Ilu jest „wypędzonych”?
Niemieccy liberałowie domagają się od Eriki Steinbach, by przedstawiła dokładne informacje na temat liczebności Związku Wypędzonych (BdV). Koalicyjna FDP chce sprawdzić, ilu jest tak naprawdę niemieckich „wypędzonych”. Chadecy natomiast dalej trzymają stronę BdV i apelują do FDP o kompromis w sprawie Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”.
FDP zażądała od Związku Wypędzonych dokładnych informacji na temat liczebności BdV w związku z pojawiającymi się w ostatnich dniach wątpliwościami w tej materii. – Jeżeli BdV nie będzie w stanie potwierdzić przytaczanych przez siebie faktów dotyczących swojej liczebności, to moim zdaniem pod znakiem zapytania staje jego rzekoma reprezentacja wypędzonych w Niemczech – powiedział agencji DDP poseł FDP Patrick Doering. Chodzi o to, że związek jest podejrzewany o to, iż zawyża liczbę swoich członków, wpisując na listy osoby, które nie powinny nigdy otrzymać statusu wypędzonych. Zresztą dotyczy to nawet samej Steinbach, która urodziła się w 1943 r. w okupowanej przez Niemców polskiej Rumi. Przewodnicząca broniła się potem, że rodzina jej ojca pochodziła z Dolnego Śląska.
Tymczasem politycy CDU zaapelowali do swoich koalicjantów z FDP o kompromis i poważne podejście do rozmów w sprawie Eriki Steinbach i Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. Steinbach proponuje, żeby w zamian za jej rezygnację z miejsca w radzie muzeum wypędzonych, placówka ta była niezależna od rządu federalnego, bo podlegałaby Bundestagowi. Sekretarz generalny CDU Hermann Groehe stwierdził, że obecnie wszystkie strony muszą znaleźć konstruktywne rozwiązanie. Z kolei politycy CSU w apelu do liberałów sugerują, że oferta Eriki Steinbach jest godna przyjęcia.
– Pani Steinbach przedstawiła honorową ofertę. Guido Westerwelle powinien możliwie szybko się na nią zgodzić – oświadczył sekretarz generalny CSU Alexander Dobrindt w Wildbad Kreuth w Bawarii. A kanclerz Merkel milczy w tej sprawie jak zaklęta.
Waldemar Maszewski, Hamburg
