Idealna szkoła łączy dom z kampusem
Z prof. Tomem Michaud, wykładowcą Wheeling Jesuit University w USA, rozmawia Anna Wiejak
Jaka Pana zdaniem byłaby idealna katolicka szkoła/uczelnia?
– Idealna szkoła katolicka powinna być szkołą łączącą naukę teorii w kampusie i w klasie z nauczaniem w domu (Home schooling). Byłaby to zatem kombinacja bezpośredniego kontaktu (twarzą w twarz) z profesorami oraz pracy w domu na komputerze – konwersacjami za pomocą komputera między poszczególnymi studentami z całego świata, którzy w sposób poważny myślą o katolickiej edukacji. Byłby to jednak tylko element idealnego uniwersytetu. Sądzę, że idealna szkoła katolicka powinna kształcić studentów od samych fundamentów w realizmie, w moralnym realizmie. Wpajać im, że istnieje rzeczywista różnica między dobrem a złem, my zaś jesteśmy zdolni do posiadania tej wiedzy. W epistemologicznym realizmie możemy pojmować prawdę na temat pewnych elementów rzeczywistości. W końcu zaś w realizmie metafizycznym – że Bóg-Stwórca zaprojektował ten wszechświat, i ten wszechświat ma dzięki temu pewien porządek i cel istnienia. Nie jest to po prostu chaos. Zatem instytucje autentycznie katolickie powinny mieć swoje fundamenty, oprócz innych zasad, w zasadzie realizmu. Na takim uniwersytecie musi być też silna praktyka katolicka: w społeczności akademickiej powinny obowiązywać pewne prawa, powinno się odprawiać liturgię oraz udzielać sakramentów. Jest również bardzo ważne, aby wprowadzić edukację holistyczną, czyli obejmującą ciało i duszę rozumianą jako całość. Katolickie instytucje powinny zachęcać studentów do wysiłku fizycznego oraz stwarzać im szanse rozwoju w tym kierunku. Powinno się umożliwić młodym mężczyznom i kobietom uprawianie sportów lub jakiejkolwiek formy gimnastyki, tak aby mogli się w pełni rozwijać jako osoby.
Kiedy spodziewa się Pan reformy katolickiego nauczania we wspomnianym przez Pana kierunku?
– Trudno powiedzieć. Myślę, że ona właśnie teraz się rozpoczyna. Sądzę, że dzisiaj studenci, i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych (a uczę już przez 32 lata na poziomie uniwersyteckim również w Ameryce Południowej, w Europie Zachodniej i tutaj, w Polsce, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim), poszukują teraz czegoś więcej pod każdym względem. Sądzę też, że owa reforma wyjdzie od studentów, być może nawet w najbliższym czasie. Należy podkreślić, że kiedy ci studenci pokończą uczelnie, zestarzeją się i zapamiętają, co jest ważne, staną się przywódcami społeczeństwa. Myślę, że to nowe pokolenie dokona naprawdę niewiarygodnych reform, dlatego też stanowi ono dostateczny powód, aby nie tracić nadziei.
Katolicka tożsamość stanowi zagrożenie dla współczesnej mentalności…
– Tak, ponieważ oferuje związki przyczynowe i odpowiedzi, którym we współczesnej polityce nie da się zaprzeczyć. Jest głęboka, silna, posiadająca potencjał. Natomiast owe związki przyczynowe, odpowiedzi i przekonania powodują, że „nowoczesna” mentalność staje się paranoiczna. W konsekwencji współczesne jednostki starają się zlikwidować, zdemontować lub zniechęcić autentyczną edukację katolicką. Dokładnie tak samo, jak chcą zlikwidować, zdemontować lub zniechęcić dzieło Radia Maryja, Telewizji Trwam czy też działalność Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Tego typu mentalność nie może sobie bowiem pozwolić na istnienie opozycji. Tego typu mentalność wie, że wszystkie kroki, które podejmuje, podejmuje z pozycji siły, nie zaś opierając się na prawdzie. Katolicka tradycja przeciwstawia prawdę owej sile. Jeżeli dochodzi do konfrontacji między siłą a prawdą, prawda zawsze w końcu zwycięża.
W jakim kierunku powinna pójść odnowa systemu wychowania i edukacji?
– Jednym z obszarów, który moim zdaniem jest bardzo ważny, jest obszar nazywany filozofią istoty ludzkiej. Jan Paweł II przekazał nam w swoim dziedzictwie swój geniusz, swojego ducha w postaci przepięknej filozofii osoby ludzkiej dla czasów współczesnych. Nasza katolicka tradycja intelektualna jest bogata w filozofię istoty ludzkiej. Przede wszystkim musimy zrozumieć, że jesteśmy przyprawioną o ciało duszą, jako główne cechy posiadającą intelekt i wolną wolę. Wolna wola ma ogromne znaczenie, ponieważ oczywiście w nowoczesnej myśli, jak np. w komunizmie, w naturalizmie czy materializmie pojęcie duszy nie istnieje. Natomiast w nowoczesnej psychologii nie ma ani duszy, ani wolnej woli. Musimy przy tym zrozumieć, w jaki sposób nasza wolna wola jest powiązana z intelektem i rozumem oraz że rozum i wolna wola stanowią o większej odpowiedzialności. W tym tkwi potęga filozofii istoty ludzkiej – stanowi ona solidny fundament, który może nam pomóc w odnowie katolickiej edukacji. W końcu myślę również, że tego typu przeciągająca się reformatorska rewolucja, która jest niezbędna, aby utrzymać ducha katolickiej edukacji, musi być rezultatem autentycznej nadziei. Autentyczna nadzieja nie jest optymizmem, nie jest też pesymizmem. Dlaczego? Pesymizm to ciągłe narzekanie, że np. świat nie jest taki, jaki bym chciał, żeby był…
Można zaryzykować stwierdzenie, że obecny kryzys finansowy jest poniekąd spowodowany brakiem wiary katolickiej w społeczeństwie oraz odejściem od katolickich wartości? W jaki sposób i w jakich aspektach?
– W pewien sposób rzeczywiście tak jest, ponieważ posiadając mentalność konsumenta, nie jesteśmy dobrymi zarządcami posiadanych przez siebie dóbr. Zapominamy, że siłą rzeczy całe nasze mienie należy do Boga, nie do nas. Wskutek tego stajemy się chciwi. Musimy pamiętać, że twórcą tych dóbr jest Bóg, zatem automatycznie wszystko należy do Niego. To On czyni nas władnymi godnie zarządzać jego dobrami. Zatem w tym sensie odpowiedź na zadane przez panią pytanie brzmi „tak”. Brak jakiegokolwiek zrozumienia, brak odpowiedzialności zarządców za powierzone im dobro stanowi część tego problemu, wyobrażenie bycia uczciwymi zarządcami tego dobra stanowi podstawowy element katolickich wartości. Sądzę, że zarówno bankierzy, jak i obywatele nie wiedzą, jak żyć, korzystając tylko z posiadanych środków finansowych. Osobnym problemem jednak jest to, kiedy mamy się nauczyć, jak to czynić. Taką wiedzę powinniśmy wynosić ze szkoły, a nie wynosimy.
Reklamy przekonują nas, że potrzebujemy rzeczy, których tak naprawdę wcale nam nie trzeba. Zatem, aby je zdobyć, zaciągamy pożyczki…
– Dokładnie tak. Jednym z podstawowych problemów, z jakim mamy do czynienia na kampusach katolickich uczelni, zresztą nie tylko katolickich, są karty kredytowe. Firmy przychodzą na kampus i rozdają je studentom. Ci zaś dokonują zakupów, zwiększając dług na karcie kredytowej, nie uzmysławiając sobie, że rośnie on niekiedy do bardzo wysokich kwot, sięgających nawet 10-15 tys. dolarów. Tymczasem tego debetu na karcie kredytowej nawet nie powinni mieć. W konsekwencji wpadają w pułapkę, z której nie mogą się wydostać.
To pozorna wolność…
– O, tak. W rzeczywistości bowiem przedmioty materialne nigdy nikomu nie dały wolności. Rzecz w tym, że twierdzenie, iż posiadanie albo wolność kupowania stanowi o autentycznej wolności, jest błędne. Jeżeli zatem myślisz, że posiadanie karty kredytowej i wolność nabywania dadzą ci wolność, to jesteś w błędzie. W rzeczywistości bowiem stajesz się niewolnikiem tych przedmiotów. Jesteś zniewolony przez konsumencki popęd do kupowania.
Progresywizm i relatywizm infekują katolicką edukację w Stanach Zjednoczonych. Jakie są główne problemy z tym związane?
– Wracając do tego, co wcześniej powiedziałem, jest to relatywizm moralny. Czyjakolwiek opinia na temat dobra czy zła, prawdy czy fałszu jest tak samo dobra, jak opinia kogokolwiek innego. Nazywam to zjawisko rozbudowanym prawem do wyboru (expanded pro-choice), mentalnością rozbudowanego prawa do wyboru. Społeczeństwo amerykańskie jest bowiem takie samo jak społeczeństwo zachodnie – może obecnie nawet część wschodniego – jako że pod względem moralności opowiada się za wyborem. Panuje błędne przekonanie, że powinniśmy być bezwarunkowo tolerancyjni. Jeżeli pani czy ja nie zgadzamy się w kwestiach moralności, mogę spróbować udowodnić pani, że pani się myli, ale pani niech nie próbuje nawet przekonywać mnie, że jestem w błędzie. Powinniśmy do siebie podchodzić w sposób tolerancyjny: każde z nas dokonało pewnego własnego wyboru i ma własną opinię na temat tego, co jest dobre, a co złe. Tymczasem logika nam podpowiada, że jeżeli ja wierzę, że A to błąd, natomiast pani wierzy, że negacja A to właściwa odpowiedź, jedno z nas musi się mylić. Nie można mieć sprzeczności, w której obie strony mają rację. Jeżeli zaś chodzi o mentalność pro-choice, to ignorujemy w niej logikę. Okazuje się bowiem, że moralność jest zwykłym wyborem i zależy od indywidualnej opinii i nie chcę z panią dyskutować, gdyż jeżeli to uczynię, zostanę uznany za nietolerancyjnego.
Ale to jest jednokierunkowa tolerancja, skoro musimy „tolerować” poglądy liberałów, podczas gdy liberałowie wcale nie zamierzają „tolerować” naszych…
– W tym leży główny problem. Oni nie są wobec nas tolerancyjni, ponieważ domagają się, abyśmy to my dostosowali się do ich światopoglądu, ponieważ uważają, że znajdują się na wyższej płaszczyźnie moralnej. Uważają, że rodzaj tolerancji, który reprezentują, bezkrytycznej i bezwarunkowej tolerancji, stanowi prawdziwe podłoże moralne. Jeżeli nie wyrazimy zgody na umieszczenie reprezentowanej przez nich moralności na poziomie, który sobie życzą, zarzuca się nam moralne wstecznictwo, mówi się, że pod względem moralnym stoimy niżej. Próbuje się nas zatem zmusić, abyśmy dostosowali się do nich, podczas gdy jednocześnie oni nawet nie silą się na tolerancję względem nas. To jest naprawdę poważny problem. Dotyczy on w szczególności młodszych studentów, na których wywierana jest ogromna presja, aby dostosowali się do tej formy liberalnej postawy. Nacisk ten wywierają przede wszystkim media, chociaż jego źródeł jest tak naprawdę znacznie więcej.
Kwestie takie jak aborcja, eutanazja, badania na embrionach są nie do przyjęcia. Dlaczego zatem katolicy godzą się w tych kwestiach na dialog ze środowiskami lewicowymi i jakiego rodzaju jest to dialog?
– Oczywiście, że nie zajmują równorzędnych pozycji. Jeżeli ktoś chce być katolikiem, autentycznym katolikiem, to w powszechnym mniemaniu może nim być, z wyjątkiem tych pozycji, na których nie może, przy czym żadna z tych postaw, obiektywnie rzecz ujmując, nie znajduje akceptacji wszystkich. Dlaczego katolicy głosują na kogoś takiego jak Obama? A przecież to na niego głosowała zdecydowana większość ludzi deklarujących się jako katolicy. Otóż wychodzą oni z założenia, że są inne przesłanki – w ich mniemaniu bardziej istotne niż deklarowane przez nich wartości. Nie są oni właściwie uczeni, gdyż to właśnie jest najgorszym złem. Jednakże z powodu braku instrukcji i przywództwa w Kościele w Stanach Zjednoczonych ludzie sądzą, że kwestie takie jak sytuacja związków zawodowych czy narodowe, powszechne ubezpieczenie zdrowotne, a nawet takie sprawy jak sytuacja w Iraku, są bardziej istotne i mają większą wagę moralną, większe moralne znaczenie niż kwestie aborcji, eutanazji czy prowadzenia eksperymentów na embrionalnych komórkach macierzystych.
Dziękuję za rozmowę.
