Ja obywatel drugiej kategorii

Oficjalna teza prezesa Jana Dworaka i KRRiT uzasadniająca odmowę miejsca
na cyfrowym multipleksie dla Telewizji Trwam to powód ekonomiczny: "Telewizja
Trwam jest niewiarygodna finansowo". Zostało to wykpione przez wielu księży
biskupów, polityków i dziennikarzy. Więc jak to jest? Najpierw olbrzymie
imperium medialne, a potem wydmuszka? Krytykę merytoryczną dogłębnie
przedstawiła dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis. Ale panowie Dworak, Luft
i inni idą w zaparte.

Spójrzmy na sprawę z pozycji fachowego obserwatora. Oprócz słów posłanek
Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, posła Jerzego
Fedorowicza i innych posłów z PO w czasie obrad komisji sejmowych widać też było
"mowę ciała". Z obserwacji zachowań tych posłów przez kamery oraz pani Julii
Pitery (od korupcji albo dorsza) i pozostałych wynika jednoznacznie, że decyzja
o nieprzyznaniu miejsca Telewizji Trwam była ustalona w centralnych władzach
Platformy. Mimika twarzy, ruchy ciała i całe zachowanie pokazywały, że mieli
bronić negatywnej decyzji jak niepodległości. Na posiedzeniach komisji było też
widać sojusz "ponad podziałami". Tu wykluwa się jednolity front partii
rządzącej, palikotowców i eseldowców. Tak na marginesie, Panie i Panowie z
Platformy: Czy nie wstyd wam słuchać, jak przeciw wolności słowa, popierając
was, topornie występuje rzecznik SLD, pogrobowiec ugrupowania, które przez
półwiecze traktowało cenzurę jako narzędzie walki z przeciwnikami politycznymi?

Ostatnio jednak maski spadły. Na posiedzeniu komisji sejmowych 14 marca
prezes Dworak oświadczył, że sprawa nie powinna być badana przez Najwyższą Izbę
Kontroli, a nowo powstały sojusz PO, RP i SLD ochoczo go poparł. Wykluła nam się
oto "nowa świecka tradycja". Zainteresowany sam decyduje, czy ma być
kontrolowany, czy nie.

Większa presja na polityków

A co z sojusznikiem rządowym? Wygląda na to, że PSL stoi w rozkroku. Co do
postawy posła Stanisława Żelichowskiego nie można mieć złudzeń, to człowiek
starej epoki. Ale panowie: Kłopotek, Piechociński i kilku innych, co z wami?
Jesteście za, a nawet przeciw? Zwracam się do wiejskich słuchaczy i widzów Radia
Maryja i Telewizji Trwam. Dlaczego tak słabo wpływacie na ich postawę? Tu nie
wystarczą podpisy. Trzeba od tego Stronnictwa usłyszeć wreszcie, czy naprawdę są
Polskim, czy nadal Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym? Mówię to również jako syn
członka mikołajczykowskiego PSL, skazanego w 1952 roku "za politykę" na 10 lat
więzienia.

10 lub 11 marca w rozmowie z red. Katarzyną Kolendą-Zaleską wystąpił m.in.
prof. Tomasz Nałęcz, który wprawdzie w latach 80. nie zdążył wstąpić do
"Solidarności", ale za to teraz jest doradcą i powiernikiem prezydenta RP. Ten
jasno przedstawił "zbrodnie" Telewizji Trwam: o. Rydzyk udzielił Jarosławowi
Kaczyńskiemu głosu w czasie Mszy św. na Jasnej Górze. Wprawdzie byłem tam i mogę
zdecydowanie oświadczyć, że prezes Kaczyński wystąpił kilkanaście minut po
zakończeniu Mszy św. i słuchali go tylko ci, którzy chcieli, ale pan Nałęcz wie
to lepiej i ujął to wyraźnie w formie zarzutu politycznego i przyczyny, dlaczego
z Telewizją Trwam postąpiono jak wyżej.

Tu dochodzimy do istoty sprawy. Pan Dworak i towarzysze to jedynie wykonawcy,
a decydentów na szczeblu krajowym trzeba szukać wyżej: to prezydent i premier.
Członkami KRRiT są ludzie przez nich desygnowani. Gdyby ci dwaj panowie
zechcieli podjąć decyzję pozytywną dla Telewizji Trwam, sprawa byłaby rozwiązana
w ciągu kilku dni. Ale jak dotychczas nie chcą. A może nie mogą? Tu już moja
domyślność niestety się kończy. Premier Tusk powiedział na spotkaniu z Solidarną
Polską, że "jest mu zupełnie obojętne, czy Telewizja Trwam otrzyma, czy nie
otrzyma licencję". To też nieprawda. Po prostu nie chce.

Podręcznikowa propaganda

Sprawa Telewizji Trwam rozgrywana jest według kilku teorii i schematów
znanych z podręczników komunikowania medialnego.

Już w latach 30. XX w. powstała teoria wszechmocy propagandy oparta na
poglądach Pawłowa i Deweya. Teoria wszechmocy propagandy zakłada, że każdemu
bodźcowi odpowiada właściwa dla tego bodźca reakcja. Potrzeba tylko te bodźce
stosować systematycznie, by odpowiadające im reakcje nie wygasły. Wykorzystywał
to Goebbels, mówiąc, że sto razy powtarzane kłamstwo staje się prawdą, a w ZSRS
– Lenin, Stalin i ich wykonawcy, którzy wzbogacili tę teorię o jeszcze większą
niż w hitlerowskich Niemczech dawkę terroru wobec niepokornych. Warunkiem
niezbędnym skuteczności działania teorii wszechmocy propagandy jest cenzura.
Zarówno w Niemczech, jak i w ZSRS działało to dość skutecznie, nawet mimo klęsk
ekonomicznych czy militarnych. Skuteczność ta była szczególnie widoczna wśród
młodych, którzy nie znali innego świata. Odczuło to całe moje "zetempowskie"
pokolenie, a także ja osobiście, studiując historię w latach 1952-1956.

Główny cios, ale nie w pełni skuteczny, w odniesieniu do hitlerowskich
Niemiec zadały audycje BBC, a do rozkładu socjalizmu w latach 1950-1980
przyczyniły się przekazy Radia Wolna Europa i Radia Swoboda. Typ prymitywnego
propagandowego oddziaływania dziś już słabo działa. Nadal istnieją jednak
pokusy, by kneblować usta tym, którzy mają inne zdanie, i odbierać im możliwości
wypowiedzi alternatywnych. Dla części starszego pokolenia, które wyrosło w epoce
socjalizmu, gdy bezkrytycznie przyjmowano głoszone poglądy, i dla części
młodych, podatnych na wpływy lub słabo zorientowanych w polityce (nie każdy ją
lubi), to wystarczy. Dlatego nie należy pozwalać na istnienie informacji
alternatywnych, które podaje m.in. Telewizja Trwam.

Strategia milczenia

Dziś jednak dominują formy oddziaływania bardziej subtelne, które w tej
konkretnej sprawie też można prześledzić.

Teoria spirali milczenia. Jak już coś się stało, to przecież można to
przemilczeć. Analizowałem, jak sprawa multipleksu była relacjonowana w Polsacie,
TVN i TVP. Szczątkowo. Prawie wyłącznie było i jest milczenie. Nawet wielka,
kilkunastotysięczna pierwsza demonstracja w obronie Telewizji Trwam została
zrelacjonowana w TVP, opłacanej przez społeczeństwo, z jednodniowym opóźnieniem
i w sposób szczątkowy. W dniu marszu, po "Wiadomościach" TVP, gdy zauważyłem ten
brak, telefonowałem na nagrywarkę do red. Piotra Kraśki z pretensją, że tematu
tego nie było, przypominając mu, że był do relacji szczególnie zobowiązany, gdyż
jest potomkiem Wincentego Kraśki, sekretarza Komitetu Wojewódzkiego w Poznaniu z
czasów krwawych wydarzeń czerwcowych 1956 roku. Relacja, która ukazała się z
jednodniowym opóźnieniem, być może nastąpiła wskutek takich telefonów. Redaktor
Kraśko powinien nam opisać, jak to wszystko się odbyło, czy była to jego
inicjatywa, czy ktoś z zewnątrz wydawał mu instrukcję i czy o dalszym milczeniu
o marszach i posiedzeniach sejmowych komisji decydowali dziennikarze czy ich
polityczni nadzorcy? Dotyczy to również Polsatu i TVN. Takich przemilczeń
dotyczących niezwykle istotnych informacji i problemów w telewizjach
dominujących mógłbym podać dziesiątki.

Przypomnę, że w czasach Gierka takim nadzorcą był sekretarz KC Stefan
Olszowski, który decydował każdego dnia nie tylko jakie, ale i w którym miejscu
gazety mają ukazywać się określone wiadomości. Przeprowadzona przeze mnie
kilkudniowa analiza głównych wydań serwisów informacyjnych TVN, TVP i Polsatu
wykazała daleko idącą nie tylko zbieżność, ale identyczność przekazu informacji.
Jedynym znacząco różniącym się przekazem są wiadomości Telewizji Trwam. Być może
jest to jej kolejne "przestępstwo".

Manipulowanie informacją

Spirala milczenia wywołuje też określone konsekwencje u odbiorcy. Zamyka go i
deprymuje. Mechanizm działa następująco. Jeśli się poda, że o. Tadeusz Rydzyk
kupił helikopter i maybacha, to chociaż wiem, że to kłamstwo, to pewnie coś w
tym jest. Ja o tym nie wiem, ale ci, którzy naprawdę dysponują tym sprzętem,
wiedzą lepiej i jak się temu poglądowi nie podporządkuję, to wyjdę na durnia, a
przecież nie chcę nim być.

Teoria wprowadzania na porządek dzienny głosi, że trzeba podpowiadać lub
narzucać ludziom, co mają mówić. Mogą to być istotne sprawy, ale obojętne
politycznie, aby przykryć to, co się w polityce dzieje, patrz: rozdmuchana do
maksimum tragedia w Sosnowcu. W efekcie w końcu "nikt nic nie wie" i o to w
"ponowoczesnym" świecie chodzi. Da się wtedy "prymitywnym bydełkiem" lepiej
sterować.

Przykład drugi. Mam przed sobą trzy gazety z 17 stycznia 2012 r., dzień po
komunikacie Rady Stałej Episkopatu w sprawie Telewizji Trwam. "Rzeczpospolita":
"Biskupi bronią telewizji Trwam", w podtytule – "Rada Stała Episkopatu Polski w
imię zasad równości apeluje do KRRiT o miejsce dla telewizji o. Rydzyka". Dalej
obiektywny tekst informacyjny. Podobnie i szerzej, co jest zrozumiałe, traktuje
artykuł w "Naszym Dzienniku". A jak pisze o tym największy opiniotwórczy
dziennik w Polsce – "Gazeta Wyborcza"?

W pierwszym pobieżnym przeglądzie nie mogłem znaleźć tekstu o komunikacie.
Szukam dalej: nie znalazłem. Nawet się ucieszyłem, ale będę mógł im przyłożyć!
Nieprawda, jest. Na kolumnie "Kraj". Strona zawiera poważny, trzyszpaltowy
artykuł "Ile kosztują błędy w szpitalach" oraz felieton, też trzyszpaltowy
"Akcja autyzmu (…)". Z prawej strony u góry rzetelne i dokładne omówienie:
"Aborcja według Palikota", podpisane Katarzyna Wiśniewska. Wreszcie w prawym
dolnym rogu najmniejszy z tych tekstów – omówienie zatytułowane "Episkopat: msze
ks. Natanka są świętokradztwem". Dwie trzecie tego niedługiego tekstu jest
poświęcone sprawie tytułowej, a jedna trzecia nieprzyznaniu miejsca na
multipleksie Telewizji Trwam. W tekście obok skąpej informacji wybijają się
poglądy autorki: "Awantura zaczęła się dopiero teraz, po tekstach w prawicowych
mediach alarmujących, że telewizja Trwam bez koncesji na multipleksie nie będzie
dostępna w kablówkach (co jest nieprawdą)". Jak widać, autorka podpisująca się
KAWI, czyli ta sama co wyżej, zachowuje się inaczej niż w tekście o Palikocie.
Tam pełen przychylności obiektywizm, tu padają oceniające słowa – epitety:
"awantura", "prawicowe media", i kłamstwo ogólne, że nadal będzie można
korzystać z kablówki. Ale przecież na innych niż w multipleksie warunkach. Za
kablówkę trzeba dużo płacić. Autorka sugeruje też w podświadomości czytelnika
rangę tekstów: ten o Palikocie podpisuje pełnym imieniem i nazwiskiem, ten o
Episkopacie – inicjałami – jako mniej ważny. A sprawa ks. Natanka ma przykryć
istotę problemu o multipleksie. Generalnie narracje "Gazety Wyborczej"
wymagałyby dużego artykułu krytycznego.

Tradycja kontra manipulacja

Wreszcie teoria hegemoniczna Antonio Gramsciego. Ten włoski komunista
wprowadził poprawkę do klasyków, którzy widzieli "wyższość bazy nad nadbudową".
On natomiast uważał, że naprawdę najważniejsze jest panowanie nad kulturą danego
społeczeństwa, z której wypływają określone zachowania ludzkie. Panowanie w
sferze szeroko pojętej kultury, odcięcie społeczeństwa od tradycji, wzorów i
wartości, daje nad nimi władzę. Postmodernizm przejął te poglądy. Trzeba
zwalczać tradycję, ugruntowane obyczaje wspólnot, niszczyć narody, a powstanie
magma, która jest podatna na każde sprowokowane i będące trendy zawirowania.
Dziś będzie ważne jedno, jutro coś przeciwstawnego, wszystko da się wytłumaczyć,
a w tej zbełtanej, mętnej wodzie grupom, które wiedzą, o co chodzi, pozwoli się
robić interesy. Dlatego instytucje takie jak normalna rodzina czy Kościół
katolicki, kierujące się zasadami, były zarówno dla totalitaryzmów
dwudziestowiecznych, jak i dla postmodernistów z pokolenia 1968 roku wrogiem
niezależnie od jakiejkolwiek sytuacji politycznej.

Piszę to z bólem. III RP przyjąłem – podobnie jak prawie całe społeczeństwo –
z radością. Poparłem ją, pisząc podręczniki i zeszyty ćwiczeń do wiedzy o
społeczeństwie, które w ciągu 15 lat (1991-2006) osiągnęły nakład ponad miliona
egzemplarzy i spotkały się z uznaniem młodzieży, nauczycieli, recenzentów (także
z "Tygodnika Powszechnego"), a nawet ministerstwa edukacji. Dziś widzę, że nie
jest to państwo mych marzeń. Zawsze III RP miała, co częściowo zrozumiałe,
braki, ale pięcioletnie rządy Platformy popsuły ją w sposób zatrważający.

Powyżej pisałem o jednym z zasadniczych braków, jakim jest postępująca
likwidacja pluralizmu mediów i pluralizmu poglądów. Innym deficytem jest pogarda
dla prawa, dla obywateli, posługiwanie się kłamstwem i epitetami. Rezygnuję tu z
podawania przykładów społecznych i osobistych, którymi w razie potrzeby mogę to
uzasadnić.

Afera multipleksowa i dyskryminacja Telewizji Trwam wywołała jednak opór
społeczny, którego – myślę – inicjatorzy nie przewidzieli. Chciałbym, aby
Krajowa Rada oraz ci, którzy są jej decydentami, wiedzieli, że opór przeciwko
tłamszeniu wolności słowa będzie narastał, niezależnie od tego, ile otrzymają
poparcia w platformerskich mediach. Nie pozwolimy podawać głupot "o sześciu
tysiącach odbiorców Telewizji Trwam". To obraża naszą inteligencję i poczucie
przyzwoitości. Tak możecie mówić do swoich "urobionych" w myśl podanych wyżej
teorii widzów. Panie Przewodniczący Dworak, Pańskim obowiązkiem jest policzenie,
ile protestów w sprawie Telewizji Trwam wpłynęło do KRRiT. Pan jest utrzymywany
z naszych podatków – obywateli RP drugiej kategorii, których tylko w tej sprawie
zebrało się już 2 miliony, a razem z rodzinami prawie 10 milionów.

Toksyczna służalczość

Na marszach w obronie Telewizji Trwam można spotkać różnych ludzi – od
niewykwalifikowanych pracowników, po profesorów wyższych uczelni. Jednak
większość czynnej obecnie inteligencji oraz intelektualistów śpi. Podobnie jak
spała w okresie socjalizmu. Z czego to wynika?

Często z obawy (kiedyś ze strachu). "Milczę, bo jestem rektorem i władza
(wojewódzka, centralna) wstrzyma/obetnie mi dotacje na inwestycje lub badania.
Milczę, bo chcę awansować w hierarchii naukowej. Milczę, bo zniżanie się do
spraw społecznych jest poniżej mojej godności profesora tytularnego. Milczę, bo
mi się nie chce. Milczę, bo się narażę "salonowi", nie zaproszą mnie na
konferencję, nie opublikują mnie w gazecie (prawda, profesorze K.?)". A przecież
jest coś takiego jak pojęcie służby: społeczeństwu, narodowi, państwu, i
wolności nauk. Pamiętajcie, Panowie, że brak wolności i służalczość odbiją się w
końcu albo już się odbijają na Was.

Przypomina mi się, gdy w stanie wojennym ukazał się ohydny, spreparowany
materiał z rozmowy Lecha Wałęsy z jego bratem. Będąc wtedy jako docent członkiem
Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na spotkaniu z sekretarzem Józefem
Czyrkiem, ówczesnym zastępcą Jaruzelskiego, oświadczyłem, prawie krzycząc, że
nie życzę sobie, aby tego typu materiały ukazywały się w telewizji. Na sali było
ponad 30 tytularnych profesorów, w tym około 10 członków Akademii Nauk. Nikt
mnie nie poparł, a po spotkaniu, ukradkiem gratulując mi, niektórzy mówili, że
im "nie wypada" protestować. W latach 90. ci sami, prawie wszyscy, byli za
Wałęsą, a ja znów byłem w mniejszości, bo uważam, że rację mają ci badacze,
którzy chcą wyjaśnić wszelkie kwestie związane z "Solidarnością". Również
sekretarze wojewódzcy, którzy mnie wtedy wzywali na "rozmowy ostrzegawcze",
nieźle się w III RP urządzili. Albo w bankach, albo urzędach, a jeden jest nawet
posłem do Parlamentu Europejskiego.

Dlatego mam prawo zapytać dziś wprost. Profesorze Wiesławie Godzic, dlaczego
nie słyszę Pana głosu w obronie wolności mediów? Przecież był Pan jednym z tych,
którzy przygotowywali ustawę o apolityczności KRRiT. Gdzie jest ta
apolityczność?

Pytam rektorów wyższych uczelni: panią rektor UW prof. Katarzynę
Chałasińską-Macukow. Dlaczego nie wypowiedział się w tej sprawie Senat UW?
Dlaczego nie wypowiedziały się w tej sprawie senaty UJ, UAM, UMK czy
Uniwersytetu Wrocławskiego, najstarsze, z tradycjami, uniwersytety Polski?
Czyżby wybory władz uczelnianych, które się aktualnie odbywają, całkowicie Was
zaabsorbowały?

Dlaczego w tej sprawie nie słyszę głosu Prezesa i Prezydium Polskiej Akademii
Nauk?

Nie chodzi o to, czy lubicie, czy nie ojca Tadeusza Rydzyka, ale o to, by
widz serwisów TVP i przekazów publicystycznych miał prawo posłuchać informacji i
sądów alternatywnych, a nie tylko jednej strony, która sobie zawłaszczyła prawo
do przedstawiania poprawnych i jedynie słusznych poglądów.

Do oddzielnego omówienia pozostają coraz większe braki w przestrzeganiu zasad
demokratycznego państwa prawa, jak i ogólna sytuacja medialna w Polsce.

Prof. Janusz Rulka
 


Autor jest historykiem i pedagogiem, od 40 lat bada przemiany świadomości
historycznej młodzieży oraz wzajemne relacje mediów i historii. Prowadzi też
zajęcia ze studentami z zakresu komunikowania społecznego.

drukuj