Islam zderzył się z wojującym laicyzmem
Rozmowa z Krystyną
Skarżyńską – Bocheńską, profesor literatury arabskiej w Instytucie Orientalistyki
Uniwersytetu Warszawskiego
Pani Profesor, niemal codziennie w dziennikach telewizyjnych oglądamy
zamieszki na ulicach arabskich miast. Czy muzułmanie nas nienawidzą?
– Te zamieszki zostały sprowokowane przez Europejczyków, przez świadome,
rozmyślne zbezczeszczenie proroka Muhammada [inaczej Mahometa – przyp.
red.], który jest dla muzułmanów ogromnym autorytetem. Jest w tym postępowaniu
jakaś straszna bezmyślność, bo jeżeli duńska gazeta chce skrytykować muzułmanów,
to nic nie stoi na przeszkodzie, aby to zrobiła, ale dlaczego atakuje religię
jako taką?
Dlaczego jednak tak łatwo było sprowokować świat muzułmański?
– Muzułmanie żywią wielki szacunek dla religii. Wierzą w jedynego Boga
– Allaha, a Mahomet jest dla nich prorokiem – posłańcem Boga. Jeżeli
się pokazuje proroka Muhammada z bombą na głowie zamiast turbanu, oznacza
to dla nich świętokradztwo, więc trudno się dziwić ich oburzeniu. Ponadto
musimy zdawać sobie sprawę z tego, że islam zabrania przedstawiania rysunków
i rzeźb postaci ludzkich, traktując to jako bluźniercze naśladowanie
Stwórcy i bałwochwalstwo. Dlatego właśnie Arabowie zamiast malarstwa
czy rzeźby rozwinęli sztukę arabeski i pięknego liternictwa.
Europejscy ateiści chcą wmówić ludziom, że za wrogie wobec Zachodu nastroje
w świecie islamu odpowiada właśnie religia.
– Wbrew temu, co się dość powszechnie sądzi, islam nie jest z zasady wrogi
wobec innych religii czy kultur, natomiast obecne zamieszki spowodowane
są zderzeniem bluźnierstwa z koraniczną zasadą sprawiedliwego odwetu. W
okresie pierwotnej dzikości, zwanym dżahilija, istniało wśród Arabów prawo
zemsty – wojownik za wojownika, niewolnik za niewolnika (kobiet i dzieci
nie ruszano). Koran ograniczył zemstę do prawa "odwetu sprawiedliwego",
czyli talionu. W Koranie jest powiedziane tak: "Rzeczy święte podlegają
talionowi. A jeśli kto odnosi się wrogo do was, to i wy odnosicie się wrogo
do niego, podobnie jak on odnosi się wrogo do was" (sura II Krowa
werset 194). Jest nawet taki hadith [przypowieść – przyp. red.] o tym,
jak żyd uderzył w policzek muzułmanina, a muzułmanin oddał mu z dwóch stron.
Wtedy prorok go zganił, mówiąc: "Nie miałeś prawa uderzyć go w dwa
policzki, bo on uderzył cię w jeden!". Otóż muzułmanie, którzy szanują
religię, nigdy nie odważyliby się sprofanować osoby Chrystusa. Nie mogli
więc odpowiedzieć na bluźnierstwo tym samym. Dlatego nagromadzone oburzenie
znalazło ujście w protestach ulicznych.
Dlaczego gniew muzułmanów obrócił się przeciwko Danii, a nawet całemu
Zachodowi, a nie przeciw gazecie, która dokonała profanacji?
– Trudno żeby pojechali do Danii i tam protestowali przed redakcją. Nie
stać ich na to. Dlatego poszli pod duńską ambasadę. Faktem jest, że powinni
zrobić pokojową demonstrację z transparentami, tak jak my w Europie. Za
tymi rozruchami kryją się w rzeczywistości jakieś siły ekstremistyczne,
którym jest na rękę zadrażnianie stosunków z Zachodem. Podburzanie trafia
na podatny grunt, ponieważ w krajach arabskich jest jeszcze żywa pamięć
kolonialnej zależności od Europy. Poza tym są i na Zachodzie pewne kręgi
zainteresowane tym, aby doszło do antyzachodnich ekscesów, które dawałyby
im upoważnienie do zaatakowania Iranu.
Czy to znaczy, że chodzi wyłącznie o politykę? Czy w islamie są elementy
wrogości wobec chrześcijaństwa?
– Po raz pierwszy byłam w Egipcie w latach 1958-1959. Pierwsze pytanie,
które zadawali mi egipscy pisarze, dziennikarze, koleżanki w domu akademickim,
brzmiało: czy jesteś katoliczką, czy ateistką? Pytali mnie o to z niepokojem
jako przybysza z kraju komunistycznego. Gdy im odpowiadałam, że jestem
katoliczką, byli wyraźnie uradowani, zaraz następowało przełamanie lodów
i zaczynało się szukanie wspólnych elementów.
Ale nie wszędzie tak jest. W Arabii Saudyjskiej nie można wyznawać chrześcijaństwa,
a nawet posiadać krzyża…
– Arabia Saudyjska jest szczególnym przypadkiem. Tam panuje islam w wydaniu
ruchu wahhabitów, najbardziej radykalnej sekty islamu. To jest bardzo specyficzny
kraj. Natomiast w Egipcie moi znajomi z Aleksandrii, gdy zapytałam ich
o możliwość udania się w niedzielę do kościoła, sami sprawdzili, o której
jest Msza św., zawieźli mnie pod kościół i po godzinie przyjechali mnie
odebrać. To było dla nich zupełnie naturalne. I tak było wszędzie, mogą
to poświadczyć nasi arabiści, którzy przebywali na stypendiach w krajach
arabskich.
Jednak nie sposób zaprzeczyć, że w ostatnich latach pojawił się fundamentalizm
islamski, który wrogo odnosi się do chrześcijan…
– Zjawisko fundamentalizmu islamskiego wyrasta ze sprzeciwu wobec antyreligijnej
cywilizacji Zachodu. Kiedy w 1977 r. odwiedziłam Tunezję, ludzie nosili
się po europejsku, nie było pijanych osób na ulicach (islam zabrania spożywania
alkoholu). Gdy pojechałam tam kilka lat później, ulice były pełne podpitych
młodych ludzi, którzy zaczepiali turystki, a kobiety arabskie chodziły
w tradycyjnych strojach z głowami przysłoniętymi chustami. Zapytałam moje
arabskie przyjaciółki, skąd ta zmiana. Odpowiedziały, że to efekt seksturystyki
z Zachodu. To właśnie zachodni turyści zaszczepili tu demoralizację. Aby
się ustrzec przed ulicznymi zaczepkami, kobiety arabskie przywdziały tradycyjne
stroje, demonstrując, że są muzułmankami i rozpusta obyczajowa ich nie
dotyczy. To właśnie z powodu szerzenia demoralizacji pułkownik Kadafi zakazał
wjazdu do Libii turystom zagranicznym. Zachód ma złą opinię u muzułmanów,
a Zachód to dla nich chrześcijanie. Dlatego chrześcijanie płacą za lansowaną
na Zachodzie swobodę obyczajową. Ostrze fundamentalizmu jest wymierzone
jednak nie w chrześcijan, lecz w laicką kulturę Zachodu.
Czy islam jest religią wojowniczą? W Europie dość powszechnie uważa się,
że dżihad – święta wojna, o której mówi Koran, to nakaz zabijania niewiernych
lub nawracania ich siłą na islam.
– Dżihad to jest wojna w obronie wiary, a nie wojna napastnicza. Koran
(sura II Krowa) mówi: "Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was
zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę Bóg nie miłuje najeźdźców!
(3. werset 190). I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie! I wypędzajcie
ich, skąd oni was wypędzili!… Taka jest odpłata niewiernym (werset 191).
Ale jeśli oni się powstrzymają, zaprawdę Bóg jest przebaczający, litościwy!" (werset
192, Koran, przekład J. Bielawski, PIW 1986). Muzułmanie mają nakazaną
obronę przed niewiernymi, którzy na nich napadną. Mają obowiązek bronić
swojej wiary, swoich meczetów (ale walka w pobliżu meczetu jest zakazana).
Podboje muzułmanów w dobie ekspansji islamu w wiekach średnich wcale nie
miały charakteru nawracania mieczem. Armia zajmowała terytoria, ale chrześcijanom
i żydom pozwalano pozostać przy swoich religiach. Płacili tylko wyższy
podatek.
Powiedziała Pani, że za dzisiejszymi rozruchami w krajach muzułmańskich
stoją jakieś ekstremistyczne siły, dla których religia jest tylko parawanem…
– Świadczy o tym fakt, że rozruchy zaczęły się od Syrii, Libanu, czyli
państw w dużej części laickich.
Czy to te same siły, które organizują terroryzm islamski, za sprawą którego
bomby wybuchają nawet w meczetach?
– Do aktów przemocy uciekają się Palestyńczycy, walcząc o wyzwolenie swego
kraju. Wykonawcy samobójczych ataków są tu nazywani szuhada, czyli męczennikami.
Bojownik idzie na śmierć, za co czeka go nagroda w raju, chociaż w wyniku
zamachu giną niewinni ludzie.
Czy islam to usprawiedliwia?
– Nie.
A czy potępia?
– Nie robi tego na bieżąco.
Ale terroryzm jest bronią wymierzoną w niewinnych ludzi…
– To prawda. Nie zapominajmy jednak, że istnieje też terroryzm państwowy,
o którym się nie mówi i który nie ma definicji. Jeżeli państwo wprowadza
czołgi i burzy dzielnice mieszkaniowe, zabijając 20-30 osób – kobiet
i dzieci, aby namierzyć jednego bojownika palestyńskiego, to jest to
terroryzm państwowy. I w odwecie Palestyńczyk idzie, obwiązuje się ładunkami
i sam ginie, bo nic więcej nie może zrobić… Tak działa zasada starodawnej,
niegasnącej zemsty, którą stosują obie strony konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Czy wobec tego chrześcijaństwo i islam, a właściwie wyrastające z nich
cywilizacje, mogą pokojowo współżyć?
– Nie mamy prawa uważać dzisiejszej cywilizacji Zachodu, w tym amerykańskiej,
za cywilizację chrześcijańską…
Środowiska chrześcijańskie odpowiedziały oburzeniem na publikację karykatur
Mahometa, w przekonaniu, że nie wolno obrażać uczuć religijnych, podczas
gdy środowiska ateistyczne, liberalne i laickie twierdzą, że doszło do
zderzenia świata chrześcijańskiego z islamem.
– Zderzenie – tak. Ale nie chrześcijaństwa z islamem, lecz wojującego zachodniego
laicyzmu z religią jako taką. Dla mnie jest to absolutnie jasne. Mam za
sobą wiele długotrwałych pobytów w krajach muzułmańskich i nigdy jako chrześcijanka
nie miałam tam problemów. Mieszkałam w domach akademickich, miałam wielu
przyjaciół. Nie dochodziło do żadnych scysji, ponieważ wzajemnie szanowaliśmy
swoje uczucia religijne. I to mogą potwierdzić całe pokolenia naszych arabistów,
którzy tam jeździli. Proszę zwrócić uwagę na to, jak doskonale polscy arabiści
przygotowali nasze wojska do pobytu w Iraku. Polscy oficerowie świetnie
sobie tam radzą, prowadzą rozmowy z szejkami, pozostają w dobrych kontaktach
z miejscową ludnością. To wszystko dlatego, że zostali wcześniej zapoznani
przez arabistów z obyczajowością Arabów, ich kulturą, i starają się je
szanować.
Czy jednak przyjazne traktowanie wyznawców islamu nie zakłada z naszej
strony, jak twierdzą środowiska laicko-liberalne, rezygnacji z wolności?
– Nikt nie ma prawa ranić niczyich uczuć religijnych – ani muzułmanów,
ani katolików. To, z czym mamy tu do czynienia, to niesłychana agresja
laicyzmu. Środowiskom tym kraje muzułmańskie bardzo przeszkadzają, bo opowiadają
się jednoznacznie za rodziną, jednoznacznie przeciwko tzw. aborcji, rozpowszechnianiu
antykoncepcji. W tych sprawach są sprzymierzeńcami chrześcijan. Koran mówi
wyraźnie: "O Proroku, a kiedy przyjdą do ciebie kobiety wierzące złożyć
ci przysięgę wierności (…), iż nie będą zabijać swoich dzieci (…),
to przyjmij ich przysięgę i proś Boga o przebaczenie dla nich…" (sura
LX, werset 12).
Ojciec Święty Jan Paweł II traktował wyznawców islamu z wielkim szacunkiem…
– Przecież odwiedził Wielki Meczet w Damaszku! Próbował na drodze dyplomatycznej
zapobiec inwazji na Irak. Muzułmanie też go bardzo szanowali. Odwiedzali
go muftowie z różnych krajów.
Zresztą Polacy w ogóle mają w krajach arabskich świetną markę – nasi inżynierowie
pracowali w Libii, w Algierii, budowali cukrownie w Iraku. Przyjaźnili
się z Arabami, do dziś to wspominają. Wystąpienie pana Gaudena [przedruk
karykatur Mahometa na łamach "Rzeczpospolitej" – przyp. red.]
niweczy te dobre relacje, bo niestety ludzie mają podświadomą tendencję
do uogólniania.
Trzeba ograniczyć to bezmyślne prawo gazet do bezczeszczenia wszelkich
świętości, zarówno muzułmańskich, jak i chrześcijańskich. To nie jest prawo
do wolności – to jest prawo do bluźnierstw. Nie należy też demonizować
świata islamu. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że społeczeństwa krajów
muzułmańskich pragną uniknąć starcia z Zachodem. Wykładam literaturę arabską
i tłumaczę współczesną poezję, więc wiem, jak niepokoi ich to zagrożenie.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Goss
