Samobójstwa z motywem kryzysu

77-letni mężczyzna zastrzelił się w stolicy w środę około godziny 9.00
przed budynkiem greckiego parlamentu. Władze nie podały tożsamości samobójcy,
ale jak informują greckie media, był nim mieszkaniec Aten Dimitris Christoulas,
emerytowany chemik. Do roku 1994 wraz z żoną i córką prowadził aptekę, później
ją sprzedał. Jak poinformowały media, samobójca zostawił list, w którym napisał,
że zamierza się zabić, ponieważ w związku z rządowym planem oszczędnościowym
jego emerytura została zredukowana niemal do zera. "Rząd unicestwił wszystkie
środki potrzebne mi do przeżycia, które opierało się na godziwej emeryturze, na
którą odkładałem sam przez 35 lat, bez żadnej pomocy ze strony państwa" – miał
napisać Christoulas.

Na wieść o tym tragicznym wydarzeniu przed parlamentem zaczęli gromadzić się
ludzie, którzy chcieli złożyć kwiaty w hołdzie Dimitrisowi Christoulasowi w
miejscu, gdzie pozbawił się życia. Ludzie składali także wiele listów i
karteczek. Na jednej z nich przyczepionej do drzewa napisano: "Tego już za
wiele!", z kolei na innej znalazło się pytanie: "Kto będzie następną ofiarą?".

Manifestacja z udziałem setek osób przebiegała początkowo w sposób pokojowy,
dopiero później ludzie zaczęli wznosić antyrządowe hasła. Do zaognienia sytuacji
doszło wtedy, gdy w stronę otaczającej plac policji poleciały butelki z benzyną
oraz kamienie. W odpowiedzi funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego, granatów
oślepiających i armatek wodnych.

Od momentu dotknięcia Grecji kryzysem finansowym i gospodarczym liczba
samobójstw i prób samobójczych znacznie wzrosła, o czym świadczą oficjalne dane
policyjne. W 2011 roku w całej Grecji odnotowano wzrost liczby samobójstw o 18
proc. w porównaniu z 2010 rokiem, zaś w samych Atenach było to aż 25 procent.
Premier Lucas Papademos określił śmierć Dimitrisa Christoulasa "czymś bardzo
tragicznym". – W tych trudnych godzinach dla naszego społeczeństwa musimy
wszyscy, państwo i obywatele, wspierać tych wśród nas, którzy są zdesperowani –
stwierdził premier.

ŁS

drukuj