J. Filip (z konopi) Libicki mówi basta
Mamy rok wyborczy, więc coraz więcej politycznych ambicjonerów popada w
stan amoku. Myśl, że już jesienią mogą utracić lukratywne alimenty, że potem
znowu przyjdzie im czołgać się przed przełożonymi, nosić za nimi teczkę,
przymilnie patrzeć im w oczy i nadskakiwać albo wydłubywać z okien kit – napawa
ich trwogą aż do granic paniki. Ten strach i perspektywa upokorzenia budzą
również pragnienie zemsty na osobach uznanych za sprawców tej sytuacji.
Oczywiście do takich uczuć przyznawać się nie wypada, więc maskowane są one
motywacją patetyczną. Ale co jeden człowiek chce ukryć, to drugi odkryje –
zwłaszcza w sytuacji, gdy – jak mawiają Rosjanie – "łarczik prosto atkrywajetsia".
Oto na portalu Prawica.net pan poseł Jan Filip Libicki zapowiada zgłoszenie
projektu ustawy, którą nazywa "Lex Rydzyk": "W najbliższych dniach zgłosimy
projekt ustawy, który zobowiąże nadawców społecznych, aby – gdy zabierają głos w
sprawach politycznych – czynili to na tych samych zasadach, co nadawcy
publiczni. Ktoś wreszcie musi powiedzieć basta nachalnej pisowskiej propagandzie
w toruńskich mediach. I my to zrobimy" – odgraża się pan poseł.
Pan Jan Filip Libicki po raz pierwszy został posłem z listy PiS w 2005 roku. W
roku 2007 nie został już wybrany, zaś do Sejmu wszedł na miejsce zwolnione na
skutek rezygnacji z mandatu pani prof. Zyty Gilowskiej. W kwietniu 2009 roku
wystąpił z PiS – najpierw do Polski Plus, a kiedy partia tych dysydentów
rozwiązała się z powodu braku perspektyw – po krótkiej kwarantannie w
charakterze posła niezrzeszonego – w listopadzie 2010 roku podłączył się do PJN.
Na czym ma polegać ta rewolucyjna zmiana? Na tym, by na nadawców społecznych
nałożyć prawny obowiązek tzw. równego traktowania wszystkich podmiotów sceny
politycznej – jeśli już zabierają głos w sprawach politycznych. Wprawdzie poseł
Libicki, prezentujący się jako płomienny obrońca chrześcijaństwa – bardziej
nawet katolicki niż cały Episkopat – usiłuje przypisać tej inicjatywie
szlachetną motywację obrony katolickich wartości w Radiu Maryja przed jej
redaktorami – ale nie trzeba specjalnej przenikliwości, by zauważyć, że tak
naprawdę chodzi – po pierwsze – o zaszkodzenie znienawidzonemu Kaczorowi, a po
drugie – o wciśnięcie się na antenę nawet wbrew woli właściciela rozgłośni.
Najwyraźniej PJN nie bez słuszności obawia się, że w miarę zbliżania się terminu
wyborów początkowy festiwal popularności w telewizjach zakończy się
bezpowrotnie. Przewidział to już dawno pozbawiony złudzeń biskup Ignacy
Krasicki, pisząc w bajce "Stary pies i stary sługa": "Póki gonił zające, póki
kaczki znosił, Kasztan, co chciał, u pana swojego wyprosił. Zstarzał się: aż z
owego pańskiego pieścidła, psisko stare, niezdatne, oddano do bydła". I ten czas
nadchodzi – więc na wszelki wypadek, poprzez stworzenie pozorów walki o
pluralizm w mediach – PJN zamierza zmusić Radio Maryja do wpuszczenia na antenę
swoich ambicjonerów.
Ta inicjatywa może zyskać poparcie zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i
Sojuszu Lewicy Demokratycznej – bo przecież ta ustawa otworzyłaby dostęp do
anteny Radia Maryja nie tylko partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej, ale również
Platformie Obywatelskiej i Sojuszowi Lewicy Demokratycznej! Uprzejmie zakładam,
że pan poseł Jan Filip Libicki jak zwykle nie wie, co czyni, że nie zdaje sobie
sprawy z konsekwencji, że chęć zemsty i nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego
padły mu na mózg – ale przecież mogę się mylić. W takim przypadku sprawa wygląda
znacznie gorzej – bo zmuszenia Radia Maryja do umożliwienia Sojuszowi Lewicy
Demokratycznej propagowania na antenie legalizacji aborcji, jednopłciowych
małżeństw i innych wynalazków politycznej poprawności w żadnym wypadku nie można
motywować obroną wartości katolickich. Przeciwnie – jedynym uzasadnieniem może
być dążenie do zniszczenia wiarygodności tej rozgłośni, a następnie – jej cichej
likwidacji. Jak pamiętamy – taki cel przyświeca nie tylko tubylczej lewicy, nie
tylko obydwu strategicznym partnerom, ale również Loży Zakonu Synów Przymierza,
która – obok przeforsowania realizacji żydowskich roszczeń majątkowych wobec
Polski – pacyfikację Radia Maryja od samego początku umieściła na liście swoich
priorytetów. Kto by pomyślał, że znajdzie kolaboranta akurat w osobie pana posła
Jana Filipa Libickiego? Kto by pomyślał, że pan poseł Jan Filip Libicki stanie
po stronie wrogów własności i wrogów wolności? Okazuje się, że wszystko
przewidział poeta, pisząc: "Tak wylazła z archanioła stara świnia reakcyjna –
absolutnie apolityczna i zupełnie bezpartyjna". Poeta – jak to poeta –
przewidywał ogólnie, więc portret wypadł wprawdzie nieostro, ale przecież to i
owo możemy w nim rozpoznać, nieprawdaż?
Stanisław Michalkiewicz
