Inicjować powinna strona rządowa
Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin smoleńskich,
rozmawia Anna Ambroziak
Wszystko wskazuje na to, że rodziny nie będą miały wglądu w treść raportu
komisji Millera przed jego prezentacją.
– Na początku lipca br. złożyłem do premiera prośbę o możliwość udostępnienia
rodzinom i pełnomocnikom raportu Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa
Państwowego przed jego publikacją. Rzeczą oczywistą jest, że bliscy ofiar mają
prawo zapoznać się z tym dokumentem przed opinią publiczną, przygotować się do
jego upublicznienia, które może być bolesne i trudne dla nich – powrót do
tamtych tragicznych wydarzeń to dla wszystkich ogromne przeżycie. Łatwiej byłoby
rodzinom dowiedzieć się o pewnych rzeczach w bezpośredniej rozmowie z premierem
niż za pośrednictwem telewizji – bo tak, podejrzewam, będzie wyglądała
prezentacja raportu. Mieliśmy się spotkać z premierem jeszcze w styczniu, przed
publikacją raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego – Donald
Tusk zapewniał i obiecywał to rodzinom na spotkaniu w grudniu. Minęło pół roku i
nic. Podejrzewam, że premier uznał, iż taka forma komunikacji z rodzinami nie
bardzo mu się opłaca, bo po ostatnich spotkaniach jego wizerunek znacznie
ucierpiał. Szef rządu nigdy nie był do nich przygotowany, odniosłem wrażenie, że
traktował je jako próbę budowy swojego wizerunku w celu uzyskania sympatii
opinii publicznej, pokazania, że interesuje się rodzinami. Kiedy informacje o
przebiegu spotkań są upubliczniane i negatywnie wpływają na jego wizerunek,
uznał najwidoczniej, że organizowanie kolejnych mu się nie opłaca. Jeśli chodzi
o postulaty rodzin o zapoznanie się z treścią raportu, to nie jesteśmy – mówiąc
kolokwialnie – na żadnym etapie. Po wystosowaniu listu oczekiwałem, że padnie
informacja, iż premier chce się spotkać z rodzinami. Do dziś takiej wiadomości
nie otrzymałem.
Oczekiwał Pan, że z taką inicjatywą wyjdzie strona rządowa?
– To było oczywiste. Strona rządowa powinna wyjść z taką inicjatywą z uwagi na
charakter tego raportu i ze względu na obietnice, które padły na grudniowym
spotkaniu. Brałem tu pod uwagę, że jest okres wakacyjny i że o takim zamiarze
spotkania premier powinien poinformować z jakimś rozsądnym uprzedzeniem.
Raport ma być przedstawiony w następnym tygodniu… Perspektywa wglądu rodzin
spada do zera…
– Tak jak powiedziałem, gdyby premier traktował poważnie swoje wcześniejsze
zapewnienia, powiadomiłby o tym rodziny co najmniej tydzień wcześniej. Jest
okres wakacyjny, trzeba brać pod uwagę czas potrzebny na powrót z urlopów.
Zapewnienie premiera, że publikacja raportu ma nastąpić 29 lipca, była
kategoryczna. Gdyby premier nie opublikował raportu do 29 lipca, to całkowicie
straci wiarygodność. Natomiast jedna rzecz mnie tu zaniepokoiła.
Jaka?
– Chodzi o deklaracje Donalda Tuska, który mówił, że jeśli tłumaczenie nie
będzie kompletne, to zostaną przedstawione tylko fragmenty raportu. Co może
oznaczać przedstawienie jedynie pewnych, wygodnych dla rządu informacji, które
zostaną wyjęte z kontekstu.
Ma Pan jakieś oczekiwania wobec tego raportu? Mecenas Piotr Pszczółkowski
deklarował, że nie ma żadnych z uwagi na to, że komisja nie mogła oprzeć się na
dowodach kluczowych, dlatego raport należy traktować jako niemerytoryczny.
– Podzielam tę opinię. Przecież komisja nie miała dostępu do szeregu dokumentów,
które dotąd nie nadeszły z Rosji, jak choćby protokół oględzin miejsca
zdarzenia, nie miała dostępu do kluczowych dowodów. Więc wartość takiego
dokumentu, który jest stworzony na wybrakowanym materiale, jest dość nikła.
Chciałbym tu też przypomnieć, że do tej pory nie ma odczytów z czarnych
skrzynek, czym zajmuje się Instytut im. Sehna w Krakowie, gdzie biegli podjęli
się rozszyfrowania wszystkich zapisów. Dlatego informacja, że raport ma być już
publikowany, podczas gdy jeszcze nie odszyfrowano pełnych zapisów rozmów, bardzo
mnie zaskoczyła. Jeśli raport jest zakończony przed uzyskaniem ostatecznej
opinii biegłych, to profesjonalizm takiego działania jest żaden.
Nawet przy założeniu, że komisja miała opinię wstępną?
– Nawet. Ponadto w mojej ocenie, wartość raportu w świetle prawa
międzynarodowego jest znikoma. Strona polska wcześniej popełniła błąd, zgodziła
się na procedowanie w sprawie według reguł zaproponowanych przez Władimira
Putina, a gdy to okazało się fatalne w skutkach, teraz na siłę próbuje odwrócić
sytuację.
Skąd więc to przyspieszenie?
– Tak naprawdę będziemy o tym wiedzieli dopiero po publikacji raportu. Na pewno
jest on używany w czasie kampanii przedwyborczej – to nie ulega wątpliwości.
Pytanie tylko, w jaki sposób. Czy po to, by przykryć jakąś aferę, czy też na
przykład jest on niewygodny dla Platformy i dlatego czekaliśmy na niego tak
długo.
Dziękuję za rozmowę.
