieznani sprawcy", a na placu boju – jak zauważa Politkowska – nie pozostał
żaden przeciwnik Jednej Rosji, wszyscy zrezygnowali z "własnej woli". Gdy w
jednym z okręgów jakiś kandydat opierał się, wrzucono mu przez okno ludzkie
organy w plastikowej torebce. Za pierwszym razem uszy. Za drugim serce. W
obwodzie saratowskim wygrali kandydaci Jednej Rosji, otrzymując 48,2 proc.
głosów. Mimo że nigdy nie zadali sobie trudu przedstawienia własnego programu, a
powtarzali jedynie: "Głosujcie na mnie, ponieważ jestem za Putinem". Ten przekaz
wystarczył, cała propaganda płynęła z mediów, które przedstawiały i
przedstawiają premiera i prezydenta Rosji jako opatrznościowych mężów i
bohaterów narodowych.
Oligarchia pieniądza
Arcymistrz szachowy Garri Kasparow, zaangażowany w działalność opozycyjną wobec
rządów Kremla i kilkakrotnie z tego powodu aresztowany, pytany o wybory
prezydenckie w Rosji w 2012 r., czy wygra je Władimir Putin, czy Dmitrij
Miedwiediew, odpowiedział, że nie wygra żaden, gdyż w Rosji nie ma wyborów:
"Rządzi Putin, a Miedwiediew to jego cień. W przyszłym roku Putin wróci na fotel
prezydenta". Wszystko inne, zdaniem Kasparowa, to "iluzja i złudzenie, że w
Rosji odbywają się jakieś wybory. (…) z Putinem nie można walczyć w wolnych
wyborach – bo on nigdy do wolnych wyborów nie dopuści". Zaś Dmitrij Miedwiediew
zawsze wykona zadanie, jakie zleci mu Putin. I Putin, i Miedwiediew wykonują
wobec Zachodu różnego rodzaju gesty, gdyż cały "dostatek tego reżimu jest tam
ulokowany, więc należy utrzymywać z nim dobre kontakty".
Kasparow porównuje współczesną Rosję do mafii, której capo di tutti capi jest
Władimir Putin, podobne modele władzy zauważa w Ameryce Łacińskiej. Model
putinowski nazywa współczesną dyktaturą, która w sposób nowoczesny podchodzi do
pieniędzy i ma świadomość roli komunikacji globalnej, w tym znaczenia internetu
– nie przypadkiem Putin jest właścicielem 10 proc. udziałów na Facebooku. W
ocenie wielu uchodzi za najbogatszego człowieka świata, który ma kontrolę
również nad budżetem Rosji, a także pieniędzmi uzależnionych od Kremla
rosyjskich oligarchów. Politolog Stanisław Biełkowski, autor książki "Państwo i
oligarchia", przerwał zmowę milczenia o majątku Władimira Putina, szacując jego
ukryte na zagranicznych kontach kwoty na 40 miliardów dolarów. Oznaczałoby to,
że dawny pułkownik KGB jest najbogatszym Europejczykiem.
Jego władza w Rosji jest niepodzielna, obecnie umacnia swoją pozycję za granicą,
nie przypadkiem, jak informował "Berliner Morgenpost", do zadań Putina jako
oficera KGB w latach 80. w Dreźnie należał werbunek przedstawicieli
zachodnioniemieckiego biznesu. Dziś były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder czy
były premier Finlandii Paavo Lipponen są pracownikami rosyjskich firm, a
partnerem do interesów Władimira Putina jest premier Włoch Silvio Berlusconi.
Ten ostatni w 2008 r. w swojej nadmorskiej willi na Sardynii przyjmował Putina
jak emira w prywatnej 40-hektarowej, ze sztucznym jeziorem i wodospadem
rezydencji Villa Certosa.
Propaganda wroga
Analitycy rosyjskich mediów zauważają silne zabarwienie emocjonalne przekazów.
Perswazja pośrednia, dostrzegalna w precyzyjnie dobranych zwrotach, przeplata
się ze środkami perswazji bezpośredniej wyrażanej w jaskrawo wartościujących
epitetach. Tak było w relacjach medialnych wydarzeń z Dubrowki i Biesłanu.
Określenia te miały wpoić odbiorcom obraz zakładanego "wroga". I tak
sformułowanie "czeczeńscy terroryści" potwierdzało powstałą wcześniej we
współczesnym języku rosyjskim parę synonimów: "Czeczeni" i "terroryści",
potwierdzając popularne wśród Rosjan hasło: "Każdy Czeczeniec to terrorysta".
Na pytanie o wolność słowa w Rosji Krystyna Kurczab-Redlich, wieloletnia
korespondentka polskich mediów w Rosji, odpowiada, że wolność istnieje w
ilościach śladowych i tylko w prasie. Chodzi o kilka niskonakładowych czasopism.
Nakład najodważniejszego z nich – "Nowoj Gaziety", wynosi zaledwie 125 tys.
egzemplarzy, więc ma ograniczony zasięg oddziaływania.
Opozycyjni dziennikarze zgodnie podkreślają, że dławiona jest na wzór krajów
autorytarnych nie tyle wolność słowa, ile swoboda informowania. Z szykanami
spotyka się nie tyle mówienie, ile myślenie.
W 2007 r. Aleksander Podrabinek niejednokrotnie wyrażał obawy, że współczesna
Rosja podąża w kierunku autorytaryzmu, zaznaczając, iż istnieją jeszcze resztki
wolnych mediów, jest internet, można demonstrować poglądy. Jego zdaniem, jakiś
czas temu były jeszcze szanse na opozycję polityczną: "Ludzie jeszcze mogą
wychodzić na ulice, choć dostają za to pałką". Jednak od 2006 r. po śmierci Anny
Politowskiej i z wychodzeniem na ulice jest coraz trudniej. Profesor Richard
Pipes, sowietolog, były doradca Ronalda Reagana ds. wschodnioeuropejskich, w
2004 r. dawał Rosji 30 proc. dla rozwoju demokracji i 70 proc. dla dyktatury.
Tłumacząc, że dyktatura nie będzie przypominać tej z czasów stalinowskich, ale
bardziej tę z czasów rosyjskiego samodzierżawia, która zasadza się na
przekonaniu: władza prowadzi wielką politykę, zarządza finansami, dowodzi
wojskiem: "My się w to nie mieszamy, niczego się od niej nie spodziewamy. W
zamian daje nam ona żyć".
Anna Politkowska pisała w swoich dziennikach, że Rosja, imitując demokrację,
uwzględnia jednak pewne pozory. Nie chce, by Zachód podejrzewał, że w Rosji
panuje system monopartyjny. Nagle więc pojawiają się grupy o nazwach Maszerując
Razem, Śpiewajmy Społem, Na rzecz Stabilności. Te proputinowskie ruchy były
szybko rejestrowane, zaś w ramach swojego pierwszego ogłaszanego programu zwykle
informowały, że będą "walczyły o zagwarantowanie przedłużenia kadencji naszego
ukochanego prezydenta".
Media poza kontrolą
Badacze mediów podkreślają, że rynek mediów w Rosji jest pełen patologii,
charakteryzuje się nierównością warunków konkurencji, silną zależnością
instytucji medialnych od państwowych dotacji. Zaś wymogi rynkowe w połączeniu z
niedoskonałością ekonomicznych i prawnych regulacji są przyczyną patologicznej
koncentracji własności i nadmiernego skomercjalizowania.
W Rosji nie istnieje społeczny sektor środków masowej komunikacji, funkcjonujący
według zasad redakcyjnej niezależności, powszechności, ideowego pluralizmu,
uwzględniającego różne potrzeby odbiorców. Odbiorca rosyjskich mediów nie ma
realnej możliwości skutecznego wpływu na media czy to państwowe, czy komercyjne.
Jak podkreśla Aleksandr Koroczenskij, społeczeństwo rosyjskie w przeciwieństwie
do struktur władzy i oligarchów nie dysponuje żadnymi narzędziami nacisku na
środki masowej komunikacji, tak by te uwzględniały w przekazach jego potrzeby i
cele. Ponadto niedomogi w zakresie prawa utrudniają dochodzenie praw
informacyjnych przed sądami, a w efekcie interesy odbiorców medialnej informacji
są chronione w stopniu znacznie mniejszym niż choćby interesy konsumenckie.
Rosyjscy medioznawcy upatrują zatrzymanie niebezpieczeństwa płynącego z
dysfunkcji mediów i stałego poziomu utraty ich wiarygodności oraz zaniku
istotowej roli funkcji kontrolnej życia polityczno-społecznego w rozwinięciu w
Rosji społecznego ruchu stojącego na straży ochrony praw obywatelskich w sferze
informacji. Postuluje się jako sprawę pilną rozwinięcie sieci współpracujących
wzajemnie obywatelskich organizacji prowadzących monitorowanie mediów i ich
krytykę. Poczynając od stowarzyszeń i pedagogów, a na organizacjach
dziennikarskich kończąc. Rozwój takich obywatelskich form krytyki umożliwia
jedynie baza internetowa. Problem odpowiedzialności mediów jest bardzo słabo
widoczny w przekazach medialnych. Sprawom tworzenia społecznych środków przekazu
oraz wypracowania mechanizmów gwarantujących ich odpowiedzialność przed odbiorcą
rosyjska krytyka mediów nie poświęca uwagi. Bardzo wąski krąg autorów
specjalizujących się w dziedzinie medialnej krytyki prasy i mediów
elektronicznych, brak zawodowych organizacji dziennikarzy-obserwatorów powoduje,
że media ulegają nieustannej patologizacji i wielu negatywnym tendencjom,
powodującym oddalanie się od misji wyznaczanej mediom w społeczeństwach
demokratycznych, gwarantujących wolność słowa i wypowiedzi.
Dr Hanna Karp
Autorka jest medioznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i
Medialnej.
